Cass x Alice

Cass x Alice

sobota, 2 kwietnia 2016

Czerń kontra Czerwień | Rozdział 24 |

Dzień zapowiadał się normalnie, aż zbyt spokojnie i monotonnie... Kiedy Michel wyjechał wiele się zmieniło. Długo myślałam. O Kastielu, o moich przyjaciołach... O rodzinie... Mimo, że wiele się wydarzyło, czułam w sobie coś dziwnego. Nie potrafiłam nazwać tego uczucia... To było coś innego niż wszystko co do tej pory czułam. Wiedziałam, że coś się wydarzy. Nie bez powodu czułam coś takiego. Ruszyłam do liceum... Kończyłam tutaj mój ostatni rok. Ciężko mi było myśleć co będzie potem... Studia? Tylko gdzie...? Rozstać się z moimi przyjaciółmi, żeby realizować się zawodowo...? Rozstać się z Kastielem? Nie, nie mogłam... Na szczęście miałam jeszcze czas na wymyślenie czegoś, co nie skrzywdzi nikogo. Doszłam do budynku, od progu słychać było ożywione rozmowy, głośne śmiechy... Po dzwonku wszyscy razem ruszyliśmy do klasy. Nie było stamtąd wiele słychać... Ot, zwyczajny poranek, jednak coś było nie tak... Chociażby to, że po prawej stronie nauczyciela stał ktoś nowy. Znowu, serio, mam już dosyć nowych twarzy... Usiadłam wraz z Priyą w pierwszej ławce, ona była wyraźnie zaintrygowana czarnowłosym nowym, jednak ja nie bardzo się nim przejęłam. Chłopak jak chłopak... Jednak musiałam przyznać, był przystojny, miał pewne bystre spojrzenie, błysk w oku... Kiedy wszyscy usiedli na swoich miejsach, nauczyciel zabrał głos.
- Drodzy uczniowie, mamy przyjemność powitać u nas ucznia z wymiany, zostanie na stałe w naszej szkole pogłebiając jej historię. Will, możesz się przedstawić.- Ostatnie zdanie skierował do chłopaka, który zaraz uśmiechnął się do nas wszystkich.
- Nazywam się William Jones, w sumie ciężko powiedzieć skąd pochodzę... Powiem tylko, że to naprawdę odległe miejsce. Interesuję się dziennikarstwem, trochę śpiewam, no i przede wszystkim uwielbiam granie na instrumentach.- w tej chwili spojrzał prosto na mnie, uśmiechając się. Cóż, trzeba przyznać że charakterem dużo różnił się od Kastiela...- Mam nadzieję, że poznam tutaj wiele nowych, dobrze nastawionych do życia ludzi- Zakończył w ten sposób swoje krótkie przedstawienie się, trzeba przyznać że zaimponował nie tylko mnie... Wielu z nas zaimponował, nie tylko swoich charakterem ale i tym uśmiechem, widać było w nim wiele sympatii. Zajął miejsce za mną, miałam dziwne wrażenie, że ciągle na mnie patrzy... Chociaż to chyba nawet dobrze, lubiłam poznawać nowych  ludzi, szczególnie tych normalnych. Wszystko byłoby okej gdyby nie te podejrzane spojrzenia Kastiela... Wydawał się naprawdę poddenerwowany, jakby zobaczył coś, czego większość z nas nie zobaczyła. Dopiero po lekcji zaczepił mnie kiedy wychodziłam z klasy, zazwyczaj nie reagował tak dziwnie...
- Alice, ten nowy nie wydaje ci się podejrzany...?- zapytał, patrząc na mnie z nadzieją w oczach. Cóż, chyba był po prostu zazdrosny.... Nie widziałam w Will'u nic złego, był normalnym, sympatycznym chłopakiem.
- Nie, nie wydaje mi się...- Powiedziałam zaraz, nie chciałam jednak oceniać nikogo po pozorach, chciałam poznać go lepiej, w końcu mieliśmy identyczne zainteresowania!
- Proszę cię, nie narażaj się mu... Pamiętaj, że czasami pozory mylą.- Kastiel wydawał się jakby go znał, i ostrzegał mnie przed czymś co miało nastąpić.
- Ty coś wiesz...- Mruknęłam pod nosem, na moje szczęście, nie usłyszał tego, burknął tylko coś pod nosem kiedy William podszedł do nas z uśmiechem.
- Cześć, wydaje mi się, że chodzimy do tej samej klasy, nie?- zapytał, uśmiechając się miło. Kastiel musiał być zazdrosny, on był zwyczajnym chłopakiem... Teraz to zrozumiałam.
- Tak, dokładnie- Odwzajemniłam jego uśmiech, przez co Kastiel zrobił złą minę, no ale nie zamierzałam dać się zwariować.- Alice- podałam mu dłoń, którą uścisnął.
- Will, już mnie znasz- zaśmiał się lekko, mimo wszystko znowu się przedstawił.
- Kastiel, jej chłopak- Kas wtrącił się, widocznie wkurzonym głosem. Chyba naprawdę nie polubił Willa... Jednak wtedy dostrzegłam coś dziwnego. William zmierzył go dziwnym wzrokiem, jakby wkurzonym, pełnym gniewu... A zaraz potem znowu się uśmiechnął, momentalnie zmieniając wyraz twarzy.  To było co najmniej dziwne... Ale nie dajmy się zwariować.
*********************************************************************
Perspektywa Williama
*********************************************************************
Cholera! Prawie się wydałem. Nie zaakceptują mnie tutaj znając moją przeszłość, wiedząc kim jestem... Muszę to ukrywać, ale ten rudy chyba coś podejrzewa. Alice wydaje się miła, potrzebuję teraz być bliżej tych normalniejszych, wtedy nic się nie wyda, prawda...? Nikt nie będzie pytał, zero mówienia prawdziwych szczegółów, zero jakichkolwiek wskazówek, zero pokazywania kim naprawdę jestem... Po prostu bądźmy sobą, tym głęboko ukrytym, zwyczajnym Willem...Takim jak cała reszta, zwyczajnym nastolatkiem.
- Heh, coś nie tak?- zapytałem na widok zdziwionej Alice, nie mogłem pozwolić żeby cokolwiek się wydało! Mam nadzieję, że nie zauważyła za dużo... Nie chcę się wpakować w sam środek zamieszania, nie lubię wielkich wejść.
- Nie, wszystko w porządku.- Na szczęście przybrała normalny wyraz twarzy, nie musiałem się martwić... A już się bałem, że czekoś się domyśla. Na szczęście nie, tylko ten rudy, Kastiel, chyba coś do mnie ma. Normalnie wyjaśniłbym to z nim inaczej, ale wtedy się na mnie poznają, w żaden sposób nie jest to bezpieczne...
- Wiesz, chciałbym cię lepiej poznać, Alice...- Starałem się zmienić temat, nikt chyba nie lubi niewygodnych faktów, prawda? Szczególnie, kiedy w gre wchodzą najbliższe lata życia...- Co powiesz na spotkanie po szkole? Znam już trochę miasto, widziałem fajną kawiarnię niedaleko parku.- Uśmiechnąłem się, naprawdę chciałem ją bliżej poznać... Chociażby na złość temu rudzielcowi, niech sobie nie myśli za wiele. Też potrafię nieźle rozgrywać scenerię, i na pewno mu się nie dam. Zdobyłem już sympatię większości... A on niech nie skacze, niech się nie wyróżnia. Póki co nie widzę w nim ani wroga ani przyjaciela, a wolałbym już dodać go do odpowiedniej grupy i wiedzieć czy powinienem na niego uważać...
- W sumie czemu nie... O której?- zapytała mnie dosyć radośnie, dziwiłem się, że ten jej chłopak nic nie reaguje... Nie wiedziałem, że to dopiero cisza przed burzą...
*************************************************************
Perspektywa Kastiela
*************************************************************
Co on sobie wyobrażał?! To JA byłem chłopakiem Alice, i to JA miałem prawo spotykać się z nią po szkole! Miałem dla niej niespodziankę, nie dopuszczę żeby jakiś idiota nam ją zniszczył!
- Co ty sobie wyobrażasz?!- jedną ręką przygwoździłem go do ściany za gardło, co z tego że teraz najpewniej dostanę naganę, i że będę miał rozmowę z dyrektorką, oraz stracę w oczach wielu... Po prostu chciałem mu pokazać miejsce w szeregu! Zjawił się nie wiadomo skąd i chciał mi wszystko niszczyć... Nie mogłem do tego dopuścić. Alice była moją największą miłością, nie chciałem jej tracić... Zbyt wiele dla mnie znaczyła, po prostu, kochałem ją... I nie darowałbym sobie gdybym dał od tak ją sobie odebrać, za wiele razem przeżyliśmy, zbyt wiele planów na przyszłość mam! Już w wakacje chciałem ją zabrać daleko, za granice, na cały miesiąc... Nie było mowy żeby nas rozdzielonO! Jeżeli już potrafiła się postawić bratu, pokazała jak wiele dla niej znaczę... Nie zamierzałem z mojej strony pozwalać mi jej odebrać.
- Zostaw mnie gościu!- Nie sądziłem, że ten cały Will jest taki silny, odepchnął mnie tak, że walnąłem plecami w szafki dla uczniów. Zacisnąłem zęby. To oznaczało wojnę. Dwoma susami byłem już przy nim, wymierzyłem cios... Nawet nie zorientowałem się kiedy złapał moją dłoń, i skierował mój cios w ścianę za nim, przez co nieźle nadwyrężyłem nadgarstek... Ręka bolała mnie niemiłosiernie po wywaleniu porządnie w ścianę, ale nie mogłem dać za wygraną, nie mogłem pokazać, że się poddaję! Pewien byłem, że skręciłem nadgarstek... Więc wymierzyłem cios drugą dłonią, tym razem uderzając go prosto w twarz.
- Ze mną się nie zadziera...- Mruknąłem jeszcze przez zaciśnięte zęby, spojrzałem na swoją uszkodzoną dłoń... Serio bolało. Zamiast zrobić cokolwiek ruszyłem do Alice, ciągnąc ją za rękę... Nawet nie wiedziałem gdzie, po prostu przed siebie. Zabrałem ją w końcu do szatni, chciałem pogadać.
- Alice, ostrzegałem Cię przed nim... Naprawdę to nie jest bezpieczne!- Odparłem łapiąc ją za ramiona i patrząc jej w oczy. Zmieniła temat.
- Co z twoim nadgarstkiem?- zapytała, widać że nie chciała rozmawiać na ten temat... Dobrze, nie będę jej naciskać.
- To na pewno tylko skręcenie...- Mruknałem, nie lubiłem chodzić po lekarzach, wolałem sam coś zrobić z tym w domu...
- Mimo wszystko powinieneś to pokazać chociaż pielęgniarce szkolnej... Chodź.- Wyciągnęła mnie za zdrową rękę, nie mogłem przecież odmówić... Byłoby to chamskie, a przy niej starałem się nie być chamski i buntowniczy... Nici z mojej niespodzianki po lekcjach, resztę dnia spędziłem u pilęgniarki, potem wezwała mnie dyrektorka, jak myślałem, dostałem naganę. Do tego zadzwonili do starych... Gorzej być nie mogło. Do tego mieli przyjechać do miasta na cały miesiąc! Cholera, to będzie najtrudniejszy miesiąc...

4 komentarze:

  1. BOSKIE *o* Przepraszam że czytam dopiero teraz ale miałam małe problem osobiste. Rozdział jak zwykle cudny, Kas zazdrosny to Kas słodki ^^ Pozdrawiam jak zwykle i weny życzę :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Boskie. Naj, naj, naj.
    Dużo weny i szczęścia ^^

    OdpowiedzUsuń