Cass x Alice

Cass x Alice

środa, 5 sierpnia 2015

,, Burza" //Rozdział 5 cz.1\\

Na wstępie tego rozdziału chciałabym bardzo podziękować wam wszystkim. Naprawdę niesamowitym było patrzeć na polubienia z Fanpage, na komentarze... Na to, że chcecie to czytać. Wtedy dopiero motywowałam się do prawdziwej pracy, zaciskałam pięści i mówiłam sobie ,, Nie mogę tego zchrzanić". Dziękuję!
*********************************************************************************
Ciemność... Pustka... Nicość... Ten stan, kiedy czujesz się tak bardzo sama, pomimo, że tkwisz w tłumie... Kiedy widzisz ciemność, pomimo świateł drażniących twoje oczy... Dookoła rozciąga się mgła, niszcząca wszystko co stanie na jej drodze. Nie możesz zrobić nic, co pomoże ci przetrwać jeszcze kilka chwil... Uczucie okropnego zmęczenia wypełniało mnie całą, za oknem huczał wiatr, a szkoła została zamknięta. Nie było warunków żeby opuszczać domy, deszcz lał, niebo rozświetlały coraz większe pioruny... Nie wiem co było w tym gorsze. To, że właśnie wysiadł prąd, czy to, że Michel musiał schronić się w jakimś ze sklepów, bo akurat był na dworze kiedy to się rozpętało... Martwiłam się o niego, a siedzenie w zupełnej ciemności również nie dawało mi spokoju. Potrzebowałam teraz wyjątkowo kogoś, kto dotrzymałby mi towarzystwa...  Wiedziałam, do kogo mogę zadzwonić. Szczerze mówiąc nie oczekiwałam, że tutaj przyjdzie. Wpisałam numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo...?- Głos w słuchawce wydawał się przymulony, bez życia... To normalne w taką pogodę.
- Castiel...? Możemy pogadać?- Zapytałam z głosem pełnym nadziei.
- Jasne, coś nie tak?- Teraz wydawał się zmartwiony.
- Nie, po prostu prąd mi wysiadł i jestem sama w domu...- MOże i brzmiałam trochę jakbym bała się sama zostawać, ale miałam zupełnie coś innego na myśli.
- Daj mi piętnaście minut, zaraz będę.- Rozłączył się zanim jeszcze zdążyłam cokolwiek dopowiedzieć. No nic, naprawdę był złotym chłopakiem...
******************************************************************************
( Perspektywa Castiela)
******************************************************************************

Nie zastanawiałem się długo, od razu zarzuciłem na siebie kurtkę przeciwdeszczową i ruszyłem przez wielką burzę do jej domu. Nie mogłem zostawić jej samej, wystraszonej, w ciemnym domu. Czułem, że postępuję dobrze. Nie liczyły się teraz mocne smugi deszczu, które uderzały w moją twarz, zasłaniając mi skutecznie widoczność. Nie liczyły się też grzmoty i przebłyski nade mną. Ulice były puste, nigdzie nie było widać świateł. Widać w całym mieście wysiadł prąd, ale to nie było nic zadziwiającego. Takiej burzy już dawno nie widziałem... Na pewno ktokolwiek dowiedziałby się o tym, że w taką pogodę rzucam wszystko i lecę do dziewczyny, uznałby mnie za szalonego. Może i byłem szalony, ale jeżeli szaleństwo miało zapewnić mi miłość, to nie chciałem być normalny. Nade mną szalał niepohamowany żywioł, a ja praktycznie nie zwracałem na niego uwagi. Wręcz kpiłem z deszczu i grzmotów, a siły dodawała mi tylko myśl szybszego wejścia do mieszkania Alice, byłem już blisko. Otworzyła mi dosyć zaskoczona, ale chyba nie spodziewała się, że bym nie przyszedł? Jasnym było, że tak jej nie zostawię.
- Serio przyszedłeś...- Popatrzyła na mnie ze szczerym podziwem.
-Jasne. Miałem cię zostawić?- Uśmiechnąłem się do niej ciepło. Od razu poczułem się lepiej, kiedy mogłem posiedzieć na suchej kanapie, odpoczywając od wielkiej zawieruchy rozpętującej się na dworze. Zrozumiałem, że szybko nie przestanie padać...

1 komentarz: