Weszłam dzisiaj na bloga, chcąc sprawdzić jak się ma ostatni rodział... I co ujrzałam?
I co zrobiłam jak to ujrzałam...? Zaczęłam pisać wszędzie gdzie się da, że zaraz wbije mi 6000 wy,świetleń XDD Tak, niby drobna rzecz a tak cieszy... Do tego niedługo minie rocznica powstania bloga, którą zamierzam obchodzić oczywiście ^^ Od razu was zapraszam na mojego fanpage na fb jeżeli go jeszcze nie zlajkowaliście, ciekawe rzeczy tam się dzieją, no i nieco ciekawostek i faktów przed rozdziałami dodaję.
To taka krótka notka, chcę wam jeszcze baaaardzo podziękować za to co zrobiliście dla mnie :3 Lepszego prezentu nigdy nie mogłam dostać, jesteście WIELCY! <3
"Nie da się połączyć dwóch sprzecznych sobie światów. Jest się dobrym albo złym, człowiek ma zazwyczaj określoną naturę, niezmienną przez całe życie. Są jednak ludzie pomiędzy, którzy nie mogą zdecydować się na żaden ze światów. Pomiędzy Czernią A Bielą."
Cass x Alice
niedziela, 26 czerwca 2016
czwartek, 9 czerwca 2016
Przedstawienie || Rodział 26 ||
Od ostatniego dnia przeszliśmy przez wiele prób, większość z nich wyzwalała ogromne uczucia. Niektórzy płakali, inni się śmieli, pracowaliśmy jak najlepiej umieliśmy, żeby w końcu udało nam się wystawić Czerwonego Kapturka... Cóż, mimo że ciągle bolała mnie moja główna rola to nie dało się na to nic poradzić. Rozmawiałam z profesorem, ale skoro werdykt już zapadł, to nic innego nie dało się zrobić. Pogodziłam się więc z tym co miało nastąpić, bo co innego mi pozostało? Nie żebym się nie cieszyła, to była dla mnie ogromna szansa, ale zwyczajnie czułam że nic dobrego z tego nie wyniknie. Dzień przedstawienia mijał dość wolno, większość nie mogła się doczekać wieczoru kiedy rodzice mieli przybyć do szkoły, wyczekiwali tego momentu, a czas dłużył się i dłużył... Aż w końcu rodzice zaczęli się zbierać, z czego Kastiel raczej nie był bardzo zadowolony. Nie dziwiło mnie to, wiedziałam od początku, że raczej nie chciał by przychodzili. Nie oceniałam go, czułam że coś nim musi kierować, w końcu kto od tak nie znosi swoich rodziców? Odnosił się do nich raczej lekceważonco, przedstawił mnie tylko z imienia, potem jakby unikał tematu, mimo że ja byłam bombardowana setkami pytań. Na szczęście przerwano tą spowiedź, kiedy Pan Farazowski nakazał nam się poprzebierać w kostiumy za kurtyną, wszystko przygotowała Rozalia wraz z Leo, trzeba przyznać że odwalili kawał dobrej roboty, przynajmniej ja tak sądziłam. Kilka osób wyglądało zza kurtyny machając swoim rodzicom... I wtedy dopadło mnie dziwne uczucie pustki. Widziałam dwa wolne miejsca na tyle... Tak, mieli je zająć moi rodzice, albo chociaż bracia. Nikt jednak się nie zjawił. Czego mogłam się spodziewać...? Czułam że ich nie będzie. Michel doskonale wiedział o tym, że to dla mnie ważna chwila. Obiecał przyjechać... Chociaż na kilka dni. Widocznie jednak zmienił zdanie. Odkąd Michel wyjechał z moim młodszym bratem nie widziałam się ani razu... Znowu urwał nam się kontakt, a ja siedziałam w tym dużym, pustym domu zupełnie sama, bez ich rozmów, gwaru, śmiechów... Trochę mnie to bolało, musiałam przyznać. Ale byłam twardsza niż kiedykolwiek wcześniej, w końcu to wszystko ukształtowało mój charakter, to kim jestem. Nie narzekałam. Wolałam siebie taką, niż wcześniejszą. Zmieniłam się, wiele osób mi to mówiło. Dla niektórych była to zmiana na lepsze, dla innych zmieniłam się na gorsze. Ale co poradzić? Nic nie mogłam zrobić, a na pewno nie zamierzałam się od tak zmieniać, bo komuś nie podobało się to kim jestem. Nie byłam takim typem. Jedyną osobą dla której mogłabym się zmienić był Kastiel. Nikt inny nie mógł nawet tknąć mojego charakteru. Widocznie jedyną osobą która dostrzegła że coś jest ze mną nie tak był William. Podszedł, kładąc mi dłoń na ramieniu.
- Alice, wszystko okej?- zapytał patrząc na mnie. Szczerze to brakowało mi odpowiedzi. W jednej chwili chciałam wykrzyczeć wszystko co czuje... Ale zamilkłam. Spojrzałam wprost na niego.
- Wszystko jest dobrze.- Powiedziałam tylko, nie chciałam żeby cokolwiek wiedział, nic dobrego by z tego nie wyszło, szczególnie że Kastiel był o niego piekielnie zazdrosny.
- Nie jestem głupi. Widać takie rzeczy.- W tej chwili spojrzał mi przez ramię. Widocznie patrzył na te same miejsca co ja, puste...- Uhhh... Do ciebie też nikt nie przyszedł?- Słyszałam w jego głosie zrozumienie, jakby doskonale wiedział co czuję, co mówię... Z czymś takim jeszcze się nie spotkałam. Zazwyczaj współczuli, mówili że im przykro... Ale dawno nie czułam zrozumienia. A tym razem było go tak wiele... Więcej niż kiedykolwiek wcześniej otrzymałam.
****************************************************************************
Perspektywa Williama
****************************************************************************
Westchnąłem głośno. Wiedziałem co czuła. Mogłem się domyślać, byliśmy w podobnej sytuacji... Szkoda mi było się nie otwierać przed nią, szczególnie, że wyczułem coś... Wyczułem, że raczej mało kto ją rozumiał. Może i Kastiel okazywał jej uczucie, ale nie pokazywał jej zrozumienia, które jest w jej przypadku bardzo potrzebne.
- Posłuchaj...- Znów westchnąłem- Do mnie też nikt nie przyszedł.- Nie wiedziałem co stało się z jej rodzicami, ale ja oddałbym wszystko, żeby moi się mną zainteresowali... Dlatego nie rozumiałem Kastiela. Widziałem jak traktuje swoich rodziców... Dla mnie to było dziwne. Ile bym dał żeby być na jego miejscu...- Twoi rodzice pewnie nie dojechali, na pewno przyjdą!- starałem się ją pocieszyć, ale chyba tylko pogorszyłem sprawę, bo jej oczy zaszkliły się.
- Nie przyjdą. Moi rodzice nie żyją...- Widziałem jak spuściła głowę, była naprawdę zdołowana... Ale otworzyła się przede mną. Nie mogłem pozostać dłużny.
- Przykro mi... - Spojrzałem na nią, po czym oparłem się rękami na małej barierce którą wnieśli jako dekorację- Nie znam mojego ojca. Nigdy go nie poznałem, chociaż bardzo chciałem. Moja matka za to wcale się mną nie interesuje... ma swoje sprawy.- Powiedziałem, po czym znów się wyprostowałem- Ale zapamiętaj, Alice. Nie ważne co takiego by się działo... Oni nie są nam potrzebni. Może to ci się wydawać teraz złe, niezrozumiałe... Ale kiedyś zrozumiesz, sama zobaczysz. I wtedy to sobie przypomnisz.- Odeszłem od niej, powoli, zagłębiając się w ciemność. Musiałem jeszcze ubrać swój strój leśniczego... Chociaż mało chciałem teraz grać, musiałem. Przedstawienie poszło nawet dobrze... No mimo tego, że kiedy grałem, widziałem że Alice nie jest sobą. Widocznie tchnęły ją moje słowa. Myślała nad nimi. I dobrze, bardzo dobrze. Musiała coś zrozumieć... Coś, czego do tej pory nie rozumiała... A może rozumiała, tylko nie chciała zrozumieć?
**************************************************************************
Perspektywa Kastiela
**************************************************************************
Ten nowy coraz bardziej mnie wkurzał. Za każdym razem jak widziałem go zbliżającego się do mojego skarba miałem ochotę ukręcić mu łeb...Byłem zazdrosny, ale kiedy dowiedziałem się prawdy o mojej byłej to nawet nie chciałem myśleć co by było gdybym stracił również Alice... Nie było nawet takiej mowy, więc musiałem ją strzec od takich ludzi. Czułem, że chciał mi ją zabrać. Próbował jej namydlić w głowie, udawać że ją rozumie, że zna jej sytuację... A tak naprawdę to była częśc jego planu. Doskonale to wyczułem, nie jestem w końcu aż taki głupi. Pewnie kiedy ona mu już zaufa, on zacznie inne gierki, zacznie się posuwać zbyt daleko... A wtedy mogę nie móc wkroczyć. I wtedy dopiero może być prawdziwy problem. Teraz to tylko przedsmak tego co mogłoby się dziać. Dlatego właśnie musiałem ją chronić, bez względu na wszystko. Skarby się chroni... I nie oddaje w byle ręce. Nie znałem tego gościa, nie znałem jego zamiarów, ale czułem że to na pewno nic dobrego. Będę się trzymał na baczności, i obserwował go, żeby przypadkiem moje najczarniejsze scenariusze nagle nie stały się rzeczywistością... Mimo mojej pewności mam małą nadzieję, że się mylę. Że to tylko moja paranoja, że to głupie domysły, które tak naprawdę nie są prawdą. Chociaż było to mało prawdopodobne, tak się właśnie pocieszałem. Nie było innego wyjścia. Póki co będę go po prostu obserwował, a kiedy zacznie dziwnie się zachowywać, wkroczę. Na pewno nie dam mu być za blisko Alice. Nie ma mowy żeby mnie zgiął, co z tego że występowałem ze złamaną ręką, co z tego że dostałem naganę. Nie liczyła się już szkoła, ani moje zdrowie. Liczyło się tylko to, by wreszcie go zdemaskować, pokazać jego prawdziwe oblicze, którego on tak strzegł i nie chciał pokazać... A byłem coraz bliżej.
- Alice, wszystko okej?- zapytał patrząc na mnie. Szczerze to brakowało mi odpowiedzi. W jednej chwili chciałam wykrzyczeć wszystko co czuje... Ale zamilkłam. Spojrzałam wprost na niego.
- Wszystko jest dobrze.- Powiedziałam tylko, nie chciałam żeby cokolwiek wiedział, nic dobrego by z tego nie wyszło, szczególnie że Kastiel był o niego piekielnie zazdrosny.
- Nie jestem głupi. Widać takie rzeczy.- W tej chwili spojrzał mi przez ramię. Widocznie patrzył na te same miejsca co ja, puste...- Uhhh... Do ciebie też nikt nie przyszedł?- Słyszałam w jego głosie zrozumienie, jakby doskonale wiedział co czuję, co mówię... Z czymś takim jeszcze się nie spotkałam. Zazwyczaj współczuli, mówili że im przykro... Ale dawno nie czułam zrozumienia. A tym razem było go tak wiele... Więcej niż kiedykolwiek wcześniej otrzymałam.
****************************************************************************
Perspektywa Williama
****************************************************************************
Westchnąłem głośno. Wiedziałem co czuła. Mogłem się domyślać, byliśmy w podobnej sytuacji... Szkoda mi było się nie otwierać przed nią, szczególnie, że wyczułem coś... Wyczułem, że raczej mało kto ją rozumiał. Może i Kastiel okazywał jej uczucie, ale nie pokazywał jej zrozumienia, które jest w jej przypadku bardzo potrzebne.
- Posłuchaj...- Znów westchnąłem- Do mnie też nikt nie przyszedł.- Nie wiedziałem co stało się z jej rodzicami, ale ja oddałbym wszystko, żeby moi się mną zainteresowali... Dlatego nie rozumiałem Kastiela. Widziałem jak traktuje swoich rodziców... Dla mnie to było dziwne. Ile bym dał żeby być na jego miejscu...- Twoi rodzice pewnie nie dojechali, na pewno przyjdą!- starałem się ją pocieszyć, ale chyba tylko pogorszyłem sprawę, bo jej oczy zaszkliły się.
- Nie przyjdą. Moi rodzice nie żyją...- Widziałem jak spuściła głowę, była naprawdę zdołowana... Ale otworzyła się przede mną. Nie mogłem pozostać dłużny.
- Przykro mi... - Spojrzałem na nią, po czym oparłem się rękami na małej barierce którą wnieśli jako dekorację- Nie znam mojego ojca. Nigdy go nie poznałem, chociaż bardzo chciałem. Moja matka za to wcale się mną nie interesuje... ma swoje sprawy.- Powiedziałem, po czym znów się wyprostowałem- Ale zapamiętaj, Alice. Nie ważne co takiego by się działo... Oni nie są nam potrzebni. Może to ci się wydawać teraz złe, niezrozumiałe... Ale kiedyś zrozumiesz, sama zobaczysz. I wtedy to sobie przypomnisz.- Odeszłem od niej, powoli, zagłębiając się w ciemność. Musiałem jeszcze ubrać swój strój leśniczego... Chociaż mało chciałem teraz grać, musiałem. Przedstawienie poszło nawet dobrze... No mimo tego, że kiedy grałem, widziałem że Alice nie jest sobą. Widocznie tchnęły ją moje słowa. Myślała nad nimi. I dobrze, bardzo dobrze. Musiała coś zrozumieć... Coś, czego do tej pory nie rozumiała... A może rozumiała, tylko nie chciała zrozumieć?
**************************************************************************
Perspektywa Kastiela
**************************************************************************
Ten nowy coraz bardziej mnie wkurzał. Za każdym razem jak widziałem go zbliżającego się do mojego skarba miałem ochotę ukręcić mu łeb...Byłem zazdrosny, ale kiedy dowiedziałem się prawdy o mojej byłej to nawet nie chciałem myśleć co by było gdybym stracił również Alice... Nie było nawet takiej mowy, więc musiałem ją strzec od takich ludzi. Czułem, że chciał mi ją zabrać. Próbował jej namydlić w głowie, udawać że ją rozumie, że zna jej sytuację... A tak naprawdę to była częśc jego planu. Doskonale to wyczułem, nie jestem w końcu aż taki głupi. Pewnie kiedy ona mu już zaufa, on zacznie inne gierki, zacznie się posuwać zbyt daleko... A wtedy mogę nie móc wkroczyć. I wtedy dopiero może być prawdziwy problem. Teraz to tylko przedsmak tego co mogłoby się dziać. Dlatego właśnie musiałem ją chronić, bez względu na wszystko. Skarby się chroni... I nie oddaje w byle ręce. Nie znałem tego gościa, nie znałem jego zamiarów, ale czułem że to na pewno nic dobrego. Będę się trzymał na baczności, i obserwował go, żeby przypadkiem moje najczarniejsze scenariusze nagle nie stały się rzeczywistością... Mimo mojej pewności mam małą nadzieję, że się mylę. Że to tylko moja paranoja, że to głupie domysły, które tak naprawdę nie są prawdą. Chociaż było to mało prawdopodobne, tak się właśnie pocieszałem. Nie było innego wyjścia. Póki co będę go po prostu obserwował, a kiedy zacznie dziwnie się zachowywać, wkroczę. Na pewno nie dam mu być za blisko Alice. Nie ma mowy żeby mnie zgiął, co z tego że występowałem ze złamaną ręką, co z tego że dostałem naganę. Nie liczyła się już szkoła, ani moje zdrowie. Liczyło się tylko to, by wreszcie go zdemaskować, pokazać jego prawdziwe oblicze, którego on tak strzegł i nie chciał pokazać... A byłem coraz bliżej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)