Powrót do codzienności nie poszedł nam zbyt łatwo. Wiele rzeczy było trudnych do wykonania, każdy wracał myślami do chwil które już przeminęły. Już po powrocie czekała nas ogromna niespodzianka... Nowa uczennica. Znowu. Serio, powoli miałam przesyt tych nowych. Ustała na środku klasy i zaczęła mówić o sobie, różne rzeczy. Między innymi to, że nazywa się Priya i zamierza skończyć tutaj liceum, że podróżuje z ojcem, zwiedziła wiele miejsc... Jakoś podświadomie czułam, że będą z nią problemy. Cała lekcja minęła tylko na pytaniach do niej, przez co dużo się o niej dowiedziałam. Na przerwie Amber już się do niej dorwała... Cóż, nie mogłam pozwolić na zniechęcanie jej do nowej szkoły prze jakąś blond lalę, którą i tak mało kto lubił. Podeszłam więc do nich, sądziłam, że tak będzie najlepiej.
- Ej, Amber, nie sądzisz, że nie ładnie zaczynać do lepszych?- zapytałam stając za jej plecami.
- lepszych? Dobre sobie- zaczęłą się śmiać. Nie wiem co ją bawiło, tak trudno było się jej przyznać do mniejszości?
- Tak, nie widzisz tej granicy?- popatrzyłam na nią poważnie. Serio nie chciałam, żeby zniechęciła Priyę do tego liceum...
- Chciałam zapytać cię o to samo!- Widać teraz było złość w jej oczach. Oby tylko się na mnie nie rzuciła. W tej chwili wkroczył Kastiel, on miał chyba jakiś zegarek w oczach, że wiedział gdzie i kiedy jest potrzebny.
- Coś nie tak?- zapytał patrząc ze złością na Amber. Nie dziwiłam się, że tak reagował. Chyba i on już miał jej serdecznie dosyć.
- Ta twoja panienka uważa się za królową świata!- Amber wybuchła jak małe dziecko któremu zabrano lizaka. W tej chwili i ja, i Priya, i Kastiel zaczęliśmy się śmiać. I kto to mówił?
- Nie, mi się wydaje, że to właśnie ty bierzesz się za królową.- Stwierdziła nagle Priya. Cóż, widocznie tylko chwila jej wystarczyła, żeby poznała charakter Amber.
- Ja i tak znam twoją tajemnicę, Kastiel...- Szepnęła Amber patrząc prosto na niego. Teraz się zmartwiłam. Co ona mogła o nim wiedzieć...?
- Tajemnicę? Śmiało możesz ją ujawnić. Nie mam nic do ukrycia.- Stwierdził patrząc na nią ze znudzoną miną. Chyba zagrywka jej nie wyszła.
- Ja wiem, że jesteś z tą swoją lalą tylko ze współczucia...- I w tej chwili zaczęłam się się zastanawiać, czy to może serio nie jest jakaś tajemnica Kastiela, którą on ukrywał, a Amber jakos się dowiedziała...
- Tak sądzisz? Czy gdybym był ze współczucia, zrobiłbym tak?- w tej chwili wszystko stało się szybko. Poczułam jak mnie do siebie przyciąga, potem tylko wyraźnie poczułam jego usta na swoich. Na chwilę zamarłam, zupełnie nie rozumiałam tej sytuacji. Byliśmy ze sobą już dosyć długo, ale jeszcze żadne z nas nie zdecydowało się na taki śmiały krok... Odwzajemniłam jego pocałunek, pomimo początkowego zaskoczenia. Kątem oka widziałam jak Amber coś krzyczy i odchodzi szybkim krokiem, ale nie interesowałam się tym. Czas stanął w miejscu, liczyłam się tylko ja i Kastiel. Ta chwila została jednak szybko przerwana, kiedy żadne z nas nie miało już oddechu. Popatrzyłam na niego z uśmiechem, a on tylko posłał mi kolejny uśmiech i zwyczajnie odszedł. Nie rozumiałam nawet czemu odszedł, chyba chciał mnie zostawić z takim uczuciem jakie teraz miałam.
**************************************************
( perspektywa Priyi)
**************************************************
Cóż, ta szkoła wydawała się naprawdę rozrywkowa, szczególnie po tym co zobaczyłam. Ta cała Amber raczej nie przypadła mi do gustu, ale z Alice mogłabym się zacząć trzymać...
- To było niezłe. On tak zawsze?- zaśmiałam się patrząc na białowłosą. Jeżeli zawsze tak robił, to zazdroszczę takiego chłopaka.
- Nie, to pierwszy raz kiedy coś takiego zrobił...- Dziewczyna nadal wydawała się osłupiała. Ja bym się cieszyła w takim momencie.
- No nic, nie będe naciskać. Oprowadzisz mnie po szkole? Nie znam się zbyt na niej...- chciałam trochę rozładować sytuację, a oprowadzenie i tak mi się przydało. Szliśmy po większej części szkoły,nawet nie przypuszczałam, że mogłaby być taka duża...Skończyliśmy równo z dzwonkiem, i razem poszłyśmy na lekcje. Zaczynała się historia, a cała lekcja była tak okropnie nudna, że o mało tam nie zasnęłam. Po lekcjach zamiast wrócić do domu wraz z Alice przeszliśmy się po mieście, również go nie znałam, więc takie przejście się dużo mi dało. Poznałam szybszy skrót do szkoły, który prowadził przez park, i rzeczywiście skracał drogę. Zaraz po poznaniu części miasta każda z nas poszła w swoją stronę, jednak czułam, że to był początek niezłej przyjaźni. Martwiłam się teraz tylko, że wyjątkowo trudno będzie mi opuszczać tę szkołę, kiedy już będę musiała jechać z Ojcem dalej... Może da się jakoś ubłagać, żeby spędzić tutaj jeszcze więcej czasu niż zamierzaliśmy. Oby tylko się zgodził...
"Nie da się połączyć dwóch sprzecznych sobie światów. Jest się dobrym albo złym, człowiek ma zazwyczaj określoną naturę, niezmienną przez całe życie. Są jednak ludzie pomiędzy, którzy nie mogą zdecydować się na żaden ze światów. Pomiędzy Czernią A Bielą."
Cass x Alice
sobota, 21 listopada 2015
wtorek, 10 listopada 2015
Wycieczka | Rozdział 19 cz.2 |
Kolejny dzień rozpoczął się dosyć brutalnie. Zostaliśmy obudzeni przez głośny wrzask Amber, która obudziła się rano w samej bieliźnie, do tego nigdzie dookoła nie było jej ubrań. Podobno szukała wszędzie, no i nic. Zabawnym było to słyszeć, chociaż moje podejrzenia przykuł Ken, który przez całą akcję uśmiechał się podejrzanie. Kiedy cała sprawa trochę przycichła, ktoś pożyczył Amber swoje ciuchy, ruszyłam prosto do Kena zapytać o ten jego dziwny uśmiech. Wydawał się mega dumny.
- Jak sądzisz? To ja ją tak urządziłem!- Zaśmiał się głośno. Cóż, pogratulować można było. Całkiem niezła akcja, no i pewnie przemyślana.
- No nieźle. Wiesz, że jak ona się dowie to ty już najpewniej nie żyjesz?- zapytała patrząc na niego z powagą. Wściekła Amber jest gotowa również do morderstwa. Dlatego uważamy ją za niebezpieczny obiekt.
- No dlatego się nie dowie... Nie wygadasz jej, prawda?- zapytał zmartwiony. Co on sądzi, że ja zamierzam z własnej nieprzymuszonej woli z nią rozmawiać?
- Widziałeś, żebym kiedyś z nią niezmuszona rozmawiała?- zapytałam zerkając na niego ze zdziwieniem. Zaśmiał się tylko głośno. Nie zdążyliśmy już dłużej pogadać, bo przygotowali dla nas kolejne zajęcie. Mieliśmy usiąść na polanie, w dużym kole. Usiedliśmy więc z Kenem obok siebie, niedaleko dostrzegłam Kastiela, siedział niedaleko Lysandra. W końcu z namiotu wyszła Amber, ubrana w zbyt małą koszulkę i zbyt wielkie spodnie. Zabawny widok. Nawet nie zdążyłam zapytać, gdzie właściwie są jej ubrania... Zaczęły się zajęcia integracyjne. Tematem przewodnim było pytanie ,, Czego się boimy". Nie bardzo rozumiałam jak takie coś może nas zjednoczyć, szczególnie, że nie przypominałam sobie rzeczy, której bym się bała... Pająków nie, węży nie, ciemności nie... Sama nie wiem. Kolejka ruszyła. Pierwszy był Lysander, który bez zastanowienia stwierdził, że boi się, że zgubi notatnik i już go nie znajdzie. Kilka osób się zaśmiało. Potem przyszła kolej Kastiela, który wypalił, że boi się Amber. jeszcze więcej osób wpadło w śmiech. Nataniel stwierdził, że boi się, że kiedyś zapomni czegoś zrobić i dostanie burę od dyry. Ach ci gospodarze, mają tak ciężko, nie to co ci leniwi górnicy... W końcu przyszła kolej na Kena, który odpowiedział, że boi się rudych. W tym momencie Kastiel gwałtownie wstał, a Ken dosłownie przewrócił się do tyłu. Cóż, kiedy przyszła moja kolej, to odpowiedziałam, że nie przychodzi mi do głowy rzecz której bym się bała.Wtem ken stwierdził, że jestem nieustraszona. Trudno było się z tym nie zgodzić... No chyba, że boję się rzeczy której jeszcze nie znam, a to było bardzo prawdopodobne. Przynajmniej tak mi się wydawało. Pierwszy dzień skończył się wieczornym ogniskiem, które w miarę wszystkich uspokoiło. Trochę pośpiewaliśmy, ktoś zaczął opowiadać straszne historie. Skończyło się tym, że połowa dziewczyn bała się spać i w wielu namiotach przez całą noc było jasno od wyświetlaczy telefonów i latarek. U mnie noc minęła bez większych problemów... Chyba.
****************************************************************************
Perspektywa Kastiela
****************************************************************************
Następny dzień rozpoczął się gwałtowną pobudką. Amber znowu łaziła w nie swoich ciuchach, a my powoli zwijaliśmy namioty. Mieliśmy iść się powspinać, a potem wyjechać znowu do miasta. W końcu był to nasz ostatni dzień tu, no i niedługo musieliśmy jechać. Po szybkim śniadaniu zabrali nas do parku linowego, bo zdaniem dyrektorki wspinanie się po drzewach było ,, zbyt niebezpieczne". Na miejscu nas wszystkich ubrali w liny i inne tego typu przyrządy do wspinaczki. Najpierw zbierali ochotników, którzy pójdą na najwyższy etap wspinaczki. Było to serio wysoko, bo prawie 9 metrów... Ale chciałem trochę zaszpanować, no i postanowiłem, że wejdę tam. Prócz mnie głosiła się jeszcze Alice, Ken i Amber. Szczerze wątpiłem, że dziewczyny sobie poradzą... W razie czego mogłem pomagać Alice, ale do Amber się nie dotykam. Najpierw było łatwo, mieliśmy wejśc na samą górę po drabinie. Kiedy byliśmy już na górze, poprzypinaliśmy sprzęt i ruszyliśmy do przodu. Na sam początek trzeba było przejśc po grubej ale wąskiej desce. Starałem się nie patrzyć w dół w obawie, że stchórzę. Na szczęście wszyscy przeszliśmy bez większej trudności. Dopiero potem przechodzenie po ruszających się deskach zwisających dziewięć metrów nad ziemią nas zaniepokoiło. W połowie zachwiałem się niebezpiecznie, i miałem wrażenie, ze spadnę, ale udało mi się ostatecznie złapać równowagę i podciągnąć się w górę. Potem musieliśmy przejść po siatce i zjechać na sam dół tyrolką, nad jeziorem, co było chyba najmniej stresującą rzeczą. Wystarczyło się odepchnąć i zjechać, co w tym trudnego? Zjechałem pierwszy, było naprawdę fajnie. Chyba nawet była to jedna z najfajniejszych rzeczy. Potem widziałem zjeżdżającą Alice, jej chyba też sprawiło to radość. Ken też zjechał bez problemu, za to Amber musieli ściągać, bo zwyczajnie się bała. To było dosyć zabawne, wystraszyć się zjazdu na tyrolce, a nie bać się chodzić po ruchomych, bujających się we wszystkie strony deskach. Po tym, kiedy wszyscy ukończyli swoje tory my jako ochotnicy dostaliśmy po czekoladzie, no i tak zakończyła się nasza wycieczka. W autobusie dopiero uświadomiłem sobie, że czas wracać do obowiązków... Ale mogłem się założyć, że na pewno nie będzie nudno. W naszej szkole nigdy nie było.
- Jak sądzisz? To ja ją tak urządziłem!- Zaśmiał się głośno. Cóż, pogratulować można było. Całkiem niezła akcja, no i pewnie przemyślana.
- No nieźle. Wiesz, że jak ona się dowie to ty już najpewniej nie żyjesz?- zapytała patrząc na niego z powagą. Wściekła Amber jest gotowa również do morderstwa. Dlatego uważamy ją za niebezpieczny obiekt.
- No dlatego się nie dowie... Nie wygadasz jej, prawda?- zapytał zmartwiony. Co on sądzi, że ja zamierzam z własnej nieprzymuszonej woli z nią rozmawiać?
- Widziałeś, żebym kiedyś z nią niezmuszona rozmawiała?- zapytałam zerkając na niego ze zdziwieniem. Zaśmiał się tylko głośno. Nie zdążyliśmy już dłużej pogadać, bo przygotowali dla nas kolejne zajęcie. Mieliśmy usiąść na polanie, w dużym kole. Usiedliśmy więc z Kenem obok siebie, niedaleko dostrzegłam Kastiela, siedział niedaleko Lysandra. W końcu z namiotu wyszła Amber, ubrana w zbyt małą koszulkę i zbyt wielkie spodnie. Zabawny widok. Nawet nie zdążyłam zapytać, gdzie właściwie są jej ubrania... Zaczęły się zajęcia integracyjne. Tematem przewodnim było pytanie ,, Czego się boimy". Nie bardzo rozumiałam jak takie coś może nas zjednoczyć, szczególnie, że nie przypominałam sobie rzeczy, której bym się bała... Pająków nie, węży nie, ciemności nie... Sama nie wiem. Kolejka ruszyła. Pierwszy był Lysander, który bez zastanowienia stwierdził, że boi się, że zgubi notatnik i już go nie znajdzie. Kilka osób się zaśmiało. Potem przyszła kolej Kastiela, który wypalił, że boi się Amber. jeszcze więcej osób wpadło w śmiech. Nataniel stwierdził, że boi się, że kiedyś zapomni czegoś zrobić i dostanie burę od dyry. Ach ci gospodarze, mają tak ciężko, nie to co ci leniwi górnicy... W końcu przyszła kolej na Kena, który odpowiedział, że boi się rudych. W tym momencie Kastiel gwałtownie wstał, a Ken dosłownie przewrócił się do tyłu. Cóż, kiedy przyszła moja kolej, to odpowiedziałam, że nie przychodzi mi do głowy rzecz której bym się bała.Wtem ken stwierdził, że jestem nieustraszona. Trudno było się z tym nie zgodzić... No chyba, że boję się rzeczy której jeszcze nie znam, a to było bardzo prawdopodobne. Przynajmniej tak mi się wydawało. Pierwszy dzień skończył się wieczornym ogniskiem, które w miarę wszystkich uspokoiło. Trochę pośpiewaliśmy, ktoś zaczął opowiadać straszne historie. Skończyło się tym, że połowa dziewczyn bała się spać i w wielu namiotach przez całą noc było jasno od wyświetlaczy telefonów i latarek. U mnie noc minęła bez większych problemów... Chyba.
****************************************************************************
Perspektywa Kastiela
****************************************************************************
Następny dzień rozpoczął się gwałtowną pobudką. Amber znowu łaziła w nie swoich ciuchach, a my powoli zwijaliśmy namioty. Mieliśmy iść się powspinać, a potem wyjechać znowu do miasta. W końcu był to nasz ostatni dzień tu, no i niedługo musieliśmy jechać. Po szybkim śniadaniu zabrali nas do parku linowego, bo zdaniem dyrektorki wspinanie się po drzewach było ,, zbyt niebezpieczne". Na miejscu nas wszystkich ubrali w liny i inne tego typu przyrządy do wspinaczki. Najpierw zbierali ochotników, którzy pójdą na najwyższy etap wspinaczki. Było to serio wysoko, bo prawie 9 metrów... Ale chciałem trochę zaszpanować, no i postanowiłem, że wejdę tam. Prócz mnie głosiła się jeszcze Alice, Ken i Amber. Szczerze wątpiłem, że dziewczyny sobie poradzą... W razie czego mogłem pomagać Alice, ale do Amber się nie dotykam. Najpierw było łatwo, mieliśmy wejśc na samą górę po drabinie. Kiedy byliśmy już na górze, poprzypinaliśmy sprzęt i ruszyliśmy do przodu. Na sam początek trzeba było przejśc po grubej ale wąskiej desce. Starałem się nie patrzyć w dół w obawie, że stchórzę. Na szczęście wszyscy przeszliśmy bez większej trudności. Dopiero potem przechodzenie po ruszających się deskach zwisających dziewięć metrów nad ziemią nas zaniepokoiło. W połowie zachwiałem się niebezpiecznie, i miałem wrażenie, ze spadnę, ale udało mi się ostatecznie złapać równowagę i podciągnąć się w górę. Potem musieliśmy przejść po siatce i zjechać na sam dół tyrolką, nad jeziorem, co było chyba najmniej stresującą rzeczą. Wystarczyło się odepchnąć i zjechać, co w tym trudnego? Zjechałem pierwszy, było naprawdę fajnie. Chyba nawet była to jedna z najfajniejszych rzeczy. Potem widziałem zjeżdżającą Alice, jej chyba też sprawiło to radość. Ken też zjechał bez problemu, za to Amber musieli ściągać, bo zwyczajnie się bała. To było dosyć zabawne, wystraszyć się zjazdu na tyrolce, a nie bać się chodzić po ruchomych, bujających się we wszystkie strony deskach. Po tym, kiedy wszyscy ukończyli swoje tory my jako ochotnicy dostaliśmy po czekoladzie, no i tak zakończyła się nasza wycieczka. W autobusie dopiero uświadomiłem sobie, że czas wracać do obowiązków... Ale mogłem się założyć, że na pewno nie będzie nudno. W naszej szkole nigdy nie było.
wtorek, 3 listopada 2015
Wycieczka | rozdział 19 cz.1 |
Wreszcie nadszedł ten wyczekiwany przez wszystkich dzień. Na pewno wszyscy się cieszyli, tylko poranne wstawanie na autobus zrobiło swoje. Prawie wszyscy byliśmy zmęczeni i znudzeni, oprócz latającego wszędzie Kena, który widocznie jakimś cudem wyspał się świetnie. Ja też w sumie mogłabym się wyspać, gdyby nie fakt, że Kastiel postanowił zadzwonić do mnie o 3 w nocy, podać mi listę rzeczy którą już ma w walizce i zapytać mnie, czy czegoś mu nie brakuje. Świetna noc. Swoją drogą, nie brakowało mu niczego. Kiedy wreszcie wybiła 7.00 wszyscy byliśmy już w autobusie. Mój Rudzielec powypychał kilkoro uczniów z tyłu autobusu, przez co pięć miejsc zajęliśmy jedynie we dwójkę. Kilka osób postanowiło jednak nie przyjść, więc nie musieliśmy się martwić, że ktoś nie będzie miał gdzie usiąść. Podróż minęła prawie bezproblemowo. Na miejscu wszyscy byli bardzo podekscytowani, ale Farazowski jak zawsze musiał nam tłumaczyć zasady bezpieczeństwa. Każdy z nas do swojego namiotu dostał apteczkę i książeczkę instruktażową na temat pierwszej pomocy. Nauczyciele chyba serio uważali nas za dzieciaki które będą się tłuc, a pierwsza pomoc będzie potem potrzebna... Tak czy inaczej, kiedy wreszcie zaprzestali wpajanie nam zasad i nakazów, mogliśmy zacząć rozkładać namioty. Wszyscy mieliśmy rozłożyć się w rzędzie na dosyć dużej polanie, aby został pusty plac przed nami, na którym wyznaczono miejsce do rozpalania ognisk. Miały tam także być poprowadzone zajęcia integracyjne. Cały wyjazd chyba miał mieć charakter integracyjny, ale wątpię, czy cokolwiek z tego wyjdzie. Razem z Kastielem nie bardzo radziliśmy sobie z namiotem, który co nam się dobrze złożył, postanowił na nowo się rozłożyć. Złośliwość rzeczy martwych. Posiłowaliśmy się z nim jeszcze chwilę, po czym wreszcie przestał się rozkładać, postawiliśmy na swoim. Zdążyliśmy akurat. Kazali nam usiąść w kółku, mieliśmy proponować zajęcia na następne 3 dni. Posypały się różne pomysły: zajęcia z W-f'u na leśnych ścieżkach, Wieczorne konkursy talentów przy ognisku, Wspinanie się po drzewach na czas. W końcu przyszła kolej Kastiela, który bez emocji odparł, że najlepszym zajęciem byłoby lenienie się na polance. Kilka osób wybuchnęło śmiechem, cała reszta próbowała zachować obojętny wyraz twarzy, z marnym skutkiem. Kiedy przyszła kolej na mnie zaczęłam się zastanawiać. Co właściwie ja chciałabym robić? Nic prócz wieczornych ognisk nie przychodziło mi do głowy. Cóż, to na pewno będzie ciekawie spędzony czas...
**************************************************************************
( Perspektywa Kastiela)
**************************************************************************
Nie rozumiałem, czemu wszyscy śmiali się z mojego pomysłu. Czy wylegiwanie się na trawce w słoneczne dni było czymś złym? Ja osobiście czesto to robiłem, więc nie widziałem w tym nic nadzwyczajnego. Czasami wolałem sobie poleżeć niż słuchać chrzanienia ludzi znajdujących się wokół mnie. Sam zaczynałem wątpić, że te całe zajęcia integracyjne jakkolwiek mnie dowartościują... Siedzenie w kółku i rozmawianie o pierdołach raczej nie było moją bajką. Ten dzień na szczęście zleciał beza zbędnych gadek. Wieczorem namiot jednak znowu postanowił nam się rozłożyć, więc tym razem po złożeniu zabezpieczyliśmy go szarą taśmą klejącą. Ona działa na wszystko. Miałem rację, bo podziałała bardzo dobrze. Wreszcie udało nam się zasnąć, pomimo, że w namiocie obok Ken lamentował jak to mu źle, że akurat w parze jest z Amber... Cóż, może kolejny dzień będzie lepszy.
**************************************************************************
( Perspektywa Kastiela)
**************************************************************************
Nie rozumiałem, czemu wszyscy śmiali się z mojego pomysłu. Czy wylegiwanie się na trawce w słoneczne dni było czymś złym? Ja osobiście czesto to robiłem, więc nie widziałem w tym nic nadzwyczajnego. Czasami wolałem sobie poleżeć niż słuchać chrzanienia ludzi znajdujących się wokół mnie. Sam zaczynałem wątpić, że te całe zajęcia integracyjne jakkolwiek mnie dowartościują... Siedzenie w kółku i rozmawianie o pierdołach raczej nie było moją bajką. Ten dzień na szczęście zleciał beza zbędnych gadek. Wieczorem namiot jednak znowu postanowił nam się rozłożyć, więc tym razem po złożeniu zabezpieczyliśmy go szarą taśmą klejącą. Ona działa na wszystko. Miałem rację, bo podziałała bardzo dobrze. Wreszcie udało nam się zasnąć, pomimo, że w namiocie obok Ken lamentował jak to mu źle, że akurat w parze jest z Amber... Cóż, może kolejny dzień będzie lepszy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)