Cóż, jestem znów. Mimo dłuuuuuuuuuuugiej nieobecności dostałam kopa od BFF która sama teraz próbuje swoich sił w blogerstwie: https://slodkietabuopowiadanie.blogspot.com
Więc postanowiłam znów reaktywować bloga, będzie kilka zmian we wszystkim, i playlistę też odświeżę... Tak więc nowego rozdziału można się spodziewać dziś/jutro, nie jestem pewna jak to do konca wyjdzie. Ale bede sie starała jak najszybciej~ tak więc witam znów na blogu, gdzie ukaże się kontynuacja przygód Alice. Zmianie ulegnie także oznaczanie rozdziałów, nie będę nadawała podtytułów, bo za dużo jest z tym myślenia :/ A poza tym Alice wciąż jest sobą, nie musicie się martwić o charakter ^^
Słodki Flirt- Zagubiona między Czernią a Bielą.
"Nie da się połączyć dwóch sprzecznych sobie światów. Jest się dobrym albo złym, człowiek ma zazwyczaj określoną naturę, niezmienną przez całe życie. Są jednak ludzie pomiędzy, którzy nie mogą zdecydować się na żaden ze światów. Pomiędzy Czernią A Bielą."
Cass x Alice
niedziela, 1 stycznia 2017
środa, 3 sierpnia 2016
koniec...?
Wybaczcie ale... blog najprawdopodobniej nie będzie już kontynuowany. Autorka odcina się zupełnie od internetu, od facebooka i innych mediów społecznościowych... Może wróci kiedyś na niego, ale teraz nie wygląda jakby mogła. Wszystko za sprawą kilku wrednych żmiji które zniszczyły ją od środka... Blog był dla niej bardzo ważny, ona kochała to co robi, jednak przyszedł czas na pożegnanie... Wybaczcie jej... To już rok prowadzenia tego bloga, przez rok miała na to chęć, czas, siłę. A teraz się wszystko zepsuło. Chyba doskonale wiecie jak ludzie potrafią niszczyć... Więc, do zobaczenia. Może kiedyś, może na innym blogu... Trzymajcie się ciepło, i nigdy nie wątpijcie w to kim jesteście. Każdy z was jest wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. Zapamiętajcie to proszę.
niedziela, 26 czerwca 2016
Prawie 6000 wyświetleń... Podziękowanie ^^
Weszłam dzisiaj na bloga, chcąc sprawdzić jak się ma ostatni rodział... I co ujrzałam?
I co zrobiłam jak to ujrzałam...? Zaczęłam pisać wszędzie gdzie się da, że zaraz wbije mi 6000 wy,świetleń XDD Tak, niby drobna rzecz a tak cieszy... Do tego niedługo minie rocznica powstania bloga, którą zamierzam obchodzić oczywiście ^^ Od razu was zapraszam na mojego fanpage na fb jeżeli go jeszcze nie zlajkowaliście, ciekawe rzeczy tam się dzieją, no i nieco ciekawostek i faktów przed rozdziałami dodaję.
To taka krótka notka, chcę wam jeszcze baaaardzo podziękować za to co zrobiliście dla mnie :3 Lepszego prezentu nigdy nie mogłam dostać, jesteście WIELCY! <3
I co zrobiłam jak to ujrzałam...? Zaczęłam pisać wszędzie gdzie się da, że zaraz wbije mi 6000 wy,świetleń XDD Tak, niby drobna rzecz a tak cieszy... Do tego niedługo minie rocznica powstania bloga, którą zamierzam obchodzić oczywiście ^^ Od razu was zapraszam na mojego fanpage na fb jeżeli go jeszcze nie zlajkowaliście, ciekawe rzeczy tam się dzieją, no i nieco ciekawostek i faktów przed rozdziałami dodaję.
To taka krótka notka, chcę wam jeszcze baaaardzo podziękować za to co zrobiliście dla mnie :3 Lepszego prezentu nigdy nie mogłam dostać, jesteście WIELCY! <3
czwartek, 9 czerwca 2016
Przedstawienie || Rodział 26 ||
Od ostatniego dnia przeszliśmy przez wiele prób, większość z nich wyzwalała ogromne uczucia. Niektórzy płakali, inni się śmieli, pracowaliśmy jak najlepiej umieliśmy, żeby w końcu udało nam się wystawić Czerwonego Kapturka... Cóż, mimo że ciągle bolała mnie moja główna rola to nie dało się na to nic poradzić. Rozmawiałam z profesorem, ale skoro werdykt już zapadł, to nic innego nie dało się zrobić. Pogodziłam się więc z tym co miało nastąpić, bo co innego mi pozostało? Nie żebym się nie cieszyła, to była dla mnie ogromna szansa, ale zwyczajnie czułam że nic dobrego z tego nie wyniknie. Dzień przedstawienia mijał dość wolno, większość nie mogła się doczekać wieczoru kiedy rodzice mieli przybyć do szkoły, wyczekiwali tego momentu, a czas dłużył się i dłużył... Aż w końcu rodzice zaczęli się zbierać, z czego Kastiel raczej nie był bardzo zadowolony. Nie dziwiło mnie to, wiedziałam od początku, że raczej nie chciał by przychodzili. Nie oceniałam go, czułam że coś nim musi kierować, w końcu kto od tak nie znosi swoich rodziców? Odnosił się do nich raczej lekceważonco, przedstawił mnie tylko z imienia, potem jakby unikał tematu, mimo że ja byłam bombardowana setkami pytań. Na szczęście przerwano tą spowiedź, kiedy Pan Farazowski nakazał nam się poprzebierać w kostiumy za kurtyną, wszystko przygotowała Rozalia wraz z Leo, trzeba przyznać że odwalili kawał dobrej roboty, przynajmniej ja tak sądziłam. Kilka osób wyglądało zza kurtyny machając swoim rodzicom... I wtedy dopadło mnie dziwne uczucie pustki. Widziałam dwa wolne miejsca na tyle... Tak, mieli je zająć moi rodzice, albo chociaż bracia. Nikt jednak się nie zjawił. Czego mogłam się spodziewać...? Czułam że ich nie będzie. Michel doskonale wiedział o tym, że to dla mnie ważna chwila. Obiecał przyjechać... Chociaż na kilka dni. Widocznie jednak zmienił zdanie. Odkąd Michel wyjechał z moim młodszym bratem nie widziałam się ani razu... Znowu urwał nam się kontakt, a ja siedziałam w tym dużym, pustym domu zupełnie sama, bez ich rozmów, gwaru, śmiechów... Trochę mnie to bolało, musiałam przyznać. Ale byłam twardsza niż kiedykolwiek wcześniej, w końcu to wszystko ukształtowało mój charakter, to kim jestem. Nie narzekałam. Wolałam siebie taką, niż wcześniejszą. Zmieniłam się, wiele osób mi to mówiło. Dla niektórych była to zmiana na lepsze, dla innych zmieniłam się na gorsze. Ale co poradzić? Nic nie mogłam zrobić, a na pewno nie zamierzałam się od tak zmieniać, bo komuś nie podobało się to kim jestem. Nie byłam takim typem. Jedyną osobą dla której mogłabym się zmienić był Kastiel. Nikt inny nie mógł nawet tknąć mojego charakteru. Widocznie jedyną osobą która dostrzegła że coś jest ze mną nie tak był William. Podszedł, kładąc mi dłoń na ramieniu.
- Alice, wszystko okej?- zapytał patrząc na mnie. Szczerze to brakowało mi odpowiedzi. W jednej chwili chciałam wykrzyczeć wszystko co czuje... Ale zamilkłam. Spojrzałam wprost na niego.
- Wszystko jest dobrze.- Powiedziałam tylko, nie chciałam żeby cokolwiek wiedział, nic dobrego by z tego nie wyszło, szczególnie że Kastiel był o niego piekielnie zazdrosny.
- Nie jestem głupi. Widać takie rzeczy.- W tej chwili spojrzał mi przez ramię. Widocznie patrzył na te same miejsca co ja, puste...- Uhhh... Do ciebie też nikt nie przyszedł?- Słyszałam w jego głosie zrozumienie, jakby doskonale wiedział co czuję, co mówię... Z czymś takim jeszcze się nie spotkałam. Zazwyczaj współczuli, mówili że im przykro... Ale dawno nie czułam zrozumienia. A tym razem było go tak wiele... Więcej niż kiedykolwiek wcześniej otrzymałam.
****************************************************************************
Perspektywa Williama
****************************************************************************
Westchnąłem głośno. Wiedziałem co czuła. Mogłem się domyślać, byliśmy w podobnej sytuacji... Szkoda mi było się nie otwierać przed nią, szczególnie, że wyczułem coś... Wyczułem, że raczej mało kto ją rozumiał. Może i Kastiel okazywał jej uczucie, ale nie pokazywał jej zrozumienia, które jest w jej przypadku bardzo potrzebne.
- Posłuchaj...- Znów westchnąłem- Do mnie też nikt nie przyszedł.- Nie wiedziałem co stało się z jej rodzicami, ale ja oddałbym wszystko, żeby moi się mną zainteresowali... Dlatego nie rozumiałem Kastiela. Widziałem jak traktuje swoich rodziców... Dla mnie to było dziwne. Ile bym dał żeby być na jego miejscu...- Twoi rodzice pewnie nie dojechali, na pewno przyjdą!- starałem się ją pocieszyć, ale chyba tylko pogorszyłem sprawę, bo jej oczy zaszkliły się.
- Nie przyjdą. Moi rodzice nie żyją...- Widziałem jak spuściła głowę, była naprawdę zdołowana... Ale otworzyła się przede mną. Nie mogłem pozostać dłużny.
- Przykro mi... - Spojrzałem na nią, po czym oparłem się rękami na małej barierce którą wnieśli jako dekorację- Nie znam mojego ojca. Nigdy go nie poznałem, chociaż bardzo chciałem. Moja matka za to wcale się mną nie interesuje... ma swoje sprawy.- Powiedziałem, po czym znów się wyprostowałem- Ale zapamiętaj, Alice. Nie ważne co takiego by się działo... Oni nie są nam potrzebni. Może to ci się wydawać teraz złe, niezrozumiałe... Ale kiedyś zrozumiesz, sama zobaczysz. I wtedy to sobie przypomnisz.- Odeszłem od niej, powoli, zagłębiając się w ciemność. Musiałem jeszcze ubrać swój strój leśniczego... Chociaż mało chciałem teraz grać, musiałem. Przedstawienie poszło nawet dobrze... No mimo tego, że kiedy grałem, widziałem że Alice nie jest sobą. Widocznie tchnęły ją moje słowa. Myślała nad nimi. I dobrze, bardzo dobrze. Musiała coś zrozumieć... Coś, czego do tej pory nie rozumiała... A może rozumiała, tylko nie chciała zrozumieć?
**************************************************************************
Perspektywa Kastiela
**************************************************************************
Ten nowy coraz bardziej mnie wkurzał. Za każdym razem jak widziałem go zbliżającego się do mojego skarba miałem ochotę ukręcić mu łeb...Byłem zazdrosny, ale kiedy dowiedziałem się prawdy o mojej byłej to nawet nie chciałem myśleć co by było gdybym stracił również Alice... Nie było nawet takiej mowy, więc musiałem ją strzec od takich ludzi. Czułem, że chciał mi ją zabrać. Próbował jej namydlić w głowie, udawać że ją rozumie, że zna jej sytuację... A tak naprawdę to była częśc jego planu. Doskonale to wyczułem, nie jestem w końcu aż taki głupi. Pewnie kiedy ona mu już zaufa, on zacznie inne gierki, zacznie się posuwać zbyt daleko... A wtedy mogę nie móc wkroczyć. I wtedy dopiero może być prawdziwy problem. Teraz to tylko przedsmak tego co mogłoby się dziać. Dlatego właśnie musiałem ją chronić, bez względu na wszystko. Skarby się chroni... I nie oddaje w byle ręce. Nie znałem tego gościa, nie znałem jego zamiarów, ale czułem że to na pewno nic dobrego. Będę się trzymał na baczności, i obserwował go, żeby przypadkiem moje najczarniejsze scenariusze nagle nie stały się rzeczywistością... Mimo mojej pewności mam małą nadzieję, że się mylę. Że to tylko moja paranoja, że to głupie domysły, które tak naprawdę nie są prawdą. Chociaż było to mało prawdopodobne, tak się właśnie pocieszałem. Nie było innego wyjścia. Póki co będę go po prostu obserwował, a kiedy zacznie dziwnie się zachowywać, wkroczę. Na pewno nie dam mu być za blisko Alice. Nie ma mowy żeby mnie zgiął, co z tego że występowałem ze złamaną ręką, co z tego że dostałem naganę. Nie liczyła się już szkoła, ani moje zdrowie. Liczyło się tylko to, by wreszcie go zdemaskować, pokazać jego prawdziwe oblicze, którego on tak strzegł i nie chciał pokazać... A byłem coraz bliżej.
- Alice, wszystko okej?- zapytał patrząc na mnie. Szczerze to brakowało mi odpowiedzi. W jednej chwili chciałam wykrzyczeć wszystko co czuje... Ale zamilkłam. Spojrzałam wprost na niego.
- Wszystko jest dobrze.- Powiedziałam tylko, nie chciałam żeby cokolwiek wiedział, nic dobrego by z tego nie wyszło, szczególnie że Kastiel był o niego piekielnie zazdrosny.
- Nie jestem głupi. Widać takie rzeczy.- W tej chwili spojrzał mi przez ramię. Widocznie patrzył na te same miejsca co ja, puste...- Uhhh... Do ciebie też nikt nie przyszedł?- Słyszałam w jego głosie zrozumienie, jakby doskonale wiedział co czuję, co mówię... Z czymś takim jeszcze się nie spotkałam. Zazwyczaj współczuli, mówili że im przykro... Ale dawno nie czułam zrozumienia. A tym razem było go tak wiele... Więcej niż kiedykolwiek wcześniej otrzymałam.
****************************************************************************
Perspektywa Williama
****************************************************************************
Westchnąłem głośno. Wiedziałem co czuła. Mogłem się domyślać, byliśmy w podobnej sytuacji... Szkoda mi było się nie otwierać przed nią, szczególnie, że wyczułem coś... Wyczułem, że raczej mało kto ją rozumiał. Może i Kastiel okazywał jej uczucie, ale nie pokazywał jej zrozumienia, które jest w jej przypadku bardzo potrzebne.
- Posłuchaj...- Znów westchnąłem- Do mnie też nikt nie przyszedł.- Nie wiedziałem co stało się z jej rodzicami, ale ja oddałbym wszystko, żeby moi się mną zainteresowali... Dlatego nie rozumiałem Kastiela. Widziałem jak traktuje swoich rodziców... Dla mnie to było dziwne. Ile bym dał żeby być na jego miejscu...- Twoi rodzice pewnie nie dojechali, na pewno przyjdą!- starałem się ją pocieszyć, ale chyba tylko pogorszyłem sprawę, bo jej oczy zaszkliły się.
- Nie przyjdą. Moi rodzice nie żyją...- Widziałem jak spuściła głowę, była naprawdę zdołowana... Ale otworzyła się przede mną. Nie mogłem pozostać dłużny.
- Przykro mi... - Spojrzałem na nią, po czym oparłem się rękami na małej barierce którą wnieśli jako dekorację- Nie znam mojego ojca. Nigdy go nie poznałem, chociaż bardzo chciałem. Moja matka za to wcale się mną nie interesuje... ma swoje sprawy.- Powiedziałem, po czym znów się wyprostowałem- Ale zapamiętaj, Alice. Nie ważne co takiego by się działo... Oni nie są nam potrzebni. Może to ci się wydawać teraz złe, niezrozumiałe... Ale kiedyś zrozumiesz, sama zobaczysz. I wtedy to sobie przypomnisz.- Odeszłem od niej, powoli, zagłębiając się w ciemność. Musiałem jeszcze ubrać swój strój leśniczego... Chociaż mało chciałem teraz grać, musiałem. Przedstawienie poszło nawet dobrze... No mimo tego, że kiedy grałem, widziałem że Alice nie jest sobą. Widocznie tchnęły ją moje słowa. Myślała nad nimi. I dobrze, bardzo dobrze. Musiała coś zrozumieć... Coś, czego do tej pory nie rozumiała... A może rozumiała, tylko nie chciała zrozumieć?
**************************************************************************
Perspektywa Kastiela
**************************************************************************
Ten nowy coraz bardziej mnie wkurzał. Za każdym razem jak widziałem go zbliżającego się do mojego skarba miałem ochotę ukręcić mu łeb...Byłem zazdrosny, ale kiedy dowiedziałem się prawdy o mojej byłej to nawet nie chciałem myśleć co by było gdybym stracił również Alice... Nie było nawet takiej mowy, więc musiałem ją strzec od takich ludzi. Czułem, że chciał mi ją zabrać. Próbował jej namydlić w głowie, udawać że ją rozumie, że zna jej sytuację... A tak naprawdę to była częśc jego planu. Doskonale to wyczułem, nie jestem w końcu aż taki głupi. Pewnie kiedy ona mu już zaufa, on zacznie inne gierki, zacznie się posuwać zbyt daleko... A wtedy mogę nie móc wkroczyć. I wtedy dopiero może być prawdziwy problem. Teraz to tylko przedsmak tego co mogłoby się dziać. Dlatego właśnie musiałem ją chronić, bez względu na wszystko. Skarby się chroni... I nie oddaje w byle ręce. Nie znałem tego gościa, nie znałem jego zamiarów, ale czułem że to na pewno nic dobrego. Będę się trzymał na baczności, i obserwował go, żeby przypadkiem moje najczarniejsze scenariusze nagle nie stały się rzeczywistością... Mimo mojej pewności mam małą nadzieję, że się mylę. Że to tylko moja paranoja, że to głupie domysły, które tak naprawdę nie są prawdą. Chociaż było to mało prawdopodobne, tak się właśnie pocieszałem. Nie było innego wyjścia. Póki co będę go po prostu obserwował, a kiedy zacznie dziwnie się zachowywać, wkroczę. Na pewno nie dam mu być za blisko Alice. Nie ma mowy żeby mnie zgiął, co z tego że występowałem ze złamaną ręką, co z tego że dostałem naganę. Nie liczyła się już szkoła, ani moje zdrowie. Liczyło się tylko to, by wreszcie go zdemaskować, pokazać jego prawdziwe oblicze, którego on tak strzegł i nie chciał pokazać... A byłem coraz bliżej.
poniedziałek, 2 maja 2016
Tym razem to Czerń wygrała... //Rozdział 25\\
Następny dzień był jeszcze dzwiniejszy niż poprzedni. Nie sądziłam, że to Kastiel ucierpi na tym bardziej. Will przyszedł do szkoły jedynie z plastrem na obolałym nosie, Kastielowi wsadzili nadgarstek w gips, przez co nie mógł pisać normalnie na lekcjach, na przerwach zamiast robić cokolwiek innego przepisywałam mu zeszyty... No i jednocześnie dostał zwolnienie z W-F'u na trzy tygodnie, więc wypadł z turnieju w koszykówkę, naprawdę się wkurzył słysząc, że tyle go ominie. Nie dziwiłam się mu... W końcu sama byłabym wkurzona gdyby nagle wsadzili mi rękę w gips. Musiałam nieźle pilnować Kastiela, w końcu już szykował zemstę na Will'a... Trochę mnie to martwiło, w końcu nie chcę aby znowu dostał naganę, a raczej nie było innej możliwości kiedy znowu napadnie Willa... Dlatego chodziłam za nim krok w krok. Dopiero na lekcji sama zwątpiłam w to, że da się rozwiązać ten konflikt inaczej niż wojną. Była to co prawda godzina wychowawcza, ale miała dosyć ciekawy temat. Nauczyciele postanowili, aby nasza klasa, jako rocznik który już po wakacjach rozpocznie ostatni rok nauki w szkole, pozostawili po sobie coś już teraz. Tak więc wpadli na pomysł przedstawienia, dzisiaj miało być przydzielenie ról...Mieliśmy zagrać Czerwonego Kapturka , niby nie byłoby w tym nic złego... Gdybym nie dostała głównej roli! I oczywiście, w tym też nie byłoby nic złego... Ale to właśnie Kastiel dostał rolę złego wilka, a William miał być dzielnym leśniczym, ratującym mnie ze szpon Wściekłego Kastiela! To nie wróżyło nic dobrego, szczególnie, że Kas od razu zrobił minę jakby miał wypatroszyć dumnego z siebie Willa... Ech, to będzie ciężki okres, szczególnie, że próby miały być codziennie, a rodzice Kastiela byli już w drodze, i zatrudnili się w szkole jako pomocnicy przy przedstawieniu, będą na każdej próbie... Dla mnie to niby nic złego, w kocu dobrze, że wreszcie poznam jego rodziców, z drugiej strony smutno mi było, bo kiedy na przedstawieniu będą rodzice każdego z uczniów, ewentualnie opiekuni, ja pozostanę sama sobie... Michel wyjechał, rodzice umarli, w sumie nie tak dawno temu... Delist zniknął, nie wiadomo gdzie, więc rodzinę Williamsów reprezentowałam zupełnie sama. Większość mi zazdrościła, mówiła, że wolno mi przecież wszystko, że całe życie stoi przede mną otworem... Ale to wcale nie jest takie wesołe jak można się spodziewać. Przebywanie samemu, w pustym domu, bez nikogo, w samotności... Cóż, życie nigdy nie było bajką, w której życie jest usłane różami. Wiele przeszłam, było to prawdą, ale nie oczekiwałam niczego za to, żyłam jak każdy inny, nie wyróżniając się z tłumu. Ale wracając do tematu, perspektywa stania na scenie, grania głównej roli, bez jakiegokolwiek oparcia od bliskich z widowni... przerażało mnie to. Nigdy nie byłam genialna w grze na scenie, szczególnie bez oparcia i wzroków bliskich... Gdybym grała z Kastielem wszystko byłoby inaczej! Ale cóż, nie mogłam... Will też nie wydawał się złym wyborem, polubiłam go, jednak wciąż czułam przed nim mały respekt, w końcu nie znałam go genialnie... Cóż, czas pokaże.
********************************************************************
Perspektywa Williama
********************************************************************
Wreszcie, udało mi się jakoś zjednać. Rola w takim przedstawieniu jest idealna na początek nowej znajomości, może Alice polubi mnie bardziej? Fajnie byłoby się jej trzymać, wydaje się jedną z normalniejszych i ciekawszych osób tutaj... No i zna większość, mogłaby mnie poznać z tymi których osobiście jeszcze nie poznałem, w końcu nie będę podbijać od tak do obcych. Tak czy inaczej, nie drążą na mój temat, całe szczęście. Nigdy nie lubiłem mówić o sobie, ludzie nie są tolerancyjni, nie akceptują innych, wiele razy się o tym przekonałem. Wtedy czekała mnie tylko daleka przeprowadzka, coraz bardziej oddalałem się od miejsca z którego pochodzę. Ludzie rzadko tam bywają, stąd właśnie nasza odmienność. Nie posiadamy żadnych supermocy, nie jesteśmy potworami ani odmieńcami, każdy z nas jest człowiekiem, takim jak inni, jednak nie łatwo jest to niektórym pojąć. Po części to nieco boli, w końcu słyszeć na swój temat rzeczy które nawet w jednym procencie nie są prawdziwe... To nie łatwa sprawa. Mam nadzieję, że chociaż tutaj, w miejscu, które ma być moim nowym domem, nie spotkam się z odrzuceniem z powodu odmienności. Sam sprowadziłem sobie już wroga... Głupio się z tym czuję. W końcu miałem poznawać ludzi, zaprzyjaźniać się, a nie wdawać się w bójki już w pierwszym dniu w jakim tutaj dołączyłem. No nic, wszystko w końcu da się w jakiś sposób naprawić, prawda...? Może nie samemu, ale z drobną pomocą. Martwię się tylko trochę że przyjaciele tego rudego mogą nastawiać przeciwko mnie, no ale jesteśmy dorośli, a zachowanie nastawiania modne było jedynie w podstawówce... Czas dorosnąć i znaleźć sobie własny cel, którym możnaby dążyć. To nie jest niestety takie łatwe... Widziałem, że Alice nie może znieść tego, że właśnie ja miałem z nią dzielić tak ważną rolę dla niej... Ale nie dziwię jej się. Kochała Kastiela, czułem to, no i widziałem po jej zachowaniu....Nie było mowy żebym w jakikolwiek sposób jej go odebrał, w końcu nie o to mi chodziło. Mogli uważać mnie za kogoś kto stara się zabrać Alice Kastielowi, ale tak naprawdę nie było... Nie miałem dobrego startu w tej szkole, wolałem się bardziej nie pogrążać niż już jestem pogrążony. Chcę jakoś naprawić to co już zrobiłem źle, a trochę tego jest... Póki co jednak nie podchodziłem do Rudego, on mnie nie lubił a ja nie trawiłem jego, więc najlepiej będzie kiedy każdy z nas obierze własną drogę, nie zachodzącą na inną. Czułem jednak że to nie wyjdzie tak po prostu... Czułem moje zwycięstwo, wiedziałem, że teraz Kastiel będzie mnie unikać jak ognia,ale wcale się z tego nie cieszyłem... Nie tak miało się to potoczyć.
********************************************************************
Perspektywa Williama
********************************************************************
Wreszcie, udało mi się jakoś zjednać. Rola w takim przedstawieniu jest idealna na początek nowej znajomości, może Alice polubi mnie bardziej? Fajnie byłoby się jej trzymać, wydaje się jedną z normalniejszych i ciekawszych osób tutaj... No i zna większość, mogłaby mnie poznać z tymi których osobiście jeszcze nie poznałem, w końcu nie będę podbijać od tak do obcych. Tak czy inaczej, nie drążą na mój temat, całe szczęście. Nigdy nie lubiłem mówić o sobie, ludzie nie są tolerancyjni, nie akceptują innych, wiele razy się o tym przekonałem. Wtedy czekała mnie tylko daleka przeprowadzka, coraz bardziej oddalałem się od miejsca z którego pochodzę. Ludzie rzadko tam bywają, stąd właśnie nasza odmienność. Nie posiadamy żadnych supermocy, nie jesteśmy potworami ani odmieńcami, każdy z nas jest człowiekiem, takim jak inni, jednak nie łatwo jest to niektórym pojąć. Po części to nieco boli, w końcu słyszeć na swój temat rzeczy które nawet w jednym procencie nie są prawdziwe... To nie łatwa sprawa. Mam nadzieję, że chociaż tutaj, w miejscu, które ma być moim nowym domem, nie spotkam się z odrzuceniem z powodu odmienności. Sam sprowadziłem sobie już wroga... Głupio się z tym czuję. W końcu miałem poznawać ludzi, zaprzyjaźniać się, a nie wdawać się w bójki już w pierwszym dniu w jakim tutaj dołączyłem. No nic, wszystko w końcu da się w jakiś sposób naprawić, prawda...? Może nie samemu, ale z drobną pomocą. Martwię się tylko trochę że przyjaciele tego rudego mogą nastawiać przeciwko mnie, no ale jesteśmy dorośli, a zachowanie nastawiania modne było jedynie w podstawówce... Czas dorosnąć i znaleźć sobie własny cel, którym możnaby dążyć. To nie jest niestety takie łatwe... Widziałem, że Alice nie może znieść tego, że właśnie ja miałem z nią dzielić tak ważną rolę dla niej... Ale nie dziwię jej się. Kochała Kastiela, czułem to, no i widziałem po jej zachowaniu....Nie było mowy żebym w jakikolwiek sposób jej go odebrał, w końcu nie o to mi chodziło. Mogli uważać mnie za kogoś kto stara się zabrać Alice Kastielowi, ale tak naprawdę nie było... Nie miałem dobrego startu w tej szkole, wolałem się bardziej nie pogrążać niż już jestem pogrążony. Chcę jakoś naprawić to co już zrobiłem źle, a trochę tego jest... Póki co jednak nie podchodziłem do Rudego, on mnie nie lubił a ja nie trawiłem jego, więc najlepiej będzie kiedy każdy z nas obierze własną drogę, nie zachodzącą na inną. Czułem jednak że to nie wyjdzie tak po prostu... Czułem moje zwycięstwo, wiedziałem, że teraz Kastiel będzie mnie unikać jak ognia,ale wcale się z tego nie cieszyłem... Nie tak miało się to potoczyć.
piątek, 8 kwietnia 2016
Nominacja do Liebster Blog Awards + Krótkie info
Ahh, skąd ja wiedziałam, że ten dzień nadejdzie? Zostałam nominowana do Liebsterka. Wklejam wa tutaj pytania którymi mnie obrzucono, niżej będą odpowiedzi. Na końcu strony macie info XD
PYTANKA: ( Autorka https://www.blogger.com/profile/06225796179895041211 )
PYTANKA: ( Autorka https://www.blogger.com/profile/06225796179895041211 )
- Płatki z mlekiem czy mleko z płatkami?
- Wierzysz w św. Mikołaja?
- Od kiedy zaczęłaś pisać?
- Przeprowadzasz czasem zabieg laminowania włosów żelatyną?
- Ulubiony szampon do włosów?
- Jakby był koniec świata to co byś zrobiła?
- Wolisz Miley Cyrus czy Justina Bibera?
- Miewasz czasem napady szału bądź złości?
- Czy założyłabyś różowy strój baletnicy z torebką i chodziłabyś tak przez całe miasto?
- Zdarzy Ci się czasem słuchać boysbandów?
- Masz crusha?
- Załóżmy, że jest taka sytuacja: odwiedza cię piesio i oferuje herbatkę. Jednak biorąc herbatkę sprowadzisz na siebie same nieszczęścia. Jednak gdy nie przyjmiesz herbatki piesek będzie nieszczęśliwy. Co robisz?
- W jakie gry online grasz?
- Jakiego byś chciała brata? Starszego transwestytę czy młodszego homoseksualnego?
- Od kiedy zaczęła się Twoja przygoda z tabletem graficznym?
- Masz więcej znajomych od elfów czy elfiastych?
- Wybierz jedne słowo które cię opisuje: super, cool, fajna, idealna, seksowna.
- Fajny jest dzień 3 maja?
- Jakiego koloru masz etui na telefonie? Masz jakieś do tego breloczki? *Wiem, że to dwa, ale zaliczmy to jako jedno*
- Chciałabyś być rolnikiem?
- Zaraz strzela takiego suchara, że się nie pozbierasz wiesz?
- "Co robi pijak na chodniku? Słucha płyt" Hahaha, śmieszne, prawda?
- Czekasz czasem na dzień kiedy wzór: a*b będzie Ci potrzebny do życia?
- Grasz w nasze ukochane MovieStarPlanet?!
- Wiesz, że Twój blog nazywa się tak: http://niebezpiecznyflirt.blogspot.com/
Okej, czas na odpowiedzi XD- Mleko z płatkami oczywiście.
- Przestałam wierzyć jak miałam 6 lat. Tata chował prezenty do szafy.
- Uuu, moja przygoda z pisaniem to już jakieś 6-7 lat... Kiedyś pisałam sama dla siebie w zeszytach które mam do tej pory ( świetna pamiątka) Pamiętam że byłam wtedy dosyć młoda, ale już zaczynałam kształtować swój pisarski umysł <3
- Nie zdarzyło mi się, ale spróbuję, bo chyba polecasz.
- Taki w butelce, najlepiej białej.
- DODAŁABYM ZAPAS ROZDZIAŁÓW NA BLOGA DLA TYCH KTÓRZY ODKRYJĄ MOJEGO KOMPA KIEDYŚ! xDDDD
- Mojego psiaka, liczy się?
- Och jak często... Drę się, wrzeszczę, rzucam krzesłami xD
- Nie, raczej nie xD
- Zdarzyć się zdarza, ale niezbyt często.
- * EDIT* okazało się że mam ale o nim zapomniałam, mam nadzieję, że mi wybaczy XD Gokudera z KHR oczywiście~ Co z tego że nie istnieje XD
- WALIĆ NIESZCZĘŚCIA WAŻNE SĄ UCZUCIA PIESIA!
- Słodki Flirt i Anticlove się liczy? Jak nie to w żadne xDD ( ELSWORD JESZCZE PRZECIEŻ KOBIETO CZEMU O TYM ZAPOMNIAŁAŚ XDD)
- Nie mam nic do homoseksualistów, więc wolałabym młodszego homoseksualistę :3
- Z tabletem graficznym... Z rok czasu już będzie, w tym czasie zdążyłam jeden popsuć xD
- Hmmm... Powiedzmy że tak xD
- Seksowna ( ͡° ͜ʖ ͡°)
- Oczywiście xd
- Mam białe etui z sówką~ Breloczków brak
- W sumie chciałabym, mogłabym orać i w ogóle
- Dobrze, jestem na to przygotowana.
- HAHAHAHAHAHAHAHA ZATRZYMAJ TĄ KARUZELĘ ŚMIECHU BO ZARAZ SIĘ WYPIERDZIELE
- Czekam, już tyle lat...
- Kiedyś grałam, teraz już nie.
- dziękuję za oświecenie, nie miałam pojęcia.
Teraz króciutkie info, właściwie to podziękowania <3
Dla was, za nabicie mi 5000 Wyświetleń! To coś niesamowitego,że na mojego bloga weszliście już ponad 5000 razy, a ta liczba wciąż rośnie... Bardzo wam za to dziękuję!
sobota, 2 kwietnia 2016
Czerń kontra Czerwień | Rozdział 24 |
Dzień zapowiadał się normalnie, aż zbyt spokojnie i monotonnie... Kiedy Michel wyjechał wiele się zmieniło. Długo myślałam. O Kastielu, o moich przyjaciołach... O rodzinie... Mimo, że wiele się wydarzyło, czułam w sobie coś dziwnego. Nie potrafiłam nazwać tego uczucia... To było coś innego niż wszystko co do tej pory czułam. Wiedziałam, że coś się wydarzy. Nie bez powodu czułam coś takiego. Ruszyłam do liceum... Kończyłam tutaj mój ostatni rok. Ciężko mi było myśleć co będzie potem... Studia? Tylko gdzie...? Rozstać się z moimi przyjaciółmi, żeby realizować się zawodowo...? Rozstać się z Kastielem? Nie, nie mogłam... Na szczęście miałam jeszcze czas na wymyślenie czegoś, co nie skrzywdzi nikogo. Doszłam do budynku, od progu słychać było ożywione rozmowy, głośne śmiechy... Po dzwonku wszyscy razem ruszyliśmy do klasy. Nie było stamtąd wiele słychać... Ot, zwyczajny poranek, jednak coś było nie tak... Chociażby to, że po prawej stronie nauczyciela stał ktoś nowy. Znowu, serio, mam już dosyć nowych twarzy... Usiadłam wraz z Priyą w pierwszej ławce, ona była wyraźnie zaintrygowana czarnowłosym nowym, jednak ja nie bardzo się nim przejęłam. Chłopak jak chłopak... Jednak musiałam przyznać, był przystojny, miał pewne bystre spojrzenie, błysk w oku... Kiedy wszyscy usiedli na swoich miejsach, nauczyciel zabrał głos.
- Drodzy uczniowie, mamy przyjemność powitać u nas ucznia z wymiany, zostanie na stałe w naszej szkole pogłebiając jej historię. Will, możesz się przedstawić.- Ostatnie zdanie skierował do chłopaka, który zaraz uśmiechnął się do nas wszystkich.
- Nazywam się William Jones, w sumie ciężko powiedzieć skąd pochodzę... Powiem tylko, że to naprawdę odległe miejsce. Interesuję się dziennikarstwem, trochę śpiewam, no i przede wszystkim uwielbiam granie na instrumentach.- w tej chwili spojrzał prosto na mnie, uśmiechając się. Cóż, trzeba przyznać że charakterem dużo różnił się od Kastiela...- Mam nadzieję, że poznam tutaj wiele nowych, dobrze nastawionych do życia ludzi- Zakończył w ten sposób swoje krótkie przedstawienie się, trzeba przyznać że zaimponował nie tylko mnie... Wielu z nas zaimponował, nie tylko swoich charakterem ale i tym uśmiechem, widać było w nim wiele sympatii. Zajął miejsce za mną, miałam dziwne wrażenie, że ciągle na mnie patrzy... Chociaż to chyba nawet dobrze, lubiłam poznawać nowych ludzi, szczególnie tych normalnych. Wszystko byłoby okej gdyby nie te podejrzane spojrzenia Kastiela... Wydawał się naprawdę poddenerwowany, jakby zobaczył coś, czego większość z nas nie zobaczyła. Dopiero po lekcji zaczepił mnie kiedy wychodziłam z klasy, zazwyczaj nie reagował tak dziwnie...
- Alice, ten nowy nie wydaje ci się podejrzany...?- zapytał, patrząc na mnie z nadzieją w oczach. Cóż, chyba był po prostu zazdrosny.... Nie widziałam w Will'u nic złego, był normalnym, sympatycznym chłopakiem.
- Nie, nie wydaje mi się...- Powiedziałam zaraz, nie chciałam jednak oceniać nikogo po pozorach, chciałam poznać go lepiej, w końcu mieliśmy identyczne zainteresowania!
- Proszę cię, nie narażaj się mu... Pamiętaj, że czasami pozory mylą.- Kastiel wydawał się jakby go znał, i ostrzegał mnie przed czymś co miało nastąpić.
- Ty coś wiesz...- Mruknęłam pod nosem, na moje szczęście, nie usłyszał tego, burknął tylko coś pod nosem kiedy William podszedł do nas z uśmiechem.
- Cześć, wydaje mi się, że chodzimy do tej samej klasy, nie?- zapytał, uśmiechając się miło. Kastiel musiał być zazdrosny, on był zwyczajnym chłopakiem... Teraz to zrozumiałam.
- Tak, dokładnie- Odwzajemniłam jego uśmiech, przez co Kastiel zrobił złą minę, no ale nie zamierzałam dać się zwariować.- Alice- podałam mu dłoń, którą uścisnął.
- Will, już mnie znasz- zaśmiał się lekko, mimo wszystko znowu się przedstawił.
- Kastiel, jej chłopak- Kas wtrącił się, widocznie wkurzonym głosem. Chyba naprawdę nie polubił Willa... Jednak wtedy dostrzegłam coś dziwnego. William zmierzył go dziwnym wzrokiem, jakby wkurzonym, pełnym gniewu... A zaraz potem znowu się uśmiechnął, momentalnie zmieniając wyraz twarzy. To było co najmniej dziwne... Ale nie dajmy się zwariować.
*********************************************************************
Perspektywa Williama
*********************************************************************
Cholera! Prawie się wydałem. Nie zaakceptują mnie tutaj znając moją przeszłość, wiedząc kim jestem... Muszę to ukrywać, ale ten rudy chyba coś podejrzewa. Alice wydaje się miła, potrzebuję teraz być bliżej tych normalniejszych, wtedy nic się nie wyda, prawda...? Nikt nie będzie pytał, zero mówienia prawdziwych szczegółów, zero jakichkolwiek wskazówek, zero pokazywania kim naprawdę jestem... Po prostu bądźmy sobą, tym głęboko ukrytym, zwyczajnym Willem...Takim jak cała reszta, zwyczajnym nastolatkiem.
- Heh, coś nie tak?- zapytałem na widok zdziwionej Alice, nie mogłem pozwolić żeby cokolwiek się wydało! Mam nadzieję, że nie zauważyła za dużo... Nie chcę się wpakować w sam środek zamieszania, nie lubię wielkich wejść.
- Nie, wszystko w porządku.- Na szczęście przybrała normalny wyraz twarzy, nie musiałem się martwić... A już się bałem, że czekoś się domyśla. Na szczęście nie, tylko ten rudy, Kastiel, chyba coś do mnie ma. Normalnie wyjaśniłbym to z nim inaczej, ale wtedy się na mnie poznają, w żaden sposób nie jest to bezpieczne...
- Wiesz, chciałbym cię lepiej poznać, Alice...- Starałem się zmienić temat, nikt chyba nie lubi niewygodnych faktów, prawda? Szczególnie, kiedy w gre wchodzą najbliższe lata życia...- Co powiesz na spotkanie po szkole? Znam już trochę miasto, widziałem fajną kawiarnię niedaleko parku.- Uśmiechnąłem się, naprawdę chciałem ją bliżej poznać... Chociażby na złość temu rudzielcowi, niech sobie nie myśli za wiele. Też potrafię nieźle rozgrywać scenerię, i na pewno mu się nie dam. Zdobyłem już sympatię większości... A on niech nie skacze, niech się nie wyróżnia. Póki co nie widzę w nim ani wroga ani przyjaciela, a wolałbym już dodać go do odpowiedniej grupy i wiedzieć czy powinienem na niego uważać...
- W sumie czemu nie... O której?- zapytała mnie dosyć radośnie, dziwiłem się, że ten jej chłopak nic nie reaguje... Nie wiedziałem, że to dopiero cisza przed burzą...
*************************************************************
Perspektywa Kastiela
*************************************************************
Co on sobie wyobrażał?! To JA byłem chłopakiem Alice, i to JA miałem prawo spotykać się z nią po szkole! Miałem dla niej niespodziankę, nie dopuszczę żeby jakiś idiota nam ją zniszczył!
- Co ty sobie wyobrażasz?!- jedną ręką przygwoździłem go do ściany za gardło, co z tego że teraz najpewniej dostanę naganę, i że będę miał rozmowę z dyrektorką, oraz stracę w oczach wielu... Po prostu chciałem mu pokazać miejsce w szeregu! Zjawił się nie wiadomo skąd i chciał mi wszystko niszczyć... Nie mogłem do tego dopuścić. Alice była moją największą miłością, nie chciałem jej tracić... Zbyt wiele dla mnie znaczyła, po prostu, kochałem ją... I nie darowałbym sobie gdybym dał od tak ją sobie odebrać, za wiele razem przeżyliśmy, zbyt wiele planów na przyszłość mam! Już w wakacje chciałem ją zabrać daleko, za granice, na cały miesiąc... Nie było mowy żeby nas rozdzielonO! Jeżeli już potrafiła się postawić bratu, pokazała jak wiele dla niej znaczę... Nie zamierzałem z mojej strony pozwalać mi jej odebrać.
- Zostaw mnie gościu!- Nie sądziłem, że ten cały Will jest taki silny, odepchnął mnie tak, że walnąłem plecami w szafki dla uczniów. Zacisnąłem zęby. To oznaczało wojnę. Dwoma susami byłem już przy nim, wymierzyłem cios... Nawet nie zorientowałem się kiedy złapał moją dłoń, i skierował mój cios w ścianę za nim, przez co nieźle nadwyrężyłem nadgarstek... Ręka bolała mnie niemiłosiernie po wywaleniu porządnie w ścianę, ale nie mogłem dać za wygraną, nie mogłem pokazać, że się poddaję! Pewien byłem, że skręciłem nadgarstek... Więc wymierzyłem cios drugą dłonią, tym razem uderzając go prosto w twarz.
- Ze mną się nie zadziera...- Mruknąłem jeszcze przez zaciśnięte zęby, spojrzałem na swoją uszkodzoną dłoń... Serio bolało. Zamiast zrobić cokolwiek ruszyłem do Alice, ciągnąc ją za rękę... Nawet nie wiedziałem gdzie, po prostu przed siebie. Zabrałem ją w końcu do szatni, chciałem pogadać.
- Alice, ostrzegałem Cię przed nim... Naprawdę to nie jest bezpieczne!- Odparłem łapiąc ją za ramiona i patrząc jej w oczy. Zmieniła temat.
- Co z twoim nadgarstkiem?- zapytała, widać że nie chciała rozmawiać na ten temat... Dobrze, nie będę jej naciskać.
- To na pewno tylko skręcenie...- Mruknałem, nie lubiłem chodzić po lekarzach, wolałem sam coś zrobić z tym w domu...
- Mimo wszystko powinieneś to pokazać chociaż pielęgniarce szkolnej... Chodź.- Wyciągnęła mnie za zdrową rękę, nie mogłem przecież odmówić... Byłoby to chamskie, a przy niej starałem się nie być chamski i buntowniczy... Nici z mojej niespodzianki po lekcjach, resztę dnia spędziłem u pilęgniarki, potem wezwała mnie dyrektorka, jak myślałem, dostałem naganę. Do tego zadzwonili do starych... Gorzej być nie mogło. Do tego mieli przyjechać do miasta na cały miesiąc! Cholera, to będzie najtrudniejszy miesiąc...
- Drodzy uczniowie, mamy przyjemność powitać u nas ucznia z wymiany, zostanie na stałe w naszej szkole pogłebiając jej historię. Will, możesz się przedstawić.- Ostatnie zdanie skierował do chłopaka, który zaraz uśmiechnął się do nas wszystkich.
- Nazywam się William Jones, w sumie ciężko powiedzieć skąd pochodzę... Powiem tylko, że to naprawdę odległe miejsce. Interesuję się dziennikarstwem, trochę śpiewam, no i przede wszystkim uwielbiam granie na instrumentach.- w tej chwili spojrzał prosto na mnie, uśmiechając się. Cóż, trzeba przyznać że charakterem dużo różnił się od Kastiela...- Mam nadzieję, że poznam tutaj wiele nowych, dobrze nastawionych do życia ludzi- Zakończył w ten sposób swoje krótkie przedstawienie się, trzeba przyznać że zaimponował nie tylko mnie... Wielu z nas zaimponował, nie tylko swoich charakterem ale i tym uśmiechem, widać było w nim wiele sympatii. Zajął miejsce za mną, miałam dziwne wrażenie, że ciągle na mnie patrzy... Chociaż to chyba nawet dobrze, lubiłam poznawać nowych ludzi, szczególnie tych normalnych. Wszystko byłoby okej gdyby nie te podejrzane spojrzenia Kastiela... Wydawał się naprawdę poddenerwowany, jakby zobaczył coś, czego większość z nas nie zobaczyła. Dopiero po lekcji zaczepił mnie kiedy wychodziłam z klasy, zazwyczaj nie reagował tak dziwnie...
- Alice, ten nowy nie wydaje ci się podejrzany...?- zapytał, patrząc na mnie z nadzieją w oczach. Cóż, chyba był po prostu zazdrosny.... Nie widziałam w Will'u nic złego, był normalnym, sympatycznym chłopakiem.
- Nie, nie wydaje mi się...- Powiedziałam zaraz, nie chciałam jednak oceniać nikogo po pozorach, chciałam poznać go lepiej, w końcu mieliśmy identyczne zainteresowania!
- Proszę cię, nie narażaj się mu... Pamiętaj, że czasami pozory mylą.- Kastiel wydawał się jakby go znał, i ostrzegał mnie przed czymś co miało nastąpić.
- Ty coś wiesz...- Mruknęłam pod nosem, na moje szczęście, nie usłyszał tego, burknął tylko coś pod nosem kiedy William podszedł do nas z uśmiechem.
- Cześć, wydaje mi się, że chodzimy do tej samej klasy, nie?- zapytał, uśmiechając się miło. Kastiel musiał być zazdrosny, on był zwyczajnym chłopakiem... Teraz to zrozumiałam.
- Tak, dokładnie- Odwzajemniłam jego uśmiech, przez co Kastiel zrobił złą minę, no ale nie zamierzałam dać się zwariować.- Alice- podałam mu dłoń, którą uścisnął.
- Will, już mnie znasz- zaśmiał się lekko, mimo wszystko znowu się przedstawił.
- Kastiel, jej chłopak- Kas wtrącił się, widocznie wkurzonym głosem. Chyba naprawdę nie polubił Willa... Jednak wtedy dostrzegłam coś dziwnego. William zmierzył go dziwnym wzrokiem, jakby wkurzonym, pełnym gniewu... A zaraz potem znowu się uśmiechnął, momentalnie zmieniając wyraz twarzy. To było co najmniej dziwne... Ale nie dajmy się zwariować.
*********************************************************************
Perspektywa Williama
*********************************************************************
Cholera! Prawie się wydałem. Nie zaakceptują mnie tutaj znając moją przeszłość, wiedząc kim jestem... Muszę to ukrywać, ale ten rudy chyba coś podejrzewa. Alice wydaje się miła, potrzebuję teraz być bliżej tych normalniejszych, wtedy nic się nie wyda, prawda...? Nikt nie będzie pytał, zero mówienia prawdziwych szczegółów, zero jakichkolwiek wskazówek, zero pokazywania kim naprawdę jestem... Po prostu bądźmy sobą, tym głęboko ukrytym, zwyczajnym Willem...Takim jak cała reszta, zwyczajnym nastolatkiem.
- Heh, coś nie tak?- zapytałem na widok zdziwionej Alice, nie mogłem pozwolić żeby cokolwiek się wydało! Mam nadzieję, że nie zauważyła za dużo... Nie chcę się wpakować w sam środek zamieszania, nie lubię wielkich wejść.
- Nie, wszystko w porządku.- Na szczęście przybrała normalny wyraz twarzy, nie musiałem się martwić... A już się bałem, że czekoś się domyśla. Na szczęście nie, tylko ten rudy, Kastiel, chyba coś do mnie ma. Normalnie wyjaśniłbym to z nim inaczej, ale wtedy się na mnie poznają, w żaden sposób nie jest to bezpieczne...
- Wiesz, chciałbym cię lepiej poznać, Alice...- Starałem się zmienić temat, nikt chyba nie lubi niewygodnych faktów, prawda? Szczególnie, kiedy w gre wchodzą najbliższe lata życia...- Co powiesz na spotkanie po szkole? Znam już trochę miasto, widziałem fajną kawiarnię niedaleko parku.- Uśmiechnąłem się, naprawdę chciałem ją bliżej poznać... Chociażby na złość temu rudzielcowi, niech sobie nie myśli za wiele. Też potrafię nieźle rozgrywać scenerię, i na pewno mu się nie dam. Zdobyłem już sympatię większości... A on niech nie skacze, niech się nie wyróżnia. Póki co nie widzę w nim ani wroga ani przyjaciela, a wolałbym już dodać go do odpowiedniej grupy i wiedzieć czy powinienem na niego uważać...
- W sumie czemu nie... O której?- zapytała mnie dosyć radośnie, dziwiłem się, że ten jej chłopak nic nie reaguje... Nie wiedziałem, że to dopiero cisza przed burzą...
*************************************************************
Perspektywa Kastiela
*************************************************************
Co on sobie wyobrażał?! To JA byłem chłopakiem Alice, i to JA miałem prawo spotykać się z nią po szkole! Miałem dla niej niespodziankę, nie dopuszczę żeby jakiś idiota nam ją zniszczył!
- Co ty sobie wyobrażasz?!- jedną ręką przygwoździłem go do ściany za gardło, co z tego że teraz najpewniej dostanę naganę, i że będę miał rozmowę z dyrektorką, oraz stracę w oczach wielu... Po prostu chciałem mu pokazać miejsce w szeregu! Zjawił się nie wiadomo skąd i chciał mi wszystko niszczyć... Nie mogłem do tego dopuścić. Alice była moją największą miłością, nie chciałem jej tracić... Zbyt wiele dla mnie znaczyła, po prostu, kochałem ją... I nie darowałbym sobie gdybym dał od tak ją sobie odebrać, za wiele razem przeżyliśmy, zbyt wiele planów na przyszłość mam! Już w wakacje chciałem ją zabrać daleko, za granice, na cały miesiąc... Nie było mowy żeby nas rozdzielonO! Jeżeli już potrafiła się postawić bratu, pokazała jak wiele dla niej znaczę... Nie zamierzałem z mojej strony pozwalać mi jej odebrać.
- Zostaw mnie gościu!- Nie sądziłem, że ten cały Will jest taki silny, odepchnął mnie tak, że walnąłem plecami w szafki dla uczniów. Zacisnąłem zęby. To oznaczało wojnę. Dwoma susami byłem już przy nim, wymierzyłem cios... Nawet nie zorientowałem się kiedy złapał moją dłoń, i skierował mój cios w ścianę za nim, przez co nieźle nadwyrężyłem nadgarstek... Ręka bolała mnie niemiłosiernie po wywaleniu porządnie w ścianę, ale nie mogłem dać za wygraną, nie mogłem pokazać, że się poddaję! Pewien byłem, że skręciłem nadgarstek... Więc wymierzyłem cios drugą dłonią, tym razem uderzając go prosto w twarz.
- Ze mną się nie zadziera...- Mruknąłem jeszcze przez zaciśnięte zęby, spojrzałem na swoją uszkodzoną dłoń... Serio bolało. Zamiast zrobić cokolwiek ruszyłem do Alice, ciągnąc ją za rękę... Nawet nie wiedziałem gdzie, po prostu przed siebie. Zabrałem ją w końcu do szatni, chciałem pogadać.
- Alice, ostrzegałem Cię przed nim... Naprawdę to nie jest bezpieczne!- Odparłem łapiąc ją za ramiona i patrząc jej w oczy. Zmieniła temat.
- Co z twoim nadgarstkiem?- zapytała, widać że nie chciała rozmawiać na ten temat... Dobrze, nie będę jej naciskać.
- To na pewno tylko skręcenie...- Mruknałem, nie lubiłem chodzić po lekarzach, wolałem sam coś zrobić z tym w domu...
- Mimo wszystko powinieneś to pokazać chociaż pielęgniarce szkolnej... Chodź.- Wyciągnęła mnie za zdrową rękę, nie mogłem przecież odmówić... Byłoby to chamskie, a przy niej starałem się nie być chamski i buntowniczy... Nici z mojej niespodzianki po lekcjach, resztę dnia spędziłem u pilęgniarki, potem wezwała mnie dyrektorka, jak myślałem, dostałem naganę. Do tego zadzwonili do starych... Gorzej być nie mogło. Do tego mieli przyjechać do miasta na cały miesiąc! Cholera, to będzie najtrudniejszy miesiąc...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)