Dzień zapowiadał się zwyczajnie, bez większych trudności. Rano wyszłam do szkoły, jak zwykle. To był mój ostatni dzień szkoły, mieliśmy bardzo mało zajęć. Jednak wśród moich znajomych panowała grobowa atmosfera. Mówili mało... Unikali mojego wzroku. Jakby ktoś ich podmienił... Nie rozumiałam co się stało. Nigdy się tak nie zachowywali... Zawsze byli normalni. Dopiero kiedy doszedł do nas Kastiel, wszystko się zmieniło.
- Nie zrobisz mi tego, prawda, Alice...?- Wydawał się smutny, przygnębiony... Gdzie podział się jego dawny humor...? Zawsze do tej pory był zadowolony, a tym razem wręcz zarażał wszystkich złym humorem.
- Czego...?- zapytałam patrząc na niego zdziwiona. U mnie nic się nie zmieniło, nie miałam pojęcia o czym mówił...
- Nie zostawisz mnie tutaj samego, prawda...?- Popatrzył mi prosto w oczy. Był naprawdę roztrzęsiony...- Raz już tak kogoś straciłem... Nie chcę powtórki...- Wydawał się zupełnie odmieniony...
- Czemu miałabym cię zostawiać...? Kocham cię...- pierwszy raz wyznałam mu to przy wszystkich... Do tej pory raczej tego nie powtarzałam... Może to było powodem jego zachowania...? Że nie poświęcałam mu tyle czasu i uwagi ile powinnam...?
- Tak, wiem... I ja ciebie też. Dlatego nie chcę cię stracić... Jesteś moim skarbem...- Uśmiechnął się, ale wiedziałam, że uśmiech był fałszywy. W jego oczach dalej widziałam smutek, wręcz rozpacz...
- Dlaczego miałbyś mnie tracić...? Dlaczego wszyscy się tak zachowujecie?- zapytałam patrząc po twarzach moich przyjaciół. Wszyscy byli przygnębieni.
- Rano był tu twój brat. Rozmawiał z Dyrektorką. Mówił, że liceum ukończysz w swoim starym mieście... Że do końca tygodnia wyniesiecie się stąd i wrócicie do starego miejsca zamieszkania...- Wyznał mi Nataniel, który dopiero co do nas dołączył. Nie rozumiałam, jak Michel mógł zrobić to bez mojej zgody... Miałam 18 lat, mogłam tutaj zostać!
- Nie ma mowy, żebym się stąd wyniosła!- od razu spojrzałam na Kastiela. Widziałam, że jego boli to najbardziej.- Nie ma mowy, żebym was zostawiła...- po tych słowach po prostu mocno przytuliłam Kastiela.- Chcę, żebyś zapamiętał... Że nie ma możliwości, żebym cię zostawiła...- szepnęłam do niego. Naprawdę chciałam, żeby to zrozumiał, i więcej nie myślał, że mogłabym go zostawić. Sama nie przeżyłabym takiego rozstania... Był dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Za dużo razem przeszliśmy. Zwyczajnie bym nie potrafiła. Poczułam jak on również mnie przytula
- Będę pamiętać... I nawet jak będziesz już zmuszona wyjechać... Co i tak będzie dla nie tragedią... Proszę, utrzymuj ze mną ciągle kontakt. Chcę móc chociaż słyszeć twój głos...- Prawie się popłakałam kiedy to mówił. Co prawda obiecałam, że z nimi zostanę... Ale nie wiem, czy na pewno mogę. Niektóre rzeczy nie są tak łatwe jak się wydają...
- Kastiel, kochanie... Chodź ze mną do Michela. Wyjaśnimy to z nim... Jakoś damy radę...- chwyciłam go za rękę czekając na jego reakcję. Przytaknął i ruszył razem ze mną do mieszkania Michela. Zapukałam do drzwi jego mieszkania, a on otworzył dosyć wzburzony. Nie rozumiałam go... Dlaczego próbował zniszczyć moje życie...?
******************************************************************************
Perspektywa Michela
******************************************************************************
Musiałem podjąć taką decyzję. Chciałem ją chronić. Źle zrobiłem wybierając moją pracę... Zbyt wielu osobom się naraziłem. Musiałem uciekać z kraju, żeby nie zginąć... A samej nie mogłem jej tutaj zostawić, szczególnie, że Delist jechał ze mną. Zostałaby sama.
- Pakuj się Alice. Nie mamy dużo czasu.- powiedziałem od razu po otworzeniu drzwi, nie było mi łatwo. Wiedziałem, że ją krzywdzę, odbierając jej przyjaciół... Chłopaka... Musiało ją boleć. I to bardzo mocno. Ale nie miałem wyjścia...
- Nie ruszam się stąd.- nie mogłem sobie na to pozwolić. Jedzie ze mną i koniec. To była moja decyzja.
- Tym razem nie ma dyskusji Alice. Samolot mamy o 19. Masz 3 godziny na spakowanie się i stawienie się u mnie. Inaczej załatwię to siłą...- Bardzo bolało mnie to, że musiałem zadawać jej taki cios. Szkoda mi jej było... Szczególnie, że widziałem, że łzy popłyneły z jej oczu.
- Nienawidzę cię! Niszczysz mi życie!- krzyczała na mnie, a łzy spływały jej po policzkach. Widziałem, że była wściekła. Że ją to bolało... Musiałem.
- Bez względu na to jak się teraz czujesz... Pakuj się, Alice. mamy mało czasu.- odparłem i zwyczajnie zamknąłem przed nią drzwi. Musiałe być silny w takiej sytuacji... Nie dać się złamać. Bo gdybym dał się złamać to nic by nie wyszło... Oby tylko naprawdę nam się udało. Inaczej ten ból był przeżywany na marne.
Rozdział jest naprawdę dobry c:
OdpowiedzUsuń