Nie sądziłam, że przez niecały miesiąc moje życie może się prawie całe zmienić. Przeprowadziłam się z wielkim poczuciem, że zacznę się lepiej uczyć, stanę się odpowiedzialna. Pokażę własną wartość. Zamiast tego zaczęłam wagarować, opuszczać zajęcia, olewać wszystko... Ale znalazłam miłość, co było dla mnie jedną z najważniejszych rzeczy. Powoli jednak zaczęłam rozumieć, że olewając szkołę nie skończę wymarzonych studiów... No i przysparzałam wielu problemów starszemu bratu, a on znosił to wszystko cierpliwie... Jemu szczęście należało się bardziej niż komukolwiek innemu, tyle już przeszedł... Był podparciem dla mnie, robił wszystko żebym tylko nie przestała w siebie wierzyć. Kochałam go za to. Czułam, że mogę mu powiedzieć wszystko, a on da radę mi we wszystkim pomóc. Od zawsze był idealnym bratem, nie pamiętam żebym kiedykolwiek mówiła inaczej, nawet w złości. Nie zamierzałam tego podważyć, w końcu za dużo razy na niego liczyłam, żeby powiedzieć coś o nim źle. Ja też mu w sumie sporo razy pomogłam, on też mógł na mnie bez dwóch zdań liczyć. Zamyśliłam się. Musiałam jeszcze dzisiaj sprawdzić skrzynkę na listy, dawno tego nie robiłam, pewnie pełno tam ulotek i innych tego typu pierdółek. Tym razem jednak poza wcześniej wymienionymi rzeczami znalazłam list. Zaadresowany był do mnie, a nadawcy nie było na kopercie. To było co najmniej dziwne. No nic, otworzyłam kopertę i wydobyłam kartkę. List nie był jakiś długi, ale jego treść dosyć mnie wystraszyła. Napisane tam było, że muszę się stawić na jedną z bardziej opuszczonych ulic tego miasta... Na początku nie pomyślałam nawet by tam iść. Po chwili dopiero zaczęła mnie zżerać ciekawość... W końcu nie wiadomo co tam spotkam, być może coś naprawdę ciekawego. Coś, czego jeszcze do tej pory nie doświadczyłam, a dreszczyk adrenaliny tylko dodawał mi pewności, że powinnam się udać na wskazane mi miejsce. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać, ale mimo wszystko poczekałam do godziny jaką mi wskazali na liście i udałam się tam. Było już dosyć ciemno, a uliczne latarnie nie dawały wielkiego blasku. Mrok okrywał większość, więc czułam się dosyć niepewnie. Nasłuchiwałam kroków, bo skądś jednak musiał przyjść ten przybysz. W końcu usłyszałam dźwięk chodzenia, odwróciłam się w jego kierunku. Powoli wychodził z mroku... Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. To był Nataniel, główny gospodarz szkoły do której chodziłam.
- Nataniel? To ty wysłałeś list?- Popatrzyłam na niego poważnie. Szczerze zdziwiło mnie to, że to był on. Takie rzeczy zupełnie nie były w jego stylu.
- Ja... Dziwisz się? Ostatnio opuszczasz dużo zajęć i nie mam kiedy się z tobą spotkać.- Był bardzo poważny, może nawet smutny, przybity...
- Nie sądziłam, że posuniesz się do takich radykalnych kroków...- Spojrzałam na niego. Serio mnie to dziwiło, wyglądał zupełnie inaczej niż ten roześmiany Nataniel którego widziałam w szkole...
- A miałem wyjście...? Martwię się o Ciebie, Castiel pokazuje ci zły przykład.- Patrzył na mnie oczami pełnymi smutku. On serio myślał, że to wszystko wina Castiela...?
- To nie jego wina. Sama się w to wciągnęłam...- Powiedziałam. Nie chciałam, zeby myślał o Castielu gorzej niż już myśli...
- Nie broń go... Znam go lepiej niż ty, uwierz mi, to zły typ. - Patrzył na mnie z troską. Ostrzegał mnie...?
********************************************************************
Perspektywa Nataniela
********************************************************************
Naprawdę nie chciałem, żeby ta dziewczyna zmarnowała sobie życie. Była młoda, wiedziałem, że stać ją na więcej. Opuszczanie szkoły nie dawało nic, a jedynie wybraniałem ją przed dyrektorką. Współczułem jej tego, że musiała znosić Castiela. Miłość niby nie wybiera, ale znałem go. To perfidny typ, naprawdę się o nią martwiłem. Źle na nią działał, zaczęła wagarować, nie uczyć się... Nie mogłem dopuścić, żeby zawaliła rok szkolny, który i tak miał się niedługo skończyć... Naprawdę ją polubiłem, no i nie do śmiechu mi było kiedy się dowiedziałem, że ona i Castiel są parą. Jej brat dał mi znać, z Michelem zdążyłem się już dosyć dobrze poznać. Miał mi dawać znać jak stoi sytuacja, a ja musiałem wymyślić cokolwiek, żeby jakoś przemówić jej do rozsądku.Ten list pewnie ją wystraszył, ale nie miałem innego wyjścia, kompletnie nic mi nie przychodziło do głowy. Musiałem się z nią spotkać i powiedzieć co sądzę o tej całej sytuacji, bo nie dawało mi to spokoju. Nie potrafiłem wyrzucić tego z moich myśli.
- Alice. Marnujesz się przy nim, on cię niszczy...- Mruknąłem. Do niej nic nie docierało! Niby potakiwała, ale myślami była gdzieś indziej. Widziałem to.
- Daj sobie spokój, Nataniel. Naprawdę nie chcę o tym rozmawiać. Kocham Castiela.- Powiedziała to tak szczerze... Nie miałem już zupełnie pojęcia co zrobić. Straciłem nadzieję, że uda mi się ją przekonać. Musiałem coś jeszcze wymyślić...
- Jak chcesz, ale nie wyjdzie ci to na dobre...- Popatrzyłem na nią. Naprawdę nie chciałem, żeby zniszczyła sobie życie przez przypadkowego chłopaka ze szkoły. Nie lubiłem go, nie kryłem się z tym wcale. Denerwował mnie swoim zachowaniem, był chamski, co ona w nim widziała? Nie potrafiłem tego zrozumieć, chociażbym nie wiadomo ile się zastanawiał. Nie dostrzegałem w nim nic za co ktokolwiek mógł go kochać, ale to może tylko moje nastawienie. Tak czy inaczej, musiałem jakoś przemówić jej do rozumu. Ja coś wymyślę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz