Cass x Alice

Cass x Alice

środa, 23 grudnia 2015

Najlepsze święta ||Specjalny rozdział na święta||

Na samym wstępie chce wam wszystkim życzyć jak najweselszych świąt, wymarzonych prezentów i duuużo radości <3 Oby wam niczego nie zabrakło, smacznego karpia, czy jakoś tak.
********************************************************************************
Święta nadeszły szybciej niż się spodziewałam. Może byłabym weselsza, gdyby nie to, że wylosowałam Lysandra... Musiałam właśnie jemu kupić prezent. Więc jeszcze przed tym jak ruszyłam na zakupy zadzwoniłam do Kastiela, który znał go lepiej niż ktokolwiek inny, więc na pewno miał jakiś pomysł... Cóż, ten poradził mi tylko, żebym kupiła mu GPS, chociaż obawiałam się, że jego także zgubi...Dlatego kupiłam mu notatnik z GPS'em, żeby go już nigdy nie gubił. Obawiałam się w sumie tego, że się obrazi... Na szczęście naprawdę się ucieszył, a Wigilia klasowa była naprawdę udana. Może pomijając to, że Ken oblał Amber sokiem, i musiał uciekać dobre pół godziny... Potem dostałam wiadomość od Kastiela, że jego rodzice wrócili, i że zapraszają mnie na Wigilię do nich... Cóż, wybrałam się, chociaż naprawdę się stresowałam. U wejścia powitał mnie Kastiel i jego pies Demon. Jego matka właśnie siadała do stołu, a ojciec coś donosił. Przywitałam się grzecznie i usiadłam obok Rudzielca, na pewno będę się lepiej czuć mając go bliżej.Cóż, zaczęły się pytania....
- Twoi rodzice nie zechcieli przyjść?- zapytała jego matka, prawie od progu.
- Poznamy ich kiedyś?- dodał zaraz ojciec
- Pracują gdzieś?- pytań nie było końca, a ja robiłam się coraz bardziej blada.
- Moi rodzice nie żyją.- Powiedziałam przez zęby, dosyć się zdenerwowałam... Nie lubiłam takich pytań, szczególnie, że znowu wszystko mi się przypomniało. Kastiel spojrzał na nich z ostrą miną i objął mnie ramieniem
- Nie musisz o tym mówić, jeżeli nie chcesz, Alice...- Szepnął do mnie z czułością mnie do siebie przysuwając. Widział chyba jak bardzo takie pytania były dla mnie niewygodne...
- Nie żyją...?- powtórzyła jakby z niedowierzeniem jego matka.
- Tak, Alice wychowywał brat. Wystarczy?- Rudzielec miał coraz bardziej rozdrażniony głos, ale nie dziwiłam mu się. Cóż. dla mnie też było to dosyć denerwujące...
****************************
Perspektywa Kastiela
****************************
Serio zaczęło mnie wkurzać, że tak ją wypytują. Miała to być miła kolacja przy której dobrze ją poznają, a nie uciążliwa dla niej spowiedź sięgająca całego jej życia. Na szczęście odpuścili, zadali jeszcze tylko pare pytań i dali spokój. Czekałem tylko aż wszyscy zjedzą, żeby wręczyć jej prezent który kupiłem. Postarałem się wybierając go... Był to złoty naszyjnik z sercem. Nie do końca wiedziałem jakie kobiety lubią prezenty, ale z Alice rozumiałem się tak dobrze, że byłem pewien, iż jej się spodoba. No i tak było. Kiedy kolacja się zakończyła pobiegłem od razu na górę po prezent. Co z tego, że wyglądało to trochę dziwnie, czego się nie robi dla miłości, nie? Była dosłownie zachwycona, ale i mi podobał się prezent jaki dostałem. Była to nowa koszulka z logiem Winged Skull. Może jak stara się pobrudzi, wrzucę ją do prania i założe nową. Bardzo przemyślany prezent. Było już dosyć późno, a mi nie bardzo chciało się odprowadzać moją dziewczynę do domu... Więc ubłagałem ją, żeby została u mnie na noc. Oczywiście jako kulturalna dziewczyna od razu zadeklarowała, że pójdzie spać na kanapę, ale nie mogłem na to pozwolić. Jasnym było, że musiałem mieć na nią oko... Kto wie na co wpadną moi starzy, wolę jej na nic nie narażać. Nocowaliśmy w moim pokoju, i wbrew wszystkiemu, to były najlepsze święta jakie miałem. Pomimo, że następnego ranka rodzice wyjechali... Ale może to i nawet lepiej. Alice mogła zostać na kilka dni nie martwiąc się, że ktoś będzie mącił jej spokój. Po tych wszystkich dniach mogłem stwierdzić, że były najlepsze z jednego powodu. Spędziłem je z osobą którą kocham, a czegoś takiego nie da się przebić
***************************************************************************
Pod koniec rozdziału chcę wam jeszcze życzyć, żebyście i wy spędzili święta w rodzinie, z osobami które kochacie. Niech wam te święta przyniosą wiele radości i szczęścia, niech będą najlepszymi jakie do tej pory mieliście. No i wesołego nowego roku kochani! Oby ten był lepszy niż poprzedni.
Jeszcze raz, WESOŁYCH  ŚWIĄT!

sobota, 19 grudnia 2015

Urodziny |Rozdział 22|

Wstałam bardzo rano, chyba w obawie o te sprawdziany. Umiałam wszystko, ale mimo to byłam zdenerwowana. Byłam na miejscu piętnaście minut przed rozpoczęciem sprawdzianu. Kiedy już usiedliśmy w ławkach i dostaliśmy sprawdziany, okazały się one nie takie proste jak sądziłam... Niektóre pytania poszły łatwo, z innymi musiałam się trochę pomęczyć. Udało mi się skończyć kilka minut przed końcem czasu, wszystko dokładnie sprawdziłam i wychodząc z sali byłam już spokojniejsza, mogłam zrobić to co zamierzałam od samego rana. Musiałam rozdać zaproszenia na moje przyjęcie urodzinowe. Kończyłam 18 lat, więc planowałam coś hucznego... Miałam kilka zaproszeń dla chłopaków i dziewczyn, musiałam je tylko szybko porozdawać. Najpierw poszłam z zaproszeniem do Kastiela, bo był niedaleko. Chyba się ucieszył, bo od razu zagwarantował, że przyjdzie. Potem poszłam do Rozalii i Violetty, chociaż miałam małe wątpliwości, czy Violetta będzie zadowolona na takim przyjęciu... Na pewno będzie głośno. Potem poszłam do Priyi, Nataniela, Lysandra, Kena i Melanii. Od razu zaznaczyłam, że nie muszą nic przynosić, wystarczy mi ich obecność. Chciałam po prostu się wybawić, a nie dostawać niestworzone prezenty. Oczywiście na mnie naciskali i mówili, że i tak coś przyniosą. Nie dziwiłam im się... W końcu taka była ich natura, znałam ich jako takich.  Impreza miała odbyć się jutro wieczorem, więc od razu po wyjściu ze szkoły ruszyłam razem z Kastielem do sklepu aby kupić kilka rzeczy, zobowiązał się mi pomóc z noszeniem toreb. Kupiliśmy dużo przekąsek i napojów, wszystko zostawiliśmy w domu i poszliśmy się przejść, omówić przy okazji sprawdziany. Z tego co się dowiedziałam to Kastielowi nie poszło najlepiej... Szkoda byłoby, gdyby zdobył jakąś złą ocenę... Chociaż sama nie byłam pewna swojej.  Dlatego tak się obawiałam... Czas zleciał mi naprawdę szybko, i nim się obejrzałam było już popołudnie następnego dnia. Musiałam wziąć się za przystrajanie domu i przygotowanie stołu na przybycie gości. Zrobiłam to w miarę szybko, akurat zdążyłam zanim przyszli pierwsi goście. Pierwsza była Roza. Przyniosła mi śliczną sukienkę, mówiła, że Leo specjalnie ją uszył. Cóż, mogłam zaprosić i jego... Zupełnie wyleciało mi to z głowy. Następny był Lysander, on za to wręczył mi naszyjnik z sową.  Od razu go założyłam i do końca dnia nie zamierzałam zdejmować. Potem przyszedł Kastiel i... On zawsze musi wchodzić z rozmachem?
- Mówiłaś, że nie boisz się egzotycznych zwierząt, nie?- zapytał na sam początek trzymając w ręku duże pudło. Naprawdę duże.
- Nie, nie boję się... Ale obawiam się tego co przyniosłeś...- powiedziałam cofając się o dwa kroki. Co on, tarantulę mi przywiózł?
- Spokooojnie!- zaśmiał się i otworzył pudełko, wyjął z niego duże, szklane terrarium i postawił na szafce. Coś czułam, że ta szafka nie zbyt długo pozostanie pusta.
- Puste terrarium mi przyniosłeś...?- zapytałam i sama się roześmiałam. To byłby ciekawy pomysł, puste terrarium!
- Nie do końca puste... -Stwierdził i wyjął zza siebie kolejne pudełko. Pewnie postawił je na ziemię za sobą kiedy wyjmował terrarium.Otworzył nieco mniejsze pudełko i delikatnie wyjął z niego... Węża. No pogrzało go!
- Cz ty do końca zgłupiałeś?- to było chyba bardziej stwierdzenie niż pytanie... Cóż, takiego prezentu się nie spodziewałam.
- Jeszcze nie do końca. Nazwij go Lucek, będzie dotrzymywał ci towarzystwa- zaśmiał się i włożył węża do terrarium- To Pyton Miniaturowy. Nie urośnie za duży...
- I tak jest już wielki!- powiedziałam lekko poirytowana, ale w głębi ta sytuacja naprawdę mnie śmieszyła. Naprawdę wszedł z hukiem, i to nie małym... Potem przyszła cała reszta, i impreza rozkręciła się zupełnie. Robiliśmy wiele rzeczy, ale jednak głównie tańczyliśmy i śmialiśmy się.
*******************************************************
( Perspektywa Kastiela)
*******************************************************
Wiedziałem, ze wejdę z rozmachem. Inaczej się nie dało. Musiałem z dużym hukiem. W sumie nawet nie wiedziałem czemu, po prostu miałem ochotę, żeby mnie zapamiętała, na bardzo długo. Pomysł z wężem wydał się jak dla mnie idealny, bo na pewno nie taki pospolity jak reszta prezentów... Cieszyłem się kiedy zwracali uwagę na terrarium, mogłem z dumą mówić, że to prezent ode mnie. No i pewien byłem, że na widok tego długiego stwora Alice będzie o mnie myśleć... Czegoś takiego nie da się zapomnieć. Ale o to właśnie chodziło. Na imprezie świetnie się bawiłem, pomimo, że był tam ten gospodarzyk... Nie zwracałem na niego uwagi i spędzałem czas z moją dziewczyną. Bawiliśmy się do rana, potem chyba wszyscy byli padnięci i przespali prawie cały dzień wakacji, oczywiście u mojej dziewczyny w domu, bo nie chciała ich puścić w takim stanie. Ja wstałem trochę wcześniej, obudziłem Alice i od razu zarządziłem, że idziemy na spacer. Chciałem odetchnąć świeżym powietrzem i przy okazji przejść się kawałek. Kiedy już się rozbudziła i przebrała ruszyliśmy miastem. przy okazji wstąpiliśmy do pizzeri żeby załatwić dla tej całej gromady jakieś śniadanie... Nie bardzo widziało nam się robienie kanapek dla tylu osób, więc po prostu zamówiliśmy pizzę. My zjedliśmy na miejscu, resztę zanieśliśmy im. Kiedy wróciliśmy nadal spali, nie sądziłem, że aż tyle dnia prześpią... Ale nie zamierzaliśmy ich budzić, bo w sumie po co. Obudzili się po jakiejś godzinie, zjedli co dostali i powoli wszyscy zaczęliśmy się zbierać, zostawiając Alice cały dom do ogarnięcia. Cóż, silna kobitka jest, poraadzi sobie... A przynajmniej tak sądzę.

piątek, 11 grudnia 2015

Sprawdziany | Rozdział 21|

Dzień rozpoczął się jak zwykle. Zaraz po wejściu do szkoły jednak wszystko się zmieniło. Było tam tak cicho jak nigdy... Wszyscy siedzieli z nosem w książkach, tylko Kastiel miał kompletną olewkę. Od razu zapytałam go o co właściwie chodzi.
- Cóż...- Chwilę się zamyślił- Wszyscy powtarzają do sprawdzianu. Pojutrze zakończenie roku... Musieli zorganizować coś co popsuje nam humory, no musieli!- wydawał się poirytowany całą sytuacją. Ja też o niczym nie wiedziałam, co mnie naprawdę dobiło... Na szczęście miałam jeszcze notatki...
- Kiedy ten sprawdzian...?- Zapytałam patrząc na niego poważnie. Byłam zupełnie zrezygnowana... Muszę zacząć bardziej słuchać na lekcjach...
- Myślałem, że tylko Lysander o wszystkim zapomina- zaśmiał się na widok mojego zdziwienia- No jutro. Mamy przyjść na 7.30...
- Czemu ja nic o tym nie wiedziałam...?- pytałam bardziej siebie niż jego. Serio na lekcjach byłam aż tak nieobecna?
- Bo nie słuchasz.- Stwierdził z wielkim przekonaniem. Ciekawe skąd wiedział co ja właściwie robię na lekcjach...
- Skąd ta pewność?- Tym razem pytanie kierowane było całkowicie do niego. Ciekawa byłam jak często na mnie się gapił...
- Bo cię obserwuje. Chyba chce wiedzieć, czy moja dziewczyna na pewno dobrze się czuje i czy mnie nie zdradza, nie?- pod koniec zdania się roześmiał. Pewnie, zdradzałam go na każdej chemii... W tej chwili przerwała nam Priya, która widocznie też nic nie widziała, bo chodziła roześmiana.
- Co robicie?- zapytała podchodząc do nas z uśmiechem.
- Rozmawiamy o sprawdzianie...- stwierdziłam i zaczęłam szukać notatek w torbie. Pewna jestem, że tam je miałam.
- Jakim sprawdzianie?- Mogłam się tego spodziewać, ona też nie miała o tym żadnego pojęcia...
- Tym, który jest jutro.- z odpowiedzią wyprzedził mnie Kastiel, jak zawsze wszystko wiedzący i wzorowy uczeń.
- Jest jutro jakiś sprawdzian?!- Zapytała naprawdę wystraszona- Nawet nie mam notatek! Jak sądzicie, poluzują mi ze względu, że jestem nowa...?- dodała z nadzieją w głosie.
- Szczerze?- spytałam, ale zanim coś dopowiedziałam Rudzielec mi przerwał
- Nie ma szans! Musisz sobie skserować notatki, czy coś... No i brać się do zakuwania. Tak jak każdy.- odparł lekceważącym tonem, jakby jej los był mu zupełnie obojętny.
- Ty jakoś nie powtarzasz...- Stwierdziłam i spojrzałam na niego podejrzanie.
- Byleby do trójki, nie?- zaśmiał się- Umiem większość, zrobiłem sobie przerwę.
*************************************************************
Perspektywa Kastiela
*************************************************************
Nierozgarnięcie nowej Priyi po części rozumiałem, w końcu nie do końca była zorientowana co i jak... Ale żeby moja Alice nie wiedziała o nadchodzącym koszmarze? To było co najmniej dziwne... Na jednej lekcji mogła nie uważać, ale o sprawdzianach dudnią już naprawdę długo, aż dziwne, że to pominęła... I co by było gdyby mnie nie spotkała? Najpewniej nie nauczyłaby się... W końcu to nasz przedostatni rok w tej szkole. Nie chcę, żeby coś poszło źle... Może na takiego nie wyglądam, ale serio się nią martwię.
- Szczęściarz...- Widać było zażenowanie w jej oczach. Cóż, przed nią dłuuuugi czas nauki.
- Nie szczęściarz, tylko osoba uważająca na lekcji.- Stwierdziłem, zgodnie z prawdą. Ze szczęściem akurat nie miałem dużo wspólnego... No może szczęściem było to, że mam taką fajną dziewczynę, ale reszta raczej nie układa się po mojej myśli.
- I wzorowy uczeń do tego.- zaśmiała się po chwili namysłu. Pewnie kalkulowała ile nauki na co poświęci... Też na początku tak robiłem.
- Znajdźmy lepiej jakieś ciche miejsce, żeby powtórzyć materiał... Nie chcesz chyba dostać słabej oceny, no nie?- zapytałem ją i skierowałem się w kierunku sali od chemii. Tam zazwyczaj było cicho, no i raczej nikt tam nie siedział, więc było to idealne miejsce.
- Zostawię cię z tym. Nie zapomnij jutro przyjść na właściwą godzinę... Przyjdę po ciebie.- dodałem po chwili nadal się martwiąc, że zaśpi czy coś takiego... Miała spore zdolności do wpadania w kłopoty. Chociaż z tego co mi mówiła to u nich dziedziczne.
- W porządku, będę czekać- odparła i usiadła do ławki zaczynając czytać notatki.
- Powodzenia.- powiedziałem jeszcze i wyszedłem zostawiając ją w spokoju. Na pewno dobrze jej pójdzie... A przynajmniej mam taką nadzieję.

sobota, 21 listopada 2015

Nowa | Rozdział 20 |

Powrót do codzienności nie poszedł nam zbyt łatwo. Wiele rzeczy było trudnych do wykonania, każdy wracał myślami do chwil które już przeminęły. Już po powrocie czekała nas ogromna niespodzianka... Nowa uczennica. Znowu. Serio, powoli miałam przesyt tych nowych. Ustała na środku klasy i zaczęła mówić o sobie, różne rzeczy. Między innymi to, że nazywa się Priya i zamierza skończyć tutaj liceum, że podróżuje z ojcem, zwiedziła wiele miejsc... Jakoś podświadomie czułam, że będą z nią problemy. Cała lekcja minęła tylko na pytaniach do niej, przez co dużo się o niej dowiedziałam. Na przerwie Amber już się do niej dorwała... Cóż, nie mogłam pozwolić na zniechęcanie jej do nowej szkoły prze jakąś blond lalę, którą i tak mało kto lubił. Podeszłam więc do nich, sądziłam, że tak będzie najlepiej.
- Ej, Amber, nie sądzisz, że nie ładnie zaczynać do lepszych?- zapytałam stając za jej plecami.
- lepszych? Dobre sobie- zaczęłą się śmiać. Nie wiem co ją bawiło, tak trudno było się jej przyznać do mniejszości?
- Tak, nie widzisz tej granicy?- popatrzyłam na nią poważnie. Serio nie chciałam, żeby zniechęciła Priyę do tego liceum...
- Chciałam zapytać cię o to samo!- Widać teraz było złość w jej oczach. Oby tylko się na mnie nie rzuciła. W tej chwili wkroczył Kastiel, on miał chyba jakiś zegarek w oczach, że wiedział gdzie i kiedy jest potrzebny.
- Coś nie tak?- zapytał patrząc ze złością na Amber. Nie dziwiłam się, że tak reagował. Chyba i on już miał jej serdecznie dosyć.
- Ta twoja panienka uważa się za królową świata!- Amber wybuchła jak małe dziecko któremu zabrano lizaka. W tej chwili i ja, i Priya, i Kastiel zaczęliśmy się śmiać. I kto to mówił?
- Nie, mi się wydaje, że to właśnie ty bierzesz się za królową.- Stwierdziła nagle Priya. Cóż, widocznie tylko chwila jej wystarczyła, żeby poznała charakter Amber.
- Ja i tak znam twoją tajemnicę, Kastiel...- Szepnęła Amber patrząc prosto na niego. Teraz się zmartwiłam. Co ona mogła o nim wiedzieć...?
- Tajemnicę? Śmiało możesz ją ujawnić. Nie mam nic do ukrycia.- Stwierdził patrząc na nią ze znudzoną miną. Chyba zagrywka jej nie wyszła.
- Ja wiem, że jesteś z tą swoją lalą tylko ze współczucia...- I w tej chwili zaczęłam się się zastanawiać, czy to może serio nie jest jakaś tajemnica Kastiela, którą on  ukrywał, a Amber jakos się dowiedziała...
- Tak sądzisz? Czy gdybym był ze współczucia, zrobiłbym tak?- w tej chwili wszystko stało się szybko. Poczułam jak mnie do siebie przyciąga, potem tylko wyraźnie poczułam jego usta na swoich. Na chwilę zamarłam, zupełnie nie rozumiałam tej sytuacji. Byliśmy ze sobą już dosyć długo, ale jeszcze żadne z nas nie zdecydowało się na taki śmiały krok... Odwzajemniłam jego pocałunek, pomimo początkowego zaskoczenia. Kątem oka widziałam jak Amber coś krzyczy i odchodzi szybkim krokiem, ale nie interesowałam się tym. Czas stanął w miejscu, liczyłam się tylko ja i Kastiel. Ta chwila została jednak szybko przerwana, kiedy żadne z nas nie miało już oddechu. Popatrzyłam na niego z uśmiechem, a on tylko posłał mi kolejny uśmiech i zwyczajnie odszedł. Nie rozumiałam nawet czemu odszedł, chyba chciał mnie zostawić z takim uczuciem jakie teraz miałam.
**************************************************
( perspektywa Priyi)
**************************************************
Cóż, ta szkoła wydawała się naprawdę rozrywkowa, szczególnie po tym co zobaczyłam. Ta cała Amber raczej  nie przypadła mi do gustu, ale z Alice mogłabym się zacząć trzymać...
- To było niezłe. On tak zawsze?- zaśmiałam się patrząc na białowłosą. Jeżeli zawsze tak robił, to zazdroszczę takiego chłopaka.
- Nie, to pierwszy raz kiedy coś takiego zrobił...- Dziewczyna nadal wydawała się osłupiała. Ja bym się cieszyła w takim momencie.
- No nic, nie będe naciskać. Oprowadzisz mnie po szkole? Nie znam się zbyt na niej...- chciałam trochę rozładować sytuację, a oprowadzenie i tak mi się przydało. Szliśmy po większej części szkoły,nawet nie przypuszczałam, że mogłaby być taka duża...Skończyliśmy równo z dzwonkiem, i razem poszłyśmy na lekcje. Zaczynała się historia, a cała lekcja była tak okropnie nudna, że o mało tam nie zasnęłam. Po lekcjach zamiast wrócić do domu wraz z Alice przeszliśmy się po mieście, również go nie znałam, więc takie przejście się dużo mi dało. Poznałam szybszy skrót do szkoły, który prowadził przez park, i rzeczywiście skracał drogę. Zaraz po poznaniu części miasta każda z nas poszła w swoją stronę, jednak czułam, że to był początek niezłej przyjaźni. Martwiłam się teraz tylko, że wyjątkowo trudno będzie mi opuszczać tę szkołę, kiedy już będę musiała jechać z Ojcem dalej... Może da się jakoś ubłagać, żeby spędzić tutaj jeszcze więcej czasu niż zamierzaliśmy. Oby tylko się zgodził...

wtorek, 10 listopada 2015

Wycieczka | Rozdział 19 cz.2 |

Kolejny dzień rozpoczął się dosyć brutalnie. Zostaliśmy obudzeni przez głośny wrzask Amber, która obudziła się rano w samej bieliźnie, do tego nigdzie dookoła nie było jej ubrań. Podobno szukała wszędzie, no i nic. Zabawnym było to słyszeć, chociaż moje podejrzenia przykuł Ken, który przez całą akcję uśmiechał się podejrzanie. Kiedy cała sprawa trochę przycichła, ktoś pożyczył Amber swoje ciuchy, ruszyłam prosto do Kena zapytać o ten jego dziwny uśmiech. Wydawał się mega dumny.
- Jak sądzisz? To ja ją tak urządziłem!- Zaśmiał się głośno. Cóż, pogratulować można było. Całkiem niezła akcja, no i pewnie przemyślana.
- No nieźle. Wiesz, że jak ona się dowie to ty już najpewniej nie żyjesz?- zapytała patrząc na niego z powagą. Wściekła Amber jest gotowa również do morderstwa. Dlatego uważamy ją za niebezpieczny obiekt.
- No dlatego się nie dowie... Nie wygadasz jej, prawda?- zapytał zmartwiony. Co on sądzi, że ja zamierzam z własnej nieprzymuszonej woli z nią rozmawiać?
- Widziałeś, żebym kiedyś z nią niezmuszona rozmawiała?- zapytałam zerkając na niego ze zdziwieniem. Zaśmiał się tylko głośno. Nie zdążyliśmy już dłużej pogadać, bo przygotowali dla nas kolejne zajęcie. Mieliśmy usiąść na polanie, w dużym kole. Usiedliśmy więc z Kenem obok siebie, niedaleko dostrzegłam Kastiela, siedział niedaleko Lysandra. W końcu z namiotu wyszła Amber, ubrana w zbyt małą koszulkę i zbyt wielkie spodnie. Zabawny widok. Nawet nie zdążyłam zapytać, gdzie właściwie są jej ubrania... Zaczęły się zajęcia integracyjne. Tematem przewodnim było pytanie ,, Czego się boimy". Nie bardzo rozumiałam jak takie coś może nas zjednoczyć, szczególnie, że nie przypominałam sobie rzeczy, której bym się bała... Pająków nie, węży nie, ciemności nie... Sama nie wiem. Kolejka ruszyła. Pierwszy był Lysander, który bez zastanowienia stwierdził, że boi się, że zgubi notatnik i już go nie znajdzie. Kilka osób się zaśmiało. Potem przyszła kolej Kastiela, który wypalił, że boi się Amber. jeszcze więcej osób wpadło w śmiech. Nataniel stwierdził, że boi się, że kiedyś zapomni czegoś zrobić i dostanie burę od dyry. Ach ci gospodarze, mają tak ciężko, nie to co ci leniwi górnicy... W końcu przyszła kolej na Kena, który odpowiedział, że boi się rudych. W tym momencie Kastiel gwałtownie wstał, a Ken dosłownie przewrócił się do tyłu. Cóż, kiedy przyszła moja kolej, to odpowiedziałam, że nie przychodzi mi do głowy rzecz której bym się bała.Wtem ken stwierdził, że jestem nieustraszona. Trudno było się z tym nie zgodzić... No chyba, że boję się rzeczy której jeszcze nie znam, a to było bardzo prawdopodobne. Przynajmniej tak mi się wydawało. Pierwszy dzień skończył się wieczornym ogniskiem, które w miarę wszystkich uspokoiło. Trochę pośpiewaliśmy, ktoś zaczął opowiadać straszne historie. Skończyło się tym, że połowa dziewczyn bała się spać i w wielu namiotach przez całą noc było jasno od wyświetlaczy telefonów i latarek. U mnie noc minęła bez większych problemów... Chyba.
****************************************************************************
Perspektywa Kastiela
****************************************************************************
Następny dzień rozpoczął się gwałtowną pobudką. Amber znowu łaziła w nie swoich ciuchach, a my powoli zwijaliśmy namioty. Mieliśmy iść się powspinać, a potem wyjechać znowu do miasta. W końcu był to nasz ostatni dzień tu, no i niedługo musieliśmy jechać. Po szybkim śniadaniu zabrali nas do parku linowego, bo zdaniem dyrektorki wspinanie się po drzewach było ,, zbyt niebezpieczne". Na miejscu nas wszystkich ubrali w liny i inne tego typu przyrządy do wspinaczki. Najpierw zbierali ochotników, którzy pójdą na najwyższy etap wspinaczki. Było to serio wysoko, bo prawie 9 metrów... Ale chciałem trochę zaszpanować, no i postanowiłem, że wejdę tam. Prócz mnie głosiła się jeszcze Alice, Ken i Amber. Szczerze wątpiłem, że dziewczyny sobie poradzą... W razie czego mogłem pomagać Alice, ale do Amber się nie dotykam. Najpierw było łatwo, mieliśmy wejśc na samą górę po drabinie. Kiedy byliśmy już na górze, poprzypinaliśmy sprzęt i ruszyliśmy do przodu. Na sam początek trzeba było przejśc po grubej ale wąskiej desce. Starałem się nie patrzyć w dół w obawie, że stchórzę. Na szczęście wszyscy przeszliśmy bez większej trudności. Dopiero potem przechodzenie po ruszających się deskach zwisających dziewięć metrów nad ziemią nas zaniepokoiło. W połowie zachwiałem się niebezpiecznie, i miałem wrażenie, ze spadnę, ale udało mi się ostatecznie złapać równowagę i podciągnąć się w górę. Potem musieliśmy przejść po siatce i zjechać na sam dół tyrolką, nad jeziorem, co było chyba najmniej stresującą rzeczą. Wystarczyło się odepchnąć i zjechać, co w tym trudnego? Zjechałem pierwszy, było naprawdę fajnie. Chyba nawet była to jedna z najfajniejszych rzeczy. Potem widziałem zjeżdżającą Alice, jej chyba też sprawiło to radość. Ken też zjechał bez problemu, za to Amber musieli ściągać, bo zwyczajnie się bała. To było dosyć zabawne, wystraszyć się zjazdu na tyrolce, a nie bać się chodzić po ruchomych, bujających się we wszystkie strony deskach. Po tym, kiedy wszyscy ukończyli swoje tory my jako ochotnicy dostaliśmy po czekoladzie, no i tak zakończyła się nasza wycieczka. W autobusie dopiero uświadomiłem sobie, że czas wracać do obowiązków... Ale mogłem się założyć, że na pewno nie będzie nudno. W naszej szkole nigdy nie było.

wtorek, 3 listopada 2015

Wycieczka | rozdział 19 cz.1 |

Wreszcie nadszedł ten wyczekiwany przez wszystkich dzień. Na pewno wszyscy się cieszyli, tylko poranne wstawanie na autobus zrobiło swoje. Prawie wszyscy byliśmy zmęczeni i znudzeni, oprócz latającego wszędzie Kena, który widocznie jakimś cudem wyspał się świetnie. Ja też w sumie mogłabym się wyspać, gdyby nie fakt, że Kastiel postanowił zadzwonić do mnie o 3 w nocy, podać mi listę rzeczy którą już ma w walizce i zapytać mnie, czy czegoś mu nie brakuje. Świetna noc. Swoją drogą, nie brakowało mu niczego. Kiedy wreszcie wybiła 7.00 wszyscy byliśmy już w autobusie. Mój Rudzielec powypychał kilkoro uczniów z tyłu autobusu, przez co pięć miejsc zajęliśmy jedynie we dwójkę. Kilka osób postanowiło jednak nie przyjść, więc nie musieliśmy się martwić, że ktoś nie będzie miał gdzie usiąść. Podróż minęła prawie bezproblemowo. Na miejscu wszyscy byli bardzo podekscytowani, ale Farazowski jak zawsze musiał nam tłumaczyć zasady bezpieczeństwa. Każdy z nas do swojego namiotu dostał apteczkę i książeczkę instruktażową na temat pierwszej pomocy. Nauczyciele chyba serio uważali nas za dzieciaki które będą się tłuc, a pierwsza pomoc będzie potem potrzebna... Tak czy inaczej, kiedy wreszcie zaprzestali wpajanie nam zasad i nakazów, mogliśmy zacząć rozkładać namioty. Wszyscy mieliśmy rozłożyć się w rzędzie na dosyć dużej polanie, aby został pusty plac przed nami, na którym wyznaczono miejsce do rozpalania ognisk. Miały tam także być poprowadzone zajęcia integracyjne. Cały wyjazd chyba miał mieć charakter integracyjny, ale wątpię, czy cokolwiek z tego wyjdzie. Razem z Kastielem nie bardzo radziliśmy sobie z namiotem, który co nam się dobrze złożył, postanowił na nowo się rozłożyć. Złośliwość rzeczy martwych. Posiłowaliśmy się z nim jeszcze chwilę, po czym wreszcie przestał się rozkładać, postawiliśmy na swoim. Zdążyliśmy akurat. Kazali nam usiąść w kółku, mieliśmy proponować zajęcia na następne 3 dni. Posypały się różne pomysły: zajęcia z W-f'u na leśnych ścieżkach, Wieczorne konkursy talentów przy ognisku, Wspinanie się po drzewach na czas. W końcu przyszła kolej Kastiela, który bez emocji odparł, że najlepszym zajęciem byłoby lenienie się na polance. Kilka osób wybuchnęło śmiechem, cała reszta próbowała zachować obojętny wyraz twarzy, z marnym skutkiem. Kiedy przyszła kolej na mnie zaczęłam się zastanawiać. Co właściwie ja chciałabym robić? Nic prócz wieczornych ognisk nie przychodziło mi do głowy.  Cóż, to na pewno będzie ciekawie spędzony czas...
**************************************************************************
( Perspektywa Kastiela)
**************************************************************************
Nie rozumiałem, czemu wszyscy śmiali się z mojego pomysłu. Czy wylegiwanie się na trawce w słoneczne dni było czymś złym? Ja osobiście czesto to robiłem, więc nie widziałem w tym nic nadzwyczajnego. Czasami wolałem sobie poleżeć niż słuchać chrzanienia ludzi znajdujących się wokół mnie. Sam zaczynałem wątpić, że te całe zajęcia integracyjne jakkolwiek mnie dowartościują... Siedzenie w kółku i rozmawianie o pierdołach raczej nie było moją bajką. Ten dzień na szczęście zleciał beza zbędnych gadek. Wieczorem namiot jednak znowu postanowił nam się rozłożyć, więc tym razem po złożeniu zabezpieczyliśmy go szarą taśmą klejącą. Ona działa na wszystko. Miałem rację, bo podziałała bardzo dobrze. Wreszcie udało nam się zasnąć, pomimo, że w namiocie obok Ken lamentował jak to mu źle, że akurat w parze jest z Amber... Cóż, może kolejny dzień będzie lepszy.

wtorek, 27 października 2015

Przygotowania | Rozdział 18 |

Ostatnio wydarzyło się tak dużo, że bardzo trudno było mi wrócić do normalnego biegu życia. Pomimo, że wszystko co do tej pory było złe już się zakończyło, nadal nie potrafiłam wrócić do szarej rzeczywistości, wracałam myślami do przeszłości. Nie musiałam się dużo zastanawiać, żeby dojśc do wniosku, że na pewno większość biorących udział w tych wydarzeniach wciąż do nich wraca. Wszystko było zbyt rutynowe żeby wypełniać pustkę w umyśle każdego z nas. Dopiero kiedy nauczyciel na godzinie wychowawczej zaczął nam przypominać o zasadach bezpieczeństwa i czytać przydatne informacje na temat leśnych obozów połowa z nas zorientowała się, że przecież już jutro ma być wycieczka pod namioty... W duchu śmiałam się sama z siebie. Pomimo, że tak bardzo czekałam na tą wycieczkę to zupełnie o niej zapomniałam, co nie powinno mieć miejsca!
- Więc pamiętajcie, musicie zostawiać po sobie porządek, nie hałasować zbyt bardzo. Pozwólmy leśnym zwierzętom na normalne życie, nie wywracajmy go do góry nogami!- Pan Farazowski nadal próbował nam uświadamiać coś, co wiedziało się już od przedszkola. Cóż, w końcu za to go uwielbialiśmy. Kidy wreszcie przestał gadać od rzeczy padło pytanie z końca sali.
- Czy osoby w namiotach naprawdę nie mogą być różnej płci?- Zapytała Amber patrząc na Kastiela ,,uwodzicielskim" wzrokiem. Chyba miał być uwodzicielski, ale i tak wyglądała jak szop z porażeniem mózgowym.
- Rozmawialiśmy z dyrekcją... No i cóż, pary mogą być mieszane. Po dwie osoby na namiot.- Chłopacy byli wyraźnie zadowoleni, za to większość dziewczyn od razu spuściło wzrok zawstydzenie. Nie rozumiałam co w tym złego, ale to może dlatego, że będę w namiocie z kimś komu w stu procentach ufam...
- Pary muszą być mieszane...?- Zapytała nieśmiało Violetta. Pewnie nie miała z kim dzielić namiotu i musiała dobrać sobie kogoś z kim nie czuje się dobrze...
- Tak, muszą. W ten sposób przy okazji możemy nauczyć się zaufania, akceptowania drugiej osoby.- Takiego Faraza dawno nie słyszałam. Kastiel w tamtej chwili zerknął na Violettę, która opuściła wzrok zrezygnowana. Moim zdaniem i tak najbezpieczniejszym wyborem był Alexy... Nauczyciel podniósł się z krzesła i dodał patrząc na nas.- Teraz dokonamy doboru par. Nie chcę, żeby potem wszystko się pomieszało. Violetto, kogo wybierasz?- Chyba wyczuł, że najłatwiej będzie jej wybrać pierwszej. Szybko wybrała Alexy'ego, tak jak myslałam. Następny głos należał do mnie, więc bez zawahania wybrałam Kastiela. Profesor jeszcze zapytał mnie zdziwiony, czy jestem pewna, ale ja naprawdę byłam. Kolejka obeszła wszystkie dziewczyny, które dobrały sobie chłopaków. Nauczyciel wszystko zapisał i pozwolił nam opuścić klasę, trochę zbyt wcześnie, ale skoro to była nasza ostatnia godzina...
*********************************************************************************
Perspektywa Kastiela
*********************************************************************************
Cieszyłem się, że Alice mogłą wybierać przed Amber. Chyba bym nie pojechał gdyby to Amber mnie wybrała, a nie chciałem tracić takiej wycieczki. Widziałem, że ta blondyna była dosyć zawiedziona, że nie ma ze mną namiotu, za to ja gdybym nie był w tłumie to pewnie skakałbym ze szczęścia. Byłem naprawdę bardzo zadowolony,a do tego dochodziło jeszcze to, że Faraz wypuścił nad o 10 minut wcześniej. Jak dla mnie to i 10 minut mniej siedzenia w szkole było dobre.W ten czas zdążyłem już odprowadzić moją dziewczynę do domu i wrócić do własnego. Dzisiaj po lekcjach nie mieliśmy czasu się spotkać, musieliśmy się popakować, przygotować na wyjazd... Szczerze nie chciało mi się tego robić, a znając mnie i tak zabiorę wszystko co mi nie potrzebne, a zostawię to co najpotrzebniejsze. Miałem tylko nadzieję, że tego nie wykraczę i uda mi się spakować odpowiednią ilość rzeczy, i to tych przydatnych. I tak nie mogłem wziąc ich jakoś dużo, w końcu miała być to wycieczka pod namiot, nie pomieściłoby się za dużo rzeczy. Spakowałem tylko kilka ciuchów na zamianę i środki do higieny, po czym zadowolony padłem na kanapę w salonie. Koniec wysiłku na dzisiaj, muszę odpoczywać zanim każą mi wykonywać nie wiadomo co w tym lesie... ma to być w końcu wyjazd integracyjny, nie wiem co przyjdzie naszym profesorom do głowy... Co gorsza, niektóre z tych zajęć będzie prowadzić dyra, więc mam nadzieję, że nie będzie po raz kolejny zbierać nas w kółko i kazać gadać coś od rzeczy...Nie lubiłem niczego co wymagało ode mnie zbyt wielu informacji na mój temat. Taki już byłem, nie potrafiłem tego zmienić. Jeszcze zanim zupełnie się wyłączyłem odpoczywając wysłałem szybko sms'a do Alice, że wpadnę po nią jutro rano, żebyśmy razem mogli iśc na autobus. Samemu nie chciało mi si grzać na drugi koniec miasta, założę się, że jej również... Z poczuciem zupełnego spokoju udałem się do własnego pokoju i zacząłem myśleć o tym, co właściwie będę robił w lesie, bez zasięgu... Cóż, to na pewno b ędzie ciekawa wycieczka.

poniedziałek, 19 października 2015

Prawdziwa Miłość? | Rozdział 17 |

Westchnęłam ciężko spoglądając jeszcze raz na Kastiela i cały tłum który się zebrał. Nie miałam już ochoty tego wszystkiego przechodzić... Debra na pewno więcej się tutaj nie pojawi, ale mimo wszystko nie potrafię drugi raz zaufać Kastielowi. Kiedy tylko przyszła okazja, odrzucił mnie na bok. Musiałam się teraz bardzo zastanowić zanim mu to przebaczę. Widziałam, że się stara, ale mimo wszystko ciągle mam przed oczami obraz kiedy stoję pośród ludzi, którzy są przeciwko mnie, a on zamiast mi uwierzyć woli być po stronie ich wszystkich... Wiem, że to była jego była i że w pewnym sensie jego zachowanie było czymś podparte, ale mimo wszystko czułam się okropnie. Tyle razy mówił, że mnie kocha... Teraz jednak trudno mi uwierzyć w te słowa. Powiedzieć może w końcu wszystko... Byłam wtedy zupełnie rozbita. Nawet nie zauważyłam, że idzie za mną Ken. Ustał za moimi plecami kiedy zatrzymałam się na chwilę. Położył dłoń na moim ramieniu.
- Nie wierzę, że to mówię... Ale może powinnaś dać mu drugą szansę...?- Zapytał cicho, jakby wstydził się własnego zdania.
- Nawet ty tak sądzisz...?- zapytałam odwracając się do niego i patrząc na jego twarz. Nie wiem czy tylko mi się wydawało, czy naprawdę każdy tak sądził...
- Nawet ja... Może i postąpił źle, ale jesteście razem szczęśliwi. Widzę to... Więc daj mu tą ostatnią szansę. Obiecuję, że jeżeli następnym razem cię skrzywdzi to osobiście z nim pogadam...-Przełknął głośno ślinę na myśl o bliskim spotkaniu z Kastielem, którego naprawdę nie lubił.
- Ken... To nie takie proste...- Odwróciłam wzrok. Nie łatwo było mi znowu zaufać Kastielowi, ale postanowiłam chociaż spróbować. Może się uda.
- Nic nie jest proste, bo życie to góry, pod które musisz się wspinać... Ale kiedy już na taką wejdziesz to masz pewność, że teraz będzie już z górki...- Usłyszałam znany głos za sobą. To był mój Rudzielec... Musiał tutaj przyjść kiedy nie patrzyłam- Pozwól mi wszystko naprawić... - Jego wzrok zupełnie mnie złamał. Nie potrafiłam powiedzieć mu ,, Nie".
- Ale obiecaj...Nigdy już nie postawisz swojej byłej przede mną...- Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem, ale po chwili lekko się uśmiechnęłam,. Chciałam już o wszystkim zapomnieć, żeby nie musieć dźwigać kolejnych ciężarów na swoich barkach.
- Obiecuję. To był ostatni raz...- Szepnął i przytulił mnie mocno. Miło było znowu poczuć jego bliskość... Teraz nikt nie mógł nam przeszkodzić. To musiała być prawdziwa miłość. Ken zmył się już, więc byliśmy sami.
- To co, lecimy dzisiaj na wagary?- Kastiel zaśmiał się.- Dzisiaj nie ma ważnych zajęć, a chciałbym cię gdzieś zabrać...
Zgodziłam się z samej ciekawości. Wyszliśmy ze szkoły a potem szliśmy przez duży las, byłam pewna, że skądś kojarzę to miejsce. W końcu dotarliśmy do wielkiego opuszczonego budynku. Pamiętam ten budynek. To tutaj miała miejsce nasza pierwsza randka...
*****************************************************************************
( Perspektywa Kastiela)
*****************************************************************************
Otworzyłem drzwi budynku i wszedłem do niego razem z nią. Wiedziałem, że pamięta to miejsce. Ja również nie potrafiłem o nim zapomnieć... Tutaj się wszystko zaczęło. Doskonale wiedziałem, że wizyta w tym miejscu może wiele między nami naprawić... Wszedłem z nią na piętro i usiadłem na kanapie, która nadal tam stała. Może i byłą trochę zakurzona, dawno tam nie byłem. Mogłem w sumie posprzątać tam trochę zanim ją tam zabrałem, ale teraz już czasu nie cofnę. Dużo rozmawialiśmy, wyjaśniłem jej co zaszło między mną a Debrą, no i ona powiedziała mi wszystko... nawet nie sądziłem, że moja była może być takim potworem.
- Wiesz Kastiel... Tak dużo się wydarzyło... A pomimo to nadal jesteśmy razem. To musi coś oznaczać.- Również sądziłem, że to raczej coś znaczy.
- Prawdziwą miłość?- uśmiechnąłem się do niej spoglądając na nią. Dopiero kiedy mogłę ją całkowicie stracić zrozumiałem jaka była dla mnie ważna...
- Chyba tak...- Również na mnie popatrzyła. Teraz chyba mi już wierzyła... Chociaż i tak będę musiał się nieźle postarać, żeby zupełnie odbudować jej zaufanie. Ale na pewno się postaran...

piątek, 16 października 2015

Maska Spada //Rodział 16\\

Czułam się okropnie. Prawie każdy kogo znałam był przeciwko mnie... Stali za najbardziej fałszywą osobą jaką znałam... Niby chodziła z nimi kiedyś do klasy, znali się... Ale czy oni nie mogli przejrzeć na oczy? Czy serio sądzili, że potrafiłabym kogokolwiek tknąć chociażby palcem? Chociaż i tak najbardziej zabolał mnie Kastiel. Sądziłam, że mnie kochał, no i że mi ufał... Bardzo się przeliczyłam. Miałam teraz tylko nadzieję, że Lysander pomoże mi jakoś ich wszystkich uświadomić... A co z Kasem? Teraz mało mnie obchodził. Dopiero coś takiego uświadomiło mnie jak bardzo się pomyliłam. Byłam taka łatwowierna, poleciałam na kilka słodkich słówek... Teraz przynajmniej zastanowię się dwa razy zanim komukolwiek zaufam. Całą noc nie mogłam zasnąć, za dużo miałam na głowie. Obracałam się tylko z boku na bok, rozglądając się po pustym pokoju. Coraz mniej rzeczy było dla mnie ważnych. Nie sądziłam, że zmienię się aż tak... Ale chyba na każdego przyjdzie pora. Tak przynajmniej sądzę. Rano podniosłam się z łóżka, niewyspana, ale w stosunkowo dobrym humorze. Przemyślałam prawie wszystko co dało się przemyśleć. Szybko uszykowałam się do szkoły i wyszłam, wybrałam drogę okrężną, tą przez park. Szłam powoli, rozkoszując się każdym krokiem. Nie musiałam martwić się czasem, specjalnie wyszłam wcześniej. Cały czar prysł, kiedy pojawiłam się pod budynkiem szkoły, aż wzdrygnęłam się na myśl, że znowu będę musiała patrzeć na nich wszystkich... Powoli przekroczyłam próg drzwi, ruszyłam prosto pod klasę w jakiej miałam mieć teraz zajęcia. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie warto byłoby dzisiaj opuścić kilku zajęć... Z zadumy wyrwała mnie dłoń na moim ramieniu.
- Mam pomysł.- odwróciłam się w stronę znajomego głosu. Był to Lysander. Usiadł obok mnie i uśmiechnął się szeroko- musisz stawić jej czoła. No wiesz, Debrze. Będę patrzył zza rogu, jak wtedy... Ale tym razem wezmę ze sobą mały mikrofon z radiowęzła, wszystko pójdzie po szkole. Ważne tylko, żebyś zagoniła ją do piwnicy, bo tam sama nie usłyszy, że wszystko jest puszczane na żywo...
- Jesteś genialny...- stwierdziłam po usłyszeniu całego jego planu. Musiało się to sprawdzić, nie było nawet najmniejszej opcji, aby coś poszło nie tak. Od razu wzięliśmy się za realizację planu. Nie było trudno, bo Debra akurat omawiała coś w piwnicy z Kastielem. On widocznie nadal miał do mnie żal za coś czego nie zrobiłam, bo zaraz opuścił pomieszczenie. Tym lepiej dla niego.
- Ojeeej... Wróciłaś? Znowu chcesz zostać skompromitowana przed całą szkołą?- zaśmiała się. Gdybym nie wiedziała, że wszystko jest rejestrowane, na pewno udałoby mi się zachować takiego spokoju. Przemilczałam jej pytanie.
- Mowę ci odjęło? Może tak cię boli rozstanie z Kastielem? Owinęłam sobie tego idiotę i całą bandę z tej szkoły wokół palca. Są na każde moje zawołanie...Szkoda, że ty nie umiesz się tak ustawić. Czemu? Ja chyba wiem czemu. Bo jesteś słaba. Zbyt słaba...- w tym momencie coś we mnie pękło. Mogłąm jej pokazać jak silna potrafię być... Ale nam przerwali. Najpierw wściekły Kastiel, który pewnie słuchał całej audycji, potem cała reszta. Wszyscy wyglądali na skruszonych. Cóż, w końcu nie dosyć, że kompletnie stracili moje zaufanie, to jeszcze Debra okazała się fałszywa. Stała teraz oszołomiona, jakby zobaczyła ducha. Ja tylko posłałam uśmiech Lysanderowi, który wszedł ostatni.
- Debra... nie za taką cię miałem.- Alexy był wyraźnie zawiedziony. Spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem, a ja tylko odwróciłam spojrzenie.
- Cały czas kłamałaś?- Tym razem wtrącił się Armin. Po nim też widać było, że bardzo się zawiódł.
- To nie tak jak sądzicie...- Debra była tak oszołomiona, że nawet nic nie powiedziała. Po prostu uciekła przepychając się przez tłum, tyle ją widziałam. W duchu byłam naprawdę zadowolona, jednak na zewnątrz nie chciałam tego po sobie poznać. Teraz wszyscy spojrzeli na mnie.
- Alice... Źle Cię oceniłem. Przepraszam. Mogłem jej od początku nie wierzyć...- Pierwszy podszedł do mnie Ken. Tak smutnego i pełnego poczucia winy jeszcze go nie widziałam.
- Rozumiem, że mogłeś się tego po niej nie spodziewać... Przeprosiny przyjęte.- Uśmiechnęłam się do niego lepiej, a jemu widocznie ulżyło, że nie mam już żalu. Potem przeprosił mnie Alexy i Armin oraz dziewczyny. Przyszła kolej na Kastiela, w którego większość wpatrywała się z wyraźną dezaprobatą.
- Alice... Ja...- Nie pozwoliłam mu skończyć. Co on, sądził, że znowu wszystko będzie dobrze? Chyba sobie żartował.
- Nie. Już się na tobie przejechałam. Wolałeś uwierzyć swojej byłej niż mnie. I co, podobno mnie kochałeś? Wątpię. Kiedy pojawiła się ona odrzuciłeś mnie w kąt, jakbym się nie liczyła.- Patrzyłam na niego z żalem w oczach. Chciałam wyglądać pewnie, ale ostatecznie łzy i tak zaszkliły moje oczy. Kochałam go, naprawdę... I zabolało mnie jak zostałam odrzucona dla niej... Dlatego nie chciałam mu wybaczyć. Przestało się dla mnie liczyć co powie o mnie ktoś inny... Chyba po prostu ściana we mnie, która zatrzymywała wszystkie złe emocje właśnie pękła, pozwalając wydostać się na zewnątrz nowej mnie. Silniejszej, ostrożniejszej. Nie żałowałam żadnego słowa jakie wypowiedziałam. Nie było już bólu ani wstydu. Teraz czułam już tylko wyższość.
*********************************************************************************
( perspektywa Kastiela)
*********************************************************************************
Miałem nadzieję, że da się ją jakoś przeprosić... Żałowałem tego co zrobiłem. Mogła sobie o mnie wiele pomyśleć, wiem... Wiem też, że zachowałem się jak świnia, odstawiłem ją na drugi plan. Ale naprawdę ją pokochałem. Zmieniłem się dzięki niej, stałem się milszy... Wreszcie potrafiłem okazać uczucia, otwarcie mówić o tym co czuję. Wiedziałem, że jedne przeprosiny nie wystarczą. To było zbyt mało żebym mógł to wszystko naprawić. Do tego naprawdę zabolało mnie to co powiedziała. Naprawdę ją kochałem... Całym sobą.
- To naprawdę nie tak...- Kompletnie spanikowałem. Bałem się, że już mi nie uwierzy...
- NO to w takim razie jak?!- Wyglądała na wściekłą... Ale też inną niż ją poznałem. Jakby dopiero co uwolniła swoje emocje, i nie była już nieśmiała.
- Nie potrafię ci tego wytłumaczyć... Ale wiedz, że naprawdę cię kocham... Cały czas.  Debra tylko trochę zawróciła mi w głowie... Przepraszam...- Popatrzyłem prosto w jej oczy. Były takie pełne złości... Gdzieś przeplatała się nienawiść... Miałem tylko nadzieję, że nie do mnie. Za bardzo mi na niej zależało, żeby pozwolić jej odejść.
- Nie potrafisz... Tak jak nie potrafiłeś zachować się jak facet. Stanąłeś zawiększością, bo tak jest prościej, no nie?- Teraz była po prostu zawiedziona... Smutna...- Zawiodłeś mnie.- Te słowa uderzyły we mnie jak ostrza, z takim samym, a może i większym bólem. Rozumiałem jej uczucia... Ale i tak bardzo bolało. Nie miałem jej nic za złe... Bo byłem świadomy swojego zachowania. Może uda mi się to naprawić... O ile pozwoli mi na to... Jeszcze pokombinuję, nie odpuszczę tak łatwo.

niedziela, 11 października 2015

Maska wciąż się trzyma... // Rozdział 15\\

Dzień wciąż trwał, a ja miałam coraz więcej podejrzeń. Doskonale wiedziałam, że Debra nie wróciła do szkoły od tak... Musiała mieć w tym jakiś interes, obojętnie co mówił mi Kastiel. Nie byłam głupia, widziałam co się dzieje. Widziałam teraz wszystko w szarych barwach, byłam naprawdę wkurzona. Usiadłam w kącie korytarza, głowę schowałam w kolana. Nie chciałam widzieć nikogo... Miałam po prostu dosyć. Może reagowałam zbyt przesadnie, ale zabolało mnie to, jak mój Rudzielec bronił swojej byłej... Tak jakby nadal coś dla niego znaczyła...  Starałam się nie dopuszczać do siebie tej myśli, ale to był odruch. Poczułam rękę na swoim ramieniu. Popatrzyłam w górę. Był to Nataniel.
- Wszystko w porządku?- zapytał siadając obok mnie. Miał zmartwioną minę.
- Tak jak widać...- odparłam patrząc przed siebie. Potrzebowałam z kimś pogadać, i właśnie nadarzyła się ku temu okazja.
- Co się stało...?- Wciąż na mnie patrzył. Miło, że się przejął...
- Debra wróciła...- powiedziałam spokojnym głosem. Nie znałam jej dobrze, Nataniel za to na pewno znał ją lepiej...
- Debra...?- wyraz jego twarzy zrobił się bardziej zły- Jak ona śmiała... Po tym co zrobiła mi i Kastielowi...
- Co zrobiła?- zaciekawiłam się jego wypowiedzią. Żeby urazić Nataniela potrzeba naprawdę wiele, więc musiała zrobić coś gigantycznego...
- Nie jestem pewien, czy powinienem ci to mówić...- w tej chwili przerwała mu sama Debra, stojąca nad nami. Chyba musieliśmy jej nie zauważyć...
- O mnie tak rozmawiacie?- zapytała patrząc prosto na nas. Nataniel nawet nie chciał jej widzieć, wstał i oddalił się szybkim krokiem. Zostałam sama, patrząc na mojego wroga. Nie zamierzałam dać się złamać.
- Odchrzań się od mojego Kastiela...- Wstałam i spojrzałam na nią wściekłym wzrokiem. Po raz pierwszy od długiego czasu zebrałam w sobie taką odwagę i siłę.
- Twojego? To może chcesz poznać przeszłość twojego łatwowiernego i naiwnego chłopaka?- zapytała z uśmiechem na ustach i ruszyła przed siebie- No już, za mną.- Powiedziała oglądając się za siebie. Dotarliśmy na klatkę schodową, stał tam tylko Lysander, ale szybko się zmył widząc nas razem.
*******************************************************************************
( Perspektywa Debry)
*******************************************************************************
Nawet trochę szkoda mi było tej dziewczyny, w końcu widać, że kochała Kastiela. Szkoda tylko, że już miałam go owiniętego wokół palca... Cały czas był taki sam, a myślałam, że będzie trudniej. Zaśmiałam się w duchu i spojrzałam na dziewczynę.Na początku opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami, jak dobrze mi było z Kastielem i jak bardzo go wykorzystywałam. Potem opowiedzialam dokładnie sytuację, kiedy podwalałam się do Nataniela, a kiedy wszedł Kastiel, udawałam, że to Nataniel próbował podwalać się do mnie. Jej mina była taka zabawna... Z drugiej strony nie spodziewałam się innej reakcji.
- Jesteś potworem...- Jej oczy były pełne gniewu, nie dziwiłam się, że jest wściekła.
- Jesteś pewna? Potrafię obrócić całą sytuację przeciwko tobie...- W tej chwili upadłam do tyłu, waląc głową w ścianę i krzycząc w niebogłosy. Zleciała się prawie cała szkoła. Pośród pytań ,, Co się stało" ,, Co się boli" wydukałam tylko
- To przez Alice... Ona popchnęłam mnie!- Wtedy wszystkie nienawistne wzroki wpatrzyły się tylko w nią. Wszyscy mi wierzyli... Ale czy mogło być inaczej? Uśmiechnęłam się do niej kiedy nikt nie patrzył. Trzymam w garści wszystkich... Nikt nie mógł popsuć mojego planu. Wtedy wkroczył Kastiel.
- Alice, jak mogłaś...- Oczekiwałam takiego zwrotu akcji. Teraz on jest tylko mój... Nie ma opcji, żeby po czymś takim potrafił jej zaufać.
- Kastiel, ona kłamie!- rozpaczliwie próbowała się bronić, jak zwierze, które wpadło w pułapkę... Miałam ochotę wybuchnąc śmiechem, ale to zniszczyłoby wiarygodność całej akcji.
- Znam ją, nie kłamie!- Widziałam jak wtedy jej głos zupełnie się złamał, a jej oczy zaszkliły się łzami. Takie zabawne widowisko... jej chłopaczek wierzy jej byłej, a nie jej... och...
- W takim razie... To koniec Kastiel. Ułóż sobie wszystko z nią...- wbiegła po schodach na górę. Teraz wszystkie spojrzenia skierowały się na Kastiela. Wszyscy mieli skupić się na mojej krzywdzie, a nie na zachowaniu Kastiela! Cholera, nie tak miało wyjść...
*******************************************************************************
( Perspektywa Alice)
*******************************************************************************
Wbiegłam na górę, do pierwszej lepszej klasy. Na moje szczęście nie było tam nikogo. Usiadłam w ostatniej ławce, głowę oparłam o ręce. Miała ochotę krzyczeć, płakać, wrzeszczeć... Ta wredna ździra owinęła sobie wokół palca wszystkich... A Kastiel... Nie miał już czego u mnie szukać. Skoro wolał wierzyć jej niż mi, to nie było o czym rozmawiać... Pomimo, że rozrywał mnie tak ogromny ból, nie mogłam dać się po raz kolejny złamać. Usłyszałam, że do sali wchodzi ktoś jeszcze. Podniosłam głowę. To był Lysander.
- Nie złośc się, podsłuchiwałem...- powiedział siadając obok mnie. Nie mogłąm być zła... To była jedyna rzecz która ucieszyła mnie tego dnia...
- Słyszałeś wszystko...?- Zapytałam z nadzieją w głosie.
- Wszyściutko... Nie sądziłam, że jest taka fałszywa...Nie wiedziałem też, że Kastiel jest zdolny uwierzyć jej po tym co mu zrobiła... Z resztą, sama słyszałaś...- Odparł z troską w głosie.
- Nie próbuj go bronić, Lysander...- Nie rozumiałam tego, że próbował go bronić. On nie zasługiwał na obronę. Chyba teraz dopiero poznałam jego prawdziwą stronę..
- Pomogę to wszystko odkręcić... Czy będą mi wierzyć, czy nie... Na pewno razem damy radę więcej niż pojedynczo.- odparł z delikatnym uśmiechem. Zawsze wiedziałam, że mogę na niego liczyć... Jako jedyny był po mojej stronie... Na pewno tego nie zapomnę.

niedziela, 4 października 2015

Doskonała Maska? // Rozdział 14 \\

Ułożyłam sobie wszystko w głowie. Już wiedziałam co tak naprawdę powinnam robić. Wreszcie potrafiłam przestać myśleć o wszystkim co się dookoła mnie dzieje. Te wszystkie kłamstwa, słowa, które poleciały w moją stronę... Pomimo, że zadały mi ból, potrafiłam się od nich oddzielić grubym murem. Od początku mogłam tak postąpić... Źle zrobiłam, że dawałam im przejąć kontrolę. Kiedy wyszłam z mojego starego domu, szłam prosto do Kastiela. Miałam spakowaną większość rzeczy, po całą resztę wybiorę się już z nim. Chcę uniknąć zbędnych rozmów. Następnego dnia czekała mnie szkoła, co nie zbyt mi się podobało. W chwilach kiedy akurat chcę pozostać zupełnie sama, nagle mam dookoła wiele obowiązków. Nie miałam ochoty teraz zmagać się z Amber czy jej denerwującymi koleżankami, a tym bardziej znosić dyrektorkę i jej humory. Nie miałam pojęcia, że właśnie teraz miało rozpocząć się najgorsze... Weszłam do szkoły pewnym krokiem, jak zawsze. Wszyscy dookoła jednak byli zbyt zajęci, aby mnie zauważyć. Dyskutowali o czymś zawzięcie, jakby nie wiadomo co się wydarzyło. Podeszłam do Lysandra, on chyba jedyny stał sam opierając się o ścianę.
- O co tutaj chodzi...?- zapytałam wskazując na dyskutującą grupę. To naprawdę wyglądało, jakby wywrócono całą szkołę do góry nogami!
- Nie wiem, czy powinnaś o tym wiedzieć...- zrobił zażenowaną minę zerkając w stronę którą wskazałam. Dziwne, że nie chciał mi powiedzieć o co chodzi. Zazwyczaj z niczym się przede mną nie krył, szczególnie, że wiedzieli już chyba wszyscy.
- Czemu niby?- Zapytałam patrząc na niego z poirytowaną miną. Teraz akurat zachciało mu się tajemnic? Nie miałam ochoty teraz na droczenie się...
- Wiem, że bardzo zależy ci na Kastielu... Takie coś mogłoby cię wyprowadzić z równowagi, a chcę, żebyś jednak pozostała spokojna...- Teraz zaciekawił mnie już zupełnie. Musiałam poznać prawdę, szczególnie, że miało to dotyczyć mojego Kastiela.
- Mów o co chodzi, Lysander!- zaczęłam go pośpieszać. Dosyć miałam tych zagadek, musiałam wiedzieć w tej chwili!
- Bo... Była dziewczyna Kastiela wróciła na jakiś czas do liceum... Ciągle się koło niego kręci...- Mówił to naprawdę smutno. Ale co miałam powiedzieć ja? Nagle narosła we mnie złość... Nie znałam tej jego dziewczyny, od razu zaczęłam się bać, że może mi go zabrać... Mój rudzielec był teraz jedyną osobą na której mi naprawdę zależało, nie mogłam pozwolić, aby ktokolwiek mi go zabrał... Za dużo już razem przeszliśmy.
- Gdzie on teraz jest...?- zapytałam tylko o to. Widać było, że jestem zła, a Lysander chyba nawet nie zamierzał mi wchodzić pod nogi kiedy byłam w takim stanie, więc od razu mi odpowiedział.
- Jest na dziedzińcu... Ale nie zrób nic głupiego, bo potem możesz żałować...- Popatrzył na mnie smutnymi oczami. Wyglądał jakby nie chciał, żebym tam poszła...Ale musiałam się tam udać i dopilnować, żeby Kastiel nawet nie pomyślał o powrocie do swojej byłej... Poszłam prosto na dziedziniec, no i rzeczywiście ich tam zobaczyłam. Siedzieli razem na ławce, rozmawiali o czymś. Nie wiem, czy tylko mi się wydawało, czy ona serio próbowała go poderwać... Tak czy inaczej, podeszłam do nich od razu. Byłam naprawdę zła, wyglądali jakby naprawdę dobrze się bawili.
- Dobrze się bawicie?- zapytałam podchodząc do nich. Ta jego była wydawała się zdziwiona, więc pewnie nawet jej o mnie nie powiedział...
- Daj spokój kochanie... Nie masz się co denerwować.- widocznie wyczuł moje zdenerwowanie. Jeżeli to miałą być próba uspokojenia mnie to wcale mu nie wyszło... Ja jeszcze pokażę tej jego byłej dziewczynie gdzie jej miejsce... Nie pozwolę jej podrywać mojego chłopaka. W końcu musiała dojść znów do tego liceum z jakiegoś powodu, i jestem pewna, że tym powodem był właśnie mój Kastiel.
*******************************************************************************
( perspektywa Kastiela)
*******************************************************************************
Nie rozumiałem, dlaczego się tak złościła. Nie robiłem nic złego... Nawet nie próbowałem się na nowo zbliżyć do Debry. Może i była moją byłą, to mogło zdenerwować Alice, ale nie robiliśmy nic niestosownego... Przecież nie zamierzałem ulegać jej zalotom, chociażby nie wiadomo co próbowała robić i obiecywać.
- Nie uspokoję się...- była naprawdę zła. Nie potrafiłem jej teraz uspokoić... Chyba będę musiał z nią poważnie o tym porozmawiać. Z drugiej strony bardzo kochałem Debrę, była naprawdę świetną dziewczyną... No ale zaczęła robić karierę, a ja poleciałem na drugi plan.
- Alice... Przecież nic się nie dzieje. Debra wpadła tylko z wizytą...- Musiałem ją okłamać w tej kwestii. Debra wróciła, żeby złożyć mi propozycję przyłączenia się do jej zespołu, ale gdybym to powiedział to moja dziewczyna tym bardziej by się wkurzyła, no i miałaby powód. Musiałem jednak dobrze rozważyć tą propozycję...
- Nie wierzę, żeby to były zwykłe odwiedziny.- Cóż, Alice zawsze była cwana. Chyba się domyśliła, że tutaj nie o zwykłe odwiedziny chodzi...
- Naprawdę, to tylko zwyczajna wizyta. Chciała zobaczyć swoich dawnych kolegów ze szkoły, sprawdzić jak bardzo się zmienili. Ciebie nie ciągnie do starego liceum?- Nadal brnąłem w swoim, chyba nawet udawało mi się ją przekonać. W końcu zawsze potrafiłem być dosyć przekonywujący...
- W porządku, ale jeżeli się dowiem, że próbuje cokolwiek działać przeciwko naszemu zwiazkowi... To naprawdę się zdenerwuje.- Teraz tym bardziej musiałem uważać, żeby o niczym się nie dowiedziała. Miałem tylko nadzieję, że Debra nie puści pary z ust i uda mi się wszystko dochować w tajemnicy. Zależało mi bardzo na Alice, nigdy jeszcze nikogo tak nie pokochałem, no ale propozycja kariery w prawdziwym zespole była równie kusząca. Musiałem to wszystko dobrze przemyśleć, dopiero wtedy będe mógł ostatecznie zdecydować. Oby nie zajęło mi to zbyt dużo czasu, inaczej moja dziewczyna może się czegoś domyślić, a tego bardzo bym nie chciał...

niedziela, 20 września 2015

Przeprowadzka //Rozdział 13\\

Ten dzień musiał w końcu nadejść. Nie mogłam dalej uciekać od problemów, w ten sposób tylko je powiększałam. Czas na mocne zderzenie z rzeczywistością... Taką jaką jest naprawdę, bez fikcji, idealizmu... Kastiel miał iść ze mną, ale ostatecznie poprosiłam go, żeby jednak został. Nie chciałam go mieszać w sprawy które powinnam rozwiązać z Michelem. Musiałam tylko zabrać resztę rzeczy ze starego mieszkania, żeby móc się przeprowadzić... Ruszyłam prosto do drzwi, które otworzyłam kluczem. Poszłam od razu do swojego pokoju, mijając oszołomionego Delista. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać... jeszcze nie. On w sumie nie był niczemu winny, ale chciałam zachować dystans do ich obu. Wyciągnęłam torbę z szafy i zaczęłam się pakować. Póki co spakowałam tylko to co najpotrzebniejsze, przy kompletnym wynoszeniu się będzie mi już musiał pomóc Kastiel. Kiedy zasuwałam torbę do pokoju wszedł Michel, oparł się o ramę drzwi.
- Alice...- popatrzył na mnie smutnym wzrokiem. Teraz, kiedy znałam jego prawdziwe oblicze... Nie potrafiłam popatrzeć na niego jak kiedyś.
- Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.- Miałam ochotę powiedzieć coś zupełnie innego... Ale musiałam być twarda... Pokazać swoją inną stronę. Chciałam, żeby widział, że mogę sobie poradzić bez niego.
- Po prostu mnie wysłuchaj...- Widziałam jak bardzo żałował, że w ogóle się dowiedziałam... Nie sądziłam, że chcę go teraz słuchać, ale wiedziałam, że gdybym się nie zgodziła, naciskałby aż do uzyskania zgody.
- No dobra, słucham. Masz pięć minut.- Nadal miałam kamienną twarz. Nie chciałam mu pokazać, że się martwię... Chociaż nie okazywanie jakichkolwiek uczuć nie było w moim stylu.
- Siostrzyczko... ja naprawdę nie chciałem. Nie miałem jednak wyjścia... Zespół stresu pourazowego, jak sama nazwa wskazuje, występuje po jakimś bardzo bolesnym urazie. Ja nabawiłem się go po stracie rodziców... Po tym wypadku, w którym o mało nie straciłem i ciebie... Wtedy wszystko mi się zawaliło... Zrozum mnie, miałem tyle na głowie... Starałem się jak mogłem być ideałem dla ciebie, chciałem, żebyś miała we mnie jak największe oparcie... W rzeczywistości też bardzo cierpiałem, ale chciałem to zatuszować... Żebyś tego nie widziała. Dopiero potem dowiedziałem się, że nasz ojciec miał dużo długów... To wszystko automatycznie spadło na mnie, jako jedynego pełnoletniego... Powiedz mi Alice, co mogłem zrobić? Wziąłem pracę która była w miarę łatwa i dobrze płatna... zrozum mnie...- Widziałam ten ogromny ból w jego oczach kiedy to mówił... Miałam ochotę przestać być twarda... Pokazać mu, że się martwię, i że go rozumiem... Ale nie mogłam... Tak bardzo żałowałam, że nie mogłam... Po prostu zasunęłam torbę do końca, wzięłam ją na ramie i minęłam go wychodząc.- Alice, proszę...- Nigdy nie widziałam go tak bardzo skruszonego. Niech to po prost przemyśli... Czułam, że jeżeli wtedy nie wyjdę to się rozpłaczę, a obiecałam sobie tego nie robić... znowu wróciłam do mieszkania Kastiela. Musieliśmy jeszcze poszukać mieszkań na sprzedaż... Miałam trochę oszczędzonego, więc z ceną nie powinno być problemu. Najbardziej martwiłam się jednak tym, że nie wytrzymam sama w pustym domu. Byłam tak przyzwyczajona do czyjejś obecności, że dosłownie mogłam zwariować...
******************************************************************************
( perspektywa Michela)
******************************************************************************
Myślałem, że zwariuje, kiedy była tak daleko ode mnie... Kilkoma głupimi słowami Delist zepsuł wszystko co nas łączyło. Poczułęm do niego tak ogromną nienawiść... Miało się wszystko ułożyć, a teraz nagle jedna z najważniejszych osób w moim życiu wyprowadza się, zostawiając po sobie pusty pokój... Przez te dni kiedy jej nie było, chodziłem po mieszkaniu w te i z powrotem nie mogąc znaleźć własnego miejsca... Żałowałem, że prawda kiedykolwiek została ujawniona...Mogłem jej to powiedzieć sam, kiedy indziej.... Wtedy, kiedy będę pewien, że jest gotowa. Teraz przyjęła tą informacje zupełnie na to nie przygotowana... nie dziwię się, że tak bardzo ją zabolało. Chciałem jakoś złagodzić sytuacje tłumacząc jej wszystko, ale była nieugięta... Nie chciałem, żeby w ten sposób zakończyły się nasze relacje. Dużo nas łączyło... Pomimo tego kim byłem i gdzie pracowałem, nadal byłem tym samym Michelem którego znała i na którym jej zależało... Nic się nie zmieniło, może jedynie to, że już znała prawdę... Byłem taki wściekły, zupełnie jak nigdy. Zrozumiałem dopiero teraz, że powinienem się za siebie wziąć... Wyregulowałem już długi ojca... Zapiszę się do psychologa, zwalczę chorobę. Rzucę tą robotę... Nie będę więcej przelewał krwi. Pokaże wszystkim, że potrafie się zmienić... Ruszyłem teraz w stronę Delista. Stał przy oknie, patrzył, jak Alice odchodzi...
- Jesteś z siebie zadowolony? Zniszczyłeś wszystko...- Popatrzyłem na niego z żalem w oczach. Wcale nie musiało się tak ułożyć...
- Nie jestem...- Chyba dotarło do niego, że zrobił coś złego. Zaszkodził nie tylko mi, ale i sobie. Może nie przemyślał swoich działań... Ale nie mam co go usprawiedliwiać. Zrobił co uważał za słuszne, chociaż było to zupełną głupotą.
- Więc po co to wszystko?- zapytałem nie spuszczając z niego wzroku.
- To miało być inaczej...- mruknął niechętnie wciąż patrząc w okno. Nie rozumiałem go. Jak miało być w takim razie? On miał wyjść na tego dobrego, a ja na złego? Ja sobie poradzę, zmienię się jak mogę, odzyskam jej zaufanie... A co zrobi Delist to już nie moja sprawa. Może to złe i nie powinienem tak myśleć, ale życzę mu porażki... Ja odnalazłem już w sobie siłę, i wszystkie te zdarzenia stały się dla mnie inspiracją do zmiany. Czułem tą chęć wypróbowania czegoś nowego, pójścia inną drogą niż zawsze... Po prostu chciałem wreszcie być tym dobrym, tym idealnym... Tym za kogo ona mnie uważała. I nie spocznę dopóki nie osiągnę tego celu, nie ważne jak wiele może mnie to kosztować. Za późno się za to wziąłem... Czas nadrobić ten stracony czas.

czwartek, 17 września 2015

Złamana //Rozdział 12\\

Nie sądziłam, że w ciągu jednego dnia wszystko może się tak zniszczyć. Jeszcze przed chwilą byłam szczęśliwa, w końcu powrócił Delist, wszystko teraz miało być inaczej... Ale nie w tym sensie inaczej. Nie chciałam, by wszystko się psuło... Chciałam, żeby teraz wszystko było lepsze. W końcu wszystkie bliskie mi osoby były zaraz obok... Miałam wszystko, chłopaka, rodzinę... Miałam cichą nadzieję, że wszystko się jednak jakoś ułoży, no i że nie będę musiała znowu przechodzić przez to co kiedyś... Przez ból, którego nie potrafiłam znieść... Ale nie, wszystko znowu musiało się rozpaść, pozostawiając za sobą jedynie spustoszenie. Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Mój Michel, ukochany brat, który był tak cholernie idealny, w którym pokładałam największe nadzieje... Który wspierał mnie na każdym kroku, dodawał otuchy, był zawsze obok... Teraz okazuje się, że moje wyobrażenie co do niego było tylko pustym kłamstwem, czymś, co nigdy nie istniało. A prawdą było to, że mieszkam pod jednym dachem z chorym psychicznie płatnym zabójcą... Nie mogłam sobie tego poukładać. Był taki niepozorny, nigdy nic po sobie nie pokazał. Wierzyłam w jego wersje... Dopiero Delist uświadomił mi wszystko. Szczerze mówiąc nie wiem, czy chciałam to wiedzieć... Nie w porządku było, że odcinałam się także od niego. Nie chciałam już widzieć Michela... Ale Delist nic tutaj nie zrobił, a pomimo to zostawiłam go razem z moim starszym bratem w domu... Nie wiem, czy zrobiłam dobrze. W ogóle nie powinnam się teraz zastanawiać nad takimi sprawami. Musiałam jak najszybciej znaleźć sobie mieszkanie... W końcu nie mogłam cały czas siedzieć u Kastiela. I tak wiele dla mnie zrobił, nie mogę go aż tak wykorzystywać. Zacznę żyć na własną rękę, utrzymując nadal kontakt z moim młodszym bratem. Nie wiem co będzie z Michelem. Nie mam siły się nad nim myśleć... Zostawię sobie to na potem. Póki co chcę tylko spokoju... Muszę wszystko sobie poukładać zanim tam wrócę... A wiem, że wrócę tylko po rzeczy. Moje rozmyślanie szybko przerwał mi Kastiel, który właśnie wszedł do pokoju.
- Wszystko okej? Jest już bardzo późno, a ty nadal nie śpisz...- musiał zauważyć światło z mojego pokoju kiedy przechodził korytarzem. On chyba obudził się tylko na chwilę, miał zaspaną twarz. Miło mi było, że się o mnie martwił...
- Tak, wszystko jest dobrze. Tylko myślę.- powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego niepozornie. Nie chciałam dać mu poznać jak bardzo martwię się tą sytuacją... Nie chcę go obciążać swoimi problemami, na pewno ma dosyć własnych.
- Na pewno? Wyglądasz źle...- powiedział i usiadł obok mnie. Czule popatrzył na mnie zaspanym wzrokiem. Wszystko wyczytał z moich oczu... Widziałam to po nim.
- Nie przejmuj się mną...- odpowiedziałam krótko i odwróciłam wzrok. Tak jak już wspominałam, nie chciałam go obarczać problemami...
- Jak mogę się nie przejmować? Kocham cię i zależy mi na tobie...- Nie spodziewałabym się po nim aż takiego wyznania. Niby tylko kilka słów... Ale podbudowały mnie jak nic innego. Poczułam jego bliskość... Zrozumiałam, że jednak komuś na mnie zależy... Nie sądziłam, że w tej paskudnej sytuacji znajdzie się cokolwiek dobrego... Całe szczęście, że się myliłam... Tym razem nie chciałam mieć racji. Miałam teraz tylko malutką nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży na nowo... Oby tak było.
******************************************************************************
( Perspektywa Kastiela)
******************************************************************************
Nie potrafiłem zostawić jej w takiej sytuacji samej. Kochałem ją. Po raz pierwszy z czystym sercem mogłem powiedzieć, że kogokolwiek kocham. Tak jak wcześniej nie zdarzało się to nigdy, teraz mogłem wymówić te piękne słowa z uśmiechem na ustach. Jednak było też coś, co nie dawało mi spokoju... Widziałem jej minę. Martwiła się... Potrafiłem wyczytać z jej oczu wszystko. Ten ból, jaki teraz czuła, wątpliwość... Nie dziwiły mnie te uczucia. Starałem się postawić w jej sytuacji, ale trudno mi nawet było to sobie wyobrazić. Nie przeżyłem nigdy czegoś takiego, a nawet czegokolwiek do tego podobnego... Jedyne co mogłem zrobić to być przy niej, pomóc jej dać ujście smutkowi. Musiała być silna... Wiem, że przeszła już dużo, za każdym razem wstawała po upadku, żyła na nowo... Teraz jednak widziałem, że coś w niej pękło. Jakaś część, która musiała być cała... Która zatrzymywała cały ten smutek wewnątrz niej. A teraz, bez niej, było coraz trudniej. Coraz więcej cierpienia do niej docierało... A ja mogłem tylko patrzeć. Wiedziałem, że nie zrobię nic, co teraz dałoby jakikolwiek rezultat. Musiałem jednak być obok. Chciałem, żeby poczuła, że może na mnie liczyć...
- Kastiel... To wszystko takie skomplikowane...- Powiedziała po chwili milczenia i położyła się na łóżku. Ja od razu położyłem się obok. Nie wiedziałem, jak mogę jej poprawić humor... Ale wszystkiego spróbuję, jeżeli cokolwiek ma pomóc...
- Wiem... Ale musisz stawić czoła problemom. Chociażby, żeby wziąć rzeczy ze starego mieszkania...- odparłem patrząc na nią. Byłem gotowy udać się do jej starego mieszkania razem z nią. Nie chciałem jej zostawiać z tym samej, szczególnie, że w tym domu był morderca...
- Pójdziesz ze mną...?- zapytała patrząc na nie z nadzieją. Nie potrafiłem oprzeć się temu jej spojrzeniu...
- Oczywiście...Nie zostawię cię z tym samej.- uśmiechnąłem się lekko, Wiem, że lubiła mój uśmiech... Chciałem jej dać jak najwięcej powodów do radości. Zasługiwała na to...
- Dziękuję...- również się uśmiechnęła. Wreszcie osiągnąłem cel. Mogłem zobaczyć jej uśmiech... Dla mnie była to idealna nagroda za starania. Widzieć, że jest zadowolona... A przynajmniej mniej smutna. Teraz tylko musiałem pomóc jej się uporać z tą sytuacją... A potem wreszcie mogłem spełnić moje plany co do niej. Miałem wiele pomysłów na spędzanie czasu, ale ostatnio jakoś nie miałem kiedy ich wykorzystać... Nie spotykaliśmy się tak często, więc ucieszyło mnie, że będzie teraz u mnie mieszkać, co z tego, że tylko na chwilę... Każda chwila była cenna,a przynajmniej dla mnie.

niedziela, 13 września 2015

Prawda //Rozdział 11\\

Dużo myśli kłębiło się w mojej głowie. Nie rozumiałam jeszcze tak wielu spraw, które stanęły przede mną... Tyle pytań nie zostało zadanych, i tyle odpowiedzi nie zostało wypowiedzianych. Wiele jeszcze miałam do odkrycia i wyjaśnienia... Z powrotu Delista chyba tylko ja się cieszyłam. Michel od tamtego czasu był jeszcze bardziej nieobecny niż wcześniej... Mijali się bez słowa. Nawet głupiego ,, cześć" sobie nie powiedzieli... Coś musiało między nimi zajść, czego ja nie wiedziałam. Nawet nie potrafiłam się domyśleć, co musiało się wydarzyć. Zawsze idealizowałam Michela, i chyba dopiero teraz to do mnie dotarło... Rzeczywistość nie była taka piękna jaką ja ją widziałam. On po prostu robił wszystko, żebym nie domyśliła się jak bardzo jest z nim źle. Dopiero powrót Delista uświadomił mi wiele spraw. Przyszedł do mnie wieczorem i usiadł naprzeciwko mnie, na krześle obrotowym od biurka. Ja właśnie sms'owałam z Kastielem, więc nawet go nie dostrzegłam. Zawsze byłam nieobecna w takich sytuacjach.
- Siostrzyczko...- Spojrzał na mnie, i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że tutaj jest. Był naprawdę poważny... Pomimo to, cieszyłam się, że go widzę. Chciałam jakoś nadrobić te wszystkie stracone lata...- Chyba czas poznać prawdę, nie sądzisz...?- wtedy do pomieszczenia wszedł Michel. Usiadł obok mnie, w jego oczach mogłam zauważyć smutek... O co chodziło?
- Prawdę...? Jaką prawdę?- zapytałam patrząc to na jednego, to na drugiego. Wydawało mi się, że czas stanął w miejscu... Pochłaniając całą radość zawartą gdziekolwiek, pozostawiając po sobie smutek i wielką powagę. Michel nigdy tak nie wyglądał... Więc musiało stać się coś poważnego. Jakaś naprawdę ciemna prawda, którą ukrywali głęboko, chcąc o niej zapomnieć...
- Wszystko ci wyjaśnimy...- Powiedział Delist. Wyjaśnimy? Więc i on tkwił w tej historii... Teraz naprawdę się pogubiłam. Wszystko co o nich wiedziałam... Było kłamstwem...? Nie, nie mogłam w to uwierzyć... Gdzie mój idealny starszy brat, w którym miałam wsparcie, w każdej chwili mojego życia? Gdzie podziała się jego radość, jego uśmiech...
- Ty jej powiedz... Ja nie potrafię....- Michel spuścił głowę. Pierwszy raz niepokój uderzył we mnie z taką siłą... Naprawdę się bałam tego co chcą mi powiedzieć... Z kim mieszkałam pod jednym dachem...? To dopiero teraz miało się okazać w jak wielkim błędzie żyłam.
- Ja i Michel... Mamy kontakt od początku.- Zaczął mówić Delist. Zupełnie zbiło mnie to z tropu. Mają kontakt... A ja nic o tym nie wiedziałam...?- Co więcej... Wiem, czym twój kochany braciszek się tak naprawdę zajmuje. Tobie też naopowiadał, że jest kelnerem w restauracji?- Michel momentalnie poderwał się z siedzenia. Wydawał się naprawdę zdziwiony.
- Obiecałeś, że zachowasz to w tajemnicy!- Krzyknął zdenerwowany. Teraz zupełnie się zgubiłam. Michel nie był kelnerem, miał kontakt z Delistem... Całe moje wyobrażenie o nim, jako i idealnym bracie... Wszystko runęło. Pękło jak bańka mydlana.
- Ona musi poznać prawdę... Za długo już ją oszukiwałeś. Nie chciałeś dopuścić, żebym się z nią spotkał... Mnie nazywałeś kłamcą, kimś, kto nic dobrego jej nie przyniesie... A tym czasem oszukiwałeś ją, idealizując się!- Krzyczał na niego... Miałam już dosyć. Niech wreszcie powiedzą o co chodzi i zostawią mnie w spokoju... Chcę to wszystko przemyśleć...
****************************************************************************
( Perspektywa Delista)
****************************************************************************
Nie potrafiłem dłużej ukrywać prawdy. Zasługiwała, żeby się dowiedzieć... Pewny jestem, ze nawtykał jej pełno kłamstw, przedstawiając się jako kogoś idealnego, kto zawsze będzie u jej boku... Ja też mogę taki być. Nie miałem jednak szansy się wykazać...Byłem odsuwany od mojej siostry. W końcu miałem tego dosyć, więc zacząłem drążyć w przeszłości Michela. Okazało się, że wcale nie jest takim idealnym braciszkiem... Nie potrafiłem siedzieć cicho. Czułem, że kiedy jej to powiem... Wszystko się zmieni. Michel nie będzie już tym ideałem... A ja w końcu będę mógł jej pokazać, że potrafię go zastąpić. Wiedziałem również o jego chorobie.
- Twój braciszek... Ten idealny... Jest zabójcą na zlecenie. Do tego jest chory na Zespół Stresu Pourazowego.- Powiedziałem jej wszystko. Dopiero po jej minie zorientowałem się jak ogromnie ją skrzywdziłem... Po prostu wstała... Popatrzyła z wielkim żalem na Michela... Potem na mnie, ze smutkiem w oczach... Następnie po prostu wyszła z pokoju, zostawiając nas oniemiałych. Nie sądziłem, że jej reakcja będzie aż taka...
- I co zrobiłeś?!- Michel przestał nad sobą panować. Przygniótł mnie do ściany, był zbyt silny żebym mógł się uwolnić. Przecież kiedy siostrzyczki nie ma w pobliżu on robił co mu się tylko podoba... Szczerze mówiąc pomimo wszystko nie żałowałem, że powiedziałem prawdę. Poboli ją trochę, a potem się otrząśnie, i zacznie żyć na nowo... Znając już prawdę. Niech zrobi z nią co chce...
- To co już dawno ty powinieneś... Niby jest dla ciebie taka ważna... A jednak okłamywałeś ją!- Byłem wściekły. Nie bałem się mu wszystkiego wygarnąć... Mógł mnie bić, a nawet zabić. Cokolwiek by nie robił, ja zrobiłem dobrze. Byłem tego pewny.
- Co ci przeszkadzało to, że uważała mnie za ideał? Przynajmniej miała w kimś oparcie, kiedy ciebie nie było!- Zabolało mnie... Zabrzmiało to tak, jakbym z własnej woli zostawił rodzinę...
- Wiesz dobrze, że nie z własnej woli ją zostawiłem... Za to ty z własnej woli ją oszukiwałeś...- Chciałem dobrze dla Alice. W końcu była moją siostrą... Chciałem nadrobić te wszystkie lata, które zostały stracone... Nawet ceną zmagania się z Michelem. Nie obchodziło mnie już jego zdanie. Do tej pory potrafiłem sobie poradzić sam, to i teraz dam radę...A przynajmniej mam takie nadzieje.
***********************************************************************
( Perspektywa Alice)
***********************************************************************
Po tym wszystkim co usłyszałam nie miałam ochoty więcej widzieć ich na oczy. Wyszłam z domu bez słowa. Kierowałam się do jedynej osoby której teraz ufałam... Poszłam prosto do Kastiela. Otworzył mi drzwi ze swoim charakterystycznym uśmiechem. Od progu mocno się do niego przytuliłam. Tego teraz potrzebowałam...
- Co się stało...?- zapytał zmartwiony. Nie dziwiłam się, że się martwił... Przyszłam do niego cała roztrzęsiona.
- Długo by gadać... mogę przenocować...?- głupio mi było o to prosić, ale nie chciałam wracać do domu. Kastiel przytulił mnie tylko mocniej.
- Jasne... U mnie jesteś zawsze mile widziana.- powiedział i po chwili puścił mnie. Weszliśmy do środka. Cieszyłam się, że chociaż jego teraz mam...
- Dzięki... Za wszystko...- Powiedziałam patrząc na niego. On tylko uśmiechnął się.
- Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć... A teraz, chcesz mi powiedzieć co zaszło...?- zapytał. Wiedziałam, że jeżeli się mu wygadam to mogę się lepiej poczuć... Więc po prostu opowiedziałam mu wszystko. Wiedziałam, że mogę mu zaufać, więc nie zawahałam sie nawet na chwilę... On cały czas tylko przytakiwał, był pełen zrozumienia.
- Sprawa jest naprawdę poważna... Nie dziwie się, że nie chcesz ich widzieć. Dopóki nie będziesz gotowa stawić czoła problemom... Możesz u mnie zostać.-Nie spodziewałam się, że pomoże mi aż tak bardzo... Byłam mu naprawdę wdzięczna. Na pewno w przyszłosci zdążę mu sie za to odwdzięczyć... A póki co muszę sobie wszystko poukładać w głowie... Za dużo się dowiedziałam jak na jeden raz...

wtorek, 8 września 2015

Pierwsi wrogowie //Rozdział 10| Część 3\\

Od kilku dni czułam dziwny niepokój. Jakbym była obserwowana... Pomimo, że coraz czujniej się rozglądałam nadal nie potrafiłam dostrzec sprawcy tego uczucia. Wiedziałam, że jest gdzieś blisko, mimo, że nie potrafiłam go zobaczyć. Może tylko mi się wydawało...? Ostatnio byłam dosyć przemęczona, powinnam chyba zwalić winę na to. Z drugiej strony... Bagatelizowanie czegoś takiego raczej nie zbyt dobrze na mnie wpływało. Z czasem było ze mną coraz gorzej, uczucie obserwowania na każdym kroku rosło... Było coraz silniejsze, bardziej przytłaczające... Musiałam w końcu sprawdzić o co właściwie chodzi. Zaczęłam być ostrożniejsza i czujniej się rozglądać. W końcu znalazłam sprawce... On chyba również zauważył, że go dostrzegłam, ale nie ruszył się z miejsca. Wybiegłam więc przed dom i od razu pojawiłam się przed nieznajomym. Był on młodym ciemnoczerwono włosym chłopakiem. Blizna przechodziła przez jego prawe oko, które było w kolorze czerwonym. Drugie miał niebieskie. Uśmiechał się lekko, padało na niego tylko lekkie światło księżyca...
- Kim jesteś i czego ode mnie chcesz?!- krzyknęłam na niego. Nie miałam powodów by być miła... Byłam zła. Jak mógł mnie obserwować przez cały ten czas? Przecież nawet mnie nie znał!
- Nie pamiętasz mnie...?- zapytał patrząc prosto na mnie. Fakt, gdzieś kojarzyłam tą twarz...Tkwiła gdzieś głęboko w mojej głowie... Jakbym gdzieś go widziała...
- Nie przypominam sobie.- taka odpowiedz była najbezpieczniejsza. Nie chciałam mu robić nadziei, że go znam czy coś w tym stylu... Jeszcze nie będzie się chciał odczepić.
- Tak jak myślałem...- widziałam coś w rodzaju smutku w jego oczach. Patrzył prosto na mnie, jakby dookoła nie było niczego na czym mógłby zawiesić wzrok...- Alice... Tęskniłem...-szepnął. Teraz byłam zupełnie zmieszana.
- Jeszcze raz. Kim jesteś...- kompletnie nie potrafiłam sobie tego przypomnieć. Nawet nie pamiętałam jego imienia...
- Delist Williams. Teraz chyba powinnaś wiedzieć...- Spojrzał na mnie przenikającym wzrokiem... Od razu go sobie przypomniałam... Tak bardzo się zmienił... Delist był moim młodszym bratem, ale kiedy miałam 6 lat coś sie z nim stało... Rodzice nigdy o tym nie wspominali, a ja zapomniałam...Pomimo, że byliśmy naprawdę blisko... Nie mogłam uwierzyć, że teraz wrócił... Miał do mnie żal...?
- Deli... Co się z tobą stało...?- Na te pytanie jego oczy wypełniły się bólem. Widać, że dużo kosztowało go przypomnienie sobie wszystkiego co się wydarzyło...
- Oddali mnie. Nie byłem mile widziany we własnej rodzinie... Spędziłem kilka lat w sierocińcu... Potem poprawczak...- Mówił to powoli, niepewnie... jakby nie chciał tego wcale wyjawiać... Ale nie miałam co mu się dziwić. Słuchałam uważnie jego historii. Teraz kiedy już wrócił... Chciałam jak najbardziej go zrozumieć. Po tych wszystkich latach...
- Kiedy wypuścili mnie z poprawczaka zaczęły się problemy z narkotykami...- te słowa chyba sprawiły mu największy ból. Musiał mieć naprawdę ciężko... W sumie to wrócił nie wiadomo skąd w biały dzień, to też musiało czegoś dowodzić.
- Wciąż bierzesz?- zapytałam krótko. Na pierwszy rzut oka nie wyglądał na kogoś kto by brał... A raczej na zwyczajnego. Ale w sumie nie mogłam się po nim niczego spodziewać... Musiał się wycwanić przez te lata.
**********************************************************
( Perspektywa Delista)
***********************************************************
- Uzależniłem się...- Było mi wstyd. Nie chciałem jej tego mówić, szczególnie, że pokładałem w niej wielkie nadzieje... Akurat teraz nie miałem się gdzie podziać. Odszukałem ją głównie z tęsknoty, ale również dlatego, że jej naprawdę potrzebuje. Ona może i zapomniała... Ale ja pamiętałem wciąż. Przez cały ten czas nie myślałem o niczym innym jak o odnalezieniu rodziny... Przez jakiś czas ją tylko obserwowałem, chciałem się upewnić...
- Uzależniłeś... Czyli naprawdę dużo się u ciebie wydarzyło, co?- nie wyglądała na zaskoczoną... Spodziewała się tego po mnie...?
- Dosyć dużo. Nie chce o tym mówić...- Każde kolejne słowo bolało mocniej. Dlatego bardzo nie chciałem, żeby zadawała więcej pytań o mojej przeszłości...
- Więc... Czego ode mnie teraz oczekujesz...?- to w końcu musiało paść. Wyczuła, że nie jestem tam bezinteresownie...
- Dachu nad głową. Teraz akurat mam trudny okres...- Wstydziłem się ją o to prosić. Nie chciałem nagle wpadać w jej życie, to wszystko działo się za szybko... Na pewno miałą dosyć problemów, a ja wchodziłem jej na głowę...
- No... Dobra. Ale tylko dlatego, że jesteśmy rodziną...- kamień spadł mi z serca. Nie sądziłem, że mnie przyjmie... Myślałem, że wyśle mnie tam skąd przyszedłem, jak każdy w takiej chwili. Wyrosła na dobrą osobę...
- Dzięki. Nie sprawię kłopotów, zobaczysz...- Musiałem się ogarnąć i nie sprawiać problemów. W końcu teraz od tego zależało moje życie. Nie mogłem podpadać. Najbardziej jednak wciąż obawiałem się spotkania z Michelem. Widziałem go już kilka razy... Na początku wcale go nie poznałem, potem jednak się zorientowałem, że to on. Nigdy się nie lubiliśmy, szczególnie, że to po części przez niego musiałem się usunąć z rodziny tracąc całe dzieciństwo... Ale on mnie jeszcze popamięta. Nie zostawię tej sprawy... Prawda musi wyjść na światło dzienne. Alice pewnie wiele o nim jeszcze nie wie... Ale ja już zadbam, żeby się jednak dowiedziała. Nawet tej najmroczniejszej prawdy jaką chowa za plecami, udając idealnego braciszka... Ale nikt nie jest idealny, a on tym bardziej. Nie pozwolę mu wciąż udawać i kryć się za maską...

czwartek, 27 sierpnia 2015

,, Pierwsi wrogowie" //Rozdział 10|Część2\\

Sprawa mojego brata nie dawała mi spokoju. Teraz rzadko byłam w domu, więc nie wiedziałam jak często się tak zachowywał... Może specjalnie coś przede mną krył? Nie chciał mi nic powiedzieć, odpowiadał tak krótko jak mógł... Musiał coś ukrywać, i to coś poważnego. Coś co nie dawało mu wcale spokoju... Coś, co musiało poważnie zryć jego psychikę... Nie miałam z kim się w tej chwili podzielić moimi podejrzeniami, więc zadzwoniłam do Castiela. On zawsze mnie rozumiał... Wyszłam przed dom by w razie czego uspokoić psa. Miałam dużego Doga Niemieckiego, był łagodny, ale nie za bardzo lubił obcych. Kastiel pojawił się dosyć szybko otworzyłam mu furtkę trzymając psiaka za obrożę. Od razu podejrzliwie go obwąchał... Jednak ten nie zwrócił większej uwagi na jego nos a na ciało, był psem ogromnym.
- Ale bydle!- zaśmiał się. Miło mi było znów widzieć jego uśmiech. Zaprosiłam go do środka, usiedliśmy na łóżku w moim pokoju.
- No to co cię gryzie skarbie?- zapytał czułym głosem. Nie zapomniałam, że jesteśmy razem. Nie mogłabym.
- Wiesz... Z Michelem, moim bratem, ostatnio nie dzieje się za dobrze... On... jest jakiś nieobecny, dziwny...- wyznałam patrząc na niego. Zależało mi na moim bracie, więc martwiłam się naprawdę mocno...
- Nie powiedział ci o niczym?- zapytał Rudzielec. Wyglądał na zdziwionego. Cóż, ja też byłam.
- Nie, milczy jak grób.- Do tej pory mówiliśmy sobie wszystko, a teraz nagle mu się odechciało...? Sprawa musiała być naprawdę poważna... Coś, co mogłoby spokojnie wywrócić nasze życie do góry nogami. Szczerze to nie do końca wiedziałam, czy chce znać prawdę... Skoro ona może być aż tak zabójcza jak myślę...
***********************************************************************
Perspektywa Michela
***********************************************************************
Miałem pokój tuż obok pokoju mojej siostry, więc słyszałem wszystko. Naprawdę aż tak się o mnie martwiła...? Bardzo żałowałem, że nie mogę jej wyznać prawdy... Ale wiedziałem, że tą ją zniszczy. Zniszczy jej nadzieje jakie we mnie pokłada, zniszcz jej punkt widzenia... Zespół Stresu Pourazowego jakiego nabawiłem się po śmierci rodziców był mocną przeszkodą, utrudniał mi życie. Nagłe napady agresji... Kiedy czułem, że musze coś roznieść, zniszczyć. Powstrzymywałem się tak bardzo, żeby nic jej nie pokazać... A moja praca tylko sprzyjała rozwojowi choroby. Musiałęm tam okazywać agresję... Miałem też koszmary nocne. W nich znowu widziałem ten cholerny wypadek, który starałem się wyrzucić jak najdalej z pamięci... Straciłem wiele emocji. Nie potrafiłem już się tak cieszyć jak dawniej... Nie potrafiłęm tak mocno kochać... Chciałem być sam. Nikogo nie mieć w około...  Nie chciałem niczym jeździć, unikałem czegokolwiek co ma koła i na nich się przemieszcza. za dużo wspomnień. Za to moje zmysły się wyostrzyły... Słyszałem, widziałem i czułem lepiej, więcej.  Do tego byłem naprawdę czujny... Jak nigdy... Do tego dochodzi bezsenność i duży lęk... Nie wiedziałem czemu akurat mi się tak musiało stać. Czemu do cholery los wybrał mnie... Czasami miałem również myśli samobójcze. Chciałem zakończyć wszystko co wiodłem... Ale się powstrzymywałem. Dla mojej siostrzyczki... TYlko dla niej póki co żyłem. Nie chciałem zawieść jej ani nikogo z mojego otoczenia. Póki co jednak nie musi o tym wiedzieć... wcale...

wtorek, 25 sierpnia 2015

,, Pierwsi wrogowie" //Rozdział 10| Część 1\\

Wieść o wycieczce rozniosła się niemal po całej szkole, nie było osoby która nie mówiłaby o tym. Wszyscy chyba naprawdę cieszyli się, że wreszcie szkoła zaczęła coś organizować. Ja sama również nie mogłam przestać o tym myśleć, ale było to chyba normalne... W końcu niedawno tutaj dołączyłam i jeszcze nie miałam okazji uczestniczyć w żadnym z wydarzeń. Taka wycieczka mogła naprawdę fajnie rozpocząć moje uczestnictwo w fajnych zdarzeniach. Castiel na początku trochę się burzył, że w namiotach ma być koniecznie ta sama płeć, ale ogarnął się na wieść, że przecież nie będziemy cały czas w nich siedzieć. Zapowiedział jednak mi i mojej ,, bandzie" ( Tak uwielbiał nazywać nas Alexy) że będzie się zakradać do namiotu jak często się da. Amy zrobiła tylko dziwną minę kiedy się o tym dowiedziała, a Iris jak zwykle zaczęła się śmiać.
- No nieźle! Cas ninja!- Zaczęła się głośno śmiać, pół korytarza zaraz skoncentrowało na nas swoje spojrzenia.
- Ciiiszej!- Starałam się ją jakoś uciszyć. W końcu cały korytarz nie musiał wiedzieć o tym, że Kastiel będzie zakradał nam się do namiotu... W ogóle nikt prócz nas nie powinien wiedzieć. Nagle kiedy zupełnie byłam skoncentrowana na uciszaniu Amy zobaczyłam, że ktoś potyka się o moje nogi. Pół korytarza zaczęło się śmiac, a drugie pół zrobiło przerażone miny. Zauważyłam właśnie, że to Amber, największa nadęta ropucha w szkole się wywaliła... Cóż, dobrze jej tak! Nie patrzy pod nogi i ma za swoje...
- Ty... Ty zapłacisz za to!- wrzasnęła na mnie podnosząc się. Wyglądała zabawnie taka wściekła...
- Lepiej odejdź, bo to ty dostaniesz nauczkę...- Castiel zaśmiał się pod nosem triumfalnie mnie obejmując. Chyba chciał jej zrobić na złość...
- Wy... Razem... ZABIJĘ CIĘ!- Jej krzyk słyszała chyba cała szkoła. Narobiłam sobie wrogów... Nieźle...
-  No chyba śnisz, ona ma obstawę!- wtrącił się Alexy stojący akurat na korytarzu i wraz z Arminem przybrali pozy bojowe. Wyglądało to dosyć zabawnie... Oboje ustali w pozie superbohatera, a Amy tylko parsknęła śmiechem. Znów. Amber tylko przytupnęła nogą w podłogę i razem ze swoimi koleżankami odeszła z miejsca ,, Zbrodni".
- Noo, ładny popis dałaś przed ostatnią lekcją!- Armin pogratulował mi z uśmiechem. Wszyscy zachowywali się jakbym pokonała smoka czy coś w tym stylu... Kastiel tylko podejrzanie uśmiechał się do mnie przez całą lekcję która minęła stosunkowo szybko. Potem wreszcie mieliśmy wolne, więc od razu ruszyłam do domu. Kastiel odprowadził mnie jeszcze pod same drzwi. Kiedy weszłam zamiast dźwięku telewizora czy chociaż jakiegokolwiek dźwięku powitała mnie grobowa cisza... Michela nie było w domu...? Rozejrzałam się za nim. Siedział w pokoju, w całkowitej ciszy... W ręku trzymał jakąś kartkę, chyba czytał... Podeszłam do niego.
- Michi...? Wszystko w porządku...?- zapytałam siadając obok. Zaczęłam się martwić, nigdy nie siedział w takiej ciszy...
- Ah tak, wszystko jest okej.- Odparł, ale widziałam, że coś nie tak... Musiałam się dowiedzieć co...
*****************************************************************************
Patrzyłem na nią pustym wzrokiem, bez uczuć... Nie chciałem jej jakoś bardzo martwić tym, co się u mnie wydarzyło... W końcu myślała o mnie jak o idealnym bracie, nie mogłem pozwolić, żebym zmienił się w jej oczach... Miała mnie za ideał to taki musiałem być, nie było mowy o czymś innym. Może nie powinienem się przed nią zamykać... Tłumienie wszystkiego w środku na pewno nie jest najlepszym rozwiązaniem problemów. Chyba powinienem jej zaufać, ale co jeżeli to co jej powiem na tyle ją zszokuje, że nie będzie mi już ufać...? Musiałem odtrącić ten pomysł jak najszybciej z głowy. W ten sposób na pewno się nie zmotywuję, a tylko zniechęcę!
- Jest okej? Nie wygląda.- Stwierdziła nadal podejrzanie ilustrując mnie wzrokiem. Nie ważne jak bardzo byłbym przekonujący, ona i tak jest podejrzliwa...
- Tak, jest w porządku! Nie musisz na mnie aż tak naciskać, siostrzyczko...- Pierwsze zdanie wykrzyczałem, ale potem zaraz się uspokoiłem. Nie mogłem okazać słabości i tego, że choroba znowu przejmuje kontrolę...  Szczególnie, że ona o niej nie wiedziała... I nigdy nie powinna się dowiedzieć...
- No w porządku, przepraszam... Nie denerwuj się...- Powiedziała. Wyglądała na przygnębioną... No miałem nadzieję, że nie przeze mnie...
- Nie denerwuję się. Po prostu jestem dzisiaj rozdrażniony, wybacz.- Uśmiechnąłem się do niej. Znowu wymuszam uśmiech... Niedobrze... Coraz rzadziej uśmiecham się z własnej woli...  Czy moje myśli stają się aż tak ciemne?
- No dobrze, zostawię cię z tym...- Dopowiedziała i wyszła zostawiając mnie samego. Może to i lepiej... miałem czas, żeby sie zastanowić nad tym wszystkim... Nie chciałem być tym czarnym charakterem, dlatego wolałem milczeć... Tak będzie lepiej dla wszystkich...

piątek, 21 sierpnia 2015

,, Wycieczka" //Rozdział 9\\

Miło było mi poznać więcej znajomych Castiela. Lysander wydał się naprawdę spoko, pomimo dosyć specyficznego wyglądu. Trzeba jednak przyznać, że wyróżniał się spośród tłumu, był oryginalny. Poznawałam coraz większą liczbę oryginalnych osób, ale to było naprawdę fajne. Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że przepiszę się do liceum w którym poznam zbuntowanego gitarzystę, który z czasem stanie się największą miłością mojego życia, do tego wokalistę z heterochromią i zadziwiająco do mnie podobną dziewczynę to w życiu bym nie uwierzyła. Wiele niespodzianek jeszcze przede mną stało, czułam, że nie zakończy się na poznaniu tej wyjątkowej trójki.
- A co do zespołu... Wiecie, że Winged Skull mają zamiar zagrać w naszym mieście?- Zapytał Lys. Też się interesował tym zespołem? Chyba po prostu obecność Castiela tak na niego zadziałała.
- Co? Serio? Dlaczego ja o tym nic nie wiedziałem?- Castiel wyglądał na serio zdezorientowanego...
- Bo nie jesteś na bieżąco?- Odpowiedziałam, a wszyscy oprócz Castiela zaczęli się śmiać. Ten za to był śmiertelnie poważny, jak nigdy.
- Muszę zdobyć bilety!- Zarządził od razu.
- Powodzenia.- Lysander zaśmiał się tylko pod nosem. Po chwili jednak zadzwonił dzwonek i nie mogliśmy dokończyć rozmowy. Tym razem nie zamierzałam uciekać z lekcji, bo jednak coś zrozumiałam z tego występku Nataniela... Może miał rację z tym, że nie powinnam już opuszczać zajęć. Jeszcze obleję ten rok, no i będę musiała go powtarzać, a to mi się naprawdę nie widzi. Ruszyliśmy do klasy. Nauczyciel jak zawsze miał wiele do powiedzenia... Szykowała się wycieczka do lasu na trzy dni. Spanie pod namiotami i te sprawy... Prawdziwy obóz przetrwania! Mi się ten pomysł podobał. W namiotach mieliśmy być po trzy osoby, bez płci przeciwnej... A szkoda. Cóż, miałam Amy. Do tego dołączała się jeszcze Iris którą poznałam parę dni temu. Również wydawała się bardzo miłą dziewczyną. Kiedy już zgłosiłam swój team dyrektorka wszystko zanotowała, a potem zaczęła mówić o kwestiach organizacyjnych. Wycieczka miała odbyć się za tydzień, rozdała nam deklaracje do podpisania przez opiekunów. Castiel to ma dobrze... Jego rodziców nie ma, więc sam sobie wszystko mógł wypełnić. Ja będę musiała poprosić ładnie Michela żeby mi to podpisał, bo kiedy dowiedział się od Nataniela o moich wagarach to był naprawdę zły...  Od teraz naprawdę nie zamierzałam mu przynosić więcej zmartwień niż już miał. Po lekcjach wzięłam ze sobą Amy i Iris, chciałam w końcu z nimi obgadać szczegóły wycieczki. No i z nimi jest większa szansa, że mój braciszek się zgodzi... Weszłam z nimi do mnie i od razu skierowaliśmy się do salonu. Tam okrążyliśmy mojego brata i całą trójką wlepialiśmy w niego wzrok. Jego mina była obłędna!
***************************************************************************
Perspektywa Michela
***************************************************************************
Nie bardzo rozumiałem o co im właściwie chodziło.  Przychodzi do mnie moja siostra, jej klon i jeszcze Iris, dobrze, że chociaż ją zdążyłem poznać. Wlepiają we mnie wzrok jakby chciały mojej śmierci... Słowo daję, aż ciarek dostałem.
- O co chodzi...?- zapytałem starając się patrzeć na wszystkie trzy jednocześnie, ale to niewykonalne.
- Musisz mi wypełnić deklarację do szkoły.- Powiedziała Alice. Aż mnie zatkało, zacząłem się śmiać.
- Musisz mi to komunikować z obstawą?- nie przestawałem się śmiać. Nie rozumiałem po co jej była taka obstawa, to tylko deklaracja! Wycieczki to normalna część szkoły, nie mogłem jej zabronić w tym uczestniczyć. Może i ostatnio trochę zawiniła, ale nie byłem aż taki surowy.
- Z obstawą mam większe szanse, ze się zgodzisz.- Ona mówiła serio? Co, miała mnie za surowego opiekuna który wszystkiego zakazuje? Przecież naprawdę dobrze ją traktowałem, byłem wyluzowany... Może jednak zbyt ostro ostatnio ją potraktowałem, no ale kiedy dowiedziałem się, że  zaczęła wagarować to serio mnie to rozzłościło...
- Dawaj te papiery...- westchnąłem i wypełniłem jej deklarację. - Trzy dni to dosyć dużo, poradzisz sobie?- zapytałem jeszcze. Wyjeżdżała na różne dłuższe wycieczki, ale teraz jasno było napisane, że to wyprawa pod namiot do lasu... Cóż, nie chcę jej denerwować. Skoro sądzi, że da radę to mi nic do tego.
- Jasne, to tylko las! Co się może stać?- zapytała i zabrała ode mnie deklarację.- Będę na górze.- Dodała i zmyła się razem ze swoimi koleżankami.
******************************************************************
Perspektywa Alice
******************************************************************
Weszłam z dziewczynami do pokoju i rzuciłam się na łóżko.
- Zgodził się!- powiedziała uradowana Amy.
- No pewnie, że się zgodził. Nie jest potworem który trzyma mnie na łańuchu.- powiedziałam po chwili.
Jest całkiem słodki...- dodała Iris z rumieńcami. No nie wierzę, mój brat jej się podoba?
- Michel ci się podoba?- zapytałam zdziwiona. By przystojnym chłopakiem, wiec to normalne, że przyciagał uwagę dziewczyn... Cóż, w końcu miał sobie kogoś znaleźć. Nie ejst od niej o wiele starszy, mogliby tworzyć ładną parę. Mi by to nie przeszkadzało.
- A czy to źle...?- po chwili mnie zapytała. Wyglądała na zmieszaną tą sytuacją...
- Nie, nie to chciałam powiedzieć... - wytłumaczyłam się. Nie miałam nic do jej uczuć. Skoro jej się podobał to tak widocznie musi być... Tak czy inaczej, bardzo się cieszyłam z tej wycieczki. Na pewno nie będę zawiedziona... Spędzę miło czas poza domem i szkołą. Do tego z moimi koleżankami. Nie mogłam się już doczekać kiedy minie ten tydzień... TO prawie cła wieczność!

czwartek, 20 sierpnia 2015

,, Nowa" //Rozdział 8\\

Wzrok Nataniela dosłownie wiercił we mnie dziurę. Co on się tak uczepił? Dobrze, martwił się o mnie i o moje stopnie, ale nie potrzebnie na mnie tak naciskał. Nic to nie dawało, miałam ochotę zamknąć się przed nim i nic więcej nie powiedzieć... Nie znałam go z tak bardzo zawziętej strony... Nie rozumiałam co mu ta zależało, żebym oddaliła się od Castiela. Był dla mnie ważny, a ja nie zamierzałam w tej kwestii słuchać ledwo mi znajomego gospodarza. Pomimo wszystko tylko mu przytakiwałam, żeby dał mi już święty spokój. Każdy doskonale wiedział, że nie posłucham go i nadal będę z Castielem, chociażby miał mi go siłą odbierać. Nie teraz, kiedy już tak bardzo się do siebie zbliżyliśmy... Cóż, pożegnałam się tylko z Natanielem i ruszyłam do domu. Tego wieczora chciałam już tylko zasnąć, zostawić cały trud dnia na sobą... Odebrałam jeszcze tylko sms'a, bo usłyszałam, że przyszedł. To tylko rudzielec życzył mi dobranoc... Słodkie. Położyłam głowę na poduszce rozmyślając o tym co się wydarzyło... Jutro rano miałam zajęcia, więc po prostu zasnęłam. Rano zrobiłam to co każdy rano robi, no i ruszyłam do szkoły. Miałam nadzieję, że uniknę spotkania z Natanielem... Po wczorajszym naprawdę nie chciałam go widzieć, znowu mógłby zacząć pytać czy nalegać na rzadsze spotkania z Casem. Szerokim łukiem ominęłam pokój gospodarzy, byłam tak zamyślona, że wpadłam na kogoś.
- Przepraszam..- usłyszałam za sobą nieśmiały głos. Odwróciłam się. Była tam białowłosa dziewczyna. Od razu rzuciła mi się w oczy jej podobieństwo do mnie... Gusta są różne, no ale trochę mnie to zdziwiło.
- Nie nie, to moja wina!- od razu wzięłam winę na siebie. W końcu tak było, nie miałam nawet najmniejszego powodu do kłamstwa. Nie widziałam tej dziewczyny wcześniej...- jesteś tutaj nowa?- zapytałam zerkając na nią.
- Tak, jestem nowa... Wprowadziłam się tutaj niedawno no i wiesz...- Popatrzyła na mnie zagubionym wzrokiem. Rozumiałam jej sytuację, w końcu sama niedawno dołączyłam do tej szkoły...
- Jestem Alice.- przedstawiłam się kulturalnie.- Może potrzebujesz oprowadzenia?- zapytałam patrząc na nią z miłym uśmiechem.
- Tak, miło byłoby gdybyś pokazała mi parę miejsc...- Powiedziała.- Tak w ogóle to jestem Amy.- Dodała po chwili. Nawet nasze imiona były podobne... Czułam, że dobrze będę się z nią dogadywać. Na początku pokazałam jej sale lekcyjne i pokój gospodarzy. Na moje nieszczęście spotkałam tam Nataniela... Ale szybko się zmyłam ciągnąc Amy za sobą. Potem pokazałam jej dziedziniec mając nadzieję, że spotkam tam Castiela. Nie myliłam się, stał z jakimś białowłosym chłopakiem. Co to, epidemia białasów? Widać nie tylko ja miałam taki specyficzny kolor włosów... Kiedy rudy mnie zauważył od razu zwrócił się w moją stronę.
- O, Ali! Nie zauważyłem cię, wybacz.- Mruknął z uśmiechem. W szkole zawsze był twardy, jakby nie chciał okazać prawdziwej i miłej natury... Teraz za to bez przeszkód był naprawdę miły. - A to kto?- dodał patrząc na moją nową znajomą.
- To Amy, nowa.- uśmiechnęłam się przedstawiając koleżankę. Wyglądała na nieśmiałą, ale wiedziałam, że się rozkręci.
- Aa, nowa! Miło mi, Jestem Castiel.- Powiedział uśmiechając się do niej miło. Na chwilę zrobiłam sie zazdrosna o mojego chłopaka, pomimo, ze był nim od niedawna. Już zdążyłam się zakochać na zabój...
- To jest Lysander.- Dodał po chwili przedstawiając swojego przyjaciela. Sama również go nie znałam, ale wyglądał na miłego. Lysander uśmiechnął się do nas miło, a moją nową znajomą cmoknął w dłoń. Mnie nie ośmielił się zrobić tego samego, ale nie dziwiłam się. Nawet próbował, ale wtedy Castiel zmierzył go piorunującym spojrzeniem, którym dosłownie mógł zabijać.
********************************************************************
Perspektywa Lysandra
********************************************************************
Nie znałem jeszcze dziewczyny Castiela. Dużo mi o niej opowiadał, chyba naprawdę mocno ją kochał. O żadnej z jaką był tak mi nie truł, aż sam miałem tego dosyć. Kiedy ją poznałem to zrozumiałem, że pasują do siebie. Identyczne charaktery... Oboje wyglądali na twardych. Cieszyłem się, że wreszcie znalazł kogoś na serio, nie będę się martwił, że zostanie sam. Jednak bardziej zainteresowała mnie koleżanka jego dziewczyny... Blask w jej oczach dosłownie mnie hipnotyzował. Widziałem w niej coś wyjątkowego, ale czułem, że nie powinienem tak szybko się do niej przekonywać.  Nie znałem jej. Kiedy już bardziej ją poznam to na pewno zacznę się nią interesować, o ile jej charakter chociaż trochę będzie podobny do mojego... Chciałem się przedstawić z dobrej strony.
- Razem z Castielem tworzymy zespół, chyba to wiecie? Jestem tam wokalistą.- Powiedziałem nie spuszczając wzroku z nowej. Obie miały heterochromię, zupełnie jak ja... Te brązowo-zielone oczy Amy były jednak o wiele ładniejsze od moich. Wyglądała też na osobę nieśmiałą... Uroczo.
- Żadna z nas nie wiedziała. Cassi, próbujesz sobie zataić takie fakty?- Mruknęła Alice. Cóż, chyba powinien jej powiedzieć wcześniej. Trochę źle poczułem się z tym, że sam ją uświadomiłem, może chciał jej zrobić niespodziankę czy coś...
- Po prostu wyleciało mi z głowy...- Powiedział. Ulżyło mi, że nic mu nie zepsułem. Nie chciałem się mieszać w jego sprawy sercowe, to nie w moim stylu.
- Tak czy inaczej... Mamy co robić w wolnym czasie.- uśmiechnąłem się jeszcze raz. Właściwie to cały czas byłem uśmiechnięty... Nie potrafiłem przestać się uśmiechać. Zauroczyłem się? Wątpie, to jednak mi się jeszcze nie zdarzało... A może...? Ech, powinienem poważnie się nad tym zastanowić. Jeżeli już cokolwiek do kogokolwiek czuję to muszę być pewny w swoich uczuciach, aby nie zawieść drugiej osoby...
- To bardzo dobrze, że się nie nudzicie...- Powiedziała Amy. Byłem tego samego zdania, lepiej mieć jakieś dobre zajęcie niż nudzić się wieczorami. Cóż, Castiel teraz na pewno się nie nudził. Dużo czasu poświecał dla swojej dziewczyny, ale nie miałęm mu tego za złe. W końcu rozwijał sprawy sercowe, normalne, że to się stawia na pierwszym miejscu. Najpierw życie prywatne, potem kariera. Odkąd ją poznał stał się milszy i bardziej zrozumiały, po prostu dobrze na niego wpłynęła. A to naprawdę ważne, bo powoli się martwiłem, że narobi sobie pełno wrogów dookoła i w końcu zostanie sam ze swoją gitarą. Był moim przyjacielem i mi na nim zależało, to chyba normalne. A nas swoimi uczuciami powinienem się porządnie zastanowić, żeby przez przypadek nie narobić niepotrzebnej nadziei Amy... Żebym tylko o tym nie zapomniał.