Cass x Alice

Cass x Alice

czwartek, 27 sierpnia 2015

,, Pierwsi wrogowie" //Rozdział 10|Część2\\

Sprawa mojego brata nie dawała mi spokoju. Teraz rzadko byłam w domu, więc nie wiedziałam jak często się tak zachowywał... Może specjalnie coś przede mną krył? Nie chciał mi nic powiedzieć, odpowiadał tak krótko jak mógł... Musiał coś ukrywać, i to coś poważnego. Coś co nie dawało mu wcale spokoju... Coś, co musiało poważnie zryć jego psychikę... Nie miałam z kim się w tej chwili podzielić moimi podejrzeniami, więc zadzwoniłam do Castiela. On zawsze mnie rozumiał... Wyszłam przed dom by w razie czego uspokoić psa. Miałam dużego Doga Niemieckiego, był łagodny, ale nie za bardzo lubił obcych. Kastiel pojawił się dosyć szybko otworzyłam mu furtkę trzymając psiaka za obrożę. Od razu podejrzliwie go obwąchał... Jednak ten nie zwrócił większej uwagi na jego nos a na ciało, był psem ogromnym.
- Ale bydle!- zaśmiał się. Miło mi było znów widzieć jego uśmiech. Zaprosiłam go do środka, usiedliśmy na łóżku w moim pokoju.
- No to co cię gryzie skarbie?- zapytał czułym głosem. Nie zapomniałam, że jesteśmy razem. Nie mogłabym.
- Wiesz... Z Michelem, moim bratem, ostatnio nie dzieje się za dobrze... On... jest jakiś nieobecny, dziwny...- wyznałam patrząc na niego. Zależało mi na moim bracie, więc martwiłam się naprawdę mocno...
- Nie powiedział ci o niczym?- zapytał Rudzielec. Wyglądał na zdziwionego. Cóż, ja też byłam.
- Nie, milczy jak grób.- Do tej pory mówiliśmy sobie wszystko, a teraz nagle mu się odechciało...? Sprawa musiała być naprawdę poważna... Coś, co mogłoby spokojnie wywrócić nasze życie do góry nogami. Szczerze to nie do końca wiedziałam, czy chce znać prawdę... Skoro ona może być aż tak zabójcza jak myślę...
***********************************************************************
Perspektywa Michela
***********************************************************************
Miałem pokój tuż obok pokoju mojej siostry, więc słyszałem wszystko. Naprawdę aż tak się o mnie martwiła...? Bardzo żałowałem, że nie mogę jej wyznać prawdy... Ale wiedziałem, że tą ją zniszczy. Zniszczy jej nadzieje jakie we mnie pokłada, zniszcz jej punkt widzenia... Zespół Stresu Pourazowego jakiego nabawiłem się po śmierci rodziców był mocną przeszkodą, utrudniał mi życie. Nagłe napady agresji... Kiedy czułem, że musze coś roznieść, zniszczyć. Powstrzymywałem się tak bardzo, żeby nic jej nie pokazać... A moja praca tylko sprzyjała rozwojowi choroby. Musiałęm tam okazywać agresję... Miałem też koszmary nocne. W nich znowu widziałem ten cholerny wypadek, który starałem się wyrzucić jak najdalej z pamięci... Straciłem wiele emocji. Nie potrafiłem już się tak cieszyć jak dawniej... Nie potrafiłęm tak mocno kochać... Chciałem być sam. Nikogo nie mieć w około...  Nie chciałem niczym jeździć, unikałem czegokolwiek co ma koła i na nich się przemieszcza. za dużo wspomnień. Za to moje zmysły się wyostrzyły... Słyszałem, widziałem i czułem lepiej, więcej.  Do tego byłem naprawdę czujny... Jak nigdy... Do tego dochodzi bezsenność i duży lęk... Nie wiedziałem czemu akurat mi się tak musiało stać. Czemu do cholery los wybrał mnie... Czasami miałem również myśli samobójcze. Chciałem zakończyć wszystko co wiodłem... Ale się powstrzymywałem. Dla mojej siostrzyczki... TYlko dla niej póki co żyłem. Nie chciałem zawieść jej ani nikogo z mojego otoczenia. Póki co jednak nie musi o tym wiedzieć... wcale...

wtorek, 25 sierpnia 2015

,, Pierwsi wrogowie" //Rozdział 10| Część 1\\

Wieść o wycieczce rozniosła się niemal po całej szkole, nie było osoby która nie mówiłaby o tym. Wszyscy chyba naprawdę cieszyli się, że wreszcie szkoła zaczęła coś organizować. Ja sama również nie mogłam przestać o tym myśleć, ale było to chyba normalne... W końcu niedawno tutaj dołączyłam i jeszcze nie miałam okazji uczestniczyć w żadnym z wydarzeń. Taka wycieczka mogła naprawdę fajnie rozpocząć moje uczestnictwo w fajnych zdarzeniach. Castiel na początku trochę się burzył, że w namiotach ma być koniecznie ta sama płeć, ale ogarnął się na wieść, że przecież nie będziemy cały czas w nich siedzieć. Zapowiedział jednak mi i mojej ,, bandzie" ( Tak uwielbiał nazywać nas Alexy) że będzie się zakradać do namiotu jak często się da. Amy zrobiła tylko dziwną minę kiedy się o tym dowiedziała, a Iris jak zwykle zaczęła się śmiać.
- No nieźle! Cas ninja!- Zaczęła się głośno śmiać, pół korytarza zaraz skoncentrowało na nas swoje spojrzenia.
- Ciiiszej!- Starałam się ją jakoś uciszyć. W końcu cały korytarz nie musiał wiedzieć o tym, że Kastiel będzie zakradał nam się do namiotu... W ogóle nikt prócz nas nie powinien wiedzieć. Nagle kiedy zupełnie byłam skoncentrowana na uciszaniu Amy zobaczyłam, że ktoś potyka się o moje nogi. Pół korytarza zaczęło się śmiac, a drugie pół zrobiło przerażone miny. Zauważyłam właśnie, że to Amber, największa nadęta ropucha w szkole się wywaliła... Cóż, dobrze jej tak! Nie patrzy pod nogi i ma za swoje...
- Ty... Ty zapłacisz za to!- wrzasnęła na mnie podnosząc się. Wyglądała zabawnie taka wściekła...
- Lepiej odejdź, bo to ty dostaniesz nauczkę...- Castiel zaśmiał się pod nosem triumfalnie mnie obejmując. Chyba chciał jej zrobić na złość...
- Wy... Razem... ZABIJĘ CIĘ!- Jej krzyk słyszała chyba cała szkoła. Narobiłam sobie wrogów... Nieźle...
-  No chyba śnisz, ona ma obstawę!- wtrącił się Alexy stojący akurat na korytarzu i wraz z Arminem przybrali pozy bojowe. Wyglądało to dosyć zabawnie... Oboje ustali w pozie superbohatera, a Amy tylko parsknęła śmiechem. Znów. Amber tylko przytupnęła nogą w podłogę i razem ze swoimi koleżankami odeszła z miejsca ,, Zbrodni".
- Noo, ładny popis dałaś przed ostatnią lekcją!- Armin pogratulował mi z uśmiechem. Wszyscy zachowywali się jakbym pokonała smoka czy coś w tym stylu... Kastiel tylko podejrzanie uśmiechał się do mnie przez całą lekcję która minęła stosunkowo szybko. Potem wreszcie mieliśmy wolne, więc od razu ruszyłam do domu. Kastiel odprowadził mnie jeszcze pod same drzwi. Kiedy weszłam zamiast dźwięku telewizora czy chociaż jakiegokolwiek dźwięku powitała mnie grobowa cisza... Michela nie było w domu...? Rozejrzałam się za nim. Siedział w pokoju, w całkowitej ciszy... W ręku trzymał jakąś kartkę, chyba czytał... Podeszłam do niego.
- Michi...? Wszystko w porządku...?- zapytałam siadając obok. Zaczęłam się martwić, nigdy nie siedział w takiej ciszy...
- Ah tak, wszystko jest okej.- Odparł, ale widziałam, że coś nie tak... Musiałam się dowiedzieć co...
*****************************************************************************
Patrzyłem na nią pustym wzrokiem, bez uczuć... Nie chciałem jej jakoś bardzo martwić tym, co się u mnie wydarzyło... W końcu myślała o mnie jak o idealnym bracie, nie mogłem pozwolić, żebym zmienił się w jej oczach... Miała mnie za ideał to taki musiałem być, nie było mowy o czymś innym. Może nie powinienem się przed nią zamykać... Tłumienie wszystkiego w środku na pewno nie jest najlepszym rozwiązaniem problemów. Chyba powinienem jej zaufać, ale co jeżeli to co jej powiem na tyle ją zszokuje, że nie będzie mi już ufać...? Musiałem odtrącić ten pomysł jak najszybciej z głowy. W ten sposób na pewno się nie zmotywuję, a tylko zniechęcę!
- Jest okej? Nie wygląda.- Stwierdziła nadal podejrzanie ilustrując mnie wzrokiem. Nie ważne jak bardzo byłbym przekonujący, ona i tak jest podejrzliwa...
- Tak, jest w porządku! Nie musisz na mnie aż tak naciskać, siostrzyczko...- Pierwsze zdanie wykrzyczałem, ale potem zaraz się uspokoiłem. Nie mogłem okazać słabości i tego, że choroba znowu przejmuje kontrolę...  Szczególnie, że ona o niej nie wiedziała... I nigdy nie powinna się dowiedzieć...
- No w porządku, przepraszam... Nie denerwuj się...- Powiedziała. Wyglądała na przygnębioną... No miałem nadzieję, że nie przeze mnie...
- Nie denerwuję się. Po prostu jestem dzisiaj rozdrażniony, wybacz.- Uśmiechnąłem się do niej. Znowu wymuszam uśmiech... Niedobrze... Coraz rzadziej uśmiecham się z własnej woli...  Czy moje myśli stają się aż tak ciemne?
- No dobrze, zostawię cię z tym...- Dopowiedziała i wyszła zostawiając mnie samego. Może to i lepiej... miałem czas, żeby sie zastanowić nad tym wszystkim... Nie chciałem być tym czarnym charakterem, dlatego wolałem milczeć... Tak będzie lepiej dla wszystkich...

piątek, 21 sierpnia 2015

,, Wycieczka" //Rozdział 9\\

Miło było mi poznać więcej znajomych Castiela. Lysander wydał się naprawdę spoko, pomimo dosyć specyficznego wyglądu. Trzeba jednak przyznać, że wyróżniał się spośród tłumu, był oryginalny. Poznawałam coraz większą liczbę oryginalnych osób, ale to było naprawdę fajne. Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że przepiszę się do liceum w którym poznam zbuntowanego gitarzystę, który z czasem stanie się największą miłością mojego życia, do tego wokalistę z heterochromią i zadziwiająco do mnie podobną dziewczynę to w życiu bym nie uwierzyła. Wiele niespodzianek jeszcze przede mną stało, czułam, że nie zakończy się na poznaniu tej wyjątkowej trójki.
- A co do zespołu... Wiecie, że Winged Skull mają zamiar zagrać w naszym mieście?- Zapytał Lys. Też się interesował tym zespołem? Chyba po prostu obecność Castiela tak na niego zadziałała.
- Co? Serio? Dlaczego ja o tym nic nie wiedziałem?- Castiel wyglądał na serio zdezorientowanego...
- Bo nie jesteś na bieżąco?- Odpowiedziałam, a wszyscy oprócz Castiela zaczęli się śmiać. Ten za to był śmiertelnie poważny, jak nigdy.
- Muszę zdobyć bilety!- Zarządził od razu.
- Powodzenia.- Lysander zaśmiał się tylko pod nosem. Po chwili jednak zadzwonił dzwonek i nie mogliśmy dokończyć rozmowy. Tym razem nie zamierzałam uciekać z lekcji, bo jednak coś zrozumiałam z tego występku Nataniela... Może miał rację z tym, że nie powinnam już opuszczać zajęć. Jeszcze obleję ten rok, no i będę musiała go powtarzać, a to mi się naprawdę nie widzi. Ruszyliśmy do klasy. Nauczyciel jak zawsze miał wiele do powiedzenia... Szykowała się wycieczka do lasu na trzy dni. Spanie pod namiotami i te sprawy... Prawdziwy obóz przetrwania! Mi się ten pomysł podobał. W namiotach mieliśmy być po trzy osoby, bez płci przeciwnej... A szkoda. Cóż, miałam Amy. Do tego dołączała się jeszcze Iris którą poznałam parę dni temu. Również wydawała się bardzo miłą dziewczyną. Kiedy już zgłosiłam swój team dyrektorka wszystko zanotowała, a potem zaczęła mówić o kwestiach organizacyjnych. Wycieczka miała odbyć się za tydzień, rozdała nam deklaracje do podpisania przez opiekunów. Castiel to ma dobrze... Jego rodziców nie ma, więc sam sobie wszystko mógł wypełnić. Ja będę musiała poprosić ładnie Michela żeby mi to podpisał, bo kiedy dowiedział się od Nataniela o moich wagarach to był naprawdę zły...  Od teraz naprawdę nie zamierzałam mu przynosić więcej zmartwień niż już miał. Po lekcjach wzięłam ze sobą Amy i Iris, chciałam w końcu z nimi obgadać szczegóły wycieczki. No i z nimi jest większa szansa, że mój braciszek się zgodzi... Weszłam z nimi do mnie i od razu skierowaliśmy się do salonu. Tam okrążyliśmy mojego brata i całą trójką wlepialiśmy w niego wzrok. Jego mina była obłędna!
***************************************************************************
Perspektywa Michela
***************************************************************************
Nie bardzo rozumiałem o co im właściwie chodziło.  Przychodzi do mnie moja siostra, jej klon i jeszcze Iris, dobrze, że chociaż ją zdążyłem poznać. Wlepiają we mnie wzrok jakby chciały mojej śmierci... Słowo daję, aż ciarek dostałem.
- O co chodzi...?- zapytałem starając się patrzeć na wszystkie trzy jednocześnie, ale to niewykonalne.
- Musisz mi wypełnić deklarację do szkoły.- Powiedziała Alice. Aż mnie zatkało, zacząłem się śmiać.
- Musisz mi to komunikować z obstawą?- nie przestawałem się śmiać. Nie rozumiałem po co jej była taka obstawa, to tylko deklaracja! Wycieczki to normalna część szkoły, nie mogłem jej zabronić w tym uczestniczyć. Może i ostatnio trochę zawiniła, ale nie byłem aż taki surowy.
- Z obstawą mam większe szanse, ze się zgodzisz.- Ona mówiła serio? Co, miała mnie za surowego opiekuna który wszystkiego zakazuje? Przecież naprawdę dobrze ją traktowałem, byłem wyluzowany... Może jednak zbyt ostro ostatnio ją potraktowałem, no ale kiedy dowiedziałem się, że  zaczęła wagarować to serio mnie to rozzłościło...
- Dawaj te papiery...- westchnąłem i wypełniłem jej deklarację. - Trzy dni to dosyć dużo, poradzisz sobie?- zapytałem jeszcze. Wyjeżdżała na różne dłuższe wycieczki, ale teraz jasno było napisane, że to wyprawa pod namiot do lasu... Cóż, nie chcę jej denerwować. Skoro sądzi, że da radę to mi nic do tego.
- Jasne, to tylko las! Co się może stać?- zapytała i zabrała ode mnie deklarację.- Będę na górze.- Dodała i zmyła się razem ze swoimi koleżankami.
******************************************************************
Perspektywa Alice
******************************************************************
Weszłam z dziewczynami do pokoju i rzuciłam się na łóżko.
- Zgodził się!- powiedziała uradowana Amy.
- No pewnie, że się zgodził. Nie jest potworem który trzyma mnie na łańuchu.- powiedziałam po chwili.
Jest całkiem słodki...- dodała Iris z rumieńcami. No nie wierzę, mój brat jej się podoba?
- Michel ci się podoba?- zapytałam zdziwiona. By przystojnym chłopakiem, wiec to normalne, że przyciagał uwagę dziewczyn... Cóż, w końcu miał sobie kogoś znaleźć. Nie ejst od niej o wiele starszy, mogliby tworzyć ładną parę. Mi by to nie przeszkadzało.
- A czy to źle...?- po chwili mnie zapytała. Wyglądała na zmieszaną tą sytuacją...
- Nie, nie to chciałam powiedzieć... - wytłumaczyłam się. Nie miałam nic do jej uczuć. Skoro jej się podobał to tak widocznie musi być... Tak czy inaczej, bardzo się cieszyłam z tej wycieczki. Na pewno nie będę zawiedziona... Spędzę miło czas poza domem i szkołą. Do tego z moimi koleżankami. Nie mogłam się już doczekać kiedy minie ten tydzień... TO prawie cła wieczność!

czwartek, 20 sierpnia 2015

,, Nowa" //Rozdział 8\\

Wzrok Nataniela dosłownie wiercił we mnie dziurę. Co on się tak uczepił? Dobrze, martwił się o mnie i o moje stopnie, ale nie potrzebnie na mnie tak naciskał. Nic to nie dawało, miałam ochotę zamknąć się przed nim i nic więcej nie powiedzieć... Nie znałam go z tak bardzo zawziętej strony... Nie rozumiałam co mu ta zależało, żebym oddaliła się od Castiela. Był dla mnie ważny, a ja nie zamierzałam w tej kwestii słuchać ledwo mi znajomego gospodarza. Pomimo wszystko tylko mu przytakiwałam, żeby dał mi już święty spokój. Każdy doskonale wiedział, że nie posłucham go i nadal będę z Castielem, chociażby miał mi go siłą odbierać. Nie teraz, kiedy już tak bardzo się do siebie zbliżyliśmy... Cóż, pożegnałam się tylko z Natanielem i ruszyłam do domu. Tego wieczora chciałam już tylko zasnąć, zostawić cały trud dnia na sobą... Odebrałam jeszcze tylko sms'a, bo usłyszałam, że przyszedł. To tylko rudzielec życzył mi dobranoc... Słodkie. Położyłam głowę na poduszce rozmyślając o tym co się wydarzyło... Jutro rano miałam zajęcia, więc po prostu zasnęłam. Rano zrobiłam to co każdy rano robi, no i ruszyłam do szkoły. Miałam nadzieję, że uniknę spotkania z Natanielem... Po wczorajszym naprawdę nie chciałam go widzieć, znowu mógłby zacząć pytać czy nalegać na rzadsze spotkania z Casem. Szerokim łukiem ominęłam pokój gospodarzy, byłam tak zamyślona, że wpadłam na kogoś.
- Przepraszam..- usłyszałam za sobą nieśmiały głos. Odwróciłam się. Była tam białowłosa dziewczyna. Od razu rzuciła mi się w oczy jej podobieństwo do mnie... Gusta są różne, no ale trochę mnie to zdziwiło.
- Nie nie, to moja wina!- od razu wzięłam winę na siebie. W końcu tak było, nie miałam nawet najmniejszego powodu do kłamstwa. Nie widziałam tej dziewczyny wcześniej...- jesteś tutaj nowa?- zapytałam zerkając na nią.
- Tak, jestem nowa... Wprowadziłam się tutaj niedawno no i wiesz...- Popatrzyła na mnie zagubionym wzrokiem. Rozumiałam jej sytuację, w końcu sama niedawno dołączyłam do tej szkoły...
- Jestem Alice.- przedstawiłam się kulturalnie.- Może potrzebujesz oprowadzenia?- zapytałam patrząc na nią z miłym uśmiechem.
- Tak, miło byłoby gdybyś pokazała mi parę miejsc...- Powiedziała.- Tak w ogóle to jestem Amy.- Dodała po chwili. Nawet nasze imiona były podobne... Czułam, że dobrze będę się z nią dogadywać. Na początku pokazałam jej sale lekcyjne i pokój gospodarzy. Na moje nieszczęście spotkałam tam Nataniela... Ale szybko się zmyłam ciągnąc Amy za sobą. Potem pokazałam jej dziedziniec mając nadzieję, że spotkam tam Castiela. Nie myliłam się, stał z jakimś białowłosym chłopakiem. Co to, epidemia białasów? Widać nie tylko ja miałam taki specyficzny kolor włosów... Kiedy rudy mnie zauważył od razu zwrócił się w moją stronę.
- O, Ali! Nie zauważyłem cię, wybacz.- Mruknął z uśmiechem. W szkole zawsze był twardy, jakby nie chciał okazać prawdziwej i miłej natury... Teraz za to bez przeszkód był naprawdę miły. - A to kto?- dodał patrząc na moją nową znajomą.
- To Amy, nowa.- uśmiechnęłam się przedstawiając koleżankę. Wyglądała na nieśmiałą, ale wiedziałam, że się rozkręci.
- Aa, nowa! Miło mi, Jestem Castiel.- Powiedział uśmiechając się do niej miło. Na chwilę zrobiłam sie zazdrosna o mojego chłopaka, pomimo, ze był nim od niedawna. Już zdążyłam się zakochać na zabój...
- To jest Lysander.- Dodał po chwili przedstawiając swojego przyjaciela. Sama również go nie znałam, ale wyglądał na miłego. Lysander uśmiechnął się do nas miło, a moją nową znajomą cmoknął w dłoń. Mnie nie ośmielił się zrobić tego samego, ale nie dziwiłam się. Nawet próbował, ale wtedy Castiel zmierzył go piorunującym spojrzeniem, którym dosłownie mógł zabijać.
********************************************************************
Perspektywa Lysandra
********************************************************************
Nie znałem jeszcze dziewczyny Castiela. Dużo mi o niej opowiadał, chyba naprawdę mocno ją kochał. O żadnej z jaką był tak mi nie truł, aż sam miałem tego dosyć. Kiedy ją poznałem to zrozumiałem, że pasują do siebie. Identyczne charaktery... Oboje wyglądali na twardych. Cieszyłem się, że wreszcie znalazł kogoś na serio, nie będę się martwił, że zostanie sam. Jednak bardziej zainteresowała mnie koleżanka jego dziewczyny... Blask w jej oczach dosłownie mnie hipnotyzował. Widziałem w niej coś wyjątkowego, ale czułem, że nie powinienem tak szybko się do niej przekonywać.  Nie znałem jej. Kiedy już bardziej ją poznam to na pewno zacznę się nią interesować, o ile jej charakter chociaż trochę będzie podobny do mojego... Chciałem się przedstawić z dobrej strony.
- Razem z Castielem tworzymy zespół, chyba to wiecie? Jestem tam wokalistą.- Powiedziałem nie spuszczając wzroku z nowej. Obie miały heterochromię, zupełnie jak ja... Te brązowo-zielone oczy Amy były jednak o wiele ładniejsze od moich. Wyglądała też na osobę nieśmiałą... Uroczo.
- Żadna z nas nie wiedziała. Cassi, próbujesz sobie zataić takie fakty?- Mruknęła Alice. Cóż, chyba powinien jej powiedzieć wcześniej. Trochę źle poczułem się z tym, że sam ją uświadomiłem, może chciał jej zrobić niespodziankę czy coś...
- Po prostu wyleciało mi z głowy...- Powiedział. Ulżyło mi, że nic mu nie zepsułem. Nie chciałem się mieszać w jego sprawy sercowe, to nie w moim stylu.
- Tak czy inaczej... Mamy co robić w wolnym czasie.- uśmiechnąłem się jeszcze raz. Właściwie to cały czas byłem uśmiechnięty... Nie potrafiłem przestać się uśmiechać. Zauroczyłem się? Wątpie, to jednak mi się jeszcze nie zdarzało... A może...? Ech, powinienem poważnie się nad tym zastanowić. Jeżeli już cokolwiek do kogokolwiek czuję to muszę być pewny w swoich uczuciach, aby nie zawieść drugiej osoby...
- To bardzo dobrze, że się nie nudzicie...- Powiedziała Amy. Byłem tego samego zdania, lepiej mieć jakieś dobre zajęcie niż nudzić się wieczorami. Cóż, Castiel teraz na pewno się nie nudził. Dużo czasu poświecał dla swojej dziewczyny, ale nie miałęm mu tego za złe. W końcu rozwijał sprawy sercowe, normalne, że to się stawia na pierwszym miejscu. Najpierw życie prywatne, potem kariera. Odkąd ją poznał stał się milszy i bardziej zrozumiały, po prostu dobrze na niego wpłynęła. A to naprawdę ważne, bo powoli się martwiłem, że narobi sobie pełno wrogów dookoła i w końcu zostanie sam ze swoją gitarą. Był moim przyjacielem i mi na nim zależało, to chyba normalne. A nas swoimi uczuciami powinienem się porządnie zastanowić, żeby przez przypadek nie narobić niepotrzebnej nadziei Amy... Żebym tylko o tym nie zapomniał.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

,, List" //Rozdział 7\\

Nie sądziłam, że przez  niecały miesiąc moje życie może się prawie całe zmienić. Przeprowadziłam się z wielkim poczuciem, że zacznę się lepiej uczyć, stanę się odpowiedzialna. Pokażę własną wartość. Zamiast tego zaczęłam wagarować, opuszczać zajęcia, olewać wszystko... Ale znalazłam miłość, co było dla mnie jedną z najważniejszych rzeczy. Powoli jednak zaczęłam rozumieć, że olewając szkołę nie skończę wymarzonych studiów... No i przysparzałam wielu problemów starszemu bratu, a on znosił to wszystko cierpliwie... Jemu szczęście należało się bardziej niż komukolwiek innemu, tyle już przeszedł... Był podparciem dla mnie, robił wszystko żebym tylko nie przestała w siebie wierzyć. Kochałam go za to. Czułam, że mogę mu powiedzieć wszystko, a on da radę mi we wszystkim pomóc. Od zawsze był idealnym bratem, nie pamiętam żebym kiedykolwiek mówiła inaczej, nawet w złości. Nie zamierzałam tego podważyć, w końcu za dużo razy na niego liczyłam, żeby powiedzieć coś o nim źle. Ja też mu w sumie sporo razy pomogłam, on też mógł na mnie bez dwóch zdań liczyć. Zamyśliłam się. Musiałam jeszcze dzisiaj sprawdzić skrzynkę na listy, dawno tego nie robiłam, pewnie pełno tam ulotek i innych tego typu pierdółek. Tym razem jednak poza wcześniej wymienionymi rzeczami znalazłam list. Zaadresowany był do mnie, a nadawcy nie było na kopercie. To było co najmniej dziwne. No nic, otworzyłam kopertę i wydobyłam kartkę. List nie był jakiś długi, ale jego treść dosyć mnie wystraszyła. Napisane tam było, że muszę się stawić na jedną z bardziej opuszczonych ulic tego miasta... Na początku nie pomyślałam nawet by tam iść. Po chwili dopiero zaczęła mnie zżerać ciekawość... W końcu nie wiadomo co tam spotkam, być może coś naprawdę ciekawego. Coś, czego jeszcze do tej pory nie doświadczyłam, a dreszczyk adrenaliny tylko dodawał mi pewności, że powinnam się udać na wskazane mi miejsce. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać, ale mimo wszystko poczekałam do godziny jaką mi wskazali na liście i udałam się tam. Było już dosyć ciemno, a uliczne latarnie nie dawały wielkiego blasku. Mrok okrywał większość, więc czułam się dosyć niepewnie. Nasłuchiwałam kroków, bo skądś jednak musiał przyjść ten przybysz. W końcu usłyszałam dźwięk chodzenia, odwróciłam się w jego kierunku. Powoli wychodził z mroku... Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. To był Nataniel, główny gospodarz szkoły do której chodziłam.
- Nataniel? To ty wysłałeś list?- Popatrzyłam na niego poważnie. Szczerze zdziwiło mnie to, że to był on. Takie rzeczy zupełnie nie były w jego stylu.
- Ja... Dziwisz się? Ostatnio opuszczasz dużo zajęć i nie mam kiedy się z tobą spotkać.- Był bardzo poważny, może nawet smutny, przybity...
- Nie sądziłam, że posuniesz się do takich radykalnych kroków...- Spojrzałam na niego. Serio mnie to dziwiło, wyglądał zupełnie inaczej niż ten roześmiany Nataniel którego widziałam w szkole...
- A miałem wyjście...? Martwię się o Ciebie, Castiel pokazuje ci zły przykład.- Patrzył na mnie oczami pełnymi smutku. On serio myślał, że to wszystko wina Castiela...?
- To nie jego wina. Sama się w to wciągnęłam...- Powiedziałam. Nie chciałam, zeby myślał o Castielu gorzej niż już myśli...
- Nie broń go... Znam go lepiej niż ty, uwierz mi, to zły typ. - Patrzył na mnie z troską. Ostrzegał mnie...?
********************************************************************
Perspektywa Nataniela
********************************************************************
Naprawdę nie chciałem,  żeby ta dziewczyna zmarnowała sobie życie. Była młoda, wiedziałem, że stać ją na więcej. Opuszczanie szkoły nie dawało nic, a jedynie wybraniałem ją przed dyrektorką. Współczułem jej tego, że musiała znosić Castiela. Miłość niby nie wybiera, ale znałem go. To perfidny typ, naprawdę się o nią martwiłem. Źle na nią działał, zaczęła wagarować, nie uczyć się... Nie mogłem dopuścić, żeby zawaliła rok szkolny, który i tak miał się niedługo skończyć... Naprawdę ją polubiłem, no i nie do śmiechu mi było kiedy się dowiedziałem, że ona i Castiel są parą. Jej brat dał mi znać, z Michelem zdążyłem się już dosyć dobrze poznać. Miał mi dawać znać jak stoi sytuacja, a ja musiałem wymyślić cokolwiek, żeby jakoś przemówić jej do rozsądku.Ten list pewnie ją wystraszył, ale nie miałem innego wyjścia, kompletnie nic mi nie przychodziło do głowy. Musiałem się z nią spotkać i powiedzieć co sądzę o tej całej sytuacji, bo nie dawało mi to spokoju. Nie potrafiłem wyrzucić tego z moich myśli.
- Alice. Marnujesz się przy nim, on cię niszczy...- Mruknąłem. Do niej nic nie docierało! Niby potakiwała, ale myślami była gdzieś indziej. Widziałem to.
- Daj sobie spokój, Nataniel. Naprawdę nie chcę o tym rozmawiać. Kocham Castiela.- Powiedziała to tak szczerze... Nie miałem już zupełnie pojęcia co zrobić. Straciłem nadzieję, że uda mi się ją przekonać. Musiałem coś jeszcze wymyślić...
- Jak chcesz, ale nie wyjdzie ci to na dobre...- Popatrzyłem na nią. Naprawdę nie chciałem, żeby zniszczyła sobie życie przez przypadkowego chłopaka ze szkoły. Nie lubiłem go, nie kryłem się z tym wcale. Denerwował mnie swoim zachowaniem, był chamski, co ona w nim widziała? Nie potrafiłem tego zrozumieć, chociażbym nie wiadomo ile się zastanawiał. Nie dostrzegałem w nim nic za co ktokolwiek mógł go kochać, ale to może tylko moje nastawienie. Tak czy inaczej, musiałem jakoś przemówić jej do rozumu. Ja coś wymyślę...

wtorek, 11 sierpnia 2015

,, Przeszłość" // Rozdział 6\\

W lodziarni czas minął mi bardzo szybko. Siedzieliśmy prawie do wieczora, potem poszliśmy jeszcze na spacer. Castiel pokazał mi wiele miejsc w mieście o jakich wcale nie miałam pojęcia. Jednak nie było to dziwne, nie byłam tutaj zbyt długo. Podczas takiego spaceru Castiel poruszył dosyć niewygodny dla mnie temat... Zapytał, co z moimi rodzicami. Miał powody do ciekawości, nic o nich nie mówiłam, nie widział ich jeszcze nigdy... Starałam się jakoś wymigać od odpowiedzi, jednak on bardzo naciskał... Wiedziałam, że dalej nie mogę tego ciągnąć, musiałam powiedzieć całą prawdę.
- Wiesz, Castiel... Moi rodzice nie żyją.- Mruknęłam pod nosem. Nie lubiłam sobie tego przypominać ani o tym mówić, to sprawiało, że tylko wszystko mi się przypominało.
- Nie żyją...?- Powtórzył pytanie patrząc na mnie wzrokiem pełnym troski- Przepraszam, że naciskałem...- Chyba zrozumiał, że rozmowy o rodzicach były dla mnie bardzo bolesne. Tym razem jednak obyło się bez łez, zrozumiałam, że użalanie się nad sobą kompletnie nic nie da.
- Nie szkodzi, nie wiedziałeś...- Starałam się go usprawiedliwić. Naprawdę nie chciałam, żeby się teraz o cokolwiek obwiniał. Z drugiej strony, skoro już wiedział to nie będzie naciskał.
- Moi rodzice za to latają samolotami, nie ma ich prawie nigdy...- Odparł patrząc na mnie. Czyżby kolejna rzecz nas łącząca? I mnie i jemu brakowało rodziców...- Szczerze mówiąc nauczyłem się już żyć bez nich, daję sobie radę sam. No cóż, może teraz daję sobie radę z tobą.- zaśmiał się cicho. Rzeczywiście, teraz większość czasu spędzał ze mną...  Nie wyglądał jakby mu to przeszkadzało, a mi było to nawet na rękę. Czułam do niego coś, czego do nikogo nie poczułam, więc jego obecność sprawiała mi dużą radość.
*********************************************************************
( Perspektywa Castiela)
*********************************************************************
Więcej nie będę wspominał o jej przeszłości. Teraz przynajmniej zrozumiałem dlaczego ciągle widziałem tylko jej brata, widocznie to on ją wychował. Miałem nadzieję że moja obecność chociaż trochę rekompensuje jej pustkę jaką musi czuć, bo mi to pomagało bardzo. Wiedziałem, że teraz już nie będę potrzebował nikogo innego jak tylko jej.
- Poradzimy sobie razem.- Powiedziałem łapiąc ją za rękę. Może czas spytać jej w końcu czy zostanie moją dziewczyną? Nadal czułem stare rany wyrządzone przez byłą, nie sądziłem, że zaufam znowu jakiejkolwiek dziewczynie... Jednak to nie było zależne ode mnie, samo przyszło. Nawet jakbym teraz próbował się odkochać to nie dałbym rady. Czułem jednak, że ona mnie nie zrani... Że jest tą jedyną na którą musiałem po prostu poczekać. Nie żałowałem tego, że tamtego dnia jednak byłem dla niej milszy. Gdybym to zchrzanił to teraz pewnie nie bylibyśmy tutaj gdzie jesteśmy... Nie zakochałbym się.... Albo gorzej, zakochałbym się bez wzajemności, a to jest najgorsze.
- Razem...?- Zapytała patrząc na mnie. Ja za to popatrzyłem jej prosto w oczy, chciałem, żeby mój wzrok wyrażał wszystkie moje uczucia.
- Tak, razem. Tylko ty i ja...- Uśmiechnąłem się szeroko- Sądzę, że stanowilibyśmy świetną parę...
- Czyli ty chcesz, żebym po prostu zostałą twoją dziewczyną?- zapytała patrząc na mnie z usmieszkiem.
- No dokładnie tak. Co ty na to?- Jeszcze nigdy tak się nie denerwowałem. Jak odmówi to będę ją męczyć aż się zgodzi.
- Jak dla mnie to... oczywiście!- Uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Naprawdę poczułem się niepewnie na początku jej wypowiedzi, jednak nadrobiła to końcówką. Teraz przynajmniej wiedziałem, że żaden inny mi jej nie zabierze. W sumie i tak bym na to nie pozwolił, dac sobie zabrać taką dziewczynę...? Tak czy inaczej, teraz byłem naprawdę szczęśliwy, jak nigdy. Poczułem, że trafiłem na kogoś odpowiedniego... Teraz musiałem tylko uważać żeby nie zmarnować tak ogromnej szansy...

niedziela, 9 sierpnia 2015

,, Burza" //Rozdział 5 cz.2\\

Krople deszczu nadal spadały na parapet, ale było ich już o wiele mniej. Całe szczęście, bo miałam już dosyć tej burzy. Prąd wrócił, jasny blask świateł dokładnie oświetlił cały pokój. Krople przestały padać, słońce wyszło zza chmur... Wszystko dookoła jakby odżywało, barwy wróciły. Popatrzyłam za okno, zapach powietrza po deszczu wdarł się w moje nozdrza. Uwielbiałam to. Czułam, że mojego spokoju nie może zburzyć kompletnie nic... Po tak obfitych opadach zrobiło się dosyć ciepło, przez co dookoła był niesamowity zaduch. Upały zwiastowały, że już niedługo ma się pojawić upragnione przez wszystkich lat. To w końcu już za nie całe dwa miesiące...  Całę szczęście, że dołączyłam do szkoły pod koniec roku szkolnego. Nie miałam wielu zaległości, system nauczania tylko trochę różnił się od tego z mojej poprzedniej szkoły. Nie byłam ani dobra ani zła w nauce, szło mi tak jak iść powinno. Wiem, że mogłam wykrzesać z siebie więcej, ale zwyczajnie nie chciałam mieć opinii kujonka od którego każdy spisuje prace domowe. Póki co opinia nowej dziewczyny, która dopiero co poznaje szkołę naprawdę mi pasowała. Nigdy nie lubiłam się wyróżniać, być inną od wszystkich. Chciałam się dopasować do tłumu, nie odstawać. Byłam tak pogrążona w myślach, że dłoń Castiela na ramieniu nieźle mnie wystraszyła.
- No co, mała, wyskoczymy gdzieś? W taki upał nie chce mi się siedzieć w domu...- Uśmiechnął się kiedy na niego spojrzałam. W sumie na rękę mi było wyjście. Również nie lubiłam spędzać czasu w domu.
- Jasne. Ale ty wybierasz miejsce i stawiasz.- zaśmiałam się. Szczerze mówiąc to i tak powinien to zrobić.
- Jestem gotów na takie poświęcenie- Również zaczął się śmiać. Poświęcenie? Dla niego powinno być przyjemnością, że się zgadzam. Oczywiście nie mówię tego serio, żeby nie było.
- Gdzie ruszamy?- Zapytałam nie spuszczając z niego wzroku.
- Do lodziarni. Lody w taką pogodę są idealne.- Jeszcze nawet nie zdążyłam się zgodzić, a już pociągnął mnie za rękę. Prowadził mnie do dosyć mało uczęszczanej lodziarni, nie było tam tłumów. Prawie nikogo nie było, co naprawdę mnie zdziwiło. O tej porze w upał powinny być kolejki...
*********************************************************************************
Perspektywa Castiela
********************************************************************************
Zaciągnąłem ją do tel lodziarni. Cóż, było mi tak gorąco, że nawet bez jej zgody bym ją tam zaciągnął. Nawet nie zapytałem o smak lodów, kupiłem takie, jak lubię sam. Jeżeli się okaże, że ona też uwielbia lody czekoladowe, to jest moim ideałem. W sumie i tak czułem, że nim jest... W życiu jeszcze nie spotkałem kogoś równie odmiennego jak ona. Miała w sobie coś takiego... Wiedziałem, że ma za sobą ciężką przeszłość, a pomimo to pokazywała mi swój uśmiech, chociażbym nie wiadomo co powiedział... Naprawdę była wyjątkowa, nie miałem co do tego najmniejszych wątpliwości. Cieszyłem się, że mogę spędzać z nią tyle czasu. Naprawdę mi to pasowało, a rzadko zdarzała mi się taka dziewczyna, z którą mogłem rozmawiać zupełnie swobodnie, nie martwiąc się, że powiem coś co nie powinno zostać wypowiedziane. Wróciłem do niej z lodami, z uśmiechem wręczyłem jej go. Widziałem radość w jej oczach, miałem nadzieję, ze to perspektywa spędzenia ze mną popołudnia była dla niej taka radosna.
- Co cię tak cieszy?- Zapytałem siadając tuż obok niej. Do tej pory nie czułem potrzeby bliskości drugiej osoby, teraz jednak zrozumiałem, że to jest potrzebne...
- Miło spędzam czas, czy to nie wystarczający powód?- Uśmiechnęła się do mnie miło. Lubiłem jej uśmiech... Chciałem go widzieć ciągle.
- Może i wystarczający... Tak czy tak, też się cieszę.- Naprawdę się cieszyłem. Lubiłem z nią spędzać czas, a moje uczucie do niej stawało się coraz mocniejsze... Nie zamierzałem zmarnować takiej szansy, czułem, że zbliżam się do niej coraz bardziej... I bardzo dobrze, tak to wszystko miało wyglądać.

środa, 5 sierpnia 2015

,, Burza" //Rozdział 5 cz.1\\

Na wstępie tego rozdziału chciałabym bardzo podziękować wam wszystkim. Naprawdę niesamowitym było patrzeć na polubienia z Fanpage, na komentarze... Na to, że chcecie to czytać. Wtedy dopiero motywowałam się do prawdziwej pracy, zaciskałam pięści i mówiłam sobie ,, Nie mogę tego zchrzanić". Dziękuję!
*********************************************************************************
Ciemność... Pustka... Nicość... Ten stan, kiedy czujesz się tak bardzo sama, pomimo, że tkwisz w tłumie... Kiedy widzisz ciemność, pomimo świateł drażniących twoje oczy... Dookoła rozciąga się mgła, niszcząca wszystko co stanie na jej drodze. Nie możesz zrobić nic, co pomoże ci przetrwać jeszcze kilka chwil... Uczucie okropnego zmęczenia wypełniało mnie całą, za oknem huczał wiatr, a szkoła została zamknięta. Nie było warunków żeby opuszczać domy, deszcz lał, niebo rozświetlały coraz większe pioruny... Nie wiem co było w tym gorsze. To, że właśnie wysiadł prąd, czy to, że Michel musiał schronić się w jakimś ze sklepów, bo akurat był na dworze kiedy to się rozpętało... Martwiłam się o niego, a siedzenie w zupełnej ciemności również nie dawało mi spokoju. Potrzebowałam teraz wyjątkowo kogoś, kto dotrzymałby mi towarzystwa...  Wiedziałam, do kogo mogę zadzwonić. Szczerze mówiąc nie oczekiwałam, że tutaj przyjdzie. Wpisałam numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo...?- Głos w słuchawce wydawał się przymulony, bez życia... To normalne w taką pogodę.
- Castiel...? Możemy pogadać?- Zapytałam z głosem pełnym nadziei.
- Jasne, coś nie tak?- Teraz wydawał się zmartwiony.
- Nie, po prostu prąd mi wysiadł i jestem sama w domu...- MOże i brzmiałam trochę jakbym bała się sama zostawać, ale miałam zupełnie coś innego na myśli.
- Daj mi piętnaście minut, zaraz będę.- Rozłączył się zanim jeszcze zdążyłam cokolwiek dopowiedzieć. No nic, naprawdę był złotym chłopakiem...
******************************************************************************
( Perspektywa Castiela)
******************************************************************************

Nie zastanawiałem się długo, od razu zarzuciłem na siebie kurtkę przeciwdeszczową i ruszyłem przez wielką burzę do jej domu. Nie mogłem zostawić jej samej, wystraszonej, w ciemnym domu. Czułem, że postępuję dobrze. Nie liczyły się teraz mocne smugi deszczu, które uderzały w moją twarz, zasłaniając mi skutecznie widoczność. Nie liczyły się też grzmoty i przebłyski nade mną. Ulice były puste, nigdzie nie było widać świateł. Widać w całym mieście wysiadł prąd, ale to nie było nic zadziwiającego. Takiej burzy już dawno nie widziałem... Na pewno ktokolwiek dowiedziałby się o tym, że w taką pogodę rzucam wszystko i lecę do dziewczyny, uznałby mnie za szalonego. Może i byłem szalony, ale jeżeli szaleństwo miało zapewnić mi miłość, to nie chciałem być normalny. Nade mną szalał niepohamowany żywioł, a ja praktycznie nie zwracałem na niego uwagi. Wręcz kpiłem z deszczu i grzmotów, a siły dodawała mi tylko myśl szybszego wejścia do mieszkania Alice, byłem już blisko. Otworzyła mi dosyć zaskoczona, ale chyba nie spodziewała się, że bym nie przyszedł? Jasnym było, że tak jej nie zostawię.
- Serio przyszedłeś...- Popatrzyła na mnie ze szczerym podziwem.
-Jasne. Miałem cię zostawić?- Uśmiechnąłem się do niej ciepło. Od razu poczułem się lepiej, kiedy mogłem posiedzieć na suchej kanapie, odpoczywając od wielkiej zawieruchy rozpętującej się na dworze. Zrozumiałem, że szybko nie przestanie padać...

wtorek, 4 sierpnia 2015

,, Pierwsze Problemy" //Rozdział 4\\

Castiel odprowadził mnie prawie pod same drzwi. Miło mi było spędzić drogę w towarzystwie kogoś, kto coś dla mnie znaczy. Na pożegnanie pocałował mnie w policzek, co tylko dodało mi sił, żeby zmierzyć się z narastającym problemem. Powoli weszłam do domu, zostawiając plecak przy drzwiach. Chciałam uniknąć brata, ale Michel czaił się już na mnie w salonie. Jego wzrok był pełen złości, dawno go takiego nie widziałam...
- No ładnie. Dzwonił do mnie Dyrektor. Wybroniłem Cię mówiąc, że sam się odebrałem na wizytę kontrolną do lekarza, ale żeby mi to było ostatni raz! Chcę wiedzieć z kim się włóczyłaś, skoro nie było Cię na żadnej z lekcji.- Nie był taki wściekły jak mi się wydawało. Nie dał mi kary na wszystko, nie mówił, że sama sobie na to zasłużyłam, ale bronił mnie przed dyrektorem...
- Sama byłam. Poznawałam miasto.- Nie było opcji, żebym zwaliła winę na Castiela. Nie chciałam, żeby Michel od razu miał o nim złe zdanie, nieuniknionym było, że będą musieli się poznać.
- Mogłabyś chociaż nie kłamać. Mów mi lepiej, z kim byłaś.- Potrafił wyczuć moje kłamstwa, znał mnie za dobrze...Wiedziałam, że mogę sobie tylko pogorszyć sprawę, jeżeli nie powiedziałabym prawdy...
- Byłam z moim kolegą. Ale to ja zaproponowałam wagary, nie jego wina!- Przyznałam się, no ale nie zamierzałam wplątywać w to Rudzielca. Wolę zwalić winę na siebie niż przyznać jego.
- Widzę, że nie do końca tylko kolegą, skoro tak go bronisz.- Cały Michel. Zawsze doskonale potrafił odgadnąć moje uczucia. Nie był typowym starszym bratem, łączyła nas niesamowita więź... Odkąd zabrakło rodziców mieliśmy tylko siebie, a nikt nie potrafił nas skłócić.
- No dobra, masz mnie. Podoba mi się. Mogę już iść?- Chciałam iść do swojego pokoju i tam od nowa wszystko przemyśleć. Dzięki bratu nie będę miała jutro większych problemów, więc spokojnie mogłam zająć się czym tylko chciałam. Nie zamierzałam marnować takiej okazji, więc kiedy tylko pozwolił mi iść, od razu pobiegłam schodami na górę. Do mojego własnego królestwa, gdzie nikt prócz mnie nie miał wstępu.
***************************************************************************
( Perspektywa Michela)

****************************************************************************
Moja siostra jest niemożliwa. Sądziłem, że potrafi być odpowiedzialna i chociaż pierwszy dzień wysiedzi bez problemów, które i tak były tylko na mojej głowie. Po części ją rozumiałem, nadal była w rozsypce po śmierci rodziców, no ale nie mogłem jej tym ciągle usprawiedliwiać. Starałem się jak mogłem, żeby niczego nam nie brakowało, żeby mogła rozwijać zainteresowania... Ale odkąd wróciliśmy z pogrzebu ojca i matki stała się nie do zniesienia. Coraz częściej pokazywała mi swoją arogancką stronę, nie uczyła się... A przeprowadzka widocznie tylko bardziej rozjuszyła jej i tak skołatane nerwy. Cóż, musiałem to znieść. Kiedy dowiedziałem się, że ma kogoś na oku naprawdę się ucieszyłem. Może kiedy znajdzie miłość to zmieni swoje postępowanie? Być może ten chłopak zacznie dobrze na nią działać, a ja będę mógł odpocząć od problemów, których i tak mam dużo. Skoro sam nie miałem czasu na miłość, może chociaż ona zazna szczęście. Zawsze życzyłem mojej siostrzyczce jak najlepiej, rzadko między nami dochodziło do sporów. Zdarzały się różne sytuacje, zawsze próbowałem w jakiś sposób wykręcić ją z problemów w jakie się pakowała.... Sam się dziwiłem, że w ogóle można się w tyle na raz wpakować, i do tego starać się to ukrywać. Cóż, ona zawsze była specyficzna... Nie przeszkadzało jej kiedy rodzice mnie wywyższali, wszystko znosiła z dziwnym spokojem... Dopiero kiedy umarli, jej zachowanie stało się agresywne... Aroganckie... To chyba kwestia trudniejszego wieku... Miałem tylko nadzieję, że to szybko minie, wiecznie nie będę mógł jej bronić...

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

,, Przeszłość" /Rozdział 3\

Wypiliśmy razem herbatę, trochę porozmawialiśmy... Naprawdę nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, na początku Castiel był taki zimny i niedostępny... Wręcz odpychający... Teraz stał się taki jakby bardziej otwarty, delikatniejszy... Czułam się przy nim naprawdę dobrze, zapominałam o całym cierpieniu jakie mnie w życiu spotkało... Liczyła się tylko ta jedna chwila, ja i on. Poczułam coś, czego do tej pory nigdy nie zdążyłam poczuć... Zakochałam się. To uczucie wcześniej nie było mi znane, tkwiłam w wielkiej bańce nadmuchanej z cierpienia i bólu...Wygląda na to, że do tej pory tylko Castiel potrafił ją przebić, no i spowodować u mnie uczucie jakiego jeszcze nie zdążyłam doznać... Niesamowitym dla mnie było to, jak na mnie zadziałał. Poczułam dziwne ciepło w środku, mrowienie na żołądku... Coś zupełnie nowego. Jednak na pewno nie żałowałam, że coś takiego nastąpiło.Gdyby nie on i wszystko co z nim powiązane, wątpię, czy udałoby mi się tak dobrze zrozumieć wszystko wokoło. Dużo mi pomógł, naprawdę się przydał. Nie wiedziałam, jak mogę się mu odwdzięczyć. Postanowiłam, ze pomyśle o tym później, pewnie podczas wykładu mojego brata o tym, że nie powinno się wagarować. Zupełnie zapomniałam, że już pierwszego dnia nieźle sobie nagrabiłam. Oczywiście, że będą z tego duże problemy, nie ma innej opcji... Szczerze mówiąc to wolałam nie wracać do domu. Całe szczęście, że do prawdziwego zakończenia zajęć była jeszcze dobra godzina, którą mogłam spędzić razem z Rudzielcem.
- Powiedź mi, Castiel... Często uciekasz z lekcji?- Te pytanie męczyło mnie już jakiś czas, a chyba właśnie teraz był dobry moment, żeby je zadać.
- Dosyć często. Nie zamierzam znosić byle jakich humorków nauczycieli, którym właśnie zdechła rybka, czy coś w ten deseń- Jego odpowiedź tak naprawdę nie zdziwiła mnie. Zdziwiona byłabym wtedy, kiedy odparłby, że nie wagaruje wcale. Pasował do wizerunku szkolnego łobuza, z którym nauczyciele i rodzice sobie nie radzą. A właśnie, Rodzice... Nie widziałam ich jeszcze, pomimo, że dosyć długo siedzieliśmy w jego pokoju. Czułam ciekawość, chciałam go spytać o rodziców, ale coś w środku podpowiadało mi, że nie powinnam tego robić. Udało mi się powstrzymać coraz bardziej narastające uczucie ciekawości, pomimo, że myślami nadal wracałam do tego pytania.  Był pełnoletni, więc mógł mieszkać sam, no ale wątpię, czy tak było. Może przez brak rodziców rodził w sobie taką agresję, jakby nie potrafił zahamować wciąż narastającej złości, której nie miał jak wyładować. Gdybym potrafiła mu jakoś pomóc...

********************************************************************************
( Perspektywa Castiela)
******************************************************************************

Widziałem jej twarz, była całkowicie skupiona na myśleniu... Nie sądziłem, że zacznie się chwila tak niezręcznej ciszy, której w żaden sposób nie potrafiłem złamać. Zaciekawiła mnie jej postawa, ona cała... Wydawała się tajemnicza, do tej pory znałem tylko jej imię... Widać było, że nie lubi o sobie mówić. Może spotkało ją w przeszłości coś, czego woli unikać? Jakieś wydarzenie, które każdy wolałby schować daleko do umysłu, a najlepiej od razu je wyrzucić, by nie pozostał po nich nawet najmniejszy ślad. Czułem jednak, że jej mistyczna postać w niedługim tempie wyjaśni się, a ja będę mógł lepiej ją poznać. Nie widziało mi się towarzyszenie komuś, kogo zupełnie nie znam. Czułem w niej coś takiego, czego dawno nie widziałem... W jej oczach była wyjątkowa wola walki... Jakby udało jej się wygrać z czymś, co uważała za silniejsze od siebie... Pewny byłem, że coś przeszła. Dało się to wywnioskować chociażby po sposobie mówienia, unikaniu mówienia o sobie... Może gdybym ją przycisnął, powiedziałaby mi o co chodzi?
- Posłuchaj, Alice... Może opowiesz mi o sobie coś więcej? Chciałbym Cię lepiej poznać...- Uśmiechnąłem się dosyć miło, chcąc ją skłonić do mówienia. Nie wiem, czy mi ufała. Miałem cichą nadzieję, że jednak stałem się dla niej kimś ważniejszym od zwykłego znajomego. Potrzebowałem jej zaufania, bez niego nie miałem nawet najmniejszej szansy czegokolwiek się dowiedzieć.
- Wiesz wszystko co powinieneś...- Jej głos stał się zimniejszy... Powiedziałem coś nie tak? Może naprawdę nie chciała z nikim rozmawiać o swojej przeszłości...

*****************************************************************************
( Perspektywa Alice)
*****************************************************************************
Kiedy poprosił, żebym więcej o sobie powiedziała wszystko mi się przypomniało... Czar prysnął, a ja znów słyszałam dźwięk wciskanych hamulców, klakson... I krzyk, ten przeraźliwy wrzask przechodniów... Ktoś dzwonił po karetkę, inni tylko się przyglądali... A ja stałam pośrodku tłumu, mój gniew rósł... Teraz wszystko wróciło... Udało mi się opanować, ozięble odpowiedziałam mu, że wie wszystko co powinien. Może nie powinnam być taka zimna... Widocznie posmutniał, kiedy zrozumiał, że wyraźnie mnie rozzłościł.
- Przepraszam, nie chciałem powiedzieć niczego źle...- Chyba serio coś go tchnęło. Szczerze to mnie to zdziwiło. Wyglądał na kogoś, kto naprawdę nie potrafi okazywać uczuć...
- Nie, to nie twoja wina... Ja się głupio zachowałam.- Nie mogłam przecież obwiniać go za ciekawość. Normalnym było, że chciał mnie bliżej poznać, a ja zamiast z uśmiechem opowiedzieć mu kilka faktów, po prostu się zamknęłam...Zamknęłam się przed nim, jakby naprawdę zrobił coś złego.
- Więc... Nic mi o sobie nie powiesz...?- Zapytał patrząc mi prosto w oczy. Jego przenikające spojrzenie zupełnie mnie zdominowało...
- Powiem ci...- Jego wzrok wręcz zmusił mnie do opowiedzenia mu o sobie więcej.- Co chcesz wiedzieć?
- Czym się interesujesz, jakiej muzyki słuchasz...- Uśmiechnął się miło. Patrząc po jego koszulce naprawdę mieliśmy wiele wspólnego.
- Gram na gitarze klasycznej i basowej, rysuję trochę... Ogólnie lubuję się w zespołach rockowych, na przykład Winged Skull...- Wiedziałam, że teraz go zgięłam. Miał koszulkę z logiem Winged Skull'sów, więc naturalnym było, że moja odpowiedź naprawdę go zachwyciła.
- No proszę... Mamy tyle wspólnego...- Wyglądał na zadowolonego moją odpowiedzią. Nic nie naciągnęłam, powiedziałam całą prawdę. Dopiero po chwili zerknęłam na zegarek. 16.30... Już półtorej godziny temu powinnam skończyć lekcje! To się wkopałam, będzie niezła draka... Wstałam i zarzuciłam plecak na plecy.- Muszę już iść... Jest późno.
- Poczekaj, odprowadzę Cię.- Podniósł się za mną z kanapy zakładając buty. Naprawdę mi zaimponował, ale to nie zdawało się na nic, i tak będę miała ogromne problemy w domu... Tak zawalić pierwszy dzień szkoły, no nieźle...

sobota, 1 sierpnia 2015

,, Prawdziwe Oblicze?" /Rozdział 2\

Nie sądziłam, że z chwili na chwilę Castiel może się tak zmienić. Z aroganta, który chyba sam nie wiedział o czym mówi, stał się naprawdę miły. Do tego jego oczy zaczęły dziwnie błyszczeć, kiedy na mnie patrzył. Czyżby mój wygląd go przekonał? Może sposób mówienia...?  Nie miałam pojęcia, ale cieszyłam się, że to nastąpiło. Naprawdę zdążyłam go polubić...Nie do końca wiedziałam za co. Miał coś takiego w głosie, co dało po nim rozpoznać, że nie jest tak naprawdę zły... Jego arogancja musiała skądś płynąć, sama z siebie nie mogła się zrodzić. Z myślenia wyrwał mnie głośny dzwonek na lekcje. Już miałam iść do sali, ale poczułam dłoń na ramieniu. Odwróciłam się.
- No co ty, chcesz iść na lekcje? Dawaj, mała, spadamy z tej budy.- Uśmiechnął się lekko, zupełnie jak łobuziak. Wiedziałam, że lubił ucieczki z lekcji, na takiego wyglądał.
- Nie wiem, czy powinnam...- To był mój pierwszy dzień w szkole, chyba nie powinnam od razu robić sobie problemów. Ale z drugiej strony jego głos byl taki przekonywujący...
- Powinnaś. Dawaj, nie bądź grzeczną i poukładaną dziewczynką..- Nie do końca byłam pewna, czy kiedykolwiek byłam tą grzeczną. Mówiono mi, że sprawiam kłopoty, więc w sumie kolejne usprawiedliwienie do podpisania nie zrobi Michelowi różnicy...
- Dobra, idę.- Byłam zdecydowana co do tego. Najwyżej na jednej godzinie mnie nie będzie, nie miałam się o co martwić. Szczególnie, że miałam uciec z Castielem, a skoro on jest w tym takim mistrzem, to na pewno coś wymyśli.
- Na to liczyłem. Za mną, pokażę ci parę fajnych miejsc.- Szedł przodem, a ja dotrzymywałam mu kroku. Nie tak łatwo było za nim nadążyć, mijał wiele krętych ścieżek. Kilka razy chciałam zapytać jak długo będziemy jeszcze szli, ale wiedziałam, że nie powinnam. Napawał się tym szybkim spacerem, widać było, że sama droga mu się podoba. W końcu doszliśmy do jakiegoś opuszczonego budynku na skrajach miasta. Teraz naprawdę się wystraszyłam, może zbyt szybko mu zaufałam...?

**************************************************************************
( Perspektywa Castiela
****************************************************************************

Zaprowadziłem ją do miejsca, do którego często chodzę. Dla mnie nie było to niczym nadzwyczajnym, dopiero po chwili zorientowałem się, że za mną nie idzie. Obejrzałem się za siebie.
- Coś nie tak?- Zapytałem podchodząc do niej bliżej. Nie rozumiałem tego strachu w jej oczach, czy ja wyglądam na typa, któy chce kogoś zabić lub zgwałcić?
- Nie jestem pewna, czy powinnam tam z tobą wchodzić...- Jej głos drżał. Chyba serio się wystraszyła. Nie sądziłem, że wywołam w niej takie uczucie, nie chciałem...
- Spokojnie, nie chce ci przecież nic robić. Po prostu chce ci pokazać miejsce, w którym naprawdę często bywam.- Uśmiechnąłem się chcąc ją upewnić w moich słowach. Nie miałem złych zamiarów, naprawdę.
- N-No dobra...- Ruszyła z powrotem za mną. Weszliśmy do środka budynku, potem poszliśmy schodami w górę. W pokoju na piętrze stała stara kanapa i stolik, które wniosłem tutaj z kumplami. Często się tutaj spotykaliśmy. Zająłem miejsce na siedzisku i poklepałem dłonią miejsce obok mnie, dając jej znak, żeby usiadła. Zrobiła to prawie od razu. Chyba się trochę uspokoiła, no i zobaczyła, że wcale nie jestem groźnym mordercą i psychopatą. Przynajmniej to mi się udało.
- Podoba Ci się tutaj...?- Zapytałem ją z uśmiechem. W sumie rzeczywiście nie było tutaj najgorzej...
- Jest całkiem ładnie...- Powiedziała. Chciałem pójść o krok dalej, więc lekko objąłem ją ramieniem. Dookoła była cisza, co tylko pozwalało mi się skupić na tym co robię. Stanowczo wolałem to niż siedzenie na matematyce. A może chemii... Nie wiem, co za godzinę miałem mieć teraz. Ważne, że bawiłem się lepiej. Poczułem, że Alice rozluźnia się całkowicie. Czyli mój plan poskutkował, i zaczyna się dobrze czuć w moim towarzystwie. Przysunąłem się do niej bardziej, no i objąłem ją trochę mocniej. Chciałem jakoś zacząć rozmowę, ale uznałem, że siedzenie w ciszy jest całkiem przyjemne. Zerknąłem w jej stronę, by wychwycić jej emocje. Miała przymrużone oczy, no i była o mnie oparta. To chyba dobrze, chociaż nie znam się na tym aż tak bardzo... Niby miałem ich wiele, ale na żadną nie zwracałem jeszcze tak bardzo uwagi.
- Nie wracajmy już do szkoły, okej...? Idźmy do mnie, oprowadzę cię trochę po mieście, pokażę ci mojego psa...- Chciałem iść z nią dosłownie wszędzie, tylko nie do szkoły. nawet zaciągnięty nie miałem zamiaru tam wracać.
- No dobrze, jeżeli chcesz...- Ucieszyłem się z jej zgody. Podniosłem się więc, by iść z nią do siebie. Właściwie to jutro pokazę jej miasto. Dzisiaj chyba wystarczy emocji, chcę trochę posiedzieć w spokoju. Delikatnie wziąłem ją za dłoń, no i ruszyłem przed siebie. Na początku wydawała się trochę zaskoczona tym gestem, ale ja nie przejmowałem się tym, że ludzie widzą nas razem. Niech sobie widzą, Miałem czym się pochwalić. Chyba wreszcie znalazłem mój ideał. Nie była chłopczycą, tapeciarą ani lalką barbie. Nie była też wulgarna, bardziej delikatna i kobieca. Podobała mi się, no i chyba nawet to wyczuwała.Kiedy doszliśmy do drzwi mojego mieszkania od razu dało się słyszeć szczekanie mojego psa. Nie chciałem go wypuszczać z boksu, jeszcze nie teraz... Weszliśmy do środka.
- Napijesz się czegoś?- Zapytałem z lekkim uśmiechem.
- Herbaty, jeżeli można.- Od razu ruszyłem robić herbatę. Miałem nadzieję, że wyjdzie dobra. Chciałem się popisać, nawet tą herbatą. No i jednak punktowała mi u niej coraz bardziej, z czego naprawdę się cieszyłem. Oby cały dzień wypalił tak samo jak teraz...

,, Koniec końców, nie jest tak źle" /Rozdział 1\

Pierwszy dzień w liceum. Cóż, może nie będzie tak źle? Niby powinnam stanąć na nogi, poradzić sobie jakoś, brnąć do przodu...Nie łatwo jest iść pod prąd, taka jest prawda... Ale nie mogło być źle., na pewno. Szkoła do jakiej miałam uczęszczać była raczej chwalona i polecana, więc nie miałam powodów do obaw. Ludzie też są tam podobno mili. Pozory mogą zwodzić, ale trzeba myśleć jak najbardziej pozytywnie. Westchnęłam, kiedy przekroczyłam próg głównych drzwi do liceum. Wyglądało miło, nie dało się tego zaprzeczyć. Ludzie chodzący po korytarzach byli uśmiechnięci, rozbawieni... Wszystko promieniowało szczęściem, trudno było zauważyć w kimkolwiek smutek... To dobrze, przynajmniej będę mogła się odciąć od problemów w tak wesołej atmosferze. Ruszyłam prosto do pokoju gospodarzy, gdzie poznałam Nataniela- Miłego blondyna, głównego gospodarza. Naprawdę zrobił na mnie dobre wrażenie. Następnie zostałam skierowana do Dyrektorki, która nakazała mi wybrać sobie klub, w którym miałabym pomagać. Naturalnym było wybranie klubu koszykarskiego, ja i rośliny to naprawdę niezbyt dobre połączenie. Skierowano mnie do jakieś Castiela. Opisano mi go jako rudego chłopaka wielbiącego się w Rockowych zespołach, no i dodano, że nie da się go z nikim pomylić. Mieli rację, nie dało się go z nikim innymi pomylić. Cóż, nie wyglądał na kogoś przesadnie miłego, ale mogłam spróbować się z nim porozumieć.
- Cześć... To ty jesteś Castiel?- Zapytałam dosyć miło. Zależało mi na dobrym wrażeniu.
- Może. Bo co?- Naprawdę nie był miły. Cóż, zdarzają się i takie typy, musiałam się przyzwyczaić.
- Zostałam do Ciebie skierowana, podobno jesteś w klubie koszykarskim.- Nadal starałam się być miła, chociaż nerwy powoli mi puszczały.
- Może się znam.- Był naprawdę arogantem. Co prawda i ja czasami taka byłam, no ale starałam się jak mogłam kryć swoją naturę, a on nie zmieniał nic.
- A może nie...?-W sumie wiedziałam, jak rozmawiać z takimi typami. Jeszcze niedawno miałam takiego znajomego, ale to przed przeprowadzką.
- No dobra, masz mnie. Znam się.- Chłopak lekko się rozchmurzył. Nie wyglądał już jakby chciał zniszczyć cały świat, lecz przybrał trochę więcej przyjazności.
- Mógłbyś mi powiedzieć, gdzie mogę go znaleźć? Jestem nowa, mam urwanie głowy z papierami, no i nie mam czasu sama szukać...- Mówiłam prawdę. Naprawdę miałam urwanie głowy z papierami, które jakimś cudem ginęły bez śladu, no i trzeba było ich szukać.
- Wiesz, wpadnij później, to cię tam zabiorę. Teraz nie mam zbyt dużo czasu.- Ciekawa byłam czym był taki zajęty. Chociaż był taki arogancki, to zobaczyłam w nim coś ze spokoju... Czułam, że jeżeli lepiej go poznam to zmieni się, będzie milszy.
- Jasne, na pewno wpadnę.- Podczas kiedy dawałam mu czas dla siebie, poznałam sporą część szkoły. Ludzie rzeczywiście nie są tutaj tacy źli. Całkiem miło rozmawiało mi się z osobami tutaj się uczącymi. Po jakimś czasie znowu wróciłam do Castiela, w końcu musiałam się zorientować, gdzie jest ten klub koszykówki. Już niedługo powinnam normalnie zachowywać się w szkole, a nie pytać, gdzie co jest. Znalazłam go na dziedzińcu, już na mnie czekał. Od razu zaprowadził mnie do na salę gimnastyczną.
- Czyli teraz należysz do klubu koszykówki? - Rudowłosy popatrzył na mnie. Może dziwił się, że dziewczyna może bardziej interesować się sportem niż ogrodnictwem, może zwiodło go to, jak wyglądam... Nie wiem, ale na pewno był zdziwiony.
- Tak, na pewno będę. Stanowczo wolę piłkę niż kwiaty.- uśmiechnęłam się do niego lekko. Może on serio nie jest taki zły?

******************************************************************************
( Perspektywa Castiela)
*****************************************************************************

Zobaczyłem jej uśmiech. Cóż, ładnie się uśmiechała. Nawet chyba mi się spodobała. Kto wie, może wreszcie zejdę się z kimś na stałe? Z żadną nie byłem więcej niż 2 tygodnie, nie miałem stałego związku. Dziewczyna była całkiem ładna, ale wciąż nie znałem jej imienia.
- Właściwie to jak ci na imię?- Również lekko się uśmiechnąłem. W sumie trochę żal mi było, że wcześniej arogancko ją potraktowałem. Powinienem zacząć uważać, jak kogo traktuję.
- Alice.- Dziewczyna wyglądała na zdziwiona tym, że w ogóle pokazałem jakieś emocje. Chociaż to nie dziwne, obdarzałem uśmiechem tylko tych, którzy naprawdę na to zasługiwali. Nie byłem typem, który szczerzył się do wszystkiego i wszystkich. Byłem kimś, kto nie bardzo lubi  zawiązywać nowych nowych znajomości. Wolałem pozostać przy starych, zaufanych. W niej jednak było coś takiego innego niż u wszystkich.. Każdy chyba mógłby to zobaczyć, gdyby tylko bardziej wpatrzył się w jej oczy...
- Ładne imię. Jeszcze nikogo nie znałem o takim imieniu...- Poczułem do niej serio coś głębszego. A już dawno nie pamiętałem, jak to jest być zakochanym... Teraz muszę ją do siebie znowu przekonać, bo pewnie jest zła za tą moją początkową arogancję. No cóż, znając mój urok, na pewno mi się uda. W końcu jeszcze żadna mnie nie odrzuciła. Mam tylko nadzieję, że w tym przypadku będzie tak samo. Pokazałem jej całą salę gimnastyczną, wyjaśniłem co robimy w klubie koszykarskim, no i do czego moze się przydać. Byłem przy tym tak miły jak nigdy, aż sam się zdziwiłem, że taki mogę być. Miałem teraz tylko nadzieję, że nerwy mi nie puszczą i za każdym razem będę umiał się ładnie zachować. Naprawdę nie chcę zaprzepaszczać czegoś takiego. Czuję, ze ona naprawdę może być tą jedyną...

,, Coś się kończy, żeby coś mogło się zacząć" /Wstęp\

Wzięłam głęboki oddech. Cisza, wszędzie dookoła była tylko cisza... A ja pośród ciemności, czekając na znak, jakikolwiek... Znak obecności... Wciąż cisza... Łzy popłynęły mi po policzkach, a ja po raz kolejny popatrzyłam na grób rodziców. Michel, mój brat, zacisnął dłoń na moim ramieniu.
- Będzie dobrze, Alice...- W jego głosie odnalazłam coś w rodzaju troski... Jak ja dawno nie czułam, że ktoś się o mnie martwi... Ten ból, który czułam w środku, rozsadzał mnie... Miałam wrażenie, że zaraz pęknę z żalu, i rozsypię się po podłodze jak małe kawałki szkła ze zbitego wazonu. Nic nie mogło mi już powiedzieć, że będzie dobrze. Nie wierzyłam w te słowa, były takie puste... Obiecałam sobie, że nie pozwolę, by pamięć moich rodziców ucichła, tak jak ich urwane oddechy, uderzenia serc... Nie żyli, musiałam się z tym pogodzić. Nadal jednak słyszałam dźwięk klaksonu, szorstki odgłos hamulców, który tkwił w mojej głowie do teraz. Cokolwiek by się działo, nie mogłam pozwolić, żeby głos o nich zamilkł. Byli tymi, którzy uratowali mi życie... Cholera, to ja powinnam zginąć pod tymi kołami!
- Nic nie będzie dobrze, doskonale o tym wiesz... Nie opowiadaj mi tych pustych słów pocieszenia.- Nie zamierzałam słuchać jego wykładów, które miały mnie pocieszyć. Był moim  starszym bratem, wykapany tatuś... Długie włosy opadały mu na ramiona, ich kolor był tak ciemno czarny, jak u Ojca. Oczy również miał po nim, te duże, niebieskie oczy... Nawet część charakteru po nich odziedziczył. Wiedziałam, że wychowali go na porządnego mężczyznę... Miał już 20 lat, więc nie można było go nazwać chłopakiem.
- Posłuchaj mnie, siostrzyczko. Tylko od Ciebie zależy, czy pozwolisz pochłonąć się ciemności, czy staniesz na nogi i pokażesz twarz, dumnie podnosząc głowę. Pamiętaj, że oni tego chcą... Chcą Ciebie, twojego szczęścia...- Widziałam ból w jego oczach, a jednak usta wciąż się uśmiechały... Nie rozumiałam, jak potrafił tak ładnie maskować cierpienie... Szkoda, że mi to tak nie wychodziło. Nigdy nie byłam dobra w ukrywaniu uczuć, z resztą jak mama... Nawet wygląd miałam po niej. Białe, krótkie włosy z grzywką na prawo. Jako jedyna w rodzinie miałam różnobarwność tęczówek. Jedno oko było niebieskie, a drugie zielone. Ojciec zawsze mówił mi, że to oznaka tego, że jestem wyjątkowa. Jednak w to nie wierzyłam, czym niby miałam się wyróżniać? Chyba tylko miękkim sercem. Byłam za dobra dla wszystkich wokoło. Czasami zdarzało mi się być arogancką, ale tylko w sytuacjach naprawdę ekstremalnych. Przez moją dobroć często pakowałam się w kłopoty, no i byłam wiele razy zraniona. Nie miałam do tej pory chłopaka, nie ufałam żadnemu na tyle, żeby pozwolić mu na związek. Niedawno skończyłam siedemnaście lat, więc może powinnam zacząć się rozglądać za miłością? Nie do końca byłam tego pewna. Do tego dochodziło nowe liceum, w którym musiałam rozpocząć naukę. Nie bardzo mi się to podobało, bo to w starym czułam się dobrze, ale przeprowadzka to nie bajka... Musiałam się wynieść, żeby móc chociaż minimalnie zapomnieć o rodzicach. Cóż, Życie to nie bajka, a przedstawienie musi trwać. I będzie trwać, dopóki nie zabiją we mnie ostatniej nadziei. Nie dam się tak łatwo pokonać, to jest pewne...