Cass x Alice

Cass x Alice

środa, 23 grudnia 2015

Najlepsze święta ||Specjalny rozdział na święta||

Na samym wstępie chce wam wszystkim życzyć jak najweselszych świąt, wymarzonych prezentów i duuużo radości <3 Oby wam niczego nie zabrakło, smacznego karpia, czy jakoś tak.
********************************************************************************
Święta nadeszły szybciej niż się spodziewałam. Może byłabym weselsza, gdyby nie to, że wylosowałam Lysandra... Musiałam właśnie jemu kupić prezent. Więc jeszcze przed tym jak ruszyłam na zakupy zadzwoniłam do Kastiela, który znał go lepiej niż ktokolwiek inny, więc na pewno miał jakiś pomysł... Cóż, ten poradził mi tylko, żebym kupiła mu GPS, chociaż obawiałam się, że jego także zgubi...Dlatego kupiłam mu notatnik z GPS'em, żeby go już nigdy nie gubił. Obawiałam się w sumie tego, że się obrazi... Na szczęście naprawdę się ucieszył, a Wigilia klasowa była naprawdę udana. Może pomijając to, że Ken oblał Amber sokiem, i musiał uciekać dobre pół godziny... Potem dostałam wiadomość od Kastiela, że jego rodzice wrócili, i że zapraszają mnie na Wigilię do nich... Cóż, wybrałam się, chociaż naprawdę się stresowałam. U wejścia powitał mnie Kastiel i jego pies Demon. Jego matka właśnie siadała do stołu, a ojciec coś donosił. Przywitałam się grzecznie i usiadłam obok Rudzielca, na pewno będę się lepiej czuć mając go bliżej.Cóż, zaczęły się pytania....
- Twoi rodzice nie zechcieli przyjść?- zapytała jego matka, prawie od progu.
- Poznamy ich kiedyś?- dodał zaraz ojciec
- Pracują gdzieś?- pytań nie było końca, a ja robiłam się coraz bardziej blada.
- Moi rodzice nie żyją.- Powiedziałam przez zęby, dosyć się zdenerwowałam... Nie lubiłam takich pytań, szczególnie, że znowu wszystko mi się przypomniało. Kastiel spojrzał na nich z ostrą miną i objął mnie ramieniem
- Nie musisz o tym mówić, jeżeli nie chcesz, Alice...- Szepnął do mnie z czułością mnie do siebie przysuwając. Widział chyba jak bardzo takie pytania były dla mnie niewygodne...
- Nie żyją...?- powtórzyła jakby z niedowierzeniem jego matka.
- Tak, Alice wychowywał brat. Wystarczy?- Rudzielec miał coraz bardziej rozdrażniony głos, ale nie dziwiłam mu się. Cóż. dla mnie też było to dosyć denerwujące...
****************************
Perspektywa Kastiela
****************************
Serio zaczęło mnie wkurzać, że tak ją wypytują. Miała to być miła kolacja przy której dobrze ją poznają, a nie uciążliwa dla niej spowiedź sięgająca całego jej życia. Na szczęście odpuścili, zadali jeszcze tylko pare pytań i dali spokój. Czekałem tylko aż wszyscy zjedzą, żeby wręczyć jej prezent który kupiłem. Postarałem się wybierając go... Był to złoty naszyjnik z sercem. Nie do końca wiedziałem jakie kobiety lubią prezenty, ale z Alice rozumiałem się tak dobrze, że byłem pewien, iż jej się spodoba. No i tak było. Kiedy kolacja się zakończyła pobiegłem od razu na górę po prezent. Co z tego, że wyglądało to trochę dziwnie, czego się nie robi dla miłości, nie? Była dosłownie zachwycona, ale i mi podobał się prezent jaki dostałem. Była to nowa koszulka z logiem Winged Skull. Może jak stara się pobrudzi, wrzucę ją do prania i założe nową. Bardzo przemyślany prezent. Było już dosyć późno, a mi nie bardzo chciało się odprowadzać moją dziewczynę do domu... Więc ubłagałem ją, żeby została u mnie na noc. Oczywiście jako kulturalna dziewczyna od razu zadeklarowała, że pójdzie spać na kanapę, ale nie mogłem na to pozwolić. Jasnym było, że musiałem mieć na nią oko... Kto wie na co wpadną moi starzy, wolę jej na nic nie narażać. Nocowaliśmy w moim pokoju, i wbrew wszystkiemu, to były najlepsze święta jakie miałem. Pomimo, że następnego ranka rodzice wyjechali... Ale może to i nawet lepiej. Alice mogła zostać na kilka dni nie martwiąc się, że ktoś będzie mącił jej spokój. Po tych wszystkich dniach mogłem stwierdzić, że były najlepsze z jednego powodu. Spędziłem je z osobą którą kocham, a czegoś takiego nie da się przebić
***************************************************************************
Pod koniec rozdziału chcę wam jeszcze życzyć, żebyście i wy spędzili święta w rodzinie, z osobami które kochacie. Niech wam te święta przyniosą wiele radości i szczęścia, niech będą najlepszymi jakie do tej pory mieliście. No i wesołego nowego roku kochani! Oby ten był lepszy niż poprzedni.
Jeszcze raz, WESOŁYCH  ŚWIĄT!

sobota, 19 grudnia 2015

Urodziny |Rozdział 22|

Wstałam bardzo rano, chyba w obawie o te sprawdziany. Umiałam wszystko, ale mimo to byłam zdenerwowana. Byłam na miejscu piętnaście minut przed rozpoczęciem sprawdzianu. Kiedy już usiedliśmy w ławkach i dostaliśmy sprawdziany, okazały się one nie takie proste jak sądziłam... Niektóre pytania poszły łatwo, z innymi musiałam się trochę pomęczyć. Udało mi się skończyć kilka minut przed końcem czasu, wszystko dokładnie sprawdziłam i wychodząc z sali byłam już spokojniejsza, mogłam zrobić to co zamierzałam od samego rana. Musiałam rozdać zaproszenia na moje przyjęcie urodzinowe. Kończyłam 18 lat, więc planowałam coś hucznego... Miałam kilka zaproszeń dla chłopaków i dziewczyn, musiałam je tylko szybko porozdawać. Najpierw poszłam z zaproszeniem do Kastiela, bo był niedaleko. Chyba się ucieszył, bo od razu zagwarantował, że przyjdzie. Potem poszłam do Rozalii i Violetty, chociaż miałam małe wątpliwości, czy Violetta będzie zadowolona na takim przyjęciu... Na pewno będzie głośno. Potem poszłam do Priyi, Nataniela, Lysandra, Kena i Melanii. Od razu zaznaczyłam, że nie muszą nic przynosić, wystarczy mi ich obecność. Chciałam po prostu się wybawić, a nie dostawać niestworzone prezenty. Oczywiście na mnie naciskali i mówili, że i tak coś przyniosą. Nie dziwiłam im się... W końcu taka była ich natura, znałam ich jako takich.  Impreza miała odbyć się jutro wieczorem, więc od razu po wyjściu ze szkoły ruszyłam razem z Kastielem do sklepu aby kupić kilka rzeczy, zobowiązał się mi pomóc z noszeniem toreb. Kupiliśmy dużo przekąsek i napojów, wszystko zostawiliśmy w domu i poszliśmy się przejść, omówić przy okazji sprawdziany. Z tego co się dowiedziałam to Kastielowi nie poszło najlepiej... Szkoda byłoby, gdyby zdobył jakąś złą ocenę... Chociaż sama nie byłam pewna swojej.  Dlatego tak się obawiałam... Czas zleciał mi naprawdę szybko, i nim się obejrzałam było już popołudnie następnego dnia. Musiałam wziąć się za przystrajanie domu i przygotowanie stołu na przybycie gości. Zrobiłam to w miarę szybko, akurat zdążyłam zanim przyszli pierwsi goście. Pierwsza była Roza. Przyniosła mi śliczną sukienkę, mówiła, że Leo specjalnie ją uszył. Cóż, mogłam zaprosić i jego... Zupełnie wyleciało mi to z głowy. Następny był Lysander, on za to wręczył mi naszyjnik z sową.  Od razu go założyłam i do końca dnia nie zamierzałam zdejmować. Potem przyszedł Kastiel i... On zawsze musi wchodzić z rozmachem?
- Mówiłaś, że nie boisz się egzotycznych zwierząt, nie?- zapytał na sam początek trzymając w ręku duże pudło. Naprawdę duże.
- Nie, nie boję się... Ale obawiam się tego co przyniosłeś...- powiedziałam cofając się o dwa kroki. Co on, tarantulę mi przywiózł?
- Spokooojnie!- zaśmiał się i otworzył pudełko, wyjął z niego duże, szklane terrarium i postawił na szafce. Coś czułam, że ta szafka nie zbyt długo pozostanie pusta.
- Puste terrarium mi przyniosłeś...?- zapytałam i sama się roześmiałam. To byłby ciekawy pomysł, puste terrarium!
- Nie do końca puste... -Stwierdził i wyjął zza siebie kolejne pudełko. Pewnie postawił je na ziemię za sobą kiedy wyjmował terrarium.Otworzył nieco mniejsze pudełko i delikatnie wyjął z niego... Węża. No pogrzało go!
- Cz ty do końca zgłupiałeś?- to było chyba bardziej stwierdzenie niż pytanie... Cóż, takiego prezentu się nie spodziewałam.
- Jeszcze nie do końca. Nazwij go Lucek, będzie dotrzymywał ci towarzystwa- zaśmiał się i włożył węża do terrarium- To Pyton Miniaturowy. Nie urośnie za duży...
- I tak jest już wielki!- powiedziałam lekko poirytowana, ale w głębi ta sytuacja naprawdę mnie śmieszyła. Naprawdę wszedł z hukiem, i to nie małym... Potem przyszła cała reszta, i impreza rozkręciła się zupełnie. Robiliśmy wiele rzeczy, ale jednak głównie tańczyliśmy i śmialiśmy się.
*******************************************************
( Perspektywa Kastiela)
*******************************************************
Wiedziałem, ze wejdę z rozmachem. Inaczej się nie dało. Musiałem z dużym hukiem. W sumie nawet nie wiedziałem czemu, po prostu miałem ochotę, żeby mnie zapamiętała, na bardzo długo. Pomysł z wężem wydał się jak dla mnie idealny, bo na pewno nie taki pospolity jak reszta prezentów... Cieszyłem się kiedy zwracali uwagę na terrarium, mogłem z dumą mówić, że to prezent ode mnie. No i pewien byłem, że na widok tego długiego stwora Alice będzie o mnie myśleć... Czegoś takiego nie da się zapomnieć. Ale o to właśnie chodziło. Na imprezie świetnie się bawiłem, pomimo, że był tam ten gospodarzyk... Nie zwracałem na niego uwagi i spędzałem czas z moją dziewczyną. Bawiliśmy się do rana, potem chyba wszyscy byli padnięci i przespali prawie cały dzień wakacji, oczywiście u mojej dziewczyny w domu, bo nie chciała ich puścić w takim stanie. Ja wstałem trochę wcześniej, obudziłem Alice i od razu zarządziłem, że idziemy na spacer. Chciałem odetchnąć świeżym powietrzem i przy okazji przejść się kawałek. Kiedy już się rozbudziła i przebrała ruszyliśmy miastem. przy okazji wstąpiliśmy do pizzeri żeby załatwić dla tej całej gromady jakieś śniadanie... Nie bardzo widziało nam się robienie kanapek dla tylu osób, więc po prostu zamówiliśmy pizzę. My zjedliśmy na miejscu, resztę zanieśliśmy im. Kiedy wróciliśmy nadal spali, nie sądziłem, że aż tyle dnia prześpią... Ale nie zamierzaliśmy ich budzić, bo w sumie po co. Obudzili się po jakiejś godzinie, zjedli co dostali i powoli wszyscy zaczęliśmy się zbierać, zostawiając Alice cały dom do ogarnięcia. Cóż, silna kobitka jest, poraadzi sobie... A przynajmniej tak sądzę.

piątek, 11 grudnia 2015

Sprawdziany | Rozdział 21|

Dzień rozpoczął się jak zwykle. Zaraz po wejściu do szkoły jednak wszystko się zmieniło. Było tam tak cicho jak nigdy... Wszyscy siedzieli z nosem w książkach, tylko Kastiel miał kompletną olewkę. Od razu zapytałam go o co właściwie chodzi.
- Cóż...- Chwilę się zamyślił- Wszyscy powtarzają do sprawdzianu. Pojutrze zakończenie roku... Musieli zorganizować coś co popsuje nam humory, no musieli!- wydawał się poirytowany całą sytuacją. Ja też o niczym nie wiedziałam, co mnie naprawdę dobiło... Na szczęście miałam jeszcze notatki...
- Kiedy ten sprawdzian...?- Zapytałam patrząc na niego poważnie. Byłam zupełnie zrezygnowana... Muszę zacząć bardziej słuchać na lekcjach...
- Myślałem, że tylko Lysander o wszystkim zapomina- zaśmiał się na widok mojego zdziwienia- No jutro. Mamy przyjść na 7.30...
- Czemu ja nic o tym nie wiedziałam...?- pytałam bardziej siebie niż jego. Serio na lekcjach byłam aż tak nieobecna?
- Bo nie słuchasz.- Stwierdził z wielkim przekonaniem. Ciekawe skąd wiedział co ja właściwie robię na lekcjach...
- Skąd ta pewność?- Tym razem pytanie kierowane było całkowicie do niego. Ciekawa byłam jak często na mnie się gapił...
- Bo cię obserwuje. Chyba chce wiedzieć, czy moja dziewczyna na pewno dobrze się czuje i czy mnie nie zdradza, nie?- pod koniec zdania się roześmiał. Pewnie, zdradzałam go na każdej chemii... W tej chwili przerwała nam Priya, która widocznie też nic nie widziała, bo chodziła roześmiana.
- Co robicie?- zapytała podchodząc do nas z uśmiechem.
- Rozmawiamy o sprawdzianie...- stwierdziłam i zaczęłam szukać notatek w torbie. Pewna jestem, że tam je miałam.
- Jakim sprawdzianie?- Mogłam się tego spodziewać, ona też nie miała o tym żadnego pojęcia...
- Tym, który jest jutro.- z odpowiedzią wyprzedził mnie Kastiel, jak zawsze wszystko wiedzący i wzorowy uczeń.
- Jest jutro jakiś sprawdzian?!- Zapytała naprawdę wystraszona- Nawet nie mam notatek! Jak sądzicie, poluzują mi ze względu, że jestem nowa...?- dodała z nadzieją w głosie.
- Szczerze?- spytałam, ale zanim coś dopowiedziałam Rudzielec mi przerwał
- Nie ma szans! Musisz sobie skserować notatki, czy coś... No i brać się do zakuwania. Tak jak każdy.- odparł lekceważącym tonem, jakby jej los był mu zupełnie obojętny.
- Ty jakoś nie powtarzasz...- Stwierdziłam i spojrzałam na niego podejrzanie.
- Byleby do trójki, nie?- zaśmiał się- Umiem większość, zrobiłem sobie przerwę.
*************************************************************
Perspektywa Kastiela
*************************************************************
Nierozgarnięcie nowej Priyi po części rozumiałem, w końcu nie do końca była zorientowana co i jak... Ale żeby moja Alice nie wiedziała o nadchodzącym koszmarze? To było co najmniej dziwne... Na jednej lekcji mogła nie uważać, ale o sprawdzianach dudnią już naprawdę długo, aż dziwne, że to pominęła... I co by było gdyby mnie nie spotkała? Najpewniej nie nauczyłaby się... W końcu to nasz przedostatni rok w tej szkole. Nie chcę, żeby coś poszło źle... Może na takiego nie wyglądam, ale serio się nią martwię.
- Szczęściarz...- Widać było zażenowanie w jej oczach. Cóż, przed nią dłuuuugi czas nauki.
- Nie szczęściarz, tylko osoba uważająca na lekcji.- Stwierdziłem, zgodnie z prawdą. Ze szczęściem akurat nie miałem dużo wspólnego... No może szczęściem było to, że mam taką fajną dziewczynę, ale reszta raczej nie układa się po mojej myśli.
- I wzorowy uczeń do tego.- zaśmiała się po chwili namysłu. Pewnie kalkulowała ile nauki na co poświęci... Też na początku tak robiłem.
- Znajdźmy lepiej jakieś ciche miejsce, żeby powtórzyć materiał... Nie chcesz chyba dostać słabej oceny, no nie?- zapytałem ją i skierowałem się w kierunku sali od chemii. Tam zazwyczaj było cicho, no i raczej nikt tam nie siedział, więc było to idealne miejsce.
- Zostawię cię z tym. Nie zapomnij jutro przyjść na właściwą godzinę... Przyjdę po ciebie.- dodałem po chwili nadal się martwiąc, że zaśpi czy coś takiego... Miała spore zdolności do wpadania w kłopoty. Chociaż z tego co mi mówiła to u nich dziedziczne.
- W porządku, będę czekać- odparła i usiadła do ławki zaczynając czytać notatki.
- Powodzenia.- powiedziałem jeszcze i wyszedłem zostawiając ją w spokoju. Na pewno dobrze jej pójdzie... A przynajmniej mam taką nadzieję.