Cass x Alice

Cass x Alice

niedziela, 24 stycznia 2016

Między Czernią a Bielą |Rozdział 23/ Część 2|

Wróciłam do domu sama, zostawiając Kastiela za sobą. Nie potrafiłam mu spojrzeć w oczy...Wiedziałam, że go zraniłam, chociaż naprawdę tego nie chciałam... Chciałam wstać, przytulić go i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze...Ale wiedziałam, że nie będzie, nie mogłam kłamać. W chwili kiedy naprawdę potrzebowałam wsparcia byłam sama... Nie potrafiłam się stawiać, po prostu się poddałam. Pomimo, że obiecałam nigdy tego nie robić... Sama pośród pustki i ciemności. Z głową pełną pytań, pełną myśli, pełną strachu... I wtedy przypomniałam sobie moją matkę. Jej słowa, które mówiła kiedy się poddawałam...
~~~~~~
Pamiętaj Alice... Gdybyś kiedykolwiek zwątpiła w swoją wartość, w siebie... Pomyśl o tym, ile potrafisz zdziałać wierząc w siebie, w twoją siłę. A masz ją ogromną...
~~~~~~
Zacisnęłam pięści. Nie mogłam się poddać. Nie tym razem, kiedy chodzi o mnie, o moje życie i o moją miłość. Nie mogłam pozwolić, żeby odebrali mi moje życie, żeby odebrali mi mnie. Nie spakowałam walizki, tylko od razu ruszyłam do Michela, wcześniej wysyłając Kastielowi Smsa żeby też się tam stawił. Nie było łatwo. Przez chwilę stałam pod jego drzwiami nie zastanawiałam się czy naprawdę chcę zapukać... Ale przełamałam się. Walnęłam pięścią w drzwi. Miałam łzy w oczach, ale byłam zdecydowana. Nigdzie się stąd nie ruszam. Otworzył mi Michel,  był zmęczony, widocznie pakowaniem... Ale nie obchodziło mnie to.
- Co, jesteś już gotowa?- zapytał z nadzieją w oczach. Pewnie myślał, że się z tym pogodziłam... O nie, nie tym razem.
- Nie, i nie będę nigdy gotowa. Nie ruszam się stąd.- w tej chwili dotarł Kastiel, patrząc na mnie pytająco. Nie zwróciłam na niego uwagi. Chciałam, żeby stał i patrzył.
- Nie ma dyskusji Alice. Kazałem ci się spakować...- przybrał wściekły wyraz twarzy, ale nie bałam się go. Nie tym razem.
- Nie masz prawa mi nic kazać. Tym razem sama zdecyduję o sobie. Zostaję tutaj.- Mówiłam to zdecydowanym głosem, nie chciałam mu dać przewagi...
- Nie pozwolę ci tutaj zostać samej! Nie poradzisz sobie!- był naprawdę wściekły. Nigdy go aż tak zdenerwowanego nie widziałam... Ale byłam zbyt zdecydowana żeby się zgiąć.- Co... To dla niego zostajesz?- zapytał patrząc na Kastiela podejrzliwym wzrokiem- Do tej pory jeszcze go akceptowałem... Ale to nie jest partner dla ciebie. - w tej chwili podszedł do niego blisko patrząc na niego oczami, które teraz przybrały czerwonej barwy... Nie miałam pojęcia że tak umie...- Jeżeli się dowiem, że cokolwiek jej zrobiłeś...- Tutaj mu przerwałam, stając między nimi.
- Dopóki żyję... Nie tkniesz go nawet palcem!- Popatrzyłam na niego oczami pełnymi gniewu. Nie mogłam pozwolić na krzywdę Kastiela, który był najważniejszą osobą w moim życiu... Mój jedyny... Widocznie i on się zdziwił widząc mnie taką, bo zamarł na chwilę.
- W porządku. Wybieraj. Jedziesz ze mną, rozpoczynając nową, białą przyszłość... Czy zostajesz z nim, w brudnej i czarnej przeszłości? Masz jedną decyzję.- teraz trochę się uspokoił. Pewnie myślał, że jak na mnie naprze to go wybiorę... Zastanowiłam się chwilę. Nie widzieć jego... Jako osoby która wspierała mnie tyle lat... Była ze mną... Czy Kastiela, który dał mi miłość jakiej nie miałam jeszcze nigdy... Dał mi poczucie bezpieczeństwa i pokazał drogę, którą mogłam iść... Nie, nie mogłam go zostawić.
- Zostaję z Kastielem. Tu jest moje życie. Moi przyjaciele. Moja rodzina...- widziałam smutek i zdziwienie w jego oczach. Jakby nie rozumiał mnie i mojej decyzji.
- W porządku...- wziął walizkę i wyszedł, zostawiając mnie bez pożegnania... Wiedziałam jak wielką krzywdę mu tym zrobiłam, ale nie potrafiłam inaczej. Popatrzyłam na Kastiela. Wyglądał na szczęśliwego...
********************
Perspektywa Kastiela
********************
Nie sadziłem że to zrobi. Byłem przygotowany że mnie zostawi. Pomimo, że nie mogłem znieśc myśli, że jej ze mną nie będzie... Starałem się do tego przygotować. Zdałem sobie sprawę, że nie dam rady. Nie będę potrafił się pogodzić z utratą osoby którą kocham najbardziej na świecie. Chciałem walczyć o nią... Ale nawet nie musiałem. Nie pomyślałbym, że postawi się swojemu bratu, że uda jej się być aż tak silną...Zmieniła się, i to na lepsze. Teraz czułem, że łączy nas jeszcze więcej niż na początku. Kiedy tylko usłyszałem, że zostaje, naprawdę byłem szczęśliwy.
- Alice... Jesteś niesamowita.- mruknąłem patrząc na nią.- Nie sądziłem, że dasz radę, za co przepraszam...
- W porządku, nie mam ci niczego za złe...- uśmiechnęła się do mnie przez co naprawdę jej uwierzyłem.
- Więc co teraz... Będziesz mieszkać sama, w dużym pustym domu?- zapytałem. Martwiłem się o nią...
- Kupie sobie psa- zaśmiała się. Nie sądziłem, że humor jej tak szybko wróci... Zazwyczaj potrzebowała więcej czasu, żeby dojść do siebie, ale dla mnie to w sumie nawet lepiej... Bo mogłem spędzić z nią najlepsze wakacje mojego życia nie zważając na to, że jest smutna albo siedzi po uszy w dole...Uwielbiałem jej uśmiech, dlatego czekałem aż zacznie się znowu uśmiechać... ostatnio robiła to coraz rzadziej. Dlatego pomyślałem, że teraz może być ten przełom w jej życiu... Szczerze na to liczyłem. I obym się nie przeliczył.

3 komentarze:

  1. Co tam będzie sama w domu siedziała, niech idzie do Kassa XD Już myślałam że ona wyjedzie ale pokazałaś charakter naszej Alice i jak to się mówi "przytrzymała się krzesła i została" XD. Z niecierpliwością czekam na next i pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To Kass przyjdzie do niej, zobaczysz XD Dziękuję za ocenę ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Alice taka rebelle *.* Czekam z niecierpliwością na następny rozdział, kochana wyścigówko :D

    OdpowiedzUsuń