Nie sądziłam, że w ciągu jednego dnia wszystko może się tak zniszczyć. Jeszcze przed chwilą byłam szczęśliwa, w końcu powrócił Delist, wszystko teraz miało być inaczej... Ale nie w tym sensie inaczej. Nie chciałam, by wszystko się psuło... Chciałam, żeby teraz wszystko było lepsze. W końcu wszystkie bliskie mi osoby były zaraz obok... Miałam wszystko, chłopaka, rodzinę... Miałam cichą nadzieję, że wszystko się jednak jakoś ułoży, no i że nie będę musiała znowu przechodzić przez to co kiedyś... Przez ból, którego nie potrafiłam znieść... Ale nie, wszystko znowu musiało się rozpaść, pozostawiając za sobą jedynie spustoszenie. Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Mój Michel, ukochany brat, który był tak cholernie idealny, w którym pokładałam największe nadzieje... Który wspierał mnie na każdym kroku, dodawał otuchy, był zawsze obok... Teraz okazuje się, że moje wyobrażenie co do niego było tylko pustym kłamstwem, czymś, co nigdy nie istniało. A prawdą było to, że mieszkam pod jednym dachem z chorym psychicznie płatnym zabójcą... Nie mogłam sobie tego poukładać. Był taki niepozorny, nigdy nic po sobie nie pokazał. Wierzyłam w jego wersje... Dopiero Delist uświadomił mi wszystko. Szczerze mówiąc nie wiem, czy chciałam to wiedzieć... Nie w porządku było, że odcinałam się także od niego. Nie chciałam już widzieć Michela... Ale Delist nic tutaj nie zrobił, a pomimo to zostawiłam go razem z moim starszym bratem w domu... Nie wiem, czy zrobiłam dobrze. W ogóle nie powinnam się teraz zastanawiać nad takimi sprawami. Musiałam jak najszybciej znaleźć sobie mieszkanie... W końcu nie mogłam cały czas siedzieć u Kastiela. I tak wiele dla mnie zrobił, nie mogę go aż tak wykorzystywać. Zacznę żyć na własną rękę, utrzymując nadal kontakt z moim młodszym bratem. Nie wiem co będzie z Michelem. Nie mam siły się nad nim myśleć... Zostawię sobie to na potem. Póki co chcę tylko spokoju... Muszę wszystko sobie poukładać zanim tam wrócę... A wiem, że wrócę tylko po rzeczy. Moje rozmyślanie szybko przerwał mi Kastiel, który właśnie wszedł do pokoju.
- Wszystko okej? Jest już bardzo późno, a ty nadal nie śpisz...- musiał zauważyć światło z mojego pokoju kiedy przechodził korytarzem. On chyba obudził się tylko na chwilę, miał zaspaną twarz. Miło mi było, że się o mnie martwił...
- Tak, wszystko jest dobrze. Tylko myślę.- powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego niepozornie. Nie chciałam dać mu poznać jak bardzo martwię się tą sytuacją... Nie chcę go obciążać swoimi problemami, na pewno ma dosyć własnych.
- Na pewno? Wyglądasz źle...- powiedział i usiadł obok mnie. Czule popatrzył na mnie zaspanym wzrokiem. Wszystko wyczytał z moich oczu... Widziałam to po nim.
- Nie przejmuj się mną...- odpowiedziałam krótko i odwróciłam wzrok. Tak jak już wspominałam, nie chciałam go obarczać problemami...
- Jak mogę się nie przejmować? Kocham cię i zależy mi na tobie...- Nie spodziewałabym się po nim aż takiego wyznania. Niby tylko kilka słów... Ale podbudowały mnie jak nic innego. Poczułam jego bliskość... Zrozumiałam, że jednak komuś na mnie zależy... Nie sądziłam, że w tej paskudnej sytuacji znajdzie się cokolwiek dobrego... Całe szczęście, że się myliłam... Tym razem nie chciałam mieć racji. Miałam teraz tylko malutką nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży na nowo... Oby tak było.
******************************************************************************
( Perspektywa Kastiela)
******************************************************************************
Nie potrafiłem zostawić jej w takiej sytuacji samej. Kochałem ją. Po raz pierwszy z czystym sercem mogłem powiedzieć, że kogokolwiek kocham. Tak jak wcześniej nie zdarzało się to nigdy, teraz mogłem wymówić te piękne słowa z uśmiechem na ustach. Jednak było też coś, co nie dawało mi spokoju... Widziałem jej minę. Martwiła się... Potrafiłem wyczytać z jej oczu wszystko. Ten ból, jaki teraz czuła, wątpliwość... Nie dziwiły mnie te uczucia. Starałem się postawić w jej sytuacji, ale trudno mi nawet było to sobie wyobrazić. Nie przeżyłem nigdy czegoś takiego, a nawet czegokolwiek do tego podobnego... Jedyne co mogłem zrobić to być przy niej, pomóc jej dać ujście smutkowi. Musiała być silna... Wiem, że przeszła już dużo, za każdym razem wstawała po upadku, żyła na nowo... Teraz jednak widziałem, że coś w niej pękło. Jakaś część, która musiała być cała... Która zatrzymywała cały ten smutek wewnątrz niej. A teraz, bez niej, było coraz trudniej. Coraz więcej cierpienia do niej docierało... A ja mogłem tylko patrzeć. Wiedziałem, że nie zrobię nic, co teraz dałoby jakikolwiek rezultat. Musiałem jednak być obok. Chciałem, żeby poczuła, że może na mnie liczyć...
- Kastiel... To wszystko takie skomplikowane...- Powiedziała po chwili milczenia i położyła się na łóżku. Ja od razu położyłem się obok. Nie wiedziałem, jak mogę jej poprawić humor... Ale wszystkiego spróbuję, jeżeli cokolwiek ma pomóc...
- Wiem... Ale musisz stawić czoła problemom. Chociażby, żeby wziąć rzeczy ze starego mieszkania...- odparłem patrząc na nią. Byłem gotowy udać się do jej starego mieszkania razem z nią. Nie chciałem jej zostawiać z tym samej, szczególnie, że w tym domu był morderca...
- Pójdziesz ze mną...?- zapytała patrząc na nie z nadzieją. Nie potrafiłem oprzeć się temu jej spojrzeniu...
- Oczywiście...Nie zostawię cię z tym samej.- uśmiechnąłem się lekko, Wiem, że lubiła mój uśmiech... Chciałem jej dać jak najwięcej powodów do radości. Zasługiwała na to...
- Dziękuję...- również się uśmiechnęła. Wreszcie osiągnąłem cel. Mogłem zobaczyć jej uśmiech... Dla mnie była to idealna nagroda za starania. Widzieć, że jest zadowolona... A przynajmniej mniej smutna. Teraz tylko musiałem pomóc jej się uporać z tą sytuacją... A potem wreszcie mogłem spełnić moje plany co do niej. Miałem wiele pomysłów na spędzanie czasu, ale ostatnio jakoś nie miałem kiedy ich wykorzystać... Nie spotykaliśmy się tak często, więc ucieszyło mnie, że będzie teraz u mnie mieszkać, co z tego, że tylko na chwilę... Każda chwila była cenna,a przynajmniej dla mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz