Castiel odprowadził mnie prawie pod same drzwi. Miło mi było spędzić drogę w towarzystwie kogoś, kto coś dla mnie znaczy. Na pożegnanie pocałował mnie w policzek, co tylko dodało mi sił, żeby zmierzyć się z narastającym problemem. Powoli weszłam do domu, zostawiając plecak przy drzwiach. Chciałam uniknąć brata, ale Michel czaił się już na mnie w salonie. Jego wzrok był pełen złości, dawno go takiego nie widziałam...
- No ładnie. Dzwonił do mnie Dyrektor. Wybroniłem Cię mówiąc, że sam się odebrałem na wizytę kontrolną do lekarza, ale żeby mi to było ostatni raz! Chcę wiedzieć z kim się włóczyłaś, skoro nie było Cię na żadnej z lekcji.- Nie był taki wściekły jak mi się wydawało. Nie dał mi kary na wszystko, nie mówił, że sama sobie na to zasłużyłam, ale bronił mnie przed dyrektorem...
- Sama byłam. Poznawałam miasto.- Nie było opcji, żebym zwaliła winę na Castiela. Nie chciałam, żeby Michel od razu miał o nim złe zdanie, nieuniknionym było, że będą musieli się poznać.
- Mogłabyś chociaż nie kłamać. Mów mi lepiej, z kim byłaś.- Potrafił wyczuć moje kłamstwa, znał mnie za dobrze...Wiedziałam, że mogę sobie tylko pogorszyć sprawę, jeżeli nie powiedziałabym prawdy...
- Byłam z moim kolegą. Ale to ja zaproponowałam wagary, nie jego wina!- Przyznałam się, no ale nie zamierzałam wplątywać w to Rudzielca. Wolę zwalić winę na siebie niż przyznać jego.
- Widzę, że nie do końca tylko kolegą, skoro tak go bronisz.- Cały Michel. Zawsze doskonale potrafił odgadnąć moje uczucia. Nie był typowym starszym bratem, łączyła nas niesamowita więź... Odkąd zabrakło rodziców mieliśmy tylko siebie, a nikt nie potrafił nas skłócić.
- No dobra, masz mnie. Podoba mi się. Mogę już iść?- Chciałam iść do swojego pokoju i tam od nowa wszystko przemyśleć. Dzięki bratu nie będę miała jutro większych problemów, więc spokojnie mogłam zająć się czym tylko chciałam. Nie zamierzałam marnować takiej okazji, więc kiedy tylko pozwolił mi iść, od razu pobiegłam schodami na górę. Do mojego własnego królestwa, gdzie nikt prócz mnie nie miał wstępu.
***************************************************************************
( Perspektywa Michela)
****************************************************************************
Moja siostra jest niemożliwa. Sądziłem, że potrafi być odpowiedzialna i chociaż pierwszy dzień wysiedzi bez problemów, które i tak były tylko na mojej głowie. Po części ją rozumiałem, nadal była w rozsypce po śmierci rodziców, no ale nie mogłem jej tym ciągle usprawiedliwiać. Starałem się jak mogłem, żeby niczego nam nie brakowało, żeby mogła rozwijać zainteresowania... Ale odkąd wróciliśmy z pogrzebu ojca i matki stała się nie do zniesienia. Coraz częściej pokazywała mi swoją arogancką stronę, nie uczyła się... A przeprowadzka widocznie tylko bardziej rozjuszyła jej i tak skołatane nerwy. Cóż, musiałem to znieść. Kiedy dowiedziałem się, że ma kogoś na oku naprawdę się ucieszyłem. Może kiedy znajdzie miłość to zmieni swoje postępowanie? Być może ten chłopak zacznie dobrze na nią działać, a ja będę mógł odpocząć od problemów, których i tak mam dużo. Skoro sam nie miałem czasu na miłość, może chociaż ona zazna szczęście. Zawsze życzyłem mojej siostrzyczce jak najlepiej, rzadko między nami dochodziło do sporów. Zdarzały się różne sytuacje, zawsze próbowałem w jakiś sposób wykręcić ją z problemów w jakie się pakowała.... Sam się dziwiłem, że w ogóle można się w tyle na raz wpakować, i do tego starać się to ukrywać. Cóż, ona zawsze była specyficzna... Nie przeszkadzało jej kiedy rodzice mnie wywyższali, wszystko znosiła z dziwnym spokojem... Dopiero kiedy umarli, jej zachowanie stało się agresywne... Aroganckie... To chyba kwestia trudniejszego wieku... Miałem tylko nadzieję, że to szybko minie, wiecznie nie będę mógł jej bronić...
Super opowiadanie! Fajna ta inna perspektywa :)
OdpowiedzUsuńO to mi między innymi chodziło :3 Miałam pokazać w opowiadaniu uczucia większej ilości bohaterów, nie tylko Alice.
Usuń"Nie mów mi jak mam żyć!" X"D Alice powinna to krzyknąć jeszcze pod koniec~~
Usuń