Cass x Alice

Cass x Alice

niedziela, 20 września 2015

Przeprowadzka //Rozdział 13\\

Ten dzień musiał w końcu nadejść. Nie mogłam dalej uciekać od problemów, w ten sposób tylko je powiększałam. Czas na mocne zderzenie z rzeczywistością... Taką jaką jest naprawdę, bez fikcji, idealizmu... Kastiel miał iść ze mną, ale ostatecznie poprosiłam go, żeby jednak został. Nie chciałam go mieszać w sprawy które powinnam rozwiązać z Michelem. Musiałam tylko zabrać resztę rzeczy ze starego mieszkania, żeby móc się przeprowadzić... Ruszyłam prosto do drzwi, które otworzyłam kluczem. Poszłam od razu do swojego pokoju, mijając oszołomionego Delista. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać... jeszcze nie. On w sumie nie był niczemu winny, ale chciałam zachować dystans do ich obu. Wyciągnęłam torbę z szafy i zaczęłam się pakować. Póki co spakowałam tylko to co najpotrzebniejsze, przy kompletnym wynoszeniu się będzie mi już musiał pomóc Kastiel. Kiedy zasuwałam torbę do pokoju wszedł Michel, oparł się o ramę drzwi.
- Alice...- popatrzył na mnie smutnym wzrokiem. Teraz, kiedy znałam jego prawdziwe oblicze... Nie potrafiłam popatrzeć na niego jak kiedyś.
- Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.- Miałam ochotę powiedzieć coś zupełnie innego... Ale musiałam być twarda... Pokazać swoją inną stronę. Chciałam, żeby widział, że mogę sobie poradzić bez niego.
- Po prostu mnie wysłuchaj...- Widziałam jak bardzo żałował, że w ogóle się dowiedziałam... Nie sądziłam, że chcę go teraz słuchać, ale wiedziałam, że gdybym się nie zgodziła, naciskałby aż do uzyskania zgody.
- No dobra, słucham. Masz pięć minut.- Nadal miałam kamienną twarz. Nie chciałam mu pokazać, że się martwię... Chociaż nie okazywanie jakichkolwiek uczuć nie było w moim stylu.
- Siostrzyczko... ja naprawdę nie chciałem. Nie miałem jednak wyjścia... Zespół stresu pourazowego, jak sama nazwa wskazuje, występuje po jakimś bardzo bolesnym urazie. Ja nabawiłem się go po stracie rodziców... Po tym wypadku, w którym o mało nie straciłem i ciebie... Wtedy wszystko mi się zawaliło... Zrozum mnie, miałem tyle na głowie... Starałem się jak mogłem być ideałem dla ciebie, chciałem, żebyś miała we mnie jak największe oparcie... W rzeczywistości też bardzo cierpiałem, ale chciałem to zatuszować... Żebyś tego nie widziała. Dopiero potem dowiedziałem się, że nasz ojciec miał dużo długów... To wszystko automatycznie spadło na mnie, jako jedynego pełnoletniego... Powiedz mi Alice, co mogłem zrobić? Wziąłem pracę która była w miarę łatwa i dobrze płatna... zrozum mnie...- Widziałam ten ogromny ból w jego oczach kiedy to mówił... Miałam ochotę przestać być twarda... Pokazać mu, że się martwię, i że go rozumiem... Ale nie mogłam... Tak bardzo żałowałam, że nie mogłam... Po prostu zasunęłam torbę do końca, wzięłam ją na ramie i minęłam go wychodząc.- Alice, proszę...- Nigdy nie widziałam go tak bardzo skruszonego. Niech to po prost przemyśli... Czułam, że jeżeli wtedy nie wyjdę to się rozpłaczę, a obiecałam sobie tego nie robić... znowu wróciłam do mieszkania Kastiela. Musieliśmy jeszcze poszukać mieszkań na sprzedaż... Miałam trochę oszczędzonego, więc z ceną nie powinno być problemu. Najbardziej martwiłam się jednak tym, że nie wytrzymam sama w pustym domu. Byłam tak przyzwyczajona do czyjejś obecności, że dosłownie mogłam zwariować...
******************************************************************************
( perspektywa Michela)
******************************************************************************
Myślałem, że zwariuje, kiedy była tak daleko ode mnie... Kilkoma głupimi słowami Delist zepsuł wszystko co nas łączyło. Poczułęm do niego tak ogromną nienawiść... Miało się wszystko ułożyć, a teraz nagle jedna z najważniejszych osób w moim życiu wyprowadza się, zostawiając po sobie pusty pokój... Przez te dni kiedy jej nie było, chodziłem po mieszkaniu w te i z powrotem nie mogąc znaleźć własnego miejsca... Żałowałem, że prawda kiedykolwiek została ujawniona...Mogłem jej to powiedzieć sam, kiedy indziej.... Wtedy, kiedy będę pewien, że jest gotowa. Teraz przyjęła tą informacje zupełnie na to nie przygotowana... nie dziwię się, że tak bardzo ją zabolało. Chciałem jakoś złagodzić sytuacje tłumacząc jej wszystko, ale była nieugięta... Nie chciałem, żeby w ten sposób zakończyły się nasze relacje. Dużo nas łączyło... Pomimo tego kim byłem i gdzie pracowałem, nadal byłem tym samym Michelem którego znała i na którym jej zależało... Nic się nie zmieniło, może jedynie to, że już znała prawdę... Byłem taki wściekły, zupełnie jak nigdy. Zrozumiałem dopiero teraz, że powinienem się za siebie wziąć... Wyregulowałem już długi ojca... Zapiszę się do psychologa, zwalczę chorobę. Rzucę tą robotę... Nie będę więcej przelewał krwi. Pokaże wszystkim, że potrafie się zmienić... Ruszyłem teraz w stronę Delista. Stał przy oknie, patrzył, jak Alice odchodzi...
- Jesteś z siebie zadowolony? Zniszczyłeś wszystko...- Popatrzyłem na niego z żalem w oczach. Wcale nie musiało się tak ułożyć...
- Nie jestem...- Chyba dotarło do niego, że zrobił coś złego. Zaszkodził nie tylko mi, ale i sobie. Może nie przemyślał swoich działań... Ale nie mam co go usprawiedliwiać. Zrobił co uważał za słuszne, chociaż było to zupełną głupotą.
- Więc po co to wszystko?- zapytałem nie spuszczając z niego wzroku.
- To miało być inaczej...- mruknął niechętnie wciąż patrząc w okno. Nie rozumiałem go. Jak miało być w takim razie? On miał wyjść na tego dobrego, a ja na złego? Ja sobie poradzę, zmienię się jak mogę, odzyskam jej zaufanie... A co zrobi Delist to już nie moja sprawa. Może to złe i nie powinienem tak myśleć, ale życzę mu porażki... Ja odnalazłem już w sobie siłę, i wszystkie te zdarzenia stały się dla mnie inspiracją do zmiany. Czułem tą chęć wypróbowania czegoś nowego, pójścia inną drogą niż zawsze... Po prostu chciałem wreszcie być tym dobrym, tym idealnym... Tym za kogo ona mnie uważała. I nie spocznę dopóki nie osiągnę tego celu, nie ważne jak wiele może mnie to kosztować. Za późno się za to wziąłem... Czas nadrobić ten stracony czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz