Ten dzień musiał w końcu nadejść. Nie mogłam dalej uciekać od problemów, w ten sposób tylko je powiększałam. Czas na mocne zderzenie z rzeczywistością... Taką jaką jest naprawdę, bez fikcji, idealizmu... Kastiel miał iść ze mną, ale ostatecznie poprosiłam go, żeby jednak został. Nie chciałam go mieszać w sprawy które powinnam rozwiązać z Michelem. Musiałam tylko zabrać resztę rzeczy ze starego mieszkania, żeby móc się przeprowadzić... Ruszyłam prosto do drzwi, które otworzyłam kluczem. Poszłam od razu do swojego pokoju, mijając oszołomionego Delista. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać... jeszcze nie. On w sumie nie był niczemu winny, ale chciałam zachować dystans do ich obu. Wyciągnęłam torbę z szafy i zaczęłam się pakować. Póki co spakowałam tylko to co najpotrzebniejsze, przy kompletnym wynoszeniu się będzie mi już musiał pomóc Kastiel. Kiedy zasuwałam torbę do pokoju wszedł Michel, oparł się o ramę drzwi.
- Alice...- popatrzył na mnie smutnym wzrokiem. Teraz, kiedy znałam jego prawdziwe oblicze... Nie potrafiłam popatrzeć na niego jak kiedyś.
- Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.- Miałam ochotę powiedzieć coś zupełnie innego... Ale musiałam być twarda... Pokazać swoją inną stronę. Chciałam, żeby widział, że mogę sobie poradzić bez niego.
- Po prostu mnie wysłuchaj...- Widziałam jak bardzo żałował, że w ogóle się dowiedziałam... Nie sądziłam, że chcę go teraz słuchać, ale wiedziałam, że gdybym się nie zgodziła, naciskałby aż do uzyskania zgody.
- No dobra, słucham. Masz pięć minut.- Nadal miałam kamienną twarz. Nie chciałam mu pokazać, że się martwię... Chociaż nie okazywanie jakichkolwiek uczuć nie było w moim stylu.
- Siostrzyczko... ja naprawdę nie chciałem. Nie miałem jednak wyjścia... Zespół stresu pourazowego, jak sama nazwa wskazuje, występuje po jakimś bardzo bolesnym urazie. Ja nabawiłem się go po stracie rodziców... Po tym wypadku, w którym o mało nie straciłem i ciebie... Wtedy wszystko mi się zawaliło... Zrozum mnie, miałem tyle na głowie... Starałem się jak mogłem być ideałem dla ciebie, chciałem, żebyś miała we mnie jak największe oparcie... W rzeczywistości też bardzo cierpiałem, ale chciałem to zatuszować... Żebyś tego nie widziała. Dopiero potem dowiedziałem się, że nasz ojciec miał dużo długów... To wszystko automatycznie spadło na mnie, jako jedynego pełnoletniego... Powiedz mi Alice, co mogłem zrobić? Wziąłem pracę która była w miarę łatwa i dobrze płatna... zrozum mnie...- Widziałam ten ogromny ból w jego oczach kiedy to mówił... Miałam ochotę przestać być twarda... Pokazać mu, że się martwię, i że go rozumiem... Ale nie mogłam... Tak bardzo żałowałam, że nie mogłam... Po prostu zasunęłam torbę do końca, wzięłam ją na ramie i minęłam go wychodząc.- Alice, proszę...- Nigdy nie widziałam go tak bardzo skruszonego. Niech to po prost przemyśli... Czułam, że jeżeli wtedy nie wyjdę to się rozpłaczę, a obiecałam sobie tego nie robić... znowu wróciłam do mieszkania Kastiela. Musieliśmy jeszcze poszukać mieszkań na sprzedaż... Miałam trochę oszczędzonego, więc z ceną nie powinno być problemu. Najbardziej martwiłam się jednak tym, że nie wytrzymam sama w pustym domu. Byłam tak przyzwyczajona do czyjejś obecności, że dosłownie mogłam zwariować...
******************************************************************************
( perspektywa Michela)
******************************************************************************
Myślałem, że zwariuje, kiedy była tak daleko ode mnie... Kilkoma głupimi słowami Delist zepsuł wszystko co nas łączyło. Poczułęm do niego tak ogromną nienawiść... Miało się wszystko ułożyć, a teraz nagle jedna z najważniejszych osób w moim życiu wyprowadza się, zostawiając po sobie pusty pokój... Przez te dni kiedy jej nie było, chodziłem po mieszkaniu w te i z powrotem nie mogąc znaleźć własnego miejsca... Żałowałem, że prawda kiedykolwiek została ujawniona...Mogłem jej to powiedzieć sam, kiedy indziej.... Wtedy, kiedy będę pewien, że jest gotowa. Teraz przyjęła tą informacje zupełnie na to nie przygotowana... nie dziwię się, że tak bardzo ją zabolało. Chciałem jakoś złagodzić sytuacje tłumacząc jej wszystko, ale była nieugięta... Nie chciałem, żeby w ten sposób zakończyły się nasze relacje. Dużo nas łączyło... Pomimo tego kim byłem i gdzie pracowałem, nadal byłem tym samym Michelem którego znała i na którym jej zależało... Nic się nie zmieniło, może jedynie to, że już znała prawdę... Byłem taki wściekły, zupełnie jak nigdy. Zrozumiałem dopiero teraz, że powinienem się za siebie wziąć... Wyregulowałem już długi ojca... Zapiszę się do psychologa, zwalczę chorobę. Rzucę tą robotę... Nie będę więcej przelewał krwi. Pokaże wszystkim, że potrafie się zmienić... Ruszyłem teraz w stronę Delista. Stał przy oknie, patrzył, jak Alice odchodzi...
- Jesteś z siebie zadowolony? Zniszczyłeś wszystko...- Popatrzyłem na niego z żalem w oczach. Wcale nie musiało się tak ułożyć...
- Nie jestem...- Chyba dotarło do niego, że zrobił coś złego. Zaszkodził nie tylko mi, ale i sobie. Może nie przemyślał swoich działań... Ale nie mam co go usprawiedliwiać. Zrobił co uważał za słuszne, chociaż było to zupełną głupotą.
- Więc po co to wszystko?- zapytałem nie spuszczając z niego wzroku.
- To miało być inaczej...- mruknął niechętnie wciąż patrząc w okno. Nie rozumiałem go. Jak miało być w takim razie? On miał wyjść na tego dobrego, a ja na złego? Ja sobie poradzę, zmienię się jak mogę, odzyskam jej zaufanie... A co zrobi Delist to już nie moja sprawa. Może to złe i nie powinienem tak myśleć, ale życzę mu porażki... Ja odnalazłem już w sobie siłę, i wszystkie te zdarzenia stały się dla mnie inspiracją do zmiany. Czułem tą chęć wypróbowania czegoś nowego, pójścia inną drogą niż zawsze... Po prostu chciałem wreszcie być tym dobrym, tym idealnym... Tym za kogo ona mnie uważała. I nie spocznę dopóki nie osiągnę tego celu, nie ważne jak wiele może mnie to kosztować. Za późno się za to wziąłem... Czas nadrobić ten stracony czas.
"Nie da się połączyć dwóch sprzecznych sobie światów. Jest się dobrym albo złym, człowiek ma zazwyczaj określoną naturę, niezmienną przez całe życie. Są jednak ludzie pomiędzy, którzy nie mogą zdecydować się na żaden ze światów. Pomiędzy Czernią A Bielą."
Cass x Alice
niedziela, 20 września 2015
czwartek, 17 września 2015
Złamana //Rozdział 12\\
Nie sądziłam, że w ciągu jednego dnia wszystko może się tak zniszczyć. Jeszcze przed chwilą byłam szczęśliwa, w końcu powrócił Delist, wszystko teraz miało być inaczej... Ale nie w tym sensie inaczej. Nie chciałam, by wszystko się psuło... Chciałam, żeby teraz wszystko było lepsze. W końcu wszystkie bliskie mi osoby były zaraz obok... Miałam wszystko, chłopaka, rodzinę... Miałam cichą nadzieję, że wszystko się jednak jakoś ułoży, no i że nie będę musiała znowu przechodzić przez to co kiedyś... Przez ból, którego nie potrafiłam znieść... Ale nie, wszystko znowu musiało się rozpaść, pozostawiając za sobą jedynie spustoszenie. Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Mój Michel, ukochany brat, który był tak cholernie idealny, w którym pokładałam największe nadzieje... Który wspierał mnie na każdym kroku, dodawał otuchy, był zawsze obok... Teraz okazuje się, że moje wyobrażenie co do niego było tylko pustym kłamstwem, czymś, co nigdy nie istniało. A prawdą było to, że mieszkam pod jednym dachem z chorym psychicznie płatnym zabójcą... Nie mogłam sobie tego poukładać. Był taki niepozorny, nigdy nic po sobie nie pokazał. Wierzyłam w jego wersje... Dopiero Delist uświadomił mi wszystko. Szczerze mówiąc nie wiem, czy chciałam to wiedzieć... Nie w porządku było, że odcinałam się także od niego. Nie chciałam już widzieć Michela... Ale Delist nic tutaj nie zrobił, a pomimo to zostawiłam go razem z moim starszym bratem w domu... Nie wiem, czy zrobiłam dobrze. W ogóle nie powinnam się teraz zastanawiać nad takimi sprawami. Musiałam jak najszybciej znaleźć sobie mieszkanie... W końcu nie mogłam cały czas siedzieć u Kastiela. I tak wiele dla mnie zrobił, nie mogę go aż tak wykorzystywać. Zacznę żyć na własną rękę, utrzymując nadal kontakt z moim młodszym bratem. Nie wiem co będzie z Michelem. Nie mam siły się nad nim myśleć... Zostawię sobie to na potem. Póki co chcę tylko spokoju... Muszę wszystko sobie poukładać zanim tam wrócę... A wiem, że wrócę tylko po rzeczy. Moje rozmyślanie szybko przerwał mi Kastiel, który właśnie wszedł do pokoju.
- Wszystko okej? Jest już bardzo późno, a ty nadal nie śpisz...- musiał zauważyć światło z mojego pokoju kiedy przechodził korytarzem. On chyba obudził się tylko na chwilę, miał zaspaną twarz. Miło mi było, że się o mnie martwił...
- Tak, wszystko jest dobrze. Tylko myślę.- powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego niepozornie. Nie chciałam dać mu poznać jak bardzo martwię się tą sytuacją... Nie chcę go obciążać swoimi problemami, na pewno ma dosyć własnych.
- Na pewno? Wyglądasz źle...- powiedział i usiadł obok mnie. Czule popatrzył na mnie zaspanym wzrokiem. Wszystko wyczytał z moich oczu... Widziałam to po nim.
- Nie przejmuj się mną...- odpowiedziałam krótko i odwróciłam wzrok. Tak jak już wspominałam, nie chciałam go obarczać problemami...
- Jak mogę się nie przejmować? Kocham cię i zależy mi na tobie...- Nie spodziewałabym się po nim aż takiego wyznania. Niby tylko kilka słów... Ale podbudowały mnie jak nic innego. Poczułam jego bliskość... Zrozumiałam, że jednak komuś na mnie zależy... Nie sądziłam, że w tej paskudnej sytuacji znajdzie się cokolwiek dobrego... Całe szczęście, że się myliłam... Tym razem nie chciałam mieć racji. Miałam teraz tylko malutką nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży na nowo... Oby tak było.
******************************************************************************
( Perspektywa Kastiela)
******************************************************************************
Nie potrafiłem zostawić jej w takiej sytuacji samej. Kochałem ją. Po raz pierwszy z czystym sercem mogłem powiedzieć, że kogokolwiek kocham. Tak jak wcześniej nie zdarzało się to nigdy, teraz mogłem wymówić te piękne słowa z uśmiechem na ustach. Jednak było też coś, co nie dawało mi spokoju... Widziałem jej minę. Martwiła się... Potrafiłem wyczytać z jej oczu wszystko. Ten ból, jaki teraz czuła, wątpliwość... Nie dziwiły mnie te uczucia. Starałem się postawić w jej sytuacji, ale trudno mi nawet było to sobie wyobrazić. Nie przeżyłem nigdy czegoś takiego, a nawet czegokolwiek do tego podobnego... Jedyne co mogłem zrobić to być przy niej, pomóc jej dać ujście smutkowi. Musiała być silna... Wiem, że przeszła już dużo, za każdym razem wstawała po upadku, żyła na nowo... Teraz jednak widziałem, że coś w niej pękło. Jakaś część, która musiała być cała... Która zatrzymywała cały ten smutek wewnątrz niej. A teraz, bez niej, było coraz trudniej. Coraz więcej cierpienia do niej docierało... A ja mogłem tylko patrzeć. Wiedziałem, że nie zrobię nic, co teraz dałoby jakikolwiek rezultat. Musiałem jednak być obok. Chciałem, żeby poczuła, że może na mnie liczyć...
- Kastiel... To wszystko takie skomplikowane...- Powiedziała po chwili milczenia i położyła się na łóżku. Ja od razu położyłem się obok. Nie wiedziałem, jak mogę jej poprawić humor... Ale wszystkiego spróbuję, jeżeli cokolwiek ma pomóc...
- Wiem... Ale musisz stawić czoła problemom. Chociażby, żeby wziąć rzeczy ze starego mieszkania...- odparłem patrząc na nią. Byłem gotowy udać się do jej starego mieszkania razem z nią. Nie chciałem jej zostawiać z tym samej, szczególnie, że w tym domu był morderca...
- Pójdziesz ze mną...?- zapytała patrząc na nie z nadzieją. Nie potrafiłem oprzeć się temu jej spojrzeniu...
- Oczywiście...Nie zostawię cię z tym samej.- uśmiechnąłem się lekko, Wiem, że lubiła mój uśmiech... Chciałem jej dać jak najwięcej powodów do radości. Zasługiwała na to...
- Dziękuję...- również się uśmiechnęła. Wreszcie osiągnąłem cel. Mogłem zobaczyć jej uśmiech... Dla mnie była to idealna nagroda za starania. Widzieć, że jest zadowolona... A przynajmniej mniej smutna. Teraz tylko musiałem pomóc jej się uporać z tą sytuacją... A potem wreszcie mogłem spełnić moje plany co do niej. Miałem wiele pomysłów na spędzanie czasu, ale ostatnio jakoś nie miałem kiedy ich wykorzystać... Nie spotykaliśmy się tak często, więc ucieszyło mnie, że będzie teraz u mnie mieszkać, co z tego, że tylko na chwilę... Każda chwila była cenna,a przynajmniej dla mnie.
- Wszystko okej? Jest już bardzo późno, a ty nadal nie śpisz...- musiał zauważyć światło z mojego pokoju kiedy przechodził korytarzem. On chyba obudził się tylko na chwilę, miał zaspaną twarz. Miło mi było, że się o mnie martwił...
- Tak, wszystko jest dobrze. Tylko myślę.- powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego niepozornie. Nie chciałam dać mu poznać jak bardzo martwię się tą sytuacją... Nie chcę go obciążać swoimi problemami, na pewno ma dosyć własnych.
- Na pewno? Wyglądasz źle...- powiedział i usiadł obok mnie. Czule popatrzył na mnie zaspanym wzrokiem. Wszystko wyczytał z moich oczu... Widziałam to po nim.
- Nie przejmuj się mną...- odpowiedziałam krótko i odwróciłam wzrok. Tak jak już wspominałam, nie chciałam go obarczać problemami...
- Jak mogę się nie przejmować? Kocham cię i zależy mi na tobie...- Nie spodziewałabym się po nim aż takiego wyznania. Niby tylko kilka słów... Ale podbudowały mnie jak nic innego. Poczułam jego bliskość... Zrozumiałam, że jednak komuś na mnie zależy... Nie sądziłam, że w tej paskudnej sytuacji znajdzie się cokolwiek dobrego... Całe szczęście, że się myliłam... Tym razem nie chciałam mieć racji. Miałam teraz tylko malutką nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży na nowo... Oby tak było.
******************************************************************************
( Perspektywa Kastiela)
******************************************************************************
Nie potrafiłem zostawić jej w takiej sytuacji samej. Kochałem ją. Po raz pierwszy z czystym sercem mogłem powiedzieć, że kogokolwiek kocham. Tak jak wcześniej nie zdarzało się to nigdy, teraz mogłem wymówić te piękne słowa z uśmiechem na ustach. Jednak było też coś, co nie dawało mi spokoju... Widziałem jej minę. Martwiła się... Potrafiłem wyczytać z jej oczu wszystko. Ten ból, jaki teraz czuła, wątpliwość... Nie dziwiły mnie te uczucia. Starałem się postawić w jej sytuacji, ale trudno mi nawet było to sobie wyobrazić. Nie przeżyłem nigdy czegoś takiego, a nawet czegokolwiek do tego podobnego... Jedyne co mogłem zrobić to być przy niej, pomóc jej dać ujście smutkowi. Musiała być silna... Wiem, że przeszła już dużo, za każdym razem wstawała po upadku, żyła na nowo... Teraz jednak widziałem, że coś w niej pękło. Jakaś część, która musiała być cała... Która zatrzymywała cały ten smutek wewnątrz niej. A teraz, bez niej, było coraz trudniej. Coraz więcej cierpienia do niej docierało... A ja mogłem tylko patrzeć. Wiedziałem, że nie zrobię nic, co teraz dałoby jakikolwiek rezultat. Musiałem jednak być obok. Chciałem, żeby poczuła, że może na mnie liczyć...
- Kastiel... To wszystko takie skomplikowane...- Powiedziała po chwili milczenia i położyła się na łóżku. Ja od razu położyłem się obok. Nie wiedziałem, jak mogę jej poprawić humor... Ale wszystkiego spróbuję, jeżeli cokolwiek ma pomóc...
- Wiem... Ale musisz stawić czoła problemom. Chociażby, żeby wziąć rzeczy ze starego mieszkania...- odparłem patrząc na nią. Byłem gotowy udać się do jej starego mieszkania razem z nią. Nie chciałem jej zostawiać z tym samej, szczególnie, że w tym domu był morderca...
- Pójdziesz ze mną...?- zapytała patrząc na nie z nadzieją. Nie potrafiłem oprzeć się temu jej spojrzeniu...
- Oczywiście...Nie zostawię cię z tym samej.- uśmiechnąłem się lekko, Wiem, że lubiła mój uśmiech... Chciałem jej dać jak najwięcej powodów do radości. Zasługiwała na to...
- Dziękuję...- również się uśmiechnęła. Wreszcie osiągnąłem cel. Mogłem zobaczyć jej uśmiech... Dla mnie była to idealna nagroda za starania. Widzieć, że jest zadowolona... A przynajmniej mniej smutna. Teraz tylko musiałem pomóc jej się uporać z tą sytuacją... A potem wreszcie mogłem spełnić moje plany co do niej. Miałem wiele pomysłów na spędzanie czasu, ale ostatnio jakoś nie miałem kiedy ich wykorzystać... Nie spotykaliśmy się tak często, więc ucieszyło mnie, że będzie teraz u mnie mieszkać, co z tego, że tylko na chwilę... Każda chwila była cenna,a przynajmniej dla mnie.
niedziela, 13 września 2015
Prawda //Rozdział 11\\
Dużo myśli kłębiło się w mojej głowie. Nie rozumiałam jeszcze tak wielu spraw, które stanęły przede mną... Tyle pytań nie zostało zadanych, i tyle odpowiedzi nie zostało wypowiedzianych. Wiele jeszcze miałam do odkrycia i wyjaśnienia... Z powrotu Delista chyba tylko ja się cieszyłam. Michel od tamtego czasu był jeszcze bardziej nieobecny niż wcześniej... Mijali się bez słowa. Nawet głupiego ,, cześć" sobie nie powiedzieli... Coś musiało między nimi zajść, czego ja nie wiedziałam. Nawet nie potrafiłam się domyśleć, co musiało się wydarzyć. Zawsze idealizowałam Michela, i chyba dopiero teraz to do mnie dotarło... Rzeczywistość nie była taka piękna jaką ja ją widziałam. On po prostu robił wszystko, żebym nie domyśliła się jak bardzo jest z nim źle. Dopiero powrót Delista uświadomił mi wiele spraw. Przyszedł do mnie wieczorem i usiadł naprzeciwko mnie, na krześle obrotowym od biurka. Ja właśnie sms'owałam z Kastielem, więc nawet go nie dostrzegłam. Zawsze byłam nieobecna w takich sytuacjach.
- Siostrzyczko...- Spojrzał na mnie, i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że tutaj jest. Był naprawdę poważny... Pomimo to, cieszyłam się, że go widzę. Chciałam jakoś nadrobić te wszystkie stracone lata...- Chyba czas poznać prawdę, nie sądzisz...?- wtedy do pomieszczenia wszedł Michel. Usiadł obok mnie, w jego oczach mogłam zauważyć smutek... O co chodziło?
- Prawdę...? Jaką prawdę?- zapytałam patrząc to na jednego, to na drugiego. Wydawało mi się, że czas stanął w miejscu... Pochłaniając całą radość zawartą gdziekolwiek, pozostawiając po sobie smutek i wielką powagę. Michel nigdy tak nie wyglądał... Więc musiało stać się coś poważnego. Jakaś naprawdę ciemna prawda, którą ukrywali głęboko, chcąc o niej zapomnieć...
- Wszystko ci wyjaśnimy...- Powiedział Delist. Wyjaśnimy? Więc i on tkwił w tej historii... Teraz naprawdę się pogubiłam. Wszystko co o nich wiedziałam... Było kłamstwem...? Nie, nie mogłam w to uwierzyć... Gdzie mój idealny starszy brat, w którym miałam wsparcie, w każdej chwili mojego życia? Gdzie podziała się jego radość, jego uśmiech...
- Ty jej powiedz... Ja nie potrafię....- Michel spuścił głowę. Pierwszy raz niepokój uderzył we mnie z taką siłą... Naprawdę się bałam tego co chcą mi powiedzieć... Z kim mieszkałam pod jednym dachem...? To dopiero teraz miało się okazać w jak wielkim błędzie żyłam.
- Ja i Michel... Mamy kontakt od początku.- Zaczął mówić Delist. Zupełnie zbiło mnie to z tropu. Mają kontakt... A ja nic o tym nie wiedziałam...?- Co więcej... Wiem, czym twój kochany braciszek się tak naprawdę zajmuje. Tobie też naopowiadał, że jest kelnerem w restauracji?- Michel momentalnie poderwał się z siedzenia. Wydawał się naprawdę zdziwiony.
- Obiecałeś, że zachowasz to w tajemnicy!- Krzyknął zdenerwowany. Teraz zupełnie się zgubiłam. Michel nie był kelnerem, miał kontakt z Delistem... Całe moje wyobrażenie o nim, jako i idealnym bracie... Wszystko runęło. Pękło jak bańka mydlana.
- Ona musi poznać prawdę... Za długo już ją oszukiwałeś. Nie chciałeś dopuścić, żebym się z nią spotkał... Mnie nazywałeś kłamcą, kimś, kto nic dobrego jej nie przyniesie... A tym czasem oszukiwałeś ją, idealizując się!- Krzyczał na niego... Miałam już dosyć. Niech wreszcie powiedzą o co chodzi i zostawią mnie w spokoju... Chcę to wszystko przemyśleć...
****************************************************************************
( Perspektywa Delista)
****************************************************************************
Nie potrafiłem dłużej ukrywać prawdy. Zasługiwała, żeby się dowiedzieć... Pewny jestem, ze nawtykał jej pełno kłamstw, przedstawiając się jako kogoś idealnego, kto zawsze będzie u jej boku... Ja też mogę taki być. Nie miałem jednak szansy się wykazać...Byłem odsuwany od mojej siostry. W końcu miałem tego dosyć, więc zacząłem drążyć w przeszłości Michela. Okazało się, że wcale nie jest takim idealnym braciszkiem... Nie potrafiłem siedzieć cicho. Czułem, że kiedy jej to powiem... Wszystko się zmieni. Michel nie będzie już tym ideałem... A ja w końcu będę mógł jej pokazać, że potrafię go zastąpić. Wiedziałem również o jego chorobie.
- Twój braciszek... Ten idealny... Jest zabójcą na zlecenie. Do tego jest chory na Zespół Stresu Pourazowego.- Powiedziałem jej wszystko. Dopiero po jej minie zorientowałem się jak ogromnie ją skrzywdziłem... Po prostu wstała... Popatrzyła z wielkim żalem na Michela... Potem na mnie, ze smutkiem w oczach... Następnie po prostu wyszła z pokoju, zostawiając nas oniemiałych. Nie sądziłem, że jej reakcja będzie aż taka...
- I co zrobiłeś?!- Michel przestał nad sobą panować. Przygniótł mnie do ściany, był zbyt silny żebym mógł się uwolnić. Przecież kiedy siostrzyczki nie ma w pobliżu on robił co mu się tylko podoba... Szczerze mówiąc pomimo wszystko nie żałowałem, że powiedziałem prawdę. Poboli ją trochę, a potem się otrząśnie, i zacznie żyć na nowo... Znając już prawdę. Niech zrobi z nią co chce...
- To co już dawno ty powinieneś... Niby jest dla ciebie taka ważna... A jednak okłamywałeś ją!- Byłem wściekły. Nie bałem się mu wszystkiego wygarnąć... Mógł mnie bić, a nawet zabić. Cokolwiek by nie robił, ja zrobiłem dobrze. Byłem tego pewny.
- Co ci przeszkadzało to, że uważała mnie za ideał? Przynajmniej miała w kimś oparcie, kiedy ciebie nie było!- Zabolało mnie... Zabrzmiało to tak, jakbym z własnej woli zostawił rodzinę...
- Wiesz dobrze, że nie z własnej woli ją zostawiłem... Za to ty z własnej woli ją oszukiwałeś...- Chciałem dobrze dla Alice. W końcu była moją siostrą... Chciałem nadrobić te wszystkie lata, które zostały stracone... Nawet ceną zmagania się z Michelem. Nie obchodziło mnie już jego zdanie. Do tej pory potrafiłem sobie poradzić sam, to i teraz dam radę...A przynajmniej mam takie nadzieje.
***********************************************************************
( Perspektywa Alice)
***********************************************************************
Po tym wszystkim co usłyszałam nie miałam ochoty więcej widzieć ich na oczy. Wyszłam z domu bez słowa. Kierowałam się do jedynej osoby której teraz ufałam... Poszłam prosto do Kastiela. Otworzył mi drzwi ze swoim charakterystycznym uśmiechem. Od progu mocno się do niego przytuliłam. Tego teraz potrzebowałam...
- Co się stało...?- zapytał zmartwiony. Nie dziwiłam się, że się martwił... Przyszłam do niego cała roztrzęsiona.
- Długo by gadać... mogę przenocować...?- głupio mi było o to prosić, ale nie chciałam wracać do domu. Kastiel przytulił mnie tylko mocniej.
- Jasne... U mnie jesteś zawsze mile widziana.- powiedział i po chwili puścił mnie. Weszliśmy do środka. Cieszyłam się, że chociaż jego teraz mam...
- Dzięki... Za wszystko...- Powiedziałam patrząc na niego. On tylko uśmiechnął się.
- Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć... A teraz, chcesz mi powiedzieć co zaszło...?- zapytał. Wiedziałam, że jeżeli się mu wygadam to mogę się lepiej poczuć... Więc po prostu opowiedziałam mu wszystko. Wiedziałam, że mogę mu zaufać, więc nie zawahałam sie nawet na chwilę... On cały czas tylko przytakiwał, był pełen zrozumienia.
- Sprawa jest naprawdę poważna... Nie dziwie się, że nie chcesz ich widzieć. Dopóki nie będziesz gotowa stawić czoła problemom... Możesz u mnie zostać.-Nie spodziewałam się, że pomoże mi aż tak bardzo... Byłam mu naprawdę wdzięczna. Na pewno w przyszłosci zdążę mu sie za to odwdzięczyć... A póki co muszę sobie wszystko poukładać w głowie... Za dużo się dowiedziałam jak na jeden raz...
- Siostrzyczko...- Spojrzał na mnie, i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że tutaj jest. Był naprawdę poważny... Pomimo to, cieszyłam się, że go widzę. Chciałam jakoś nadrobić te wszystkie stracone lata...- Chyba czas poznać prawdę, nie sądzisz...?- wtedy do pomieszczenia wszedł Michel. Usiadł obok mnie, w jego oczach mogłam zauważyć smutek... O co chodziło?
- Prawdę...? Jaką prawdę?- zapytałam patrząc to na jednego, to na drugiego. Wydawało mi się, że czas stanął w miejscu... Pochłaniając całą radość zawartą gdziekolwiek, pozostawiając po sobie smutek i wielką powagę. Michel nigdy tak nie wyglądał... Więc musiało stać się coś poważnego. Jakaś naprawdę ciemna prawda, którą ukrywali głęboko, chcąc o niej zapomnieć...
- Wszystko ci wyjaśnimy...- Powiedział Delist. Wyjaśnimy? Więc i on tkwił w tej historii... Teraz naprawdę się pogubiłam. Wszystko co o nich wiedziałam... Było kłamstwem...? Nie, nie mogłam w to uwierzyć... Gdzie mój idealny starszy brat, w którym miałam wsparcie, w każdej chwili mojego życia? Gdzie podziała się jego radość, jego uśmiech...
- Ty jej powiedz... Ja nie potrafię....- Michel spuścił głowę. Pierwszy raz niepokój uderzył we mnie z taką siłą... Naprawdę się bałam tego co chcą mi powiedzieć... Z kim mieszkałam pod jednym dachem...? To dopiero teraz miało się okazać w jak wielkim błędzie żyłam.
- Ja i Michel... Mamy kontakt od początku.- Zaczął mówić Delist. Zupełnie zbiło mnie to z tropu. Mają kontakt... A ja nic o tym nie wiedziałam...?- Co więcej... Wiem, czym twój kochany braciszek się tak naprawdę zajmuje. Tobie też naopowiadał, że jest kelnerem w restauracji?- Michel momentalnie poderwał się z siedzenia. Wydawał się naprawdę zdziwiony.
- Obiecałeś, że zachowasz to w tajemnicy!- Krzyknął zdenerwowany. Teraz zupełnie się zgubiłam. Michel nie był kelnerem, miał kontakt z Delistem... Całe moje wyobrażenie o nim, jako i idealnym bracie... Wszystko runęło. Pękło jak bańka mydlana.
- Ona musi poznać prawdę... Za długo już ją oszukiwałeś. Nie chciałeś dopuścić, żebym się z nią spotkał... Mnie nazywałeś kłamcą, kimś, kto nic dobrego jej nie przyniesie... A tym czasem oszukiwałeś ją, idealizując się!- Krzyczał na niego... Miałam już dosyć. Niech wreszcie powiedzą o co chodzi i zostawią mnie w spokoju... Chcę to wszystko przemyśleć...
****************************************************************************
( Perspektywa Delista)
****************************************************************************
Nie potrafiłem dłużej ukrywać prawdy. Zasługiwała, żeby się dowiedzieć... Pewny jestem, ze nawtykał jej pełno kłamstw, przedstawiając się jako kogoś idealnego, kto zawsze będzie u jej boku... Ja też mogę taki być. Nie miałem jednak szansy się wykazać...Byłem odsuwany od mojej siostry. W końcu miałem tego dosyć, więc zacząłem drążyć w przeszłości Michela. Okazało się, że wcale nie jest takim idealnym braciszkiem... Nie potrafiłem siedzieć cicho. Czułem, że kiedy jej to powiem... Wszystko się zmieni. Michel nie będzie już tym ideałem... A ja w końcu będę mógł jej pokazać, że potrafię go zastąpić. Wiedziałem również o jego chorobie.
- Twój braciszek... Ten idealny... Jest zabójcą na zlecenie. Do tego jest chory na Zespół Stresu Pourazowego.- Powiedziałem jej wszystko. Dopiero po jej minie zorientowałem się jak ogromnie ją skrzywdziłem... Po prostu wstała... Popatrzyła z wielkim żalem na Michela... Potem na mnie, ze smutkiem w oczach... Następnie po prostu wyszła z pokoju, zostawiając nas oniemiałych. Nie sądziłem, że jej reakcja będzie aż taka...
- I co zrobiłeś?!- Michel przestał nad sobą panować. Przygniótł mnie do ściany, był zbyt silny żebym mógł się uwolnić. Przecież kiedy siostrzyczki nie ma w pobliżu on robił co mu się tylko podoba... Szczerze mówiąc pomimo wszystko nie żałowałem, że powiedziałem prawdę. Poboli ją trochę, a potem się otrząśnie, i zacznie żyć na nowo... Znając już prawdę. Niech zrobi z nią co chce...
- To co już dawno ty powinieneś... Niby jest dla ciebie taka ważna... A jednak okłamywałeś ją!- Byłem wściekły. Nie bałem się mu wszystkiego wygarnąć... Mógł mnie bić, a nawet zabić. Cokolwiek by nie robił, ja zrobiłem dobrze. Byłem tego pewny.
- Co ci przeszkadzało to, że uważała mnie za ideał? Przynajmniej miała w kimś oparcie, kiedy ciebie nie było!- Zabolało mnie... Zabrzmiało to tak, jakbym z własnej woli zostawił rodzinę...
- Wiesz dobrze, że nie z własnej woli ją zostawiłem... Za to ty z własnej woli ją oszukiwałeś...- Chciałem dobrze dla Alice. W końcu była moją siostrą... Chciałem nadrobić te wszystkie lata, które zostały stracone... Nawet ceną zmagania się z Michelem. Nie obchodziło mnie już jego zdanie. Do tej pory potrafiłem sobie poradzić sam, to i teraz dam radę...A przynajmniej mam takie nadzieje.
***********************************************************************
( Perspektywa Alice)
***********************************************************************
Po tym wszystkim co usłyszałam nie miałam ochoty więcej widzieć ich na oczy. Wyszłam z domu bez słowa. Kierowałam się do jedynej osoby której teraz ufałam... Poszłam prosto do Kastiela. Otworzył mi drzwi ze swoim charakterystycznym uśmiechem. Od progu mocno się do niego przytuliłam. Tego teraz potrzebowałam...
- Co się stało...?- zapytał zmartwiony. Nie dziwiłam się, że się martwił... Przyszłam do niego cała roztrzęsiona.
- Długo by gadać... mogę przenocować...?- głupio mi było o to prosić, ale nie chciałam wracać do domu. Kastiel przytulił mnie tylko mocniej.
- Jasne... U mnie jesteś zawsze mile widziana.- powiedział i po chwili puścił mnie. Weszliśmy do środka. Cieszyłam się, że chociaż jego teraz mam...
- Dzięki... Za wszystko...- Powiedziałam patrząc na niego. On tylko uśmiechnął się.
- Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć... A teraz, chcesz mi powiedzieć co zaszło...?- zapytał. Wiedziałam, że jeżeli się mu wygadam to mogę się lepiej poczuć... Więc po prostu opowiedziałam mu wszystko. Wiedziałam, że mogę mu zaufać, więc nie zawahałam sie nawet na chwilę... On cały czas tylko przytakiwał, był pełen zrozumienia.
- Sprawa jest naprawdę poważna... Nie dziwie się, że nie chcesz ich widzieć. Dopóki nie będziesz gotowa stawić czoła problemom... Możesz u mnie zostać.-Nie spodziewałam się, że pomoże mi aż tak bardzo... Byłam mu naprawdę wdzięczna. Na pewno w przyszłosci zdążę mu sie za to odwdzięczyć... A póki co muszę sobie wszystko poukładać w głowie... Za dużo się dowiedziałam jak na jeden raz...
wtorek, 8 września 2015
Pierwsi wrogowie //Rozdział 10| Część 3\\
Od kilku dni czułam dziwny niepokój. Jakbym była obserwowana... Pomimo, że coraz czujniej się rozglądałam nadal nie potrafiłam dostrzec sprawcy tego uczucia. Wiedziałam, że jest gdzieś blisko, mimo, że nie potrafiłam go zobaczyć. Może tylko mi się wydawało...? Ostatnio byłam dosyć przemęczona, powinnam chyba zwalić winę na to. Z drugiej strony... Bagatelizowanie czegoś takiego raczej nie zbyt dobrze na mnie wpływało. Z czasem było ze mną coraz gorzej, uczucie obserwowania na każdym kroku rosło... Było coraz silniejsze, bardziej przytłaczające... Musiałam w końcu sprawdzić o co właściwie chodzi. Zaczęłam być ostrożniejsza i czujniej się rozglądać. W końcu znalazłam sprawce... On chyba również zauważył, że go dostrzegłam, ale nie ruszył się z miejsca. Wybiegłam więc przed dom i od razu pojawiłam się przed nieznajomym. Był on młodym ciemnoczerwono włosym chłopakiem. Blizna przechodziła przez jego prawe oko, które było w kolorze czerwonym. Drugie miał niebieskie. Uśmiechał się lekko, padało na niego tylko lekkie światło księżyca...
- Kim jesteś i czego ode mnie chcesz?!- krzyknęłam na niego. Nie miałam powodów by być miła... Byłam zła. Jak mógł mnie obserwować przez cały ten czas? Przecież nawet mnie nie znał!
- Kim jesteś i czego ode mnie chcesz?!- krzyknęłam na niego. Nie miałam powodów by być miła... Byłam zła. Jak mógł mnie obserwować przez cały ten czas? Przecież nawet mnie nie znał!
- Nie pamiętasz mnie...?- zapytał patrząc prosto na mnie. Fakt, gdzieś kojarzyłam tą twarz...Tkwiła gdzieś głęboko w mojej głowie... Jakbym gdzieś go widziała...
- Nie przypominam sobie.- taka odpowiedz była najbezpieczniejsza. Nie chciałam mu robić nadziei, że go znam czy coś w tym stylu... Jeszcze nie będzie się chciał odczepić.
- Tak jak myślałem...- widziałam coś w rodzaju smutku w jego oczach. Patrzył prosto na mnie, jakby dookoła nie było niczego na czym mógłby zawiesić wzrok...- Alice... Tęskniłem...-szepnął. Teraz byłam zupełnie zmieszana.
- Jeszcze raz. Kim jesteś...- kompletnie nie potrafiłam sobie tego przypomnieć. Nawet nie pamiętałam jego imienia...
- Delist Williams. Teraz chyba powinnaś wiedzieć...- Spojrzał na mnie przenikającym wzrokiem... Od razu go sobie przypomniałam... Tak bardzo się zmienił... Delist był moim młodszym bratem, ale kiedy miałam 6 lat coś sie z nim stało... Rodzice nigdy o tym nie wspominali, a ja zapomniałam...Pomimo, że byliśmy naprawdę blisko... Nie mogłam uwierzyć, że teraz wrócił... Miał do mnie żal...?
- Deli... Co się z tobą stało...?- Na te pytanie jego oczy wypełniły się bólem. Widać, że dużo kosztowało go przypomnienie sobie wszystkiego co się wydarzyło...
- Oddali mnie. Nie byłem mile widziany we własnej rodzinie... Spędziłem kilka lat w sierocińcu... Potem poprawczak...- Mówił to powoli, niepewnie... jakby nie chciał tego wcale wyjawiać... Ale nie miałam co mu się dziwić. Słuchałam uważnie jego historii. Teraz kiedy już wrócił... Chciałam jak najbardziej go zrozumieć. Po tych wszystkich latach...
- Kiedy wypuścili mnie z poprawczaka zaczęły się problemy z narkotykami...- te słowa chyba sprawiły mu największy ból. Musiał mieć naprawdę ciężko... W sumie to wrócił nie wiadomo skąd w biały dzień, to też musiało czegoś dowodzić.
- Wciąż bierzesz?- zapytałam krótko. Na pierwszy rzut oka nie wyglądał na kogoś kto by brał... A raczej na zwyczajnego. Ale w sumie nie mogłam się po nim niczego spodziewać... Musiał się wycwanić przez te lata.
**********************************************************
( Perspektywa Delista)
***********************************************************
- Uzależniłem się...- Było mi wstyd. Nie chciałem jej tego mówić, szczególnie, że pokładałem w niej wielkie nadzieje... Akurat teraz nie miałem się gdzie podziać. Odszukałem ją głównie z tęsknoty, ale również dlatego, że jej naprawdę potrzebuje. Ona może i zapomniała... Ale ja pamiętałem wciąż. Przez cały ten czas nie myślałem o niczym innym jak o odnalezieniu rodziny... Przez jakiś czas ją tylko obserwowałem, chciałem się upewnić...
- Uzależniłeś... Czyli naprawdę dużo się u ciebie wydarzyło, co?- nie wyglądała na zaskoczoną... Spodziewała się tego po mnie...?
- Dosyć dużo. Nie chce o tym mówić...- Każde kolejne słowo bolało mocniej. Dlatego bardzo nie chciałem, żeby zadawała więcej pytań o mojej przeszłości...
- Więc... Czego ode mnie teraz oczekujesz...?- to w końcu musiało paść. Wyczuła, że nie jestem tam bezinteresownie...
- Dachu nad głową. Teraz akurat mam trudny okres...- Wstydziłem się ją o to prosić. Nie chciałem nagle wpadać w jej życie, to wszystko działo się za szybko... Na pewno miałą dosyć problemów, a ja wchodziłem jej na głowę...
- No... Dobra. Ale tylko dlatego, że jesteśmy rodziną...- kamień spadł mi z serca. Nie sądziłem, że mnie przyjmie... Myślałem, że wyśle mnie tam skąd przyszedłem, jak każdy w takiej chwili. Wyrosła na dobrą osobę...
- Dzięki. Nie sprawię kłopotów, zobaczysz...- Musiałem się ogarnąć i nie sprawiać problemów. W końcu teraz od tego zależało moje życie. Nie mogłem podpadać. Najbardziej jednak wciąż obawiałem się spotkania z Michelem. Widziałem go już kilka razy... Na początku wcale go nie poznałem, potem jednak się zorientowałem, że to on. Nigdy się nie lubiliśmy, szczególnie, że to po części przez niego musiałem się usunąć z rodziny tracąc całe dzieciństwo... Ale on mnie jeszcze popamięta. Nie zostawię tej sprawy... Prawda musi wyjść na światło dzienne. Alice pewnie wiele o nim jeszcze nie wie... Ale ja już zadbam, żeby się jednak dowiedziała. Nawet tej najmroczniejszej prawdy jaką chowa za plecami, udając idealnego braciszka... Ale nikt nie jest idealny, a on tym bardziej. Nie pozwolę mu wciąż udawać i kryć się za maską...
- Tak jak myślałem...- widziałam coś w rodzaju smutku w jego oczach. Patrzył prosto na mnie, jakby dookoła nie było niczego na czym mógłby zawiesić wzrok...- Alice... Tęskniłem...-szepnął. Teraz byłam zupełnie zmieszana.
- Jeszcze raz. Kim jesteś...- kompletnie nie potrafiłam sobie tego przypomnieć. Nawet nie pamiętałam jego imienia...
- Delist Williams. Teraz chyba powinnaś wiedzieć...- Spojrzał na mnie przenikającym wzrokiem... Od razu go sobie przypomniałam... Tak bardzo się zmienił... Delist był moim młodszym bratem, ale kiedy miałam 6 lat coś sie z nim stało... Rodzice nigdy o tym nie wspominali, a ja zapomniałam...Pomimo, że byliśmy naprawdę blisko... Nie mogłam uwierzyć, że teraz wrócił... Miał do mnie żal...?
- Deli... Co się z tobą stało...?- Na te pytanie jego oczy wypełniły się bólem. Widać, że dużo kosztowało go przypomnienie sobie wszystkiego co się wydarzyło...
- Oddali mnie. Nie byłem mile widziany we własnej rodzinie... Spędziłem kilka lat w sierocińcu... Potem poprawczak...- Mówił to powoli, niepewnie... jakby nie chciał tego wcale wyjawiać... Ale nie miałam co mu się dziwić. Słuchałam uważnie jego historii. Teraz kiedy już wrócił... Chciałam jak najbardziej go zrozumieć. Po tych wszystkich latach...
- Kiedy wypuścili mnie z poprawczaka zaczęły się problemy z narkotykami...- te słowa chyba sprawiły mu największy ból. Musiał mieć naprawdę ciężko... W sumie to wrócił nie wiadomo skąd w biały dzień, to też musiało czegoś dowodzić.
- Wciąż bierzesz?- zapytałam krótko. Na pierwszy rzut oka nie wyglądał na kogoś kto by brał... A raczej na zwyczajnego. Ale w sumie nie mogłam się po nim niczego spodziewać... Musiał się wycwanić przez te lata.
**********************************************************
( Perspektywa Delista)
***********************************************************
- Uzależniłem się...- Było mi wstyd. Nie chciałem jej tego mówić, szczególnie, że pokładałem w niej wielkie nadzieje... Akurat teraz nie miałem się gdzie podziać. Odszukałem ją głównie z tęsknoty, ale również dlatego, że jej naprawdę potrzebuje. Ona może i zapomniała... Ale ja pamiętałem wciąż. Przez cały ten czas nie myślałem o niczym innym jak o odnalezieniu rodziny... Przez jakiś czas ją tylko obserwowałem, chciałem się upewnić...
- Uzależniłeś... Czyli naprawdę dużo się u ciebie wydarzyło, co?- nie wyglądała na zaskoczoną... Spodziewała się tego po mnie...?
- Dosyć dużo. Nie chce o tym mówić...- Każde kolejne słowo bolało mocniej. Dlatego bardzo nie chciałem, żeby zadawała więcej pytań o mojej przeszłości...
- Więc... Czego ode mnie teraz oczekujesz...?- to w końcu musiało paść. Wyczuła, że nie jestem tam bezinteresownie...
- Dachu nad głową. Teraz akurat mam trudny okres...- Wstydziłem się ją o to prosić. Nie chciałem nagle wpadać w jej życie, to wszystko działo się za szybko... Na pewno miałą dosyć problemów, a ja wchodziłem jej na głowę...
- No... Dobra. Ale tylko dlatego, że jesteśmy rodziną...- kamień spadł mi z serca. Nie sądziłem, że mnie przyjmie... Myślałem, że wyśle mnie tam skąd przyszedłem, jak każdy w takiej chwili. Wyrosła na dobrą osobę...
- Dzięki. Nie sprawię kłopotów, zobaczysz...- Musiałem się ogarnąć i nie sprawiać problemów. W końcu teraz od tego zależało moje życie. Nie mogłem podpadać. Najbardziej jednak wciąż obawiałem się spotkania z Michelem. Widziałem go już kilka razy... Na początku wcale go nie poznałem, potem jednak się zorientowałem, że to on. Nigdy się nie lubiliśmy, szczególnie, że to po części przez niego musiałem się usunąć z rodziny tracąc całe dzieciństwo... Ale on mnie jeszcze popamięta. Nie zostawię tej sprawy... Prawda musi wyjść na światło dzienne. Alice pewnie wiele o nim jeszcze nie wie... Ale ja już zadbam, żeby się jednak dowiedziała. Nawet tej najmroczniejszej prawdy jaką chowa za plecami, udając idealnego braciszka... Ale nikt nie jest idealny, a on tym bardziej. Nie pozwolę mu wciąż udawać i kryć się za maską...
Subskrybuj:
Posty (Atom)