Nie sądziłam, że z chwili na chwilę Castiel może się tak zmienić. Z aroganta, który chyba sam nie wiedział o czym mówi, stał się naprawdę miły. Do tego jego oczy zaczęły dziwnie błyszczeć, kiedy na mnie patrzył. Czyżby mój wygląd go przekonał? Może sposób mówienia...? Nie miałam pojęcia, ale cieszyłam się, że to nastąpiło. Naprawdę zdążyłam go polubić...Nie do końca wiedziałam za co. Miał coś takiego w głosie, co dało po nim rozpoznać, że nie jest tak naprawdę zły... Jego arogancja musiała skądś płynąć, sama z siebie nie mogła się zrodzić. Z myślenia wyrwał mnie głośny dzwonek na lekcje. Już miałam iść do sali, ale poczułam dłoń na ramieniu. Odwróciłam się.
- No co ty, chcesz iść na lekcje? Dawaj, mała, spadamy z tej budy.- Uśmiechnął się lekko, zupełnie jak łobuziak. Wiedziałam, że lubił ucieczki z lekcji, na takiego wyglądał.
- Nie wiem, czy powinnam...- To był mój pierwszy dzień w szkole, chyba nie powinnam od razu robić sobie problemów. Ale z drugiej strony jego głos byl taki przekonywujący...
- Powinnaś. Dawaj, nie bądź grzeczną i poukładaną dziewczynką..- Nie do końca byłam pewna, czy kiedykolwiek byłam tą grzeczną. Mówiono mi, że sprawiam kłopoty, więc w sumie kolejne usprawiedliwienie do podpisania nie zrobi Michelowi różnicy...
- Dobra, idę.- Byłam zdecydowana co do tego. Najwyżej na jednej godzinie mnie nie będzie, nie miałam się o co martwić. Szczególnie, że miałam uciec z Castielem, a skoro on jest w tym takim mistrzem, to na pewno coś wymyśli.
- Na to liczyłem. Za mną, pokażę ci parę fajnych miejsc.- Szedł przodem, a ja dotrzymywałam mu kroku. Nie tak łatwo było za nim nadążyć, mijał wiele krętych ścieżek. Kilka razy chciałam zapytać jak długo będziemy jeszcze szli, ale wiedziałam, że nie powinnam. Napawał się tym szybkim spacerem, widać było, że sama droga mu się podoba. W końcu doszliśmy do jakiegoś opuszczonego budynku na skrajach miasta. Teraz naprawdę się wystraszyłam, może zbyt szybko mu zaufałam...?
**************************************************************************
( Perspektywa Castiela
****************************************************************************
Zaprowadziłem ją do miejsca, do którego często chodzę. Dla mnie nie było to niczym nadzwyczajnym, dopiero po chwili zorientowałem się, że za mną nie idzie. Obejrzałem się za siebie.
- Coś nie tak?- Zapytałem podchodząc do niej bliżej. Nie rozumiałem tego strachu w jej oczach, czy ja wyglądam na typa, któy chce kogoś zabić lub zgwałcić?
- Nie jestem pewna, czy powinnam tam z tobą wchodzić...- Jej głos drżał. Chyba serio się wystraszyła. Nie sądziłem, że wywołam w niej takie uczucie, nie chciałem...
- Spokojnie, nie chce ci przecież nic robić. Po prostu chce ci pokazać miejsce, w którym naprawdę często bywam.- Uśmiechnąłem się chcąc ją upewnić w moich słowach. Nie miałem złych zamiarów, naprawdę.
- N-No dobra...- Ruszyła z powrotem za mną. Weszliśmy do środka budynku, potem poszliśmy schodami w górę. W pokoju na piętrze stała stara kanapa i stolik, które wniosłem tutaj z kumplami. Często się tutaj spotykaliśmy. Zająłem miejsce na siedzisku i poklepałem dłonią miejsce obok mnie, dając jej znak, żeby usiadła. Zrobiła to prawie od razu. Chyba się trochę uspokoiła, no i zobaczyła, że wcale nie jestem groźnym mordercą i psychopatą. Przynajmniej to mi się udało.
- Podoba Ci się tutaj...?- Zapytałem ją z uśmiechem. W sumie rzeczywiście nie było tutaj najgorzej...
- Jest całkiem ładnie...- Powiedziała. Chciałem pójść o krok dalej, więc lekko objąłem ją ramieniem. Dookoła była cisza, co tylko pozwalało mi się skupić na tym co robię. Stanowczo wolałem to niż siedzenie na matematyce. A może chemii... Nie wiem, co za godzinę miałem mieć teraz. Ważne, że bawiłem się lepiej. Poczułem, że Alice rozluźnia się całkowicie. Czyli mój plan poskutkował, i zaczyna się dobrze czuć w moim towarzystwie. Przysunąłem się do niej bardziej, no i objąłem ją trochę mocniej. Chciałem jakoś zacząć rozmowę, ale uznałem, że siedzenie w ciszy jest całkiem przyjemne. Zerknąłem w jej stronę, by wychwycić jej emocje. Miała przymrużone oczy, no i była o mnie oparta. To chyba dobrze, chociaż nie znam się na tym aż tak bardzo... Niby miałem ich wiele, ale na żadną nie zwracałem jeszcze tak bardzo uwagi.
- Nie wracajmy już do szkoły, okej...? Idźmy do mnie, oprowadzę cię trochę po mieście, pokażę ci mojego psa...- Chciałem iść z nią dosłownie wszędzie, tylko nie do szkoły. nawet zaciągnięty nie miałem zamiaru tam wracać.
- No dobrze, jeżeli chcesz...- Ucieszyłem się z jej zgody. Podniosłem się więc, by iść z nią do siebie. Właściwie to jutro pokazę jej miasto. Dzisiaj chyba wystarczy emocji, chcę trochę posiedzieć w spokoju. Delikatnie wziąłem ją za dłoń, no i ruszyłem przed siebie. Na początku wydawała się trochę zaskoczona tym gestem, ale ja nie przejmowałem się tym, że ludzie widzą nas razem. Niech sobie widzą, Miałem czym się pochwalić. Chyba wreszcie znalazłem mój ideał. Nie była chłopczycą, tapeciarą ani lalką barbie. Nie była też wulgarna, bardziej delikatna i kobieca. Podobała mi się, no i chyba nawet to wyczuwała.Kiedy doszliśmy do drzwi mojego mieszkania od razu dało się słyszeć szczekanie mojego psa. Nie chciałem go wypuszczać z boksu, jeszcze nie teraz... Weszliśmy do środka.
- Napijesz się czegoś?- Zapytałem z lekkim uśmiechem.
- Herbaty, jeżeli można.- Od razu ruszyłem robić herbatę. Miałem nadzieję, że wyjdzie dobra. Chciałem się popisać, nawet tą herbatą. No i jednak punktowała mi u niej coraz bardziej, z czego naprawdę się cieszyłem. Oby cały dzień wypalił tak samo jak teraz...
Super,interesuje mnie postawa tego chłopaka :)
OdpowiedzUsuńJAK JEJ POKLEPAŁ SIEDZISKO (i pewnie brewkami poruszył)
OdpowiedzUsuń