Wieść o wycieczce rozniosła się niemal po całej szkole, nie było osoby która nie mówiłaby o tym. Wszyscy chyba naprawdę cieszyli się, że wreszcie szkoła zaczęła coś organizować. Ja sama również nie mogłam przestać o tym myśleć, ale było to chyba normalne... W końcu niedawno tutaj dołączyłam i jeszcze nie miałam okazji uczestniczyć w żadnym z wydarzeń. Taka wycieczka mogła naprawdę fajnie rozpocząć moje uczestnictwo w fajnych zdarzeniach. Castiel na początku trochę się burzył, że w namiotach ma być koniecznie ta sama płeć, ale ogarnął się na wieść, że przecież nie będziemy cały czas w nich siedzieć. Zapowiedział jednak mi i mojej ,, bandzie" ( Tak uwielbiał nazywać nas Alexy) że będzie się zakradać do namiotu jak często się da. Amy zrobiła tylko dziwną minę kiedy się o tym dowiedziała, a Iris jak zwykle zaczęła się śmiać.
- No nieźle! Cas ninja!- Zaczęła się głośno śmiać, pół korytarza zaraz skoncentrowało na nas swoje spojrzenia.
- Ciiiszej!- Starałam się ją jakoś uciszyć. W końcu cały korytarz nie musiał wiedzieć o tym, że Kastiel będzie zakradał nam się do namiotu... W ogóle nikt prócz nas nie powinien wiedzieć. Nagle kiedy zupełnie byłam skoncentrowana na uciszaniu Amy zobaczyłam, że ktoś potyka się o moje nogi. Pół korytarza zaczęło się śmiac, a drugie pół zrobiło przerażone miny. Zauważyłam właśnie, że to Amber, największa nadęta ropucha w szkole się wywaliła... Cóż, dobrze jej tak! Nie patrzy pod nogi i ma za swoje...
- Ty... Ty zapłacisz za to!- wrzasnęła na mnie podnosząc się. Wyglądała zabawnie taka wściekła...
- Lepiej odejdź, bo to ty dostaniesz nauczkę...- Castiel zaśmiał się pod nosem triumfalnie mnie obejmując. Chyba chciał jej zrobić na złość...
- Wy... Razem... ZABIJĘ CIĘ!- Jej krzyk słyszała chyba cała szkoła. Narobiłam sobie wrogów... Nieźle...
- No chyba śnisz, ona ma obstawę!- wtrącił się Alexy stojący akurat na korytarzu i wraz z Arminem przybrali pozy bojowe. Wyglądało to dosyć zabawnie... Oboje ustali w pozie superbohatera, a Amy tylko parsknęła śmiechem. Znów. Amber tylko przytupnęła nogą w podłogę i razem ze swoimi koleżankami odeszła z miejsca ,, Zbrodni".
- Noo, ładny popis dałaś przed ostatnią lekcją!- Armin pogratulował mi z uśmiechem. Wszyscy zachowywali się jakbym pokonała smoka czy coś w tym stylu... Kastiel tylko podejrzanie uśmiechał się do mnie przez całą lekcję która minęła stosunkowo szybko. Potem wreszcie mieliśmy wolne, więc od razu ruszyłam do domu. Kastiel odprowadził mnie jeszcze pod same drzwi. Kiedy weszłam zamiast dźwięku telewizora czy chociaż jakiegokolwiek dźwięku powitała mnie grobowa cisza... Michela nie było w domu...? Rozejrzałam się za nim. Siedział w pokoju, w całkowitej ciszy... W ręku trzymał jakąś kartkę, chyba czytał... Podeszłam do niego.
- Michi...? Wszystko w porządku...?- zapytałam siadając obok. Zaczęłam się martwić, nigdy nie siedział w takiej ciszy...
- Ah tak, wszystko jest okej.- Odparł, ale widziałam, że coś nie tak... Musiałam się dowiedzieć co...
*****************************************************************************
Patrzyłem na nią pustym wzrokiem, bez uczuć... Nie chciałem jej jakoś bardzo martwić tym, co się u mnie wydarzyło... W końcu myślała o mnie jak o idealnym bracie, nie mogłem pozwolić, żebym zmienił się w jej oczach... Miała mnie za ideał to taki musiałem być, nie było mowy o czymś innym. Może nie powinienem się przed nią zamykać... Tłumienie wszystkiego w środku na pewno nie jest najlepszym rozwiązaniem problemów. Chyba powinienem jej zaufać, ale co jeżeli to co jej powiem na tyle ją zszokuje, że nie będzie mi już ufać...? Musiałem odtrącić ten pomysł jak najszybciej z głowy. W ten sposób na pewno się nie zmotywuję, a tylko zniechęcę!
- Jest okej? Nie wygląda.- Stwierdziła nadal podejrzanie ilustrując mnie wzrokiem. Nie ważne jak bardzo byłbym przekonujący, ona i tak jest podejrzliwa...
- Tak, jest w porządku! Nie musisz na mnie aż tak naciskać, siostrzyczko...- Pierwsze zdanie wykrzyczałem, ale potem zaraz się uspokoiłem. Nie mogłem okazać słabości i tego, że choroba znowu przejmuje kontrolę... Szczególnie, że ona o niej nie wiedziała... I nigdy nie powinna się dowiedzieć...
- No w porządku, przepraszam... Nie denerwuj się...- Powiedziała. Wyglądała na przygnębioną... No miałem nadzieję, że nie przeze mnie...
- Nie denerwuję się. Po prostu jestem dzisiaj rozdrażniony, wybacz.- Uśmiechnąłem się do niej. Znowu wymuszam uśmiech... Niedobrze... Coraz rzadziej uśmiecham się z własnej woli... Czy moje myśli stają się aż tak ciemne?
- No dobrze, zostawię cię z tym...- Dopowiedziała i wyszła zostawiając mnie samego. Może to i lepiej... miałem czas, żeby sie zastanowić nad tym wszystkim... Nie chciałem być tym czarnym charakterem, dlatego wolałem milczeć... Tak będzie lepiej dla wszystkich...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz