Cass x Alice

Cass x Alice

piątek, 16 października 2015

Maska Spada //Rodział 16\\

Czułam się okropnie. Prawie każdy kogo znałam był przeciwko mnie... Stali za najbardziej fałszywą osobą jaką znałam... Niby chodziła z nimi kiedyś do klasy, znali się... Ale czy oni nie mogli przejrzeć na oczy? Czy serio sądzili, że potrafiłabym kogokolwiek tknąć chociażby palcem? Chociaż i tak najbardziej zabolał mnie Kastiel. Sądziłam, że mnie kochał, no i że mi ufał... Bardzo się przeliczyłam. Miałam teraz tylko nadzieję, że Lysander pomoże mi jakoś ich wszystkich uświadomić... A co z Kasem? Teraz mało mnie obchodził. Dopiero coś takiego uświadomiło mnie jak bardzo się pomyliłam. Byłam taka łatwowierna, poleciałam na kilka słodkich słówek... Teraz przynajmniej zastanowię się dwa razy zanim komukolwiek zaufam. Całą noc nie mogłam zasnąć, za dużo miałam na głowie. Obracałam się tylko z boku na bok, rozglądając się po pustym pokoju. Coraz mniej rzeczy było dla mnie ważnych. Nie sądziłam, że zmienię się aż tak... Ale chyba na każdego przyjdzie pora. Tak przynajmniej sądzę. Rano podniosłam się z łóżka, niewyspana, ale w stosunkowo dobrym humorze. Przemyślałam prawie wszystko co dało się przemyśleć. Szybko uszykowałam się do szkoły i wyszłam, wybrałam drogę okrężną, tą przez park. Szłam powoli, rozkoszując się każdym krokiem. Nie musiałam martwić się czasem, specjalnie wyszłam wcześniej. Cały czar prysł, kiedy pojawiłam się pod budynkiem szkoły, aż wzdrygnęłam się na myśl, że znowu będę musiała patrzeć na nich wszystkich... Powoli przekroczyłam próg drzwi, ruszyłam prosto pod klasę w jakiej miałam mieć teraz zajęcia. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie warto byłoby dzisiaj opuścić kilku zajęć... Z zadumy wyrwała mnie dłoń na moim ramieniu.
- Mam pomysł.- odwróciłam się w stronę znajomego głosu. Był to Lysander. Usiadł obok mnie i uśmiechnął się szeroko- musisz stawić jej czoła. No wiesz, Debrze. Będę patrzył zza rogu, jak wtedy... Ale tym razem wezmę ze sobą mały mikrofon z radiowęzła, wszystko pójdzie po szkole. Ważne tylko, żebyś zagoniła ją do piwnicy, bo tam sama nie usłyszy, że wszystko jest puszczane na żywo...
- Jesteś genialny...- stwierdziłam po usłyszeniu całego jego planu. Musiało się to sprawdzić, nie było nawet najmniejszej opcji, aby coś poszło nie tak. Od razu wzięliśmy się za realizację planu. Nie było trudno, bo Debra akurat omawiała coś w piwnicy z Kastielem. On widocznie nadal miał do mnie żal za coś czego nie zrobiłam, bo zaraz opuścił pomieszczenie. Tym lepiej dla niego.
- Ojeeej... Wróciłaś? Znowu chcesz zostać skompromitowana przed całą szkołą?- zaśmiała się. Gdybym nie wiedziała, że wszystko jest rejestrowane, na pewno udałoby mi się zachować takiego spokoju. Przemilczałam jej pytanie.
- Mowę ci odjęło? Może tak cię boli rozstanie z Kastielem? Owinęłam sobie tego idiotę i całą bandę z tej szkoły wokół palca. Są na każde moje zawołanie...Szkoda, że ty nie umiesz się tak ustawić. Czemu? Ja chyba wiem czemu. Bo jesteś słaba. Zbyt słaba...- w tym momencie coś we mnie pękło. Mogłąm jej pokazać jak silna potrafię być... Ale nam przerwali. Najpierw wściekły Kastiel, który pewnie słuchał całej audycji, potem cała reszta. Wszyscy wyglądali na skruszonych. Cóż, w końcu nie dosyć, że kompletnie stracili moje zaufanie, to jeszcze Debra okazała się fałszywa. Stała teraz oszołomiona, jakby zobaczyła ducha. Ja tylko posłałam uśmiech Lysanderowi, który wszedł ostatni.
- Debra... nie za taką cię miałem.- Alexy był wyraźnie zawiedziony. Spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem, a ja tylko odwróciłam spojrzenie.
- Cały czas kłamałaś?- Tym razem wtrącił się Armin. Po nim też widać było, że bardzo się zawiódł.
- To nie tak jak sądzicie...- Debra była tak oszołomiona, że nawet nic nie powiedziała. Po prostu uciekła przepychając się przez tłum, tyle ją widziałam. W duchu byłam naprawdę zadowolona, jednak na zewnątrz nie chciałam tego po sobie poznać. Teraz wszyscy spojrzeli na mnie.
- Alice... Źle Cię oceniłem. Przepraszam. Mogłem jej od początku nie wierzyć...- Pierwszy podszedł do mnie Ken. Tak smutnego i pełnego poczucia winy jeszcze go nie widziałam.
- Rozumiem, że mogłeś się tego po niej nie spodziewać... Przeprosiny przyjęte.- Uśmiechnęłam się do niego lepiej, a jemu widocznie ulżyło, że nie mam już żalu. Potem przeprosił mnie Alexy i Armin oraz dziewczyny. Przyszła kolej na Kastiela, w którego większość wpatrywała się z wyraźną dezaprobatą.
- Alice... Ja...- Nie pozwoliłam mu skończyć. Co on, sądził, że znowu wszystko będzie dobrze? Chyba sobie żartował.
- Nie. Już się na tobie przejechałam. Wolałeś uwierzyć swojej byłej niż mnie. I co, podobno mnie kochałeś? Wątpię. Kiedy pojawiła się ona odrzuciłeś mnie w kąt, jakbym się nie liczyła.- Patrzyłam na niego z żalem w oczach. Chciałam wyglądać pewnie, ale ostatecznie łzy i tak zaszkliły moje oczy. Kochałam go, naprawdę... I zabolało mnie jak zostałam odrzucona dla niej... Dlatego nie chciałam mu wybaczyć. Przestało się dla mnie liczyć co powie o mnie ktoś inny... Chyba po prostu ściana we mnie, która zatrzymywała wszystkie złe emocje właśnie pękła, pozwalając wydostać się na zewnątrz nowej mnie. Silniejszej, ostrożniejszej. Nie żałowałam żadnego słowa jakie wypowiedziałam. Nie było już bólu ani wstydu. Teraz czułam już tylko wyższość.
*********************************************************************************
( perspektywa Kastiela)
*********************************************************************************
Miałem nadzieję, że da się ją jakoś przeprosić... Żałowałem tego co zrobiłem. Mogła sobie o mnie wiele pomyśleć, wiem... Wiem też, że zachowałem się jak świnia, odstawiłem ją na drugi plan. Ale naprawdę ją pokochałem. Zmieniłem się dzięki niej, stałem się milszy... Wreszcie potrafiłem okazać uczucia, otwarcie mówić o tym co czuję. Wiedziałem, że jedne przeprosiny nie wystarczą. To było zbyt mało żebym mógł to wszystko naprawić. Do tego naprawdę zabolało mnie to co powiedziała. Naprawdę ją kochałem... Całym sobą.
- To naprawdę nie tak...- Kompletnie spanikowałem. Bałem się, że już mi nie uwierzy...
- NO to w takim razie jak?!- Wyglądała na wściekłą... Ale też inną niż ją poznałem. Jakby dopiero co uwolniła swoje emocje, i nie była już nieśmiała.
- Nie potrafię ci tego wytłumaczyć... Ale wiedz, że naprawdę cię kocham... Cały czas.  Debra tylko trochę zawróciła mi w głowie... Przepraszam...- Popatrzyłem prosto w jej oczy. Były takie pełne złości... Gdzieś przeplatała się nienawiść... Miałem tylko nadzieję, że nie do mnie. Za bardzo mi na niej zależało, żeby pozwolić jej odejść.
- Nie potrafisz... Tak jak nie potrafiłeś zachować się jak facet. Stanąłeś zawiększością, bo tak jest prościej, no nie?- Teraz była po prostu zawiedziona... Smutna...- Zawiodłeś mnie.- Te słowa uderzyły we mnie jak ostrza, z takim samym, a może i większym bólem. Rozumiałem jej uczucia... Ale i tak bardzo bolało. Nie miałem jej nic za złe... Bo byłem świadomy swojego zachowania. Może uda mi się to naprawić... O ile pozwoli mi na to... Jeszcze pokombinuję, nie odpuszczę tak łatwo.

3 komentarze:

  1. Rozdział dobry. Skupiłaś się na emocjach bohaterów, Alice wkurzona a Kastiel zdeterminowany. Ciekawi mnie jak z powrotem ich połączysz( jeśli ich połączysz, a to ma się stać ! XD ), czy Kastiel będzie tak upierdliwy i będzie tak się starał że w końcu Alice mu wybaczy, czy jakiś wypadek ich pogodzi, dajmy na to Kastiel wpada pod samochód, ale to zależy tylko od Twojej wyobraźni i planu. Pozdrawiam i czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kastiel pod samochodem - kierowcę na pewno zagryzie albo Demon, albo Alice :P

      Usuń
    2. Kastiel pod samochodem - kierowcę na pewno zagryzie albo Demon, albo Alice :P

      Usuń