Cass x Alice

Cass x Alice

wtorek, 8 września 2015

Pierwsi wrogowie //Rozdział 10| Część 3\\

Od kilku dni czułam dziwny niepokój. Jakbym była obserwowana... Pomimo, że coraz czujniej się rozglądałam nadal nie potrafiłam dostrzec sprawcy tego uczucia. Wiedziałam, że jest gdzieś blisko, mimo, że nie potrafiłam go zobaczyć. Może tylko mi się wydawało...? Ostatnio byłam dosyć przemęczona, powinnam chyba zwalić winę na to. Z drugiej strony... Bagatelizowanie czegoś takiego raczej nie zbyt dobrze na mnie wpływało. Z czasem było ze mną coraz gorzej, uczucie obserwowania na każdym kroku rosło... Było coraz silniejsze, bardziej przytłaczające... Musiałam w końcu sprawdzić o co właściwie chodzi. Zaczęłam być ostrożniejsza i czujniej się rozglądać. W końcu znalazłam sprawce... On chyba również zauważył, że go dostrzegłam, ale nie ruszył się z miejsca. Wybiegłam więc przed dom i od razu pojawiłam się przed nieznajomym. Był on młodym ciemnoczerwono włosym chłopakiem. Blizna przechodziła przez jego prawe oko, które było w kolorze czerwonym. Drugie miał niebieskie. Uśmiechał się lekko, padało na niego tylko lekkie światło księżyca...
- Kim jesteś i czego ode mnie chcesz?!- krzyknęłam na niego. Nie miałam powodów by być miła... Byłam zła. Jak mógł mnie obserwować przez cały ten czas? Przecież nawet mnie nie znał!
- Nie pamiętasz mnie...?- zapytał patrząc prosto na mnie. Fakt, gdzieś kojarzyłam tą twarz...Tkwiła gdzieś głęboko w mojej głowie... Jakbym gdzieś go widziała...
- Nie przypominam sobie.- taka odpowiedz była najbezpieczniejsza. Nie chciałam mu robić nadziei, że go znam czy coś w tym stylu... Jeszcze nie będzie się chciał odczepić.
- Tak jak myślałem...- widziałam coś w rodzaju smutku w jego oczach. Patrzył prosto na mnie, jakby dookoła nie było niczego na czym mógłby zawiesić wzrok...- Alice... Tęskniłem...-szepnął. Teraz byłam zupełnie zmieszana.
- Jeszcze raz. Kim jesteś...- kompletnie nie potrafiłam sobie tego przypomnieć. Nawet nie pamiętałam jego imienia...
- Delist Williams. Teraz chyba powinnaś wiedzieć...- Spojrzał na mnie przenikającym wzrokiem... Od razu go sobie przypomniałam... Tak bardzo się zmienił... Delist był moim młodszym bratem, ale kiedy miałam 6 lat coś sie z nim stało... Rodzice nigdy o tym nie wspominali, a ja zapomniałam...Pomimo, że byliśmy naprawdę blisko... Nie mogłam uwierzyć, że teraz wrócił... Miał do mnie żal...?
- Deli... Co się z tobą stało...?- Na te pytanie jego oczy wypełniły się bólem. Widać, że dużo kosztowało go przypomnienie sobie wszystkiego co się wydarzyło...
- Oddali mnie. Nie byłem mile widziany we własnej rodzinie... Spędziłem kilka lat w sierocińcu... Potem poprawczak...- Mówił to powoli, niepewnie... jakby nie chciał tego wcale wyjawiać... Ale nie miałam co mu się dziwić. Słuchałam uważnie jego historii. Teraz kiedy już wrócił... Chciałam jak najbardziej go zrozumieć. Po tych wszystkich latach...
- Kiedy wypuścili mnie z poprawczaka zaczęły się problemy z narkotykami...- te słowa chyba sprawiły mu największy ból. Musiał mieć naprawdę ciężko... W sumie to wrócił nie wiadomo skąd w biały dzień, to też musiało czegoś dowodzić.
- Wciąż bierzesz?- zapytałam krótko. Na pierwszy rzut oka nie wyglądał na kogoś kto by brał... A raczej na zwyczajnego. Ale w sumie nie mogłam się po nim niczego spodziewać... Musiał się wycwanić przez te lata.
**********************************************************
( Perspektywa Delista)
***********************************************************
- Uzależniłem się...- Było mi wstyd. Nie chciałem jej tego mówić, szczególnie, że pokładałem w niej wielkie nadzieje... Akurat teraz nie miałem się gdzie podziać. Odszukałem ją głównie z tęsknoty, ale również dlatego, że jej naprawdę potrzebuje. Ona może i zapomniała... Ale ja pamiętałem wciąż. Przez cały ten czas nie myślałem o niczym innym jak o odnalezieniu rodziny... Przez jakiś czas ją tylko obserwowałem, chciałem się upewnić...
- Uzależniłeś... Czyli naprawdę dużo się u ciebie wydarzyło, co?- nie wyglądała na zaskoczoną... Spodziewała się tego po mnie...?
- Dosyć dużo. Nie chce o tym mówić...- Każde kolejne słowo bolało mocniej. Dlatego bardzo nie chciałem, żeby zadawała więcej pytań o mojej przeszłości...
- Więc... Czego ode mnie teraz oczekujesz...?- to w końcu musiało paść. Wyczuła, że nie jestem tam bezinteresownie...
- Dachu nad głową. Teraz akurat mam trudny okres...- Wstydziłem się ją o to prosić. Nie chciałem nagle wpadać w jej życie, to wszystko działo się za szybko... Na pewno miałą dosyć problemów, a ja wchodziłem jej na głowę...
- No... Dobra. Ale tylko dlatego, że jesteśmy rodziną...- kamień spadł mi z serca. Nie sądziłem, że mnie przyjmie... Myślałem, że wyśle mnie tam skąd przyszedłem, jak każdy w takiej chwili. Wyrosła na dobrą osobę...
- Dzięki. Nie sprawię kłopotów, zobaczysz...- Musiałem się ogarnąć i nie sprawiać problemów. W końcu teraz od tego zależało moje życie. Nie mogłem podpadać. Najbardziej jednak wciąż obawiałem się spotkania z Michelem. Widziałem go już kilka razy... Na początku wcale go nie poznałem, potem jednak się zorientowałem, że to on. Nigdy się nie lubiliśmy, szczególnie, że to po części przez niego musiałem się usunąć z rodziny tracąc całe dzieciństwo... Ale on mnie jeszcze popamięta. Nie zostawię tej sprawy... Prawda musi wyjść na światło dzienne. Alice pewnie wiele o nim jeszcze nie wie... Ale ja już zadbam, żeby się jednak dowiedziała. Nawet tej najmroczniejszej prawdy jaką chowa za plecami, udając idealnego braciszka... Ale nikt nie jest idealny, a on tym bardziej. Nie pozwolę mu wciąż udawać i kryć się za maską...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz