Cass x Alice

Cass x Alice

sobota, 1 sierpnia 2015

,, Koniec końców, nie jest tak źle" /Rozdział 1\

Pierwszy dzień w liceum. Cóż, może nie będzie tak źle? Niby powinnam stanąć na nogi, poradzić sobie jakoś, brnąć do przodu...Nie łatwo jest iść pod prąd, taka jest prawda... Ale nie mogło być źle., na pewno. Szkoła do jakiej miałam uczęszczać była raczej chwalona i polecana, więc nie miałam powodów do obaw. Ludzie też są tam podobno mili. Pozory mogą zwodzić, ale trzeba myśleć jak najbardziej pozytywnie. Westchnęłam, kiedy przekroczyłam próg głównych drzwi do liceum. Wyglądało miło, nie dało się tego zaprzeczyć. Ludzie chodzący po korytarzach byli uśmiechnięci, rozbawieni... Wszystko promieniowało szczęściem, trudno było zauważyć w kimkolwiek smutek... To dobrze, przynajmniej będę mogła się odciąć od problemów w tak wesołej atmosferze. Ruszyłam prosto do pokoju gospodarzy, gdzie poznałam Nataniela- Miłego blondyna, głównego gospodarza. Naprawdę zrobił na mnie dobre wrażenie. Następnie zostałam skierowana do Dyrektorki, która nakazała mi wybrać sobie klub, w którym miałabym pomagać. Naturalnym było wybranie klubu koszykarskiego, ja i rośliny to naprawdę niezbyt dobre połączenie. Skierowano mnie do jakieś Castiela. Opisano mi go jako rudego chłopaka wielbiącego się w Rockowych zespołach, no i dodano, że nie da się go z nikim pomylić. Mieli rację, nie dało się go z nikim innymi pomylić. Cóż, nie wyglądał na kogoś przesadnie miłego, ale mogłam spróbować się z nim porozumieć.
- Cześć... To ty jesteś Castiel?- Zapytałam dosyć miło. Zależało mi na dobrym wrażeniu.
- Może. Bo co?- Naprawdę nie był miły. Cóż, zdarzają się i takie typy, musiałam się przyzwyczaić.
- Zostałam do Ciebie skierowana, podobno jesteś w klubie koszykarskim.- Nadal starałam się być miła, chociaż nerwy powoli mi puszczały.
- Może się znam.- Był naprawdę arogantem. Co prawda i ja czasami taka byłam, no ale starałam się jak mogłam kryć swoją naturę, a on nie zmieniał nic.
- A może nie...?-W sumie wiedziałam, jak rozmawiać z takimi typami. Jeszcze niedawno miałam takiego znajomego, ale to przed przeprowadzką.
- No dobra, masz mnie. Znam się.- Chłopak lekko się rozchmurzył. Nie wyglądał już jakby chciał zniszczyć cały świat, lecz przybrał trochę więcej przyjazności.
- Mógłbyś mi powiedzieć, gdzie mogę go znaleźć? Jestem nowa, mam urwanie głowy z papierami, no i nie mam czasu sama szukać...- Mówiłam prawdę. Naprawdę miałam urwanie głowy z papierami, które jakimś cudem ginęły bez śladu, no i trzeba było ich szukać.
- Wiesz, wpadnij później, to cię tam zabiorę. Teraz nie mam zbyt dużo czasu.- Ciekawa byłam czym był taki zajęty. Chociaż był taki arogancki, to zobaczyłam w nim coś ze spokoju... Czułam, że jeżeli lepiej go poznam to zmieni się, będzie milszy.
- Jasne, na pewno wpadnę.- Podczas kiedy dawałam mu czas dla siebie, poznałam sporą część szkoły. Ludzie rzeczywiście nie są tutaj tacy źli. Całkiem miło rozmawiało mi się z osobami tutaj się uczącymi. Po jakimś czasie znowu wróciłam do Castiela, w końcu musiałam się zorientować, gdzie jest ten klub koszykówki. Już niedługo powinnam normalnie zachowywać się w szkole, a nie pytać, gdzie co jest. Znalazłam go na dziedzińcu, już na mnie czekał. Od razu zaprowadził mnie do na salę gimnastyczną.
- Czyli teraz należysz do klubu koszykówki? - Rudowłosy popatrzył na mnie. Może dziwił się, że dziewczyna może bardziej interesować się sportem niż ogrodnictwem, może zwiodło go to, jak wyglądam... Nie wiem, ale na pewno był zdziwiony.
- Tak, na pewno będę. Stanowczo wolę piłkę niż kwiaty.- uśmiechnęłam się do niego lekko. Może on serio nie jest taki zły?

******************************************************************************
( Perspektywa Castiela)
*****************************************************************************

Zobaczyłem jej uśmiech. Cóż, ładnie się uśmiechała. Nawet chyba mi się spodobała. Kto wie, może wreszcie zejdę się z kimś na stałe? Z żadną nie byłem więcej niż 2 tygodnie, nie miałem stałego związku. Dziewczyna była całkiem ładna, ale wciąż nie znałem jej imienia.
- Właściwie to jak ci na imię?- Również lekko się uśmiechnąłem. W sumie trochę żal mi było, że wcześniej arogancko ją potraktowałem. Powinienem zacząć uważać, jak kogo traktuję.
- Alice.- Dziewczyna wyglądała na zdziwiona tym, że w ogóle pokazałem jakieś emocje. Chociaż to nie dziwne, obdarzałem uśmiechem tylko tych, którzy naprawdę na to zasługiwali. Nie byłem typem, który szczerzył się do wszystkiego i wszystkich. Byłem kimś, kto nie bardzo lubi  zawiązywać nowych nowych znajomości. Wolałem pozostać przy starych, zaufanych. W niej jednak było coś takiego innego niż u wszystkich.. Każdy chyba mógłby to zobaczyć, gdyby tylko bardziej wpatrzył się w jej oczy...
- Ładne imię. Jeszcze nikogo nie znałem o takim imieniu...- Poczułem do niej serio coś głębszego. A już dawno nie pamiętałem, jak to jest być zakochanym... Teraz muszę ją do siebie znowu przekonać, bo pewnie jest zła za tą moją początkową arogancję. No cóż, znając mój urok, na pewno mi się uda. W końcu jeszcze żadna mnie nie odrzuciła. Mam tylko nadzieję, że w tym przypadku będzie tak samo. Pokazałem jej całą salę gimnastyczną, wyjaśniłem co robimy w klubie koszykarskim, no i do czego moze się przydać. Byłem przy tym tak miły jak nigdy, aż sam się zdziwiłem, że taki mogę być. Miałem teraz tylko nadzieję, że nerwy mi nie puszczą i za każdym razem będę umiał się ładnie zachować. Naprawdę nie chcę zaprzepaszczać czegoś takiego. Czuję, ze ona naprawdę może być tą jedyną...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz