Cass x Alice

Cass x Alice

czwartek, 20 sierpnia 2015

,, Nowa" //Rozdział 8\\

Wzrok Nataniela dosłownie wiercił we mnie dziurę. Co on się tak uczepił? Dobrze, martwił się o mnie i o moje stopnie, ale nie potrzebnie na mnie tak naciskał. Nic to nie dawało, miałam ochotę zamknąć się przed nim i nic więcej nie powiedzieć... Nie znałam go z tak bardzo zawziętej strony... Nie rozumiałam co mu ta zależało, żebym oddaliła się od Castiela. Był dla mnie ważny, a ja nie zamierzałam w tej kwestii słuchać ledwo mi znajomego gospodarza. Pomimo wszystko tylko mu przytakiwałam, żeby dał mi już święty spokój. Każdy doskonale wiedział, że nie posłucham go i nadal będę z Castielem, chociażby miał mi go siłą odbierać. Nie teraz, kiedy już tak bardzo się do siebie zbliżyliśmy... Cóż, pożegnałam się tylko z Natanielem i ruszyłam do domu. Tego wieczora chciałam już tylko zasnąć, zostawić cały trud dnia na sobą... Odebrałam jeszcze tylko sms'a, bo usłyszałam, że przyszedł. To tylko rudzielec życzył mi dobranoc... Słodkie. Położyłam głowę na poduszce rozmyślając o tym co się wydarzyło... Jutro rano miałam zajęcia, więc po prostu zasnęłam. Rano zrobiłam to co każdy rano robi, no i ruszyłam do szkoły. Miałam nadzieję, że uniknę spotkania z Natanielem... Po wczorajszym naprawdę nie chciałam go widzieć, znowu mógłby zacząć pytać czy nalegać na rzadsze spotkania z Casem. Szerokim łukiem ominęłam pokój gospodarzy, byłam tak zamyślona, że wpadłam na kogoś.
- Przepraszam..- usłyszałam za sobą nieśmiały głos. Odwróciłam się. Była tam białowłosa dziewczyna. Od razu rzuciła mi się w oczy jej podobieństwo do mnie... Gusta są różne, no ale trochę mnie to zdziwiło.
- Nie nie, to moja wina!- od razu wzięłam winę na siebie. W końcu tak było, nie miałam nawet najmniejszego powodu do kłamstwa. Nie widziałam tej dziewczyny wcześniej...- jesteś tutaj nowa?- zapytałam zerkając na nią.
- Tak, jestem nowa... Wprowadziłam się tutaj niedawno no i wiesz...- Popatrzyła na mnie zagubionym wzrokiem. Rozumiałam jej sytuację, w końcu sama niedawno dołączyłam do tej szkoły...
- Jestem Alice.- przedstawiłam się kulturalnie.- Może potrzebujesz oprowadzenia?- zapytałam patrząc na nią z miłym uśmiechem.
- Tak, miło byłoby gdybyś pokazała mi parę miejsc...- Powiedziała.- Tak w ogóle to jestem Amy.- Dodała po chwili. Nawet nasze imiona były podobne... Czułam, że dobrze będę się z nią dogadywać. Na początku pokazałam jej sale lekcyjne i pokój gospodarzy. Na moje nieszczęście spotkałam tam Nataniela... Ale szybko się zmyłam ciągnąc Amy za sobą. Potem pokazałam jej dziedziniec mając nadzieję, że spotkam tam Castiela. Nie myliłam się, stał z jakimś białowłosym chłopakiem. Co to, epidemia białasów? Widać nie tylko ja miałam taki specyficzny kolor włosów... Kiedy rudy mnie zauważył od razu zwrócił się w moją stronę.
- O, Ali! Nie zauważyłem cię, wybacz.- Mruknął z uśmiechem. W szkole zawsze był twardy, jakby nie chciał okazać prawdziwej i miłej natury... Teraz za to bez przeszkód był naprawdę miły. - A to kto?- dodał patrząc na moją nową znajomą.
- To Amy, nowa.- uśmiechnęłam się przedstawiając koleżankę. Wyglądała na nieśmiałą, ale wiedziałam, że się rozkręci.
- Aa, nowa! Miło mi, Jestem Castiel.- Powiedział uśmiechając się do niej miło. Na chwilę zrobiłam sie zazdrosna o mojego chłopaka, pomimo, ze był nim od niedawna. Już zdążyłam się zakochać na zabój...
- To jest Lysander.- Dodał po chwili przedstawiając swojego przyjaciela. Sama również go nie znałam, ale wyglądał na miłego. Lysander uśmiechnął się do nas miło, a moją nową znajomą cmoknął w dłoń. Mnie nie ośmielił się zrobić tego samego, ale nie dziwiłam się. Nawet próbował, ale wtedy Castiel zmierzył go piorunującym spojrzeniem, którym dosłownie mógł zabijać.
********************************************************************
Perspektywa Lysandra
********************************************************************
Nie znałem jeszcze dziewczyny Castiela. Dużo mi o niej opowiadał, chyba naprawdę mocno ją kochał. O żadnej z jaką był tak mi nie truł, aż sam miałem tego dosyć. Kiedy ją poznałem to zrozumiałem, że pasują do siebie. Identyczne charaktery... Oboje wyglądali na twardych. Cieszyłem się, że wreszcie znalazł kogoś na serio, nie będę się martwił, że zostanie sam. Jednak bardziej zainteresowała mnie koleżanka jego dziewczyny... Blask w jej oczach dosłownie mnie hipnotyzował. Widziałem w niej coś wyjątkowego, ale czułem, że nie powinienem tak szybko się do niej przekonywać.  Nie znałem jej. Kiedy już bardziej ją poznam to na pewno zacznę się nią interesować, o ile jej charakter chociaż trochę będzie podobny do mojego... Chciałem się przedstawić z dobrej strony.
- Razem z Castielem tworzymy zespół, chyba to wiecie? Jestem tam wokalistą.- Powiedziałem nie spuszczając wzroku z nowej. Obie miały heterochromię, zupełnie jak ja... Te brązowo-zielone oczy Amy były jednak o wiele ładniejsze od moich. Wyglądała też na osobę nieśmiałą... Uroczo.
- Żadna z nas nie wiedziała. Cassi, próbujesz sobie zataić takie fakty?- Mruknęła Alice. Cóż, chyba powinien jej powiedzieć wcześniej. Trochę źle poczułem się z tym, że sam ją uświadomiłem, może chciał jej zrobić niespodziankę czy coś...
- Po prostu wyleciało mi z głowy...- Powiedział. Ulżyło mi, że nic mu nie zepsułem. Nie chciałem się mieszać w jego sprawy sercowe, to nie w moim stylu.
- Tak czy inaczej... Mamy co robić w wolnym czasie.- uśmiechnąłem się jeszcze raz. Właściwie to cały czas byłem uśmiechnięty... Nie potrafiłem przestać się uśmiechać. Zauroczyłem się? Wątpie, to jednak mi się jeszcze nie zdarzało... A może...? Ech, powinienem poważnie się nad tym zastanowić. Jeżeli już cokolwiek do kogokolwiek czuję to muszę być pewny w swoich uczuciach, aby nie zawieść drugiej osoby...
- To bardzo dobrze, że się nie nudzicie...- Powiedziała Amy. Byłem tego samego zdania, lepiej mieć jakieś dobre zajęcie niż nudzić się wieczorami. Cóż, Castiel teraz na pewno się nie nudził. Dużo czasu poświecał dla swojej dziewczyny, ale nie miałęm mu tego za złe. W końcu rozwijał sprawy sercowe, normalne, że to się stawia na pierwszym miejscu. Najpierw życie prywatne, potem kariera. Odkąd ją poznał stał się milszy i bardziej zrozumiały, po prostu dobrze na niego wpłynęła. A to naprawdę ważne, bo powoli się martwiłem, że narobi sobie pełno wrogów dookoła i w końcu zostanie sam ze swoją gitarą. Był moim przyjacielem i mi na nim zależało, to chyba normalne. A nas swoimi uczuciami powinienem się porządnie zastanowić, żeby przez przypadek nie narobić niepotrzebnej nadziei Amy... Żebym tylko o tym nie zapomniał.

2 komentarze:

  1. Jak dla mnie akcja toczy się trochę za szybko...no, ale to tylko moje zdanie. Weny i powodzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :3 Postaram się zwolnić tempo, masz rację, teraz jak to czytam kolejny raz to trochę za szybko...

      Usuń