Wróciłam do domu sama, zostawiając Kastiela za sobą. Nie potrafiłam mu spojrzeć w oczy...Wiedziałam, że go zraniłam, chociaż naprawdę tego nie chciałam... Chciałam wstać, przytulić go i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze...Ale wiedziałam, że nie będzie, nie mogłam kłamać. W chwili kiedy naprawdę potrzebowałam wsparcia byłam sama... Nie potrafiłam się stawiać, po prostu się poddałam. Pomimo, że obiecałam nigdy tego nie robić... Sama pośród pustki i ciemności. Z głową pełną pytań, pełną myśli, pełną strachu... I wtedy przypomniałam sobie moją matkę. Jej słowa, które mówiła kiedy się poddawałam...
~~~~~~
Pamiętaj Alice... Gdybyś kiedykolwiek zwątpiła w swoją wartość, w siebie... Pomyśl o tym, ile potrafisz zdziałać wierząc w siebie, w twoją siłę. A masz ją ogromną...
~~~~~~
Zacisnęłam pięści. Nie mogłam się poddać. Nie tym razem, kiedy chodzi o mnie, o moje życie i o moją miłość. Nie mogłam pozwolić, żeby odebrali mi moje życie, żeby odebrali mi mnie. Nie spakowałam walizki, tylko od razu ruszyłam do Michela, wcześniej wysyłając Kastielowi Smsa żeby też się tam stawił. Nie było łatwo. Przez chwilę stałam pod jego drzwiami nie zastanawiałam się czy naprawdę chcę zapukać... Ale przełamałam się. Walnęłam pięścią w drzwi. Miałam łzy w oczach, ale byłam zdecydowana. Nigdzie się stąd nie ruszam. Otworzył mi Michel, był zmęczony, widocznie pakowaniem... Ale nie obchodziło mnie to.
- Co, jesteś już gotowa?- zapytał z nadzieją w oczach. Pewnie myślał, że się z tym pogodziłam... O nie, nie tym razem.
- Nie, i nie będę nigdy gotowa. Nie ruszam się stąd.- w tej chwili dotarł Kastiel, patrząc na mnie pytająco. Nie zwróciłam na niego uwagi. Chciałam, żeby stał i patrzył.
- Nie ma dyskusji Alice. Kazałem ci się spakować...- przybrał wściekły wyraz twarzy, ale nie bałam się go. Nie tym razem.
- Nie masz prawa mi nic kazać. Tym razem sama zdecyduję o sobie. Zostaję tutaj.- Mówiłam to zdecydowanym głosem, nie chciałam mu dać przewagi...
- Nie pozwolę ci tutaj zostać samej! Nie poradzisz sobie!- był naprawdę wściekły. Nigdy go aż tak zdenerwowanego nie widziałam... Ale byłam zbyt zdecydowana żeby się zgiąć.- Co... To dla niego zostajesz?- zapytał patrząc na Kastiela podejrzliwym wzrokiem- Do tej pory jeszcze go akceptowałem... Ale to nie jest partner dla ciebie. - w tej chwili podszedł do niego blisko patrząc na niego oczami, które teraz przybrały czerwonej barwy... Nie miałam pojęcia że tak umie...- Jeżeli się dowiem, że cokolwiek jej zrobiłeś...- Tutaj mu przerwałam, stając między nimi.
- Dopóki żyję... Nie tkniesz go nawet palcem!- Popatrzyłam na niego oczami pełnymi gniewu. Nie mogłam pozwolić na krzywdę Kastiela, który był najważniejszą osobą w moim życiu... Mój jedyny... Widocznie i on się zdziwił widząc mnie taką, bo zamarł na chwilę.
- W porządku. Wybieraj. Jedziesz ze mną, rozpoczynając nową, białą przyszłość... Czy zostajesz z nim, w brudnej i czarnej przeszłości? Masz jedną decyzję.- teraz trochę się uspokoił. Pewnie myślał, że jak na mnie naprze to go wybiorę... Zastanowiłam się chwilę. Nie widzieć jego... Jako osoby która wspierała mnie tyle lat... Była ze mną... Czy Kastiela, który dał mi miłość jakiej nie miałam jeszcze nigdy... Dał mi poczucie bezpieczeństwa i pokazał drogę, którą mogłam iść... Nie, nie mogłam go zostawić.
- Zostaję z Kastielem. Tu jest moje życie. Moi przyjaciele. Moja rodzina...- widziałam smutek i zdziwienie w jego oczach. Jakby nie rozumiał mnie i mojej decyzji.
- W porządku...- wziął walizkę i wyszedł, zostawiając mnie bez pożegnania... Wiedziałam jak wielką krzywdę mu tym zrobiłam, ale nie potrafiłam inaczej. Popatrzyłam na Kastiela. Wyglądał na szczęśliwego...
********************
Perspektywa Kastiela
********************
Nie sadziłem że to zrobi. Byłem przygotowany że mnie zostawi. Pomimo, że nie mogłem znieśc myśli, że jej ze mną nie będzie... Starałem się do tego przygotować. Zdałem sobie sprawę, że nie dam rady. Nie będę potrafił się pogodzić z utratą osoby którą kocham najbardziej na świecie. Chciałem walczyć o nią... Ale nawet nie musiałem. Nie pomyślałbym, że postawi się swojemu bratu, że uda jej się być aż tak silną...Zmieniła się, i to na lepsze. Teraz czułem, że łączy nas jeszcze więcej niż na początku. Kiedy tylko usłyszałem, że zostaje, naprawdę byłem szczęśliwy.
- Alice... Jesteś niesamowita.- mruknąłem patrząc na nią.- Nie sądziłem, że dasz radę, za co przepraszam...
- W porządku, nie mam ci niczego za złe...- uśmiechnęła się do mnie przez co naprawdę jej uwierzyłem.
- Więc co teraz... Będziesz mieszkać sama, w dużym pustym domu?- zapytałem. Martwiłem się o nią...
- Kupie sobie psa- zaśmiała się. Nie sądziłem, że humor jej tak szybko wróci... Zazwyczaj potrzebowała więcej czasu, żeby dojść do siebie, ale dla mnie to w sumie nawet lepiej... Bo mogłem spędzić z nią najlepsze wakacje mojego życia nie zważając na to, że jest smutna albo siedzi po uszy w dole...Uwielbiałem jej uśmiech, dlatego czekałem aż zacznie się znowu uśmiechać... ostatnio robiła to coraz rzadziej. Dlatego pomyślałem, że teraz może być ten przełom w jej życiu... Szczerze na to liczyłem. I obym się nie przeliczył.
"Nie da się połączyć dwóch sprzecznych sobie światów. Jest się dobrym albo złym, człowiek ma zazwyczaj określoną naturę, niezmienną przez całe życie. Są jednak ludzie pomiędzy, którzy nie mogą zdecydować się na żaden ze światów. Pomiędzy Czernią A Bielą."
Cass x Alice
niedziela, 24 stycznia 2016
środa, 6 stycznia 2016
Między Czernią a Bielą | Rozdział 23 | Część 1|
Dzień zapowiadał się zwyczajnie, bez większych trudności. Rano wyszłam do szkoły, jak zwykle. To był mój ostatni dzień szkoły, mieliśmy bardzo mało zajęć. Jednak wśród moich znajomych panowała grobowa atmosfera. Mówili mało... Unikali mojego wzroku. Jakby ktoś ich podmienił... Nie rozumiałam co się stało. Nigdy się tak nie zachowywali... Zawsze byli normalni. Dopiero kiedy doszedł do nas Kastiel, wszystko się zmieniło.
- Nie zrobisz mi tego, prawda, Alice...?- Wydawał się smutny, przygnębiony... Gdzie podział się jego dawny humor...? Zawsze do tej pory był zadowolony, a tym razem wręcz zarażał wszystkich złym humorem.
- Czego...?- zapytałam patrząc na niego zdziwiona. U mnie nic się nie zmieniło, nie miałam pojęcia o czym mówił...
- Nie zostawisz mnie tutaj samego, prawda...?- Popatrzył mi prosto w oczy. Był naprawdę roztrzęsiony...- Raz już tak kogoś straciłem... Nie chcę powtórki...- Wydawał się zupełnie odmieniony...
- Czemu miałabym cię zostawiać...? Kocham cię...- pierwszy raz wyznałam mu to przy wszystkich... Do tej pory raczej tego nie powtarzałam... Może to było powodem jego zachowania...? Że nie poświęcałam mu tyle czasu i uwagi ile powinnam...?
- Tak, wiem... I ja ciebie też. Dlatego nie chcę cię stracić... Jesteś moim skarbem...- Uśmiechnął się, ale wiedziałam, że uśmiech był fałszywy. W jego oczach dalej widziałam smutek, wręcz rozpacz...
- Dlaczego miałbyś mnie tracić...? Dlaczego wszyscy się tak zachowujecie?- zapytałam patrząc po twarzach moich przyjaciół. Wszyscy byli przygnębieni.
- Rano był tu twój brat. Rozmawiał z Dyrektorką. Mówił, że liceum ukończysz w swoim starym mieście... Że do końca tygodnia wyniesiecie się stąd i wrócicie do starego miejsca zamieszkania...- Wyznał mi Nataniel, który dopiero co do nas dołączył. Nie rozumiałam, jak Michel mógł zrobić to bez mojej zgody... Miałam 18 lat, mogłam tutaj zostać!
- Nie ma mowy, żebym się stąd wyniosła!- od razu spojrzałam na Kastiela. Widziałam, że jego boli to najbardziej.- Nie ma mowy, żebym was zostawiła...- po tych słowach po prostu mocno przytuliłam Kastiela.- Chcę, żebyś zapamiętał... Że nie ma możliwości, żebym cię zostawiła...- szepnęłam do niego. Naprawdę chciałam, żeby to zrozumiał, i więcej nie myślał, że mogłabym go zostawić. Sama nie przeżyłabym takiego rozstania... Był dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Za dużo razem przeszliśmy. Zwyczajnie bym nie potrafiła. Poczułam jak on również mnie przytula
- Będę pamiętać... I nawet jak będziesz już zmuszona wyjechać... Co i tak będzie dla nie tragedią... Proszę, utrzymuj ze mną ciągle kontakt. Chcę móc chociaż słyszeć twój głos...- Prawie się popłakałam kiedy to mówił. Co prawda obiecałam, że z nimi zostanę... Ale nie wiem, czy na pewno mogę. Niektóre rzeczy nie są tak łatwe jak się wydają...
- Kastiel, kochanie... Chodź ze mną do Michela. Wyjaśnimy to z nim... Jakoś damy radę...- chwyciłam go za rękę czekając na jego reakcję. Przytaknął i ruszył razem ze mną do mieszkania Michela. Zapukałam do drzwi jego mieszkania, a on otworzył dosyć wzburzony. Nie rozumiałam go... Dlaczego próbował zniszczyć moje życie...?
******************************************************************************
Perspektywa Michela
******************************************************************************
Musiałem podjąć taką decyzję. Chciałem ją chronić. Źle zrobiłem wybierając moją pracę... Zbyt wielu osobom się naraziłem. Musiałem uciekać z kraju, żeby nie zginąć... A samej nie mogłem jej tutaj zostawić, szczególnie, że Delist jechał ze mną. Zostałaby sama.
- Pakuj się Alice. Nie mamy dużo czasu.- powiedziałem od razu po otworzeniu drzwi, nie było mi łatwo. Wiedziałem, że ją krzywdzę, odbierając jej przyjaciół... Chłopaka... Musiało ją boleć. I to bardzo mocno. Ale nie miałem wyjścia...
- Nie ruszam się stąd.- nie mogłem sobie na to pozwolić. Jedzie ze mną i koniec. To była moja decyzja.
- Tym razem nie ma dyskusji Alice. Samolot mamy o 19. Masz 3 godziny na spakowanie się i stawienie się u mnie. Inaczej załatwię to siłą...- Bardzo bolało mnie to, że musiałem zadawać jej taki cios. Szkoda mi jej było... Szczególnie, że widziałem, że łzy popłyneły z jej oczu.
- Nienawidzę cię! Niszczysz mi życie!- krzyczała na mnie, a łzy spływały jej po policzkach. Widziałem, że była wściekła. Że ją to bolało... Musiałem.
- Bez względu na to jak się teraz czujesz... Pakuj się, Alice. mamy mało czasu.- odparłem i zwyczajnie zamknąłem przed nią drzwi. Musiałe być silny w takiej sytuacji... Nie dać się złamać. Bo gdybym dał się złamać to nic by nie wyszło... Oby tylko naprawdę nam się udało. Inaczej ten ból był przeżywany na marne.
- Nie zrobisz mi tego, prawda, Alice...?- Wydawał się smutny, przygnębiony... Gdzie podział się jego dawny humor...? Zawsze do tej pory był zadowolony, a tym razem wręcz zarażał wszystkich złym humorem.
- Czego...?- zapytałam patrząc na niego zdziwiona. U mnie nic się nie zmieniło, nie miałam pojęcia o czym mówił...
- Nie zostawisz mnie tutaj samego, prawda...?- Popatrzył mi prosto w oczy. Był naprawdę roztrzęsiony...- Raz już tak kogoś straciłem... Nie chcę powtórki...- Wydawał się zupełnie odmieniony...
- Czemu miałabym cię zostawiać...? Kocham cię...- pierwszy raz wyznałam mu to przy wszystkich... Do tej pory raczej tego nie powtarzałam... Może to było powodem jego zachowania...? Że nie poświęcałam mu tyle czasu i uwagi ile powinnam...?
- Tak, wiem... I ja ciebie też. Dlatego nie chcę cię stracić... Jesteś moim skarbem...- Uśmiechnął się, ale wiedziałam, że uśmiech był fałszywy. W jego oczach dalej widziałam smutek, wręcz rozpacz...
- Dlaczego miałbyś mnie tracić...? Dlaczego wszyscy się tak zachowujecie?- zapytałam patrząc po twarzach moich przyjaciół. Wszyscy byli przygnębieni.
- Rano był tu twój brat. Rozmawiał z Dyrektorką. Mówił, że liceum ukończysz w swoim starym mieście... Że do końca tygodnia wyniesiecie się stąd i wrócicie do starego miejsca zamieszkania...- Wyznał mi Nataniel, który dopiero co do nas dołączył. Nie rozumiałam, jak Michel mógł zrobić to bez mojej zgody... Miałam 18 lat, mogłam tutaj zostać!
- Nie ma mowy, żebym się stąd wyniosła!- od razu spojrzałam na Kastiela. Widziałam, że jego boli to najbardziej.- Nie ma mowy, żebym was zostawiła...- po tych słowach po prostu mocno przytuliłam Kastiela.- Chcę, żebyś zapamiętał... Że nie ma możliwości, żebym cię zostawiła...- szepnęłam do niego. Naprawdę chciałam, żeby to zrozumiał, i więcej nie myślał, że mogłabym go zostawić. Sama nie przeżyłabym takiego rozstania... Był dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Za dużo razem przeszliśmy. Zwyczajnie bym nie potrafiła. Poczułam jak on również mnie przytula
- Będę pamiętać... I nawet jak będziesz już zmuszona wyjechać... Co i tak będzie dla nie tragedią... Proszę, utrzymuj ze mną ciągle kontakt. Chcę móc chociaż słyszeć twój głos...- Prawie się popłakałam kiedy to mówił. Co prawda obiecałam, że z nimi zostanę... Ale nie wiem, czy na pewno mogę. Niektóre rzeczy nie są tak łatwe jak się wydają...
- Kastiel, kochanie... Chodź ze mną do Michela. Wyjaśnimy to z nim... Jakoś damy radę...- chwyciłam go za rękę czekając na jego reakcję. Przytaknął i ruszył razem ze mną do mieszkania Michela. Zapukałam do drzwi jego mieszkania, a on otworzył dosyć wzburzony. Nie rozumiałam go... Dlaczego próbował zniszczyć moje życie...?
******************************************************************************
Perspektywa Michela
******************************************************************************
Musiałem podjąć taką decyzję. Chciałem ją chronić. Źle zrobiłem wybierając moją pracę... Zbyt wielu osobom się naraziłem. Musiałem uciekać z kraju, żeby nie zginąć... A samej nie mogłem jej tutaj zostawić, szczególnie, że Delist jechał ze mną. Zostałaby sama.
- Pakuj się Alice. Nie mamy dużo czasu.- powiedziałem od razu po otworzeniu drzwi, nie było mi łatwo. Wiedziałem, że ją krzywdzę, odbierając jej przyjaciół... Chłopaka... Musiało ją boleć. I to bardzo mocno. Ale nie miałem wyjścia...
- Nie ruszam się stąd.- nie mogłem sobie na to pozwolić. Jedzie ze mną i koniec. To była moja decyzja.
- Tym razem nie ma dyskusji Alice. Samolot mamy o 19. Masz 3 godziny na spakowanie się i stawienie się u mnie. Inaczej załatwię to siłą...- Bardzo bolało mnie to, że musiałem zadawać jej taki cios. Szkoda mi jej było... Szczególnie, że widziałem, że łzy popłyneły z jej oczu.
- Nienawidzę cię! Niszczysz mi życie!- krzyczała na mnie, a łzy spływały jej po policzkach. Widziałem, że była wściekła. Że ją to bolało... Musiałem.
- Bez względu na to jak się teraz czujesz... Pakuj się, Alice. mamy mało czasu.- odparłem i zwyczajnie zamknąłem przed nią drzwi. Musiałe być silny w takiej sytuacji... Nie dać się złamać. Bo gdybym dał się złamać to nic by nie wyszło... Oby tylko naprawdę nam się udało. Inaczej ten ból był przeżywany na marne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)