Ułożyłam sobie wszystko w głowie. Już wiedziałam co tak naprawdę powinnam robić. Wreszcie potrafiłam przestać myśleć o wszystkim co się dookoła mnie dzieje. Te wszystkie kłamstwa, słowa, które poleciały w moją stronę... Pomimo, że zadały mi ból, potrafiłam się od nich oddzielić grubym murem. Od początku mogłam tak postąpić... Źle zrobiłam, że dawałam im przejąć kontrolę. Kiedy wyszłam z mojego starego domu, szłam prosto do Kastiela. Miałam spakowaną większość rzeczy, po całą resztę wybiorę się już z nim. Chcę uniknąć zbędnych rozmów. Następnego dnia czekała mnie szkoła, co nie zbyt mi się podobało. W chwilach kiedy akurat chcę pozostać zupełnie sama, nagle mam dookoła wiele obowiązków. Nie miałam ochoty teraz zmagać się z Amber czy jej denerwującymi koleżankami, a tym bardziej znosić dyrektorkę i jej humory. Nie miałam pojęcia, że właśnie teraz miało rozpocząć się najgorsze... Weszłam do szkoły pewnym krokiem, jak zawsze. Wszyscy dookoła jednak byli zbyt zajęci, aby mnie zauważyć. Dyskutowali o czymś zawzięcie, jakby nie wiadomo co się wydarzyło. Podeszłam do Lysandra, on chyba jedyny stał sam opierając się o ścianę.
- O co tutaj chodzi...?- zapytałam wskazując na dyskutującą grupę. To naprawdę wyglądało, jakby wywrócono całą szkołę do góry nogami!
- Nie wiem, czy powinnaś o tym wiedzieć...- zrobił zażenowaną minę zerkając w stronę którą wskazałam. Dziwne, że nie chciał mi powiedzieć o co chodzi. Zazwyczaj z niczym się przede mną nie krył, szczególnie, że wiedzieli już chyba wszyscy.
- Czemu niby?- Zapytałam patrząc na niego z poirytowaną miną. Teraz akurat zachciało mu się tajemnic? Nie miałam ochoty teraz na droczenie się...
- Wiem, że bardzo zależy ci na Kastielu... Takie coś mogłoby cię wyprowadzić z równowagi, a chcę, żebyś jednak pozostała spokojna...- Teraz zaciekawił mnie już zupełnie. Musiałam poznać prawdę, szczególnie, że miało to dotyczyć mojego Kastiela.
- Mów o co chodzi, Lysander!- zaczęłam go pośpieszać. Dosyć miałam tych zagadek, musiałam wiedzieć w tej chwili!
- Bo... Była dziewczyna Kastiela wróciła na jakiś czas do liceum... Ciągle się koło niego kręci...- Mówił to naprawdę smutno. Ale co miałam powiedzieć ja? Nagle narosła we mnie złość... Nie znałam tej jego dziewczyny, od razu zaczęłam się bać, że może mi go zabrać... Mój rudzielec był teraz jedyną osobą na której mi naprawdę zależało, nie mogłam pozwolić, aby ktokolwiek mi go zabrał... Za dużo już razem przeszliśmy.
- Gdzie on teraz jest...?- zapytałam tylko o to. Widać było, że jestem zła, a Lysander chyba nawet nie zamierzał mi wchodzić pod nogi kiedy byłam w takim stanie, więc od razu mi odpowiedział.
- Jest na dziedzińcu... Ale nie zrób nic głupiego, bo potem możesz żałować...- Popatrzył na mnie smutnymi oczami. Wyglądał jakby nie chciał, żebym tam poszła...Ale musiałam się tam udać i dopilnować, żeby Kastiel nawet nie pomyślał o powrocie do swojej byłej... Poszłam prosto na dziedziniec, no i rzeczywiście ich tam zobaczyłam. Siedzieli razem na ławce, rozmawiali o czymś. Nie wiem, czy tylko mi się wydawało, czy ona serio próbowała go poderwać... Tak czy inaczej, podeszłam do nich od razu. Byłam naprawdę zła, wyglądali jakby naprawdę dobrze się bawili.
- Dobrze się bawicie?- zapytałam podchodząc do nich. Ta jego była wydawała się zdziwiona, więc pewnie nawet jej o mnie nie powiedział...
- Daj spokój kochanie... Nie masz się co denerwować.- widocznie wyczuł moje zdenerwowanie. Jeżeli to miałą być próba uspokojenia mnie to wcale mu nie wyszło... Ja jeszcze pokażę tej jego byłej dziewczynie gdzie jej miejsce... Nie pozwolę jej podrywać mojego chłopaka. W końcu musiała dojść znów do tego liceum z jakiegoś powodu, i jestem pewna, że tym powodem był właśnie mój Kastiel.
*******************************************************************************
( perspektywa Kastiela)
*******************************************************************************
Nie rozumiałem, dlaczego się tak złościła. Nie robiłem nic złego... Nawet nie próbowałem się na nowo zbliżyć do Debry. Może i była moją byłą, to mogło zdenerwować Alice, ale nie robiliśmy nic niestosownego... Przecież nie zamierzałem ulegać jej zalotom, chociażby nie wiadomo co próbowała robić i obiecywać.
- Nie uspokoję się...- była naprawdę zła. Nie potrafiłem jej teraz uspokoić... Chyba będę musiał z nią poważnie o tym porozmawiać. Z drugiej strony bardzo kochałem Debrę, była naprawdę świetną dziewczyną... No ale zaczęła robić karierę, a ja poleciałem na drugi plan.
- Alice... Przecież nic się nie dzieje. Debra wpadła tylko z wizytą...- Musiałem ją okłamać w tej kwestii. Debra wróciła, żeby złożyć mi propozycję przyłączenia się do jej zespołu, ale gdybym to powiedział to moja dziewczyna tym bardziej by się wkurzyła, no i miałaby powód. Musiałem jednak dobrze rozważyć tą propozycję...
- Nie wierzę, żeby to były zwykłe odwiedziny.- Cóż, Alice zawsze była cwana. Chyba się domyśliła, że tutaj nie o zwykłe odwiedziny chodzi...
- Naprawdę, to tylko zwyczajna wizyta. Chciała zobaczyć swoich dawnych kolegów ze szkoły, sprawdzić jak bardzo się zmienili. Ciebie nie ciągnie do starego liceum?- Nadal brnąłem w swoim, chyba nawet udawało mi się ją przekonać. W końcu zawsze potrafiłem być dosyć przekonywujący...
- W porządku, ale jeżeli się dowiem, że próbuje cokolwiek działać przeciwko naszemu zwiazkowi... To naprawdę się zdenerwuje.- Teraz tym bardziej musiałem uważać, żeby o niczym się nie dowiedziała. Miałem tylko nadzieję, że Debra nie puści pary z ust i uda mi się wszystko dochować w tajemnicy. Zależało mi bardzo na Alice, nigdy jeszcze nikogo tak nie pokochałem, no ale propozycja kariery w prawdziwym zespole była równie kusząca. Musiałem to wszystko dobrze przemyśleć, dopiero wtedy będe mógł ostatecznie zdecydować. Oby nie zajęło mi to zbyt dużo czasu, inaczej moja dziewczyna może się czegoś domyślić, a tego bardzo bym nie chciał...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz