Cass x Alice

Cass x Alice

sobota, 19 grudnia 2015

Urodziny |Rozdział 22|

Wstałam bardzo rano, chyba w obawie o te sprawdziany. Umiałam wszystko, ale mimo to byłam zdenerwowana. Byłam na miejscu piętnaście minut przed rozpoczęciem sprawdzianu. Kiedy już usiedliśmy w ławkach i dostaliśmy sprawdziany, okazały się one nie takie proste jak sądziłam... Niektóre pytania poszły łatwo, z innymi musiałam się trochę pomęczyć. Udało mi się skończyć kilka minut przed końcem czasu, wszystko dokładnie sprawdziłam i wychodząc z sali byłam już spokojniejsza, mogłam zrobić to co zamierzałam od samego rana. Musiałam rozdać zaproszenia na moje przyjęcie urodzinowe. Kończyłam 18 lat, więc planowałam coś hucznego... Miałam kilka zaproszeń dla chłopaków i dziewczyn, musiałam je tylko szybko porozdawać. Najpierw poszłam z zaproszeniem do Kastiela, bo był niedaleko. Chyba się ucieszył, bo od razu zagwarantował, że przyjdzie. Potem poszłam do Rozalii i Violetty, chociaż miałam małe wątpliwości, czy Violetta będzie zadowolona na takim przyjęciu... Na pewno będzie głośno. Potem poszłam do Priyi, Nataniela, Lysandra, Kena i Melanii. Od razu zaznaczyłam, że nie muszą nic przynosić, wystarczy mi ich obecność. Chciałam po prostu się wybawić, a nie dostawać niestworzone prezenty. Oczywiście na mnie naciskali i mówili, że i tak coś przyniosą. Nie dziwiłam im się... W końcu taka była ich natura, znałam ich jako takich.  Impreza miała odbyć się jutro wieczorem, więc od razu po wyjściu ze szkoły ruszyłam razem z Kastielem do sklepu aby kupić kilka rzeczy, zobowiązał się mi pomóc z noszeniem toreb. Kupiliśmy dużo przekąsek i napojów, wszystko zostawiliśmy w domu i poszliśmy się przejść, omówić przy okazji sprawdziany. Z tego co się dowiedziałam to Kastielowi nie poszło najlepiej... Szkoda byłoby, gdyby zdobył jakąś złą ocenę... Chociaż sama nie byłam pewna swojej.  Dlatego tak się obawiałam... Czas zleciał mi naprawdę szybko, i nim się obejrzałam było już popołudnie następnego dnia. Musiałam wziąć się za przystrajanie domu i przygotowanie stołu na przybycie gości. Zrobiłam to w miarę szybko, akurat zdążyłam zanim przyszli pierwsi goście. Pierwsza była Roza. Przyniosła mi śliczną sukienkę, mówiła, że Leo specjalnie ją uszył. Cóż, mogłam zaprosić i jego... Zupełnie wyleciało mi to z głowy. Następny był Lysander, on za to wręczył mi naszyjnik z sową.  Od razu go założyłam i do końca dnia nie zamierzałam zdejmować. Potem przyszedł Kastiel i... On zawsze musi wchodzić z rozmachem?
- Mówiłaś, że nie boisz się egzotycznych zwierząt, nie?- zapytał na sam początek trzymając w ręku duże pudło. Naprawdę duże.
- Nie, nie boję się... Ale obawiam się tego co przyniosłeś...- powiedziałam cofając się o dwa kroki. Co on, tarantulę mi przywiózł?
- Spokooojnie!- zaśmiał się i otworzył pudełko, wyjął z niego duże, szklane terrarium i postawił na szafce. Coś czułam, że ta szafka nie zbyt długo pozostanie pusta.
- Puste terrarium mi przyniosłeś...?- zapytałam i sama się roześmiałam. To byłby ciekawy pomysł, puste terrarium!
- Nie do końca puste... -Stwierdził i wyjął zza siebie kolejne pudełko. Pewnie postawił je na ziemię za sobą kiedy wyjmował terrarium.Otworzył nieco mniejsze pudełko i delikatnie wyjął z niego... Węża. No pogrzało go!
- Cz ty do końca zgłupiałeś?- to było chyba bardziej stwierdzenie niż pytanie... Cóż, takiego prezentu się nie spodziewałam.
- Jeszcze nie do końca. Nazwij go Lucek, będzie dotrzymywał ci towarzystwa- zaśmiał się i włożył węża do terrarium- To Pyton Miniaturowy. Nie urośnie za duży...
- I tak jest już wielki!- powiedziałam lekko poirytowana, ale w głębi ta sytuacja naprawdę mnie śmieszyła. Naprawdę wszedł z hukiem, i to nie małym... Potem przyszła cała reszta, i impreza rozkręciła się zupełnie. Robiliśmy wiele rzeczy, ale jednak głównie tańczyliśmy i śmialiśmy się.
*******************************************************
( Perspektywa Kastiela)
*******************************************************
Wiedziałem, ze wejdę z rozmachem. Inaczej się nie dało. Musiałem z dużym hukiem. W sumie nawet nie wiedziałem czemu, po prostu miałem ochotę, żeby mnie zapamiętała, na bardzo długo. Pomysł z wężem wydał się jak dla mnie idealny, bo na pewno nie taki pospolity jak reszta prezentów... Cieszyłem się kiedy zwracali uwagę na terrarium, mogłem z dumą mówić, że to prezent ode mnie. No i pewien byłem, że na widok tego długiego stwora Alice będzie o mnie myśleć... Czegoś takiego nie da się zapomnieć. Ale o to właśnie chodziło. Na imprezie świetnie się bawiłem, pomimo, że był tam ten gospodarzyk... Nie zwracałem na niego uwagi i spędzałem czas z moją dziewczyną. Bawiliśmy się do rana, potem chyba wszyscy byli padnięci i przespali prawie cały dzień wakacji, oczywiście u mojej dziewczyny w domu, bo nie chciała ich puścić w takim stanie. Ja wstałem trochę wcześniej, obudziłem Alice i od razu zarządziłem, że idziemy na spacer. Chciałem odetchnąć świeżym powietrzem i przy okazji przejść się kawałek. Kiedy już się rozbudziła i przebrała ruszyliśmy miastem. przy okazji wstąpiliśmy do pizzeri żeby załatwić dla tej całej gromady jakieś śniadanie... Nie bardzo widziało nam się robienie kanapek dla tylu osób, więc po prostu zamówiliśmy pizzę. My zjedliśmy na miejscu, resztę zanieśliśmy im. Kiedy wróciliśmy nadal spali, nie sądziłem, że aż tyle dnia prześpią... Ale nie zamierzaliśmy ich budzić, bo w sumie po co. Obudzili się po jakiejś godzinie, zjedli co dostali i powoli wszyscy zaczęliśmy się zbierać, zostawiając Alice cały dom do ogarnięcia. Cóż, silna kobitka jest, poraadzi sobie... A przynajmniej tak sądzę.

1 komentarz:

  1. Trochę błędów stylistycznych i chyba zjadłaś jeden wyraz. Brakowało mi też opisu tej szalonej imprezy ;) jakie to wariactwa tam wyprawiali. Poza tym rozdział nawet, nawet :). Czekam na następny rozdział i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń