Cass x Alice

Cass x Alice

poniedziałek, 2 maja 2016

Tym razem to Czerń wygrała... //Rozdział 25\\

Następny dzień był jeszcze dzwiniejszy niż poprzedni. Nie sądziłam, że to Kastiel ucierpi na tym bardziej. Will przyszedł do szkoły jedynie z plastrem na obolałym nosie, Kastielowi wsadzili nadgarstek w gips, przez co nie mógł pisać normalnie na lekcjach, na przerwach zamiast robić cokolwiek innego przepisywałam mu zeszyty... No i jednocześnie dostał zwolnienie z W-F'u na trzy tygodnie, więc wypadł z turnieju w koszykówkę, naprawdę się wkurzył słysząc, że tyle go ominie. Nie dziwiłam się mu... W końcu sama byłabym wkurzona gdyby nagle wsadzili mi rękę w gips. Musiałam nieźle pilnować Kastiela, w końcu już szykował zemstę na Will'a... Trochę mnie to martwiło, w końcu nie chcę aby znowu dostał naganę, a raczej nie było innej możliwości kiedy znowu napadnie Willa... Dlatego chodziłam za nim krok w krok. Dopiero na lekcji sama zwątpiłam w to, że da się rozwiązać ten konflikt inaczej niż wojną. Była to co prawda godzina wychowawcza, ale miała dosyć ciekawy temat. Nauczyciele postanowili, aby nasza klasa, jako rocznik który już po wakacjach rozpocznie ostatni rok nauki w szkole, pozostawili po sobie coś już teraz. Tak więc wpadli na pomysł przedstawienia, dzisiaj miało być przydzielenie ról...Mieliśmy zagrać Czerwonego Kapturka , niby nie byłoby w tym nic złego... Gdybym nie dostała głównej roli! I oczywiście, w tym też nie byłoby nic złego... Ale to właśnie Kastiel dostał rolę złego wilka, a William miał być dzielnym leśniczym, ratującym mnie ze szpon Wściekłego Kastiela! To nie wróżyło nic dobrego, szczególnie, że Kas od razu zrobił minę jakby miał wypatroszyć dumnego z siebie Willa... Ech, to będzie ciężki okres, szczególnie, że próby miały być codziennie, a rodzice Kastiela byli już w drodze, i zatrudnili się w szkole jako pomocnicy przy przedstawieniu, będą na każdej próbie... Dla mnie to niby nic złego, w kocu dobrze, że wreszcie poznam jego rodziców, z drugiej strony smutno mi było, bo kiedy na przedstawieniu będą rodzice każdego z uczniów, ewentualnie opiekuni, ja pozostanę sama sobie... Michel wyjechał, rodzice umarli, w sumie nie tak dawno temu... Delist zniknął, nie wiadomo gdzie, więc rodzinę Williamsów reprezentowałam zupełnie sama. Większość mi zazdrościła, mówiła, że wolno mi przecież wszystko, że całe życie stoi przede mną otworem... Ale to wcale nie jest takie wesołe jak można się spodziewać. Przebywanie samemu, w pustym domu, bez nikogo, w samotności... Cóż, życie nigdy nie było bajką, w której życie jest usłane różami. Wiele przeszłam, było to prawdą, ale nie oczekiwałam niczego za to, żyłam jak każdy inny, nie wyróżniając się z tłumu. Ale wracając do tematu, perspektywa stania na scenie, grania głównej roli, bez jakiegokolwiek oparcia od bliskich z widowni... przerażało mnie to. Nigdy nie byłam genialna w grze na scenie, szczególnie bez oparcia i wzroków bliskich... Gdybym grała z Kastielem wszystko byłoby inaczej! Ale cóż, nie mogłam... Will też nie wydawał się złym wyborem, polubiłam go, jednak wciąż czułam przed nim mały respekt, w końcu nie znałam go genialnie... Cóż, czas pokaże.
********************************************************************
Perspektywa Williama
********************************************************************
Wreszcie, udało mi się jakoś zjednać. Rola w takim przedstawieniu jest idealna na początek nowej znajomości, może Alice polubi mnie bardziej? Fajnie byłoby się jej trzymać, wydaje się jedną z normalniejszych i ciekawszych osób tutaj... No i zna większość, mogłaby mnie poznać z tymi których osobiście jeszcze nie poznałem, w końcu nie będę podbijać od tak do obcych. Tak czy inaczej, nie drążą na mój temat, całe szczęście. Nigdy nie lubiłem mówić o sobie, ludzie nie są tolerancyjni, nie akceptują innych, wiele razy się o tym przekonałem. Wtedy czekała mnie tylko daleka przeprowadzka, coraz bardziej oddalałem się od miejsca z którego pochodzę. Ludzie rzadko tam bywają, stąd właśnie nasza odmienność. Nie posiadamy żadnych supermocy, nie jesteśmy potworami ani odmieńcami, każdy z nas jest człowiekiem, takim jak inni, jednak nie łatwo jest to niektórym pojąć. Po części to nieco boli, w końcu słyszeć na swój temat rzeczy które nawet w jednym procencie nie są prawdziwe... To nie łatwa sprawa. Mam nadzieję, że chociaż tutaj, w miejscu, które ma być moim nowym domem, nie spotkam się z odrzuceniem z powodu odmienności. Sam sprowadziłem sobie już wroga... Głupio się z tym czuję. W końcu miałem poznawać ludzi, zaprzyjaźniać się, a nie wdawać się w bójki już w pierwszym dniu w jakim tutaj dołączyłem. No nic, wszystko w końcu da się w jakiś sposób naprawić, prawda...? Może nie samemu, ale z drobną pomocą. Martwię się tylko trochę że przyjaciele tego rudego mogą nastawiać przeciwko mnie, no ale jesteśmy dorośli, a zachowanie nastawiania modne było jedynie w podstawówce... Czas dorosnąć i znaleźć sobie własny cel, którym możnaby dążyć. To nie jest niestety takie łatwe... Widziałem, że Alice nie może znieść tego, że właśnie ja miałem z nią dzielić tak ważną rolę dla niej... Ale nie dziwię jej się. Kochała Kastiela, czułem to, no i widziałem po jej zachowaniu....Nie było mowy żebym w jakikolwiek sposób jej go odebrał, w końcu nie o to mi chodziło. Mogli uważać mnie za kogoś kto stara się zabrać Alice Kastielowi, ale tak naprawdę nie było... Nie  miałem dobrego startu w tej szkole, wolałem się bardziej nie pogrążać niż już jestem pogrążony. Chcę jakoś naprawić to co już zrobiłem źle, a trochę tego jest... Póki co jednak nie podchodziłem do Rudego, on mnie nie lubił a ja nie trawiłem jego, więc najlepiej będzie kiedy każdy z nas obierze własną drogę, nie zachodzącą na inną. Czułem jednak że to nie wyjdzie tak po prostu... Czułem moje zwycięstwo, wiedziałem, że teraz Kastiel będzie mnie unikać jak ognia,ale wcale się z tego nie cieszyłem... Nie tak miało się to potoczyć.

1 komentarz:

  1. Super, tylko czasem za bardzo przeciągasz zdania. Robisz to na siłę. I troszku za dużo trzykropków, są co drugie zdanie :< Po za tym cieszę się, że w końcu się doczekałam <3

    OdpowiedzUsuń