"Nie da się połączyć dwóch sprzecznych sobie światów. Jest się dobrym albo złym, człowiek ma zazwyczaj określoną naturę, niezmienną przez całe życie. Są jednak ludzie pomiędzy, którzy nie mogą zdecydować się na żaden ze światów. Pomiędzy Czernią A Bielą."
Cass x Alice
sobota, 31 października 2015
wtorek, 27 października 2015
Przygotowania | Rozdział 18 |
Ostatnio wydarzyło się tak dużo, że bardzo trudno było mi wrócić do normalnego biegu życia. Pomimo, że wszystko co do tej pory było złe już się zakończyło, nadal nie potrafiłam wrócić do szarej rzeczywistości, wracałam myślami do przeszłości. Nie musiałam się dużo zastanawiać, żeby dojśc do wniosku, że na pewno większość biorących udział w tych wydarzeniach wciąż do nich wraca. Wszystko było zbyt rutynowe żeby wypełniać pustkę w umyśle każdego z nas. Dopiero kiedy nauczyciel na godzinie wychowawczej zaczął nam przypominać o zasadach bezpieczeństwa i czytać przydatne informacje na temat leśnych obozów połowa z nas zorientowała się, że przecież już jutro ma być wycieczka pod namioty... W duchu śmiałam się sama z siebie. Pomimo, że tak bardzo czekałam na tą wycieczkę to zupełnie o niej zapomniałam, co nie powinno mieć miejsca!
- Więc pamiętajcie, musicie zostawiać po sobie porządek, nie hałasować zbyt bardzo. Pozwólmy leśnym zwierzętom na normalne życie, nie wywracajmy go do góry nogami!- Pan Farazowski nadal próbował nam uświadamiać coś, co wiedziało się już od przedszkola. Cóż, w końcu za to go uwielbialiśmy. Kidy wreszcie przestał gadać od rzeczy padło pytanie z końca sali.
- Czy osoby w namiotach naprawdę nie mogą być różnej płci?- Zapytała Amber patrząc na Kastiela ,,uwodzicielskim" wzrokiem. Chyba miał być uwodzicielski, ale i tak wyglądała jak szop z porażeniem mózgowym.
- Rozmawialiśmy z dyrekcją... No i cóż, pary mogą być mieszane. Po dwie osoby na namiot.- Chłopacy byli wyraźnie zadowoleni, za to większość dziewczyn od razu spuściło wzrok zawstydzenie. Nie rozumiałam co w tym złego, ale to może dlatego, że będę w namiocie z kimś komu w stu procentach ufam...
- Pary muszą być mieszane...?- Zapytała nieśmiało Violetta. Pewnie nie miała z kim dzielić namiotu i musiała dobrać sobie kogoś z kim nie czuje się dobrze...
- Tak, muszą. W ten sposób przy okazji możemy nauczyć się zaufania, akceptowania drugiej osoby.- Takiego Faraza dawno nie słyszałam. Kastiel w tamtej chwili zerknął na Violettę, która opuściła wzrok zrezygnowana. Moim zdaniem i tak najbezpieczniejszym wyborem był Alexy... Nauczyciel podniósł się z krzesła i dodał patrząc na nas.- Teraz dokonamy doboru par. Nie chcę, żeby potem wszystko się pomieszało. Violetto, kogo wybierasz?- Chyba wyczuł, że najłatwiej będzie jej wybrać pierwszej. Szybko wybrała Alexy'ego, tak jak myslałam. Następny głos należał do mnie, więc bez zawahania wybrałam Kastiela. Profesor jeszcze zapytał mnie zdziwiony, czy jestem pewna, ale ja naprawdę byłam. Kolejka obeszła wszystkie dziewczyny, które dobrały sobie chłopaków. Nauczyciel wszystko zapisał i pozwolił nam opuścić klasę, trochę zbyt wcześnie, ale skoro to była nasza ostatnia godzina...
*********************************************************************************
Perspektywa Kastiela
*********************************************************************************
Cieszyłem się, że Alice mogłą wybierać przed Amber. Chyba bym nie pojechał gdyby to Amber mnie wybrała, a nie chciałem tracić takiej wycieczki. Widziałem, że ta blondyna była dosyć zawiedziona, że nie ma ze mną namiotu, za to ja gdybym nie był w tłumie to pewnie skakałbym ze szczęścia. Byłem naprawdę bardzo zadowolony,a do tego dochodziło jeszcze to, że Faraz wypuścił nad o 10 minut wcześniej. Jak dla mnie to i 10 minut mniej siedzenia w szkole było dobre.W ten czas zdążyłem już odprowadzić moją dziewczynę do domu i wrócić do własnego. Dzisiaj po lekcjach nie mieliśmy czasu się spotkać, musieliśmy się popakować, przygotować na wyjazd... Szczerze nie chciało mi się tego robić, a znając mnie i tak zabiorę wszystko co mi nie potrzebne, a zostawię to co najpotrzebniejsze. Miałem tylko nadzieję, że tego nie wykraczę i uda mi się spakować odpowiednią ilość rzeczy, i to tych przydatnych. I tak nie mogłem wziąc ich jakoś dużo, w końcu miała być to wycieczka pod namiot, nie pomieściłoby się za dużo rzeczy. Spakowałem tylko kilka ciuchów na zamianę i środki do higieny, po czym zadowolony padłem na kanapę w salonie. Koniec wysiłku na dzisiaj, muszę odpoczywać zanim każą mi wykonywać nie wiadomo co w tym lesie... ma to być w końcu wyjazd integracyjny, nie wiem co przyjdzie naszym profesorom do głowy... Co gorsza, niektóre z tych zajęć będzie prowadzić dyra, więc mam nadzieję, że nie będzie po raz kolejny zbierać nas w kółko i kazać gadać coś od rzeczy...Nie lubiłem niczego co wymagało ode mnie zbyt wielu informacji na mój temat. Taki już byłem, nie potrafiłem tego zmienić. Jeszcze zanim zupełnie się wyłączyłem odpoczywając wysłałem szybko sms'a do Alice, że wpadnę po nią jutro rano, żebyśmy razem mogli iśc na autobus. Samemu nie chciało mi si grzać na drugi koniec miasta, założę się, że jej również... Z poczuciem zupełnego spokoju udałem się do własnego pokoju i zacząłem myśleć o tym, co właściwie będę robił w lesie, bez zasięgu... Cóż, to na pewno b ędzie ciekawa wycieczka.
- Więc pamiętajcie, musicie zostawiać po sobie porządek, nie hałasować zbyt bardzo. Pozwólmy leśnym zwierzętom na normalne życie, nie wywracajmy go do góry nogami!- Pan Farazowski nadal próbował nam uświadamiać coś, co wiedziało się już od przedszkola. Cóż, w końcu za to go uwielbialiśmy. Kidy wreszcie przestał gadać od rzeczy padło pytanie z końca sali.
- Czy osoby w namiotach naprawdę nie mogą być różnej płci?- Zapytała Amber patrząc na Kastiela ,,uwodzicielskim" wzrokiem. Chyba miał być uwodzicielski, ale i tak wyglądała jak szop z porażeniem mózgowym.
- Rozmawialiśmy z dyrekcją... No i cóż, pary mogą być mieszane. Po dwie osoby na namiot.- Chłopacy byli wyraźnie zadowoleni, za to większość dziewczyn od razu spuściło wzrok zawstydzenie. Nie rozumiałam co w tym złego, ale to może dlatego, że będę w namiocie z kimś komu w stu procentach ufam...
- Pary muszą być mieszane...?- Zapytała nieśmiało Violetta. Pewnie nie miała z kim dzielić namiotu i musiała dobrać sobie kogoś z kim nie czuje się dobrze...
- Tak, muszą. W ten sposób przy okazji możemy nauczyć się zaufania, akceptowania drugiej osoby.- Takiego Faraza dawno nie słyszałam. Kastiel w tamtej chwili zerknął na Violettę, która opuściła wzrok zrezygnowana. Moim zdaniem i tak najbezpieczniejszym wyborem był Alexy... Nauczyciel podniósł się z krzesła i dodał patrząc na nas.- Teraz dokonamy doboru par. Nie chcę, żeby potem wszystko się pomieszało. Violetto, kogo wybierasz?- Chyba wyczuł, że najłatwiej będzie jej wybrać pierwszej. Szybko wybrała Alexy'ego, tak jak myslałam. Następny głos należał do mnie, więc bez zawahania wybrałam Kastiela. Profesor jeszcze zapytał mnie zdziwiony, czy jestem pewna, ale ja naprawdę byłam. Kolejka obeszła wszystkie dziewczyny, które dobrały sobie chłopaków. Nauczyciel wszystko zapisał i pozwolił nam opuścić klasę, trochę zbyt wcześnie, ale skoro to była nasza ostatnia godzina...
*********************************************************************************
Perspektywa Kastiela
*********************************************************************************
Cieszyłem się, że Alice mogłą wybierać przed Amber. Chyba bym nie pojechał gdyby to Amber mnie wybrała, a nie chciałem tracić takiej wycieczki. Widziałem, że ta blondyna była dosyć zawiedziona, że nie ma ze mną namiotu, za to ja gdybym nie był w tłumie to pewnie skakałbym ze szczęścia. Byłem naprawdę bardzo zadowolony,a do tego dochodziło jeszcze to, że Faraz wypuścił nad o 10 minut wcześniej. Jak dla mnie to i 10 minut mniej siedzenia w szkole było dobre.W ten czas zdążyłem już odprowadzić moją dziewczynę do domu i wrócić do własnego. Dzisiaj po lekcjach nie mieliśmy czasu się spotkać, musieliśmy się popakować, przygotować na wyjazd... Szczerze nie chciało mi się tego robić, a znając mnie i tak zabiorę wszystko co mi nie potrzebne, a zostawię to co najpotrzebniejsze. Miałem tylko nadzieję, że tego nie wykraczę i uda mi się spakować odpowiednią ilość rzeczy, i to tych przydatnych. I tak nie mogłem wziąc ich jakoś dużo, w końcu miała być to wycieczka pod namiot, nie pomieściłoby się za dużo rzeczy. Spakowałem tylko kilka ciuchów na zamianę i środki do higieny, po czym zadowolony padłem na kanapę w salonie. Koniec wysiłku na dzisiaj, muszę odpoczywać zanim każą mi wykonywać nie wiadomo co w tym lesie... ma to być w końcu wyjazd integracyjny, nie wiem co przyjdzie naszym profesorom do głowy... Co gorsza, niektóre z tych zajęć będzie prowadzić dyra, więc mam nadzieję, że nie będzie po raz kolejny zbierać nas w kółko i kazać gadać coś od rzeczy...Nie lubiłem niczego co wymagało ode mnie zbyt wielu informacji na mój temat. Taki już byłem, nie potrafiłem tego zmienić. Jeszcze zanim zupełnie się wyłączyłem odpoczywając wysłałem szybko sms'a do Alice, że wpadnę po nią jutro rano, żebyśmy razem mogli iśc na autobus. Samemu nie chciało mi si grzać na drugi koniec miasta, założę się, że jej również... Z poczuciem zupełnego spokoju udałem się do własnego pokoju i zacząłem myśleć o tym, co właściwie będę robił w lesie, bez zasięgu... Cóż, to na pewno b ędzie ciekawa wycieczka.
poniedziałek, 19 października 2015
Prawdziwa Miłość? | Rozdział 17 |
Westchnęłam ciężko spoglądając jeszcze raz na Kastiela i cały tłum który się zebrał. Nie miałam już ochoty tego wszystkiego przechodzić... Debra na pewno więcej się tutaj nie pojawi, ale mimo wszystko nie potrafię drugi raz zaufać Kastielowi. Kiedy tylko przyszła okazja, odrzucił mnie na bok. Musiałam się teraz bardzo zastanowić zanim mu to przebaczę. Widziałam, że się stara, ale mimo wszystko ciągle mam przed oczami obraz kiedy stoję pośród ludzi, którzy są przeciwko mnie, a on zamiast mi uwierzyć woli być po stronie ich wszystkich... Wiem, że to była jego była i że w pewnym sensie jego zachowanie było czymś podparte, ale mimo wszystko czułam się okropnie. Tyle razy mówił, że mnie kocha... Teraz jednak trudno mi uwierzyć w te słowa. Powiedzieć może w końcu wszystko... Byłam wtedy zupełnie rozbita. Nawet nie zauważyłam, że idzie za mną Ken. Ustał za moimi plecami kiedy zatrzymałam się na chwilę. Położył dłoń na moim ramieniu.
- Nie wierzę, że to mówię... Ale może powinnaś dać mu drugą szansę...?- Zapytał cicho, jakby wstydził się własnego zdania.
- Nawet ty tak sądzisz...?- zapytałam odwracając się do niego i patrząc na jego twarz. Nie wiem czy tylko mi się wydawało, czy naprawdę każdy tak sądził...
- Nawet ja... Może i postąpił źle, ale jesteście razem szczęśliwi. Widzę to... Więc daj mu tą ostatnią szansę. Obiecuję, że jeżeli następnym razem cię skrzywdzi to osobiście z nim pogadam...-Przełknął głośno ślinę na myśl o bliskim spotkaniu z Kastielem, którego naprawdę nie lubił.
- Ken... To nie takie proste...- Odwróciłam wzrok. Nie łatwo było mi znowu zaufać Kastielowi, ale postanowiłam chociaż spróbować. Może się uda.
- Nic nie jest proste, bo życie to góry, pod które musisz się wspinać... Ale kiedy już na taką wejdziesz to masz pewność, że teraz będzie już z górki...- Usłyszałam znany głos za sobą. To był mój Rudzielec... Musiał tutaj przyjść kiedy nie patrzyłam- Pozwól mi wszystko naprawić... - Jego wzrok zupełnie mnie złamał. Nie potrafiłam powiedzieć mu ,, Nie".
- Ale obiecaj...Nigdy już nie postawisz swojej byłej przede mną...- Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem, ale po chwili lekko się uśmiechnęłam,. Chciałam już o wszystkim zapomnieć, żeby nie musieć dźwigać kolejnych ciężarów na swoich barkach.
- Obiecuję. To był ostatni raz...- Szepnął i przytulił mnie mocno. Miło było znowu poczuć jego bliskość... Teraz nikt nie mógł nam przeszkodzić. To musiała być prawdziwa miłość. Ken zmył się już, więc byliśmy sami.
- To co, lecimy dzisiaj na wagary?- Kastiel zaśmiał się.- Dzisiaj nie ma ważnych zajęć, a chciałbym cię gdzieś zabrać...
Zgodziłam się z samej ciekawości. Wyszliśmy ze szkoły a potem szliśmy przez duży las, byłam pewna, że skądś kojarzę to miejsce. W końcu dotarliśmy do wielkiego opuszczonego budynku. Pamiętam ten budynek. To tutaj miała miejsce nasza pierwsza randka...
*****************************************************************************
( Perspektywa Kastiela)
*****************************************************************************
Otworzyłem drzwi budynku i wszedłem do niego razem z nią. Wiedziałem, że pamięta to miejsce. Ja również nie potrafiłem o nim zapomnieć... Tutaj się wszystko zaczęło. Doskonale wiedziałem, że wizyta w tym miejscu może wiele między nami naprawić... Wszedłem z nią na piętro i usiadłem na kanapie, która nadal tam stała. Może i byłą trochę zakurzona, dawno tam nie byłem. Mogłem w sumie posprzątać tam trochę zanim ją tam zabrałem, ale teraz już czasu nie cofnę. Dużo rozmawialiśmy, wyjaśniłem jej co zaszło między mną a Debrą, no i ona powiedziała mi wszystko... nawet nie sądziłem, że moja była może być takim potworem.
- Wiesz Kastiel... Tak dużo się wydarzyło... A pomimo to nadal jesteśmy razem. To musi coś oznaczać.- Również sądziłem, że to raczej coś znaczy.
- Prawdziwą miłość?- uśmiechnąłem się do niej spoglądając na nią. Dopiero kiedy mogłę ją całkowicie stracić zrozumiałem jaka była dla mnie ważna...
- Chyba tak...- Również na mnie popatrzyła. Teraz chyba mi już wierzyła... Chociaż i tak będę musiał się nieźle postarać, żeby zupełnie odbudować jej zaufanie. Ale na pewno się postaran...
- Nie wierzę, że to mówię... Ale może powinnaś dać mu drugą szansę...?- Zapytał cicho, jakby wstydził się własnego zdania.
- Nawet ty tak sądzisz...?- zapytałam odwracając się do niego i patrząc na jego twarz. Nie wiem czy tylko mi się wydawało, czy naprawdę każdy tak sądził...
- Nawet ja... Może i postąpił źle, ale jesteście razem szczęśliwi. Widzę to... Więc daj mu tą ostatnią szansę. Obiecuję, że jeżeli następnym razem cię skrzywdzi to osobiście z nim pogadam...-Przełknął głośno ślinę na myśl o bliskim spotkaniu z Kastielem, którego naprawdę nie lubił.
- Ken... To nie takie proste...- Odwróciłam wzrok. Nie łatwo było mi znowu zaufać Kastielowi, ale postanowiłam chociaż spróbować. Może się uda.
- Nic nie jest proste, bo życie to góry, pod które musisz się wspinać... Ale kiedy już na taką wejdziesz to masz pewność, że teraz będzie już z górki...- Usłyszałam znany głos za sobą. To był mój Rudzielec... Musiał tutaj przyjść kiedy nie patrzyłam- Pozwól mi wszystko naprawić... - Jego wzrok zupełnie mnie złamał. Nie potrafiłam powiedzieć mu ,, Nie".
- Ale obiecaj...Nigdy już nie postawisz swojej byłej przede mną...- Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem, ale po chwili lekko się uśmiechnęłam,. Chciałam już o wszystkim zapomnieć, żeby nie musieć dźwigać kolejnych ciężarów na swoich barkach.
- Obiecuję. To był ostatni raz...- Szepnął i przytulił mnie mocno. Miło było znowu poczuć jego bliskość... Teraz nikt nie mógł nam przeszkodzić. To musiała być prawdziwa miłość. Ken zmył się już, więc byliśmy sami.
- To co, lecimy dzisiaj na wagary?- Kastiel zaśmiał się.- Dzisiaj nie ma ważnych zajęć, a chciałbym cię gdzieś zabrać...
Zgodziłam się z samej ciekawości. Wyszliśmy ze szkoły a potem szliśmy przez duży las, byłam pewna, że skądś kojarzę to miejsce. W końcu dotarliśmy do wielkiego opuszczonego budynku. Pamiętam ten budynek. To tutaj miała miejsce nasza pierwsza randka...
*****************************************************************************
( Perspektywa Kastiela)
*****************************************************************************
Otworzyłem drzwi budynku i wszedłem do niego razem z nią. Wiedziałem, że pamięta to miejsce. Ja również nie potrafiłem o nim zapomnieć... Tutaj się wszystko zaczęło. Doskonale wiedziałem, że wizyta w tym miejscu może wiele między nami naprawić... Wszedłem z nią na piętro i usiadłem na kanapie, która nadal tam stała. Może i byłą trochę zakurzona, dawno tam nie byłem. Mogłem w sumie posprzątać tam trochę zanim ją tam zabrałem, ale teraz już czasu nie cofnę. Dużo rozmawialiśmy, wyjaśniłem jej co zaszło między mną a Debrą, no i ona powiedziała mi wszystko... nawet nie sądziłem, że moja była może być takim potworem.
- Wiesz Kastiel... Tak dużo się wydarzyło... A pomimo to nadal jesteśmy razem. To musi coś oznaczać.- Również sądziłem, że to raczej coś znaczy.
- Prawdziwą miłość?- uśmiechnąłem się do niej spoglądając na nią. Dopiero kiedy mogłę ją całkowicie stracić zrozumiałem jaka była dla mnie ważna...
- Chyba tak...- Również na mnie popatrzyła. Teraz chyba mi już wierzyła... Chociaż i tak będę musiał się nieźle postarać, żeby zupełnie odbudować jej zaufanie. Ale na pewno się postaran...
piątek, 16 października 2015
Maska Spada //Rodział 16\\
Czułam się okropnie. Prawie każdy kogo znałam był przeciwko mnie... Stali za najbardziej fałszywą osobą jaką znałam... Niby chodziła z nimi kiedyś do klasy, znali się... Ale czy oni nie mogli przejrzeć na oczy? Czy serio sądzili, że potrafiłabym kogokolwiek tknąć chociażby palcem? Chociaż i tak najbardziej zabolał mnie Kastiel. Sądziłam, że mnie kochał, no i że mi ufał... Bardzo się przeliczyłam. Miałam teraz tylko nadzieję, że Lysander pomoże mi jakoś ich wszystkich uświadomić... A co z Kasem? Teraz mało mnie obchodził. Dopiero coś takiego uświadomiło mnie jak bardzo się pomyliłam. Byłam taka łatwowierna, poleciałam na kilka słodkich słówek... Teraz przynajmniej zastanowię się dwa razy zanim komukolwiek zaufam. Całą noc nie mogłam zasnąć, za dużo miałam na głowie. Obracałam się tylko z boku na bok, rozglądając się po pustym pokoju. Coraz mniej rzeczy było dla mnie ważnych. Nie sądziłam, że zmienię się aż tak... Ale chyba na każdego przyjdzie pora. Tak przynajmniej sądzę. Rano podniosłam się z łóżka, niewyspana, ale w stosunkowo dobrym humorze. Przemyślałam prawie wszystko co dało się przemyśleć. Szybko uszykowałam się do szkoły i wyszłam, wybrałam drogę okrężną, tą przez park. Szłam powoli, rozkoszując się każdym krokiem. Nie musiałam martwić się czasem, specjalnie wyszłam wcześniej. Cały czar prysł, kiedy pojawiłam się pod budynkiem szkoły, aż wzdrygnęłam się na myśl, że znowu będę musiała patrzeć na nich wszystkich... Powoli przekroczyłam próg drzwi, ruszyłam prosto pod klasę w jakiej miałam mieć teraz zajęcia. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie warto byłoby dzisiaj opuścić kilku zajęć... Z zadumy wyrwała mnie dłoń na moim ramieniu.
- Mam pomysł.- odwróciłam się w stronę znajomego głosu. Był to Lysander. Usiadł obok mnie i uśmiechnął się szeroko- musisz stawić jej czoła. No wiesz, Debrze. Będę patrzył zza rogu, jak wtedy... Ale tym razem wezmę ze sobą mały mikrofon z radiowęzła, wszystko pójdzie po szkole. Ważne tylko, żebyś zagoniła ją do piwnicy, bo tam sama nie usłyszy, że wszystko jest puszczane na żywo...
- Jesteś genialny...- stwierdziłam po usłyszeniu całego jego planu. Musiało się to sprawdzić, nie było nawet najmniejszej opcji, aby coś poszło nie tak. Od razu wzięliśmy się za realizację planu. Nie było trudno, bo Debra akurat omawiała coś w piwnicy z Kastielem. On widocznie nadal miał do mnie żal za coś czego nie zrobiłam, bo zaraz opuścił pomieszczenie. Tym lepiej dla niego.
- Ojeeej... Wróciłaś? Znowu chcesz zostać skompromitowana przed całą szkołą?- zaśmiała się. Gdybym nie wiedziała, że wszystko jest rejestrowane, na pewno udałoby mi się zachować takiego spokoju. Przemilczałam jej pytanie.
- Mowę ci odjęło? Może tak cię boli rozstanie z Kastielem? Owinęłam sobie tego idiotę i całą bandę z tej szkoły wokół palca. Są na każde moje zawołanie...Szkoda, że ty nie umiesz się tak ustawić. Czemu? Ja chyba wiem czemu. Bo jesteś słaba. Zbyt słaba...- w tym momencie coś we mnie pękło. Mogłąm jej pokazać jak silna potrafię być... Ale nam przerwali. Najpierw wściekły Kastiel, który pewnie słuchał całej audycji, potem cała reszta. Wszyscy wyglądali na skruszonych. Cóż, w końcu nie dosyć, że kompletnie stracili moje zaufanie, to jeszcze Debra okazała się fałszywa. Stała teraz oszołomiona, jakby zobaczyła ducha. Ja tylko posłałam uśmiech Lysanderowi, który wszedł ostatni.
- Debra... nie za taką cię miałem.- Alexy był wyraźnie zawiedziony. Spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem, a ja tylko odwróciłam spojrzenie.
- Cały czas kłamałaś?- Tym razem wtrącił się Armin. Po nim też widać było, że bardzo się zawiódł.
- To nie tak jak sądzicie...- Debra była tak oszołomiona, że nawet nic nie powiedziała. Po prostu uciekła przepychając się przez tłum, tyle ją widziałam. W duchu byłam naprawdę zadowolona, jednak na zewnątrz nie chciałam tego po sobie poznać. Teraz wszyscy spojrzeli na mnie.
- Alice... Źle Cię oceniłem. Przepraszam. Mogłem jej od początku nie wierzyć...- Pierwszy podszedł do mnie Ken. Tak smutnego i pełnego poczucia winy jeszcze go nie widziałam.
- Rozumiem, że mogłeś się tego po niej nie spodziewać... Przeprosiny przyjęte.- Uśmiechnęłam się do niego lepiej, a jemu widocznie ulżyło, że nie mam już żalu. Potem przeprosił mnie Alexy i Armin oraz dziewczyny. Przyszła kolej na Kastiela, w którego większość wpatrywała się z wyraźną dezaprobatą.
- Alice... Ja...- Nie pozwoliłam mu skończyć. Co on, sądził, że znowu wszystko będzie dobrze? Chyba sobie żartował.
- Nie. Już się na tobie przejechałam. Wolałeś uwierzyć swojej byłej niż mnie. I co, podobno mnie kochałeś? Wątpię. Kiedy pojawiła się ona odrzuciłeś mnie w kąt, jakbym się nie liczyła.- Patrzyłam na niego z żalem w oczach. Chciałam wyglądać pewnie, ale ostatecznie łzy i tak zaszkliły moje oczy. Kochałam go, naprawdę... I zabolało mnie jak zostałam odrzucona dla niej... Dlatego nie chciałam mu wybaczyć. Przestało się dla mnie liczyć co powie o mnie ktoś inny... Chyba po prostu ściana we mnie, która zatrzymywała wszystkie złe emocje właśnie pękła, pozwalając wydostać się na zewnątrz nowej mnie. Silniejszej, ostrożniejszej. Nie żałowałam żadnego słowa jakie wypowiedziałam. Nie było już bólu ani wstydu. Teraz czułam już tylko wyższość.
*********************************************************************************
( perspektywa Kastiela)
*********************************************************************************
Miałem nadzieję, że da się ją jakoś przeprosić... Żałowałem tego co zrobiłem. Mogła sobie o mnie wiele pomyśleć, wiem... Wiem też, że zachowałem się jak świnia, odstawiłem ją na drugi plan. Ale naprawdę ją pokochałem. Zmieniłem się dzięki niej, stałem się milszy... Wreszcie potrafiłem okazać uczucia, otwarcie mówić o tym co czuję. Wiedziałem, że jedne przeprosiny nie wystarczą. To było zbyt mało żebym mógł to wszystko naprawić. Do tego naprawdę zabolało mnie to co powiedziała. Naprawdę ją kochałem... Całym sobą.
- To naprawdę nie tak...- Kompletnie spanikowałem. Bałem się, że już mi nie uwierzy...
- NO to w takim razie jak?!- Wyglądała na wściekłą... Ale też inną niż ją poznałem. Jakby dopiero co uwolniła swoje emocje, i nie była już nieśmiała.
- Nie potrafię ci tego wytłumaczyć... Ale wiedz, że naprawdę cię kocham... Cały czas. Debra tylko trochę zawróciła mi w głowie... Przepraszam...- Popatrzyłem prosto w jej oczy. Były takie pełne złości... Gdzieś przeplatała się nienawiść... Miałem tylko nadzieję, że nie do mnie. Za bardzo mi na niej zależało, żeby pozwolić jej odejść.
- Nie potrafisz... Tak jak nie potrafiłeś zachować się jak facet. Stanąłeś zawiększością, bo tak jest prościej, no nie?- Teraz była po prostu zawiedziona... Smutna...- Zawiodłeś mnie.- Te słowa uderzyły we mnie jak ostrza, z takim samym, a może i większym bólem. Rozumiałem jej uczucia... Ale i tak bardzo bolało. Nie miałem jej nic za złe... Bo byłem świadomy swojego zachowania. Może uda mi się to naprawić... O ile pozwoli mi na to... Jeszcze pokombinuję, nie odpuszczę tak łatwo.
- Mam pomysł.- odwróciłam się w stronę znajomego głosu. Był to Lysander. Usiadł obok mnie i uśmiechnął się szeroko- musisz stawić jej czoła. No wiesz, Debrze. Będę patrzył zza rogu, jak wtedy... Ale tym razem wezmę ze sobą mały mikrofon z radiowęzła, wszystko pójdzie po szkole. Ważne tylko, żebyś zagoniła ją do piwnicy, bo tam sama nie usłyszy, że wszystko jest puszczane na żywo...
- Jesteś genialny...- stwierdziłam po usłyszeniu całego jego planu. Musiało się to sprawdzić, nie było nawet najmniejszej opcji, aby coś poszło nie tak. Od razu wzięliśmy się za realizację planu. Nie było trudno, bo Debra akurat omawiała coś w piwnicy z Kastielem. On widocznie nadal miał do mnie żal za coś czego nie zrobiłam, bo zaraz opuścił pomieszczenie. Tym lepiej dla niego.
- Ojeeej... Wróciłaś? Znowu chcesz zostać skompromitowana przed całą szkołą?- zaśmiała się. Gdybym nie wiedziała, że wszystko jest rejestrowane, na pewno udałoby mi się zachować takiego spokoju. Przemilczałam jej pytanie.
- Mowę ci odjęło? Może tak cię boli rozstanie z Kastielem? Owinęłam sobie tego idiotę i całą bandę z tej szkoły wokół palca. Są na każde moje zawołanie...Szkoda, że ty nie umiesz się tak ustawić. Czemu? Ja chyba wiem czemu. Bo jesteś słaba. Zbyt słaba...- w tym momencie coś we mnie pękło. Mogłąm jej pokazać jak silna potrafię być... Ale nam przerwali. Najpierw wściekły Kastiel, który pewnie słuchał całej audycji, potem cała reszta. Wszyscy wyglądali na skruszonych. Cóż, w końcu nie dosyć, że kompletnie stracili moje zaufanie, to jeszcze Debra okazała się fałszywa. Stała teraz oszołomiona, jakby zobaczyła ducha. Ja tylko posłałam uśmiech Lysanderowi, który wszedł ostatni.
- Debra... nie za taką cię miałem.- Alexy był wyraźnie zawiedziony. Spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem, a ja tylko odwróciłam spojrzenie.
- Cały czas kłamałaś?- Tym razem wtrącił się Armin. Po nim też widać było, że bardzo się zawiódł.
- To nie tak jak sądzicie...- Debra była tak oszołomiona, że nawet nic nie powiedziała. Po prostu uciekła przepychając się przez tłum, tyle ją widziałam. W duchu byłam naprawdę zadowolona, jednak na zewnątrz nie chciałam tego po sobie poznać. Teraz wszyscy spojrzeli na mnie.
- Alice... Źle Cię oceniłem. Przepraszam. Mogłem jej od początku nie wierzyć...- Pierwszy podszedł do mnie Ken. Tak smutnego i pełnego poczucia winy jeszcze go nie widziałam.
- Rozumiem, że mogłeś się tego po niej nie spodziewać... Przeprosiny przyjęte.- Uśmiechnęłam się do niego lepiej, a jemu widocznie ulżyło, że nie mam już żalu. Potem przeprosił mnie Alexy i Armin oraz dziewczyny. Przyszła kolej na Kastiela, w którego większość wpatrywała się z wyraźną dezaprobatą.
- Alice... Ja...- Nie pozwoliłam mu skończyć. Co on, sądził, że znowu wszystko będzie dobrze? Chyba sobie żartował.
- Nie. Już się na tobie przejechałam. Wolałeś uwierzyć swojej byłej niż mnie. I co, podobno mnie kochałeś? Wątpię. Kiedy pojawiła się ona odrzuciłeś mnie w kąt, jakbym się nie liczyła.- Patrzyłam na niego z żalem w oczach. Chciałam wyglądać pewnie, ale ostatecznie łzy i tak zaszkliły moje oczy. Kochałam go, naprawdę... I zabolało mnie jak zostałam odrzucona dla niej... Dlatego nie chciałam mu wybaczyć. Przestało się dla mnie liczyć co powie o mnie ktoś inny... Chyba po prostu ściana we mnie, która zatrzymywała wszystkie złe emocje właśnie pękła, pozwalając wydostać się na zewnątrz nowej mnie. Silniejszej, ostrożniejszej. Nie żałowałam żadnego słowa jakie wypowiedziałam. Nie było już bólu ani wstydu. Teraz czułam już tylko wyższość.
*********************************************************************************
( perspektywa Kastiela)
*********************************************************************************
Miałem nadzieję, że da się ją jakoś przeprosić... Żałowałem tego co zrobiłem. Mogła sobie o mnie wiele pomyśleć, wiem... Wiem też, że zachowałem się jak świnia, odstawiłem ją na drugi plan. Ale naprawdę ją pokochałem. Zmieniłem się dzięki niej, stałem się milszy... Wreszcie potrafiłem okazać uczucia, otwarcie mówić o tym co czuję. Wiedziałem, że jedne przeprosiny nie wystarczą. To było zbyt mało żebym mógł to wszystko naprawić. Do tego naprawdę zabolało mnie to co powiedziała. Naprawdę ją kochałem... Całym sobą.
- To naprawdę nie tak...- Kompletnie spanikowałem. Bałem się, że już mi nie uwierzy...
- NO to w takim razie jak?!- Wyglądała na wściekłą... Ale też inną niż ją poznałem. Jakby dopiero co uwolniła swoje emocje, i nie była już nieśmiała.
- Nie potrafię ci tego wytłumaczyć... Ale wiedz, że naprawdę cię kocham... Cały czas. Debra tylko trochę zawróciła mi w głowie... Przepraszam...- Popatrzyłem prosto w jej oczy. Były takie pełne złości... Gdzieś przeplatała się nienawiść... Miałem tylko nadzieję, że nie do mnie. Za bardzo mi na niej zależało, żeby pozwolić jej odejść.
- Nie potrafisz... Tak jak nie potrafiłeś zachować się jak facet. Stanąłeś zawiększością, bo tak jest prościej, no nie?- Teraz była po prostu zawiedziona... Smutna...- Zawiodłeś mnie.- Te słowa uderzyły we mnie jak ostrza, z takim samym, a może i większym bólem. Rozumiałem jej uczucia... Ale i tak bardzo bolało. Nie miałem jej nic za złe... Bo byłem świadomy swojego zachowania. Może uda mi się to naprawić... O ile pozwoli mi na to... Jeszcze pokombinuję, nie odpuszczę tak łatwo.
niedziela, 11 października 2015
Maska wciąż się trzyma... // Rozdział 15\\
Dzień wciąż trwał, a ja miałam coraz więcej podejrzeń. Doskonale wiedziałam, że Debra nie wróciła do szkoły od tak... Musiała mieć w tym jakiś interes, obojętnie co mówił mi Kastiel. Nie byłam głupia, widziałam co się dzieje. Widziałam teraz wszystko w szarych barwach, byłam naprawdę wkurzona. Usiadłam w kącie korytarza, głowę schowałam w kolana. Nie chciałam widzieć nikogo... Miałam po prostu dosyć. Może reagowałam zbyt przesadnie, ale zabolało mnie to, jak mój Rudzielec bronił swojej byłej... Tak jakby nadal coś dla niego znaczyła... Starałam się nie dopuszczać do siebie tej myśli, ale to był odruch. Poczułam rękę na swoim ramieniu. Popatrzyłam w górę. Był to Nataniel.
- Wszystko w porządku?- zapytał siadając obok mnie. Miał zmartwioną minę.
- Tak jak widać...- odparłam patrząc przed siebie. Potrzebowałam z kimś pogadać, i właśnie nadarzyła się ku temu okazja.
- Co się stało...?- Wciąż na mnie patrzył. Miło, że się przejął...
- Debra wróciła...- powiedziałam spokojnym głosem. Nie znałam jej dobrze, Nataniel za to na pewno znał ją lepiej...
- Debra...?- wyraz jego twarzy zrobił się bardziej zły- Jak ona śmiała... Po tym co zrobiła mi i Kastielowi...
- Co zrobiła?- zaciekawiłam się jego wypowiedzią. Żeby urazić Nataniela potrzeba naprawdę wiele, więc musiała zrobić coś gigantycznego...
- Nie jestem pewien, czy powinienem ci to mówić...- w tej chwili przerwała mu sama Debra, stojąca nad nami. Chyba musieliśmy jej nie zauważyć...
- O mnie tak rozmawiacie?- zapytała patrząc prosto na nas. Nataniel nawet nie chciał jej widzieć, wstał i oddalił się szybkim krokiem. Zostałam sama, patrząc na mojego wroga. Nie zamierzałam dać się złamać.
- Odchrzań się od mojego Kastiela...- Wstałam i spojrzałam na nią wściekłym wzrokiem. Po raz pierwszy od długiego czasu zebrałam w sobie taką odwagę i siłę.
- Twojego? To może chcesz poznać przeszłość twojego łatwowiernego i naiwnego chłopaka?- zapytała z uśmiechem na ustach i ruszyła przed siebie- No już, za mną.- Powiedziała oglądając się za siebie. Dotarliśmy na klatkę schodową, stał tam tylko Lysander, ale szybko się zmył widząc nas razem.
*******************************************************************************
( Perspektywa Debry)
*******************************************************************************
Nawet trochę szkoda mi było tej dziewczyny, w końcu widać, że kochała Kastiela. Szkoda tylko, że już miałam go owiniętego wokół palca... Cały czas był taki sam, a myślałam, że będzie trudniej. Zaśmiałam się w duchu i spojrzałam na dziewczynę.Na początku opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami, jak dobrze mi było z Kastielem i jak bardzo go wykorzystywałam. Potem opowiedzialam dokładnie sytuację, kiedy podwalałam się do Nataniela, a kiedy wszedł Kastiel, udawałam, że to Nataniel próbował podwalać się do mnie. Jej mina była taka zabawna... Z drugiej strony nie spodziewałam się innej reakcji.
- Jesteś potworem...- Jej oczy były pełne gniewu, nie dziwiłam się, że jest wściekła.
- Jesteś pewna? Potrafię obrócić całą sytuację przeciwko tobie...- W tej chwili upadłam do tyłu, waląc głową w ścianę i krzycząc w niebogłosy. Zleciała się prawie cała szkoła. Pośród pytań ,, Co się stało" ,, Co się boli" wydukałam tylko
- To przez Alice... Ona popchnęłam mnie!- Wtedy wszystkie nienawistne wzroki wpatrzyły się tylko w nią. Wszyscy mi wierzyli... Ale czy mogło być inaczej? Uśmiechnęłam się do niej kiedy nikt nie patrzył. Trzymam w garści wszystkich... Nikt nie mógł popsuć mojego planu. Wtedy wkroczył Kastiel.
- Alice, jak mogłaś...- Oczekiwałam takiego zwrotu akcji. Teraz on jest tylko mój... Nie ma opcji, żeby po czymś takim potrafił jej zaufać.
- Kastiel, ona kłamie!- rozpaczliwie próbowała się bronić, jak zwierze, które wpadło w pułapkę... Miałam ochotę wybuchnąc śmiechem, ale to zniszczyłoby wiarygodność całej akcji.
- Znam ją, nie kłamie!- Widziałam jak wtedy jej głos zupełnie się złamał, a jej oczy zaszkliły się łzami. Takie zabawne widowisko... jej chłopaczek wierzy jej byłej, a nie jej... och...
- W takim razie... To koniec Kastiel. Ułóż sobie wszystko z nią...- wbiegła po schodach na górę. Teraz wszystkie spojrzenia skierowały się na Kastiela. Wszyscy mieli skupić się na mojej krzywdzie, a nie na zachowaniu Kastiela! Cholera, nie tak miało wyjść...
*******************************************************************************
( Perspektywa Alice)
*******************************************************************************
Wbiegłam na górę, do pierwszej lepszej klasy. Na moje szczęście nie było tam nikogo. Usiadłam w ostatniej ławce, głowę oparłam o ręce. Miała ochotę krzyczeć, płakać, wrzeszczeć... Ta wredna ździra owinęła sobie wokół palca wszystkich... A Kastiel... Nie miał już czego u mnie szukać. Skoro wolał wierzyć jej niż mi, to nie było o czym rozmawiać... Pomimo, że rozrywał mnie tak ogromny ból, nie mogłam dać się po raz kolejny złamać. Usłyszałam, że do sali wchodzi ktoś jeszcze. Podniosłam głowę. To był Lysander.
- Nie złośc się, podsłuchiwałem...- powiedział siadając obok mnie. Nie mogłąm być zła... To była jedyna rzecz która ucieszyła mnie tego dnia...
- Słyszałeś wszystko...?- Zapytałam z nadzieją w głosie.
- Wszyściutko... Nie sądziłam, że jest taka fałszywa...Nie wiedziałem też, że Kastiel jest zdolny uwierzyć jej po tym co mu zrobiła... Z resztą, sama słyszałaś...- Odparł z troską w głosie.
- Nie próbuj go bronić, Lysander...- Nie rozumiałam tego, że próbował go bronić. On nie zasługiwał na obronę. Chyba teraz dopiero poznałam jego prawdziwą stronę..
- Pomogę to wszystko odkręcić... Czy będą mi wierzyć, czy nie... Na pewno razem damy radę więcej niż pojedynczo.- odparł z delikatnym uśmiechem. Zawsze wiedziałam, że mogę na niego liczyć... Jako jedyny był po mojej stronie... Na pewno tego nie zapomnę.
- Wszystko w porządku?- zapytał siadając obok mnie. Miał zmartwioną minę.
- Tak jak widać...- odparłam patrząc przed siebie. Potrzebowałam z kimś pogadać, i właśnie nadarzyła się ku temu okazja.
- Co się stało...?- Wciąż na mnie patrzył. Miło, że się przejął...
- Debra wróciła...- powiedziałam spokojnym głosem. Nie znałam jej dobrze, Nataniel za to na pewno znał ją lepiej...
- Debra...?- wyraz jego twarzy zrobił się bardziej zły- Jak ona śmiała... Po tym co zrobiła mi i Kastielowi...
- Co zrobiła?- zaciekawiłam się jego wypowiedzią. Żeby urazić Nataniela potrzeba naprawdę wiele, więc musiała zrobić coś gigantycznego...
- Nie jestem pewien, czy powinienem ci to mówić...- w tej chwili przerwała mu sama Debra, stojąca nad nami. Chyba musieliśmy jej nie zauważyć...
- O mnie tak rozmawiacie?- zapytała patrząc prosto na nas. Nataniel nawet nie chciał jej widzieć, wstał i oddalił się szybkim krokiem. Zostałam sama, patrząc na mojego wroga. Nie zamierzałam dać się złamać.
- Odchrzań się od mojego Kastiela...- Wstałam i spojrzałam na nią wściekłym wzrokiem. Po raz pierwszy od długiego czasu zebrałam w sobie taką odwagę i siłę.
- Twojego? To może chcesz poznać przeszłość twojego łatwowiernego i naiwnego chłopaka?- zapytała z uśmiechem na ustach i ruszyła przed siebie- No już, za mną.- Powiedziała oglądając się za siebie. Dotarliśmy na klatkę schodową, stał tam tylko Lysander, ale szybko się zmył widząc nas razem.
*******************************************************************************
( Perspektywa Debry)
*******************************************************************************
Nawet trochę szkoda mi było tej dziewczyny, w końcu widać, że kochała Kastiela. Szkoda tylko, że już miałam go owiniętego wokół palca... Cały czas był taki sam, a myślałam, że będzie trudniej. Zaśmiałam się w duchu i spojrzałam na dziewczynę.Na początku opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami, jak dobrze mi było z Kastielem i jak bardzo go wykorzystywałam. Potem opowiedzialam dokładnie sytuację, kiedy podwalałam się do Nataniela, a kiedy wszedł Kastiel, udawałam, że to Nataniel próbował podwalać się do mnie. Jej mina była taka zabawna... Z drugiej strony nie spodziewałam się innej reakcji.
- Jesteś potworem...- Jej oczy były pełne gniewu, nie dziwiłam się, że jest wściekła.
- Jesteś pewna? Potrafię obrócić całą sytuację przeciwko tobie...- W tej chwili upadłam do tyłu, waląc głową w ścianę i krzycząc w niebogłosy. Zleciała się prawie cała szkoła. Pośród pytań ,, Co się stało" ,, Co się boli" wydukałam tylko
- To przez Alice... Ona popchnęłam mnie!- Wtedy wszystkie nienawistne wzroki wpatrzyły się tylko w nią. Wszyscy mi wierzyli... Ale czy mogło być inaczej? Uśmiechnęłam się do niej kiedy nikt nie patrzył. Trzymam w garści wszystkich... Nikt nie mógł popsuć mojego planu. Wtedy wkroczył Kastiel.
- Alice, jak mogłaś...- Oczekiwałam takiego zwrotu akcji. Teraz on jest tylko mój... Nie ma opcji, żeby po czymś takim potrafił jej zaufać.
- Kastiel, ona kłamie!- rozpaczliwie próbowała się bronić, jak zwierze, które wpadło w pułapkę... Miałam ochotę wybuchnąc śmiechem, ale to zniszczyłoby wiarygodność całej akcji.
- Znam ją, nie kłamie!- Widziałam jak wtedy jej głos zupełnie się złamał, a jej oczy zaszkliły się łzami. Takie zabawne widowisko... jej chłopaczek wierzy jej byłej, a nie jej... och...
- W takim razie... To koniec Kastiel. Ułóż sobie wszystko z nią...- wbiegła po schodach na górę. Teraz wszystkie spojrzenia skierowały się na Kastiela. Wszyscy mieli skupić się na mojej krzywdzie, a nie na zachowaniu Kastiela! Cholera, nie tak miało wyjść...
*******************************************************************************
( Perspektywa Alice)
*******************************************************************************
Wbiegłam na górę, do pierwszej lepszej klasy. Na moje szczęście nie było tam nikogo. Usiadłam w ostatniej ławce, głowę oparłam o ręce. Miała ochotę krzyczeć, płakać, wrzeszczeć... Ta wredna ździra owinęła sobie wokół palca wszystkich... A Kastiel... Nie miał już czego u mnie szukać. Skoro wolał wierzyć jej niż mi, to nie było o czym rozmawiać... Pomimo, że rozrywał mnie tak ogromny ból, nie mogłam dać się po raz kolejny złamać. Usłyszałam, że do sali wchodzi ktoś jeszcze. Podniosłam głowę. To był Lysander.
- Nie złośc się, podsłuchiwałem...- powiedział siadając obok mnie. Nie mogłąm być zła... To była jedyna rzecz która ucieszyła mnie tego dnia...
- Słyszałeś wszystko...?- Zapytałam z nadzieją w głosie.
- Wszyściutko... Nie sądziłam, że jest taka fałszywa...Nie wiedziałem też, że Kastiel jest zdolny uwierzyć jej po tym co mu zrobiła... Z resztą, sama słyszałaś...- Odparł z troską w głosie.
- Nie próbuj go bronić, Lysander...- Nie rozumiałam tego, że próbował go bronić. On nie zasługiwał na obronę. Chyba teraz dopiero poznałam jego prawdziwą stronę..
- Pomogę to wszystko odkręcić... Czy będą mi wierzyć, czy nie... Na pewno razem damy radę więcej niż pojedynczo.- odparł z delikatnym uśmiechem. Zawsze wiedziałam, że mogę na niego liczyć... Jako jedyny był po mojej stronie... Na pewno tego nie zapomnę.
niedziela, 4 października 2015
Doskonała Maska? // Rozdział 14 \\
Ułożyłam sobie wszystko w głowie. Już wiedziałam co tak naprawdę powinnam robić. Wreszcie potrafiłam przestać myśleć o wszystkim co się dookoła mnie dzieje. Te wszystkie kłamstwa, słowa, które poleciały w moją stronę... Pomimo, że zadały mi ból, potrafiłam się od nich oddzielić grubym murem. Od początku mogłam tak postąpić... Źle zrobiłam, że dawałam im przejąć kontrolę. Kiedy wyszłam z mojego starego domu, szłam prosto do Kastiela. Miałam spakowaną większość rzeczy, po całą resztę wybiorę się już z nim. Chcę uniknąć zbędnych rozmów. Następnego dnia czekała mnie szkoła, co nie zbyt mi się podobało. W chwilach kiedy akurat chcę pozostać zupełnie sama, nagle mam dookoła wiele obowiązków. Nie miałam ochoty teraz zmagać się z Amber czy jej denerwującymi koleżankami, a tym bardziej znosić dyrektorkę i jej humory. Nie miałam pojęcia, że właśnie teraz miało rozpocząć się najgorsze... Weszłam do szkoły pewnym krokiem, jak zawsze. Wszyscy dookoła jednak byli zbyt zajęci, aby mnie zauważyć. Dyskutowali o czymś zawzięcie, jakby nie wiadomo co się wydarzyło. Podeszłam do Lysandra, on chyba jedyny stał sam opierając się o ścianę.
- O co tutaj chodzi...?- zapytałam wskazując na dyskutującą grupę. To naprawdę wyglądało, jakby wywrócono całą szkołę do góry nogami!
- Nie wiem, czy powinnaś o tym wiedzieć...- zrobił zażenowaną minę zerkając w stronę którą wskazałam. Dziwne, że nie chciał mi powiedzieć o co chodzi. Zazwyczaj z niczym się przede mną nie krył, szczególnie, że wiedzieli już chyba wszyscy.
- Czemu niby?- Zapytałam patrząc na niego z poirytowaną miną. Teraz akurat zachciało mu się tajemnic? Nie miałam ochoty teraz na droczenie się...
- Wiem, że bardzo zależy ci na Kastielu... Takie coś mogłoby cię wyprowadzić z równowagi, a chcę, żebyś jednak pozostała spokojna...- Teraz zaciekawił mnie już zupełnie. Musiałam poznać prawdę, szczególnie, że miało to dotyczyć mojego Kastiela.
- Mów o co chodzi, Lysander!- zaczęłam go pośpieszać. Dosyć miałam tych zagadek, musiałam wiedzieć w tej chwili!
- Bo... Była dziewczyna Kastiela wróciła na jakiś czas do liceum... Ciągle się koło niego kręci...- Mówił to naprawdę smutno. Ale co miałam powiedzieć ja? Nagle narosła we mnie złość... Nie znałam tej jego dziewczyny, od razu zaczęłam się bać, że może mi go zabrać... Mój rudzielec był teraz jedyną osobą na której mi naprawdę zależało, nie mogłam pozwolić, aby ktokolwiek mi go zabrał... Za dużo już razem przeszliśmy.
- Gdzie on teraz jest...?- zapytałam tylko o to. Widać było, że jestem zła, a Lysander chyba nawet nie zamierzał mi wchodzić pod nogi kiedy byłam w takim stanie, więc od razu mi odpowiedział.
- Jest na dziedzińcu... Ale nie zrób nic głupiego, bo potem możesz żałować...- Popatrzył na mnie smutnymi oczami. Wyglądał jakby nie chciał, żebym tam poszła...Ale musiałam się tam udać i dopilnować, żeby Kastiel nawet nie pomyślał o powrocie do swojej byłej... Poszłam prosto na dziedziniec, no i rzeczywiście ich tam zobaczyłam. Siedzieli razem na ławce, rozmawiali o czymś. Nie wiem, czy tylko mi się wydawało, czy ona serio próbowała go poderwać... Tak czy inaczej, podeszłam do nich od razu. Byłam naprawdę zła, wyglądali jakby naprawdę dobrze się bawili.
- Dobrze się bawicie?- zapytałam podchodząc do nich. Ta jego była wydawała się zdziwiona, więc pewnie nawet jej o mnie nie powiedział...
- Daj spokój kochanie... Nie masz się co denerwować.- widocznie wyczuł moje zdenerwowanie. Jeżeli to miałą być próba uspokojenia mnie to wcale mu nie wyszło... Ja jeszcze pokażę tej jego byłej dziewczynie gdzie jej miejsce... Nie pozwolę jej podrywać mojego chłopaka. W końcu musiała dojść znów do tego liceum z jakiegoś powodu, i jestem pewna, że tym powodem był właśnie mój Kastiel.
*******************************************************************************
( perspektywa Kastiela)
*******************************************************************************
Nie rozumiałem, dlaczego się tak złościła. Nie robiłem nic złego... Nawet nie próbowałem się na nowo zbliżyć do Debry. Może i była moją byłą, to mogło zdenerwować Alice, ale nie robiliśmy nic niestosownego... Przecież nie zamierzałem ulegać jej zalotom, chociażby nie wiadomo co próbowała robić i obiecywać.
- Nie uspokoję się...- była naprawdę zła. Nie potrafiłem jej teraz uspokoić... Chyba będę musiał z nią poważnie o tym porozmawiać. Z drugiej strony bardzo kochałem Debrę, była naprawdę świetną dziewczyną... No ale zaczęła robić karierę, a ja poleciałem na drugi plan.
- Alice... Przecież nic się nie dzieje. Debra wpadła tylko z wizytą...- Musiałem ją okłamać w tej kwestii. Debra wróciła, żeby złożyć mi propozycję przyłączenia się do jej zespołu, ale gdybym to powiedział to moja dziewczyna tym bardziej by się wkurzyła, no i miałaby powód. Musiałem jednak dobrze rozważyć tą propozycję...
- Nie wierzę, żeby to były zwykłe odwiedziny.- Cóż, Alice zawsze była cwana. Chyba się domyśliła, że tutaj nie o zwykłe odwiedziny chodzi...
- Naprawdę, to tylko zwyczajna wizyta. Chciała zobaczyć swoich dawnych kolegów ze szkoły, sprawdzić jak bardzo się zmienili. Ciebie nie ciągnie do starego liceum?- Nadal brnąłem w swoim, chyba nawet udawało mi się ją przekonać. W końcu zawsze potrafiłem być dosyć przekonywujący...
- W porządku, ale jeżeli się dowiem, że próbuje cokolwiek działać przeciwko naszemu zwiazkowi... To naprawdę się zdenerwuje.- Teraz tym bardziej musiałem uważać, żeby o niczym się nie dowiedziała. Miałem tylko nadzieję, że Debra nie puści pary z ust i uda mi się wszystko dochować w tajemnicy. Zależało mi bardzo na Alice, nigdy jeszcze nikogo tak nie pokochałem, no ale propozycja kariery w prawdziwym zespole była równie kusząca. Musiałem to wszystko dobrze przemyśleć, dopiero wtedy będe mógł ostatecznie zdecydować. Oby nie zajęło mi to zbyt dużo czasu, inaczej moja dziewczyna może się czegoś domyślić, a tego bardzo bym nie chciał...
- O co tutaj chodzi...?- zapytałam wskazując na dyskutującą grupę. To naprawdę wyglądało, jakby wywrócono całą szkołę do góry nogami!
- Nie wiem, czy powinnaś o tym wiedzieć...- zrobił zażenowaną minę zerkając w stronę którą wskazałam. Dziwne, że nie chciał mi powiedzieć o co chodzi. Zazwyczaj z niczym się przede mną nie krył, szczególnie, że wiedzieli już chyba wszyscy.
- Czemu niby?- Zapytałam patrząc na niego z poirytowaną miną. Teraz akurat zachciało mu się tajemnic? Nie miałam ochoty teraz na droczenie się...
- Wiem, że bardzo zależy ci na Kastielu... Takie coś mogłoby cię wyprowadzić z równowagi, a chcę, żebyś jednak pozostała spokojna...- Teraz zaciekawił mnie już zupełnie. Musiałam poznać prawdę, szczególnie, że miało to dotyczyć mojego Kastiela.
- Mów o co chodzi, Lysander!- zaczęłam go pośpieszać. Dosyć miałam tych zagadek, musiałam wiedzieć w tej chwili!
- Bo... Była dziewczyna Kastiela wróciła na jakiś czas do liceum... Ciągle się koło niego kręci...- Mówił to naprawdę smutno. Ale co miałam powiedzieć ja? Nagle narosła we mnie złość... Nie znałam tej jego dziewczyny, od razu zaczęłam się bać, że może mi go zabrać... Mój rudzielec był teraz jedyną osobą na której mi naprawdę zależało, nie mogłam pozwolić, aby ktokolwiek mi go zabrał... Za dużo już razem przeszliśmy.
- Gdzie on teraz jest...?- zapytałam tylko o to. Widać było, że jestem zła, a Lysander chyba nawet nie zamierzał mi wchodzić pod nogi kiedy byłam w takim stanie, więc od razu mi odpowiedział.
- Jest na dziedzińcu... Ale nie zrób nic głupiego, bo potem możesz żałować...- Popatrzył na mnie smutnymi oczami. Wyglądał jakby nie chciał, żebym tam poszła...Ale musiałam się tam udać i dopilnować, żeby Kastiel nawet nie pomyślał o powrocie do swojej byłej... Poszłam prosto na dziedziniec, no i rzeczywiście ich tam zobaczyłam. Siedzieli razem na ławce, rozmawiali o czymś. Nie wiem, czy tylko mi się wydawało, czy ona serio próbowała go poderwać... Tak czy inaczej, podeszłam do nich od razu. Byłam naprawdę zła, wyglądali jakby naprawdę dobrze się bawili.
- Dobrze się bawicie?- zapytałam podchodząc do nich. Ta jego była wydawała się zdziwiona, więc pewnie nawet jej o mnie nie powiedział...
- Daj spokój kochanie... Nie masz się co denerwować.- widocznie wyczuł moje zdenerwowanie. Jeżeli to miałą być próba uspokojenia mnie to wcale mu nie wyszło... Ja jeszcze pokażę tej jego byłej dziewczynie gdzie jej miejsce... Nie pozwolę jej podrywać mojego chłopaka. W końcu musiała dojść znów do tego liceum z jakiegoś powodu, i jestem pewna, że tym powodem był właśnie mój Kastiel.
*******************************************************************************
( perspektywa Kastiela)
*******************************************************************************
Nie rozumiałem, dlaczego się tak złościła. Nie robiłem nic złego... Nawet nie próbowałem się na nowo zbliżyć do Debry. Może i była moją byłą, to mogło zdenerwować Alice, ale nie robiliśmy nic niestosownego... Przecież nie zamierzałem ulegać jej zalotom, chociażby nie wiadomo co próbowała robić i obiecywać.
- Nie uspokoję się...- była naprawdę zła. Nie potrafiłem jej teraz uspokoić... Chyba będę musiał z nią poważnie o tym porozmawiać. Z drugiej strony bardzo kochałem Debrę, była naprawdę świetną dziewczyną... No ale zaczęła robić karierę, a ja poleciałem na drugi plan.
- Alice... Przecież nic się nie dzieje. Debra wpadła tylko z wizytą...- Musiałem ją okłamać w tej kwestii. Debra wróciła, żeby złożyć mi propozycję przyłączenia się do jej zespołu, ale gdybym to powiedział to moja dziewczyna tym bardziej by się wkurzyła, no i miałaby powód. Musiałem jednak dobrze rozważyć tą propozycję...
- Nie wierzę, żeby to były zwykłe odwiedziny.- Cóż, Alice zawsze była cwana. Chyba się domyśliła, że tutaj nie o zwykłe odwiedziny chodzi...
- Naprawdę, to tylko zwyczajna wizyta. Chciała zobaczyć swoich dawnych kolegów ze szkoły, sprawdzić jak bardzo się zmienili. Ciebie nie ciągnie do starego liceum?- Nadal brnąłem w swoim, chyba nawet udawało mi się ją przekonać. W końcu zawsze potrafiłem być dosyć przekonywujący...
- W porządku, ale jeżeli się dowiem, że próbuje cokolwiek działać przeciwko naszemu zwiazkowi... To naprawdę się zdenerwuje.- Teraz tym bardziej musiałem uważać, żeby o niczym się nie dowiedziała. Miałem tylko nadzieję, że Debra nie puści pary z ust i uda mi się wszystko dochować w tajemnicy. Zależało mi bardzo na Alice, nigdy jeszcze nikogo tak nie pokochałem, no ale propozycja kariery w prawdziwym zespole była równie kusząca. Musiałem to wszystko dobrze przemyśleć, dopiero wtedy będe mógł ostatecznie zdecydować. Oby nie zajęło mi to zbyt dużo czasu, inaczej moja dziewczyna może się czegoś domyślić, a tego bardzo bym nie chciał...
Subskrybuj:
Posty (Atom)