Cass x Alice

Cass x Alice

niedziela, 13 września 2015

Prawda //Rozdział 11\\

Dużo myśli kłębiło się w mojej głowie. Nie rozumiałam jeszcze tak wielu spraw, które stanęły przede mną... Tyle pytań nie zostało zadanych, i tyle odpowiedzi nie zostało wypowiedzianych. Wiele jeszcze miałam do odkrycia i wyjaśnienia... Z powrotu Delista chyba tylko ja się cieszyłam. Michel od tamtego czasu był jeszcze bardziej nieobecny niż wcześniej... Mijali się bez słowa. Nawet głupiego ,, cześć" sobie nie powiedzieli... Coś musiało między nimi zajść, czego ja nie wiedziałam. Nawet nie potrafiłam się domyśleć, co musiało się wydarzyć. Zawsze idealizowałam Michela, i chyba dopiero teraz to do mnie dotarło... Rzeczywistość nie była taka piękna jaką ja ją widziałam. On po prostu robił wszystko, żebym nie domyśliła się jak bardzo jest z nim źle. Dopiero powrót Delista uświadomił mi wiele spraw. Przyszedł do mnie wieczorem i usiadł naprzeciwko mnie, na krześle obrotowym od biurka. Ja właśnie sms'owałam z Kastielem, więc nawet go nie dostrzegłam. Zawsze byłam nieobecna w takich sytuacjach.
- Siostrzyczko...- Spojrzał na mnie, i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że tutaj jest. Był naprawdę poważny... Pomimo to, cieszyłam się, że go widzę. Chciałam jakoś nadrobić te wszystkie stracone lata...- Chyba czas poznać prawdę, nie sądzisz...?- wtedy do pomieszczenia wszedł Michel. Usiadł obok mnie, w jego oczach mogłam zauważyć smutek... O co chodziło?
- Prawdę...? Jaką prawdę?- zapytałam patrząc to na jednego, to na drugiego. Wydawało mi się, że czas stanął w miejscu... Pochłaniając całą radość zawartą gdziekolwiek, pozostawiając po sobie smutek i wielką powagę. Michel nigdy tak nie wyglądał... Więc musiało stać się coś poważnego. Jakaś naprawdę ciemna prawda, którą ukrywali głęboko, chcąc o niej zapomnieć...
- Wszystko ci wyjaśnimy...- Powiedział Delist. Wyjaśnimy? Więc i on tkwił w tej historii... Teraz naprawdę się pogubiłam. Wszystko co o nich wiedziałam... Było kłamstwem...? Nie, nie mogłam w to uwierzyć... Gdzie mój idealny starszy brat, w którym miałam wsparcie, w każdej chwili mojego życia? Gdzie podziała się jego radość, jego uśmiech...
- Ty jej powiedz... Ja nie potrafię....- Michel spuścił głowę. Pierwszy raz niepokój uderzył we mnie z taką siłą... Naprawdę się bałam tego co chcą mi powiedzieć... Z kim mieszkałam pod jednym dachem...? To dopiero teraz miało się okazać w jak wielkim błędzie żyłam.
- Ja i Michel... Mamy kontakt od początku.- Zaczął mówić Delist. Zupełnie zbiło mnie to z tropu. Mają kontakt... A ja nic o tym nie wiedziałam...?- Co więcej... Wiem, czym twój kochany braciszek się tak naprawdę zajmuje. Tobie też naopowiadał, że jest kelnerem w restauracji?- Michel momentalnie poderwał się z siedzenia. Wydawał się naprawdę zdziwiony.
- Obiecałeś, że zachowasz to w tajemnicy!- Krzyknął zdenerwowany. Teraz zupełnie się zgubiłam. Michel nie był kelnerem, miał kontakt z Delistem... Całe moje wyobrażenie o nim, jako i idealnym bracie... Wszystko runęło. Pękło jak bańka mydlana.
- Ona musi poznać prawdę... Za długo już ją oszukiwałeś. Nie chciałeś dopuścić, żebym się z nią spotkał... Mnie nazywałeś kłamcą, kimś, kto nic dobrego jej nie przyniesie... A tym czasem oszukiwałeś ją, idealizując się!- Krzyczał na niego... Miałam już dosyć. Niech wreszcie powiedzą o co chodzi i zostawią mnie w spokoju... Chcę to wszystko przemyśleć...
****************************************************************************
( Perspektywa Delista)
****************************************************************************
Nie potrafiłem dłużej ukrywać prawdy. Zasługiwała, żeby się dowiedzieć... Pewny jestem, ze nawtykał jej pełno kłamstw, przedstawiając się jako kogoś idealnego, kto zawsze będzie u jej boku... Ja też mogę taki być. Nie miałem jednak szansy się wykazać...Byłem odsuwany od mojej siostry. W końcu miałem tego dosyć, więc zacząłem drążyć w przeszłości Michela. Okazało się, że wcale nie jest takim idealnym braciszkiem... Nie potrafiłem siedzieć cicho. Czułem, że kiedy jej to powiem... Wszystko się zmieni. Michel nie będzie już tym ideałem... A ja w końcu będę mógł jej pokazać, że potrafię go zastąpić. Wiedziałem również o jego chorobie.
- Twój braciszek... Ten idealny... Jest zabójcą na zlecenie. Do tego jest chory na Zespół Stresu Pourazowego.- Powiedziałem jej wszystko. Dopiero po jej minie zorientowałem się jak ogromnie ją skrzywdziłem... Po prostu wstała... Popatrzyła z wielkim żalem na Michela... Potem na mnie, ze smutkiem w oczach... Następnie po prostu wyszła z pokoju, zostawiając nas oniemiałych. Nie sądziłem, że jej reakcja będzie aż taka...
- I co zrobiłeś?!- Michel przestał nad sobą panować. Przygniótł mnie do ściany, był zbyt silny żebym mógł się uwolnić. Przecież kiedy siostrzyczki nie ma w pobliżu on robił co mu się tylko podoba... Szczerze mówiąc pomimo wszystko nie żałowałem, że powiedziałem prawdę. Poboli ją trochę, a potem się otrząśnie, i zacznie żyć na nowo... Znając już prawdę. Niech zrobi z nią co chce...
- To co już dawno ty powinieneś... Niby jest dla ciebie taka ważna... A jednak okłamywałeś ją!- Byłem wściekły. Nie bałem się mu wszystkiego wygarnąć... Mógł mnie bić, a nawet zabić. Cokolwiek by nie robił, ja zrobiłem dobrze. Byłem tego pewny.
- Co ci przeszkadzało to, że uważała mnie za ideał? Przynajmniej miała w kimś oparcie, kiedy ciebie nie było!- Zabolało mnie... Zabrzmiało to tak, jakbym z własnej woli zostawił rodzinę...
- Wiesz dobrze, że nie z własnej woli ją zostawiłem... Za to ty z własnej woli ją oszukiwałeś...- Chciałem dobrze dla Alice. W końcu była moją siostrą... Chciałem nadrobić te wszystkie lata, które zostały stracone... Nawet ceną zmagania się z Michelem. Nie obchodziło mnie już jego zdanie. Do tej pory potrafiłem sobie poradzić sam, to i teraz dam radę...A przynajmniej mam takie nadzieje.
***********************************************************************
( Perspektywa Alice)
***********************************************************************
Po tym wszystkim co usłyszałam nie miałam ochoty więcej widzieć ich na oczy. Wyszłam z domu bez słowa. Kierowałam się do jedynej osoby której teraz ufałam... Poszłam prosto do Kastiela. Otworzył mi drzwi ze swoim charakterystycznym uśmiechem. Od progu mocno się do niego przytuliłam. Tego teraz potrzebowałam...
- Co się stało...?- zapytał zmartwiony. Nie dziwiłam się, że się martwił... Przyszłam do niego cała roztrzęsiona.
- Długo by gadać... mogę przenocować...?- głupio mi było o to prosić, ale nie chciałam wracać do domu. Kastiel przytulił mnie tylko mocniej.
- Jasne... U mnie jesteś zawsze mile widziana.- powiedział i po chwili puścił mnie. Weszliśmy do środka. Cieszyłam się, że chociaż jego teraz mam...
- Dzięki... Za wszystko...- Powiedziałam patrząc na niego. On tylko uśmiechnął się.
- Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć... A teraz, chcesz mi powiedzieć co zaszło...?- zapytał. Wiedziałam, że jeżeli się mu wygadam to mogę się lepiej poczuć... Więc po prostu opowiedziałam mu wszystko. Wiedziałam, że mogę mu zaufać, więc nie zawahałam sie nawet na chwilę... On cały czas tylko przytakiwał, był pełen zrozumienia.
- Sprawa jest naprawdę poważna... Nie dziwie się, że nie chcesz ich widzieć. Dopóki nie będziesz gotowa stawić czoła problemom... Możesz u mnie zostać.-Nie spodziewałam się, że pomoże mi aż tak bardzo... Byłam mu naprawdę wdzięczna. Na pewno w przyszłosci zdążę mu sie za to odwdzięczyć... A póki co muszę sobie wszystko poukładać w głowie... Za dużo się dowiedziałam jak na jeden raz...

3 komentarze:

  1. Świetny rozdział! Nie spodziewałam się takiego obrotu akcji... :D Czekam na kolejne rozdziały! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się Cię nie zawieść w kolejnych :3 Dzięki!

      Usuń
    2. Postaram się Cię nie zawieść w kolejnych :3 Dzięki!

      Usuń