W lodziarni czas minął mi bardzo szybko. Siedzieliśmy prawie do wieczora, potem poszliśmy jeszcze na spacer. Castiel pokazał mi wiele miejsc w mieście o jakich wcale nie miałam pojęcia. Jednak nie było to dziwne, nie byłam tutaj zbyt długo. Podczas takiego spaceru Castiel poruszył dosyć niewygodny dla mnie temat... Zapytał, co z moimi rodzicami. Miał powody do ciekawości, nic o nich nie mówiłam, nie widział ich jeszcze nigdy... Starałam się jakoś wymigać od odpowiedzi, jednak on bardzo naciskał... Wiedziałam, że dalej nie mogę tego ciągnąć, musiałam powiedzieć całą prawdę.
- Wiesz, Castiel... Moi rodzice nie żyją.- Mruknęłam pod nosem. Nie lubiłam sobie tego przypominać ani o tym mówić, to sprawiało, że tylko wszystko mi się przypominało.
- Nie żyją...?- Powtórzył pytanie patrząc na mnie wzrokiem pełnym troski- Przepraszam, że naciskałem...- Chyba zrozumiał, że rozmowy o rodzicach były dla mnie bardzo bolesne. Tym razem jednak obyło się bez łez, zrozumiałam, że użalanie się nad sobą kompletnie nic nie da.
- Nie szkodzi, nie wiedziałeś...- Starałam się go usprawiedliwić. Naprawdę nie chciałam, żeby się teraz o cokolwiek obwiniał. Z drugiej strony, skoro już wiedział to nie będzie naciskał.
- Moi rodzice za to latają samolotami, nie ma ich prawie nigdy...- Odparł patrząc na mnie. Czyżby kolejna rzecz nas łącząca? I mnie i jemu brakowało rodziców...- Szczerze mówiąc nauczyłem się już żyć bez nich, daję sobie radę sam. No cóż, może teraz daję sobie radę z tobą.- zaśmiał się cicho. Rzeczywiście, teraz większość czasu spędzał ze mną... Nie wyglądał jakby mu to przeszkadzało, a mi było to nawet na rękę. Czułam do niego coś, czego do nikogo nie poczułam, więc jego obecność sprawiała mi dużą radość.
*********************************************************************
( Perspektywa Castiela)
*********************************************************************
Więcej nie będę wspominał o jej przeszłości. Teraz przynajmniej zrozumiałem dlaczego ciągle widziałem tylko jej brata, widocznie to on ją wychował. Miałem nadzieję że moja obecność chociaż trochę rekompensuje jej pustkę jaką musi czuć, bo mi to pomagało bardzo. Wiedziałem, że teraz już nie będę potrzebował nikogo innego jak tylko jej.
- Poradzimy sobie razem.- Powiedziałem łapiąc ją za rękę. Może czas spytać jej w końcu czy zostanie moją dziewczyną? Nadal czułem stare rany wyrządzone przez byłą, nie sądziłem, że zaufam znowu jakiejkolwiek dziewczynie... Jednak to nie było zależne ode mnie, samo przyszło. Nawet jakbym teraz próbował się odkochać to nie dałbym rady. Czułem jednak, że ona mnie nie zrani... Że jest tą jedyną na którą musiałem po prostu poczekać. Nie żałowałem tego, że tamtego dnia jednak byłem dla niej milszy. Gdybym to zchrzanił to teraz pewnie nie bylibyśmy tutaj gdzie jesteśmy... Nie zakochałbym się.... Albo gorzej, zakochałbym się bez wzajemności, a to jest najgorsze.
- Razem...?- Zapytała patrząc na mnie. Ja za to popatrzyłem jej prosto w oczy, chciałem, żeby mój wzrok wyrażał wszystkie moje uczucia.
- Tak, razem. Tylko ty i ja...- Uśmiechnąłem się szeroko- Sądzę, że stanowilibyśmy świetną parę...
- Czyli ty chcesz, żebym po prostu zostałą twoją dziewczyną?- zapytała patrząc na mnie z usmieszkiem.
- No dokładnie tak. Co ty na to?- Jeszcze nigdy tak się nie denerwowałem. Jak odmówi to będę ją męczyć aż się zgodzi.
- Jak dla mnie to... oczywiście!- Uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Naprawdę poczułem się niepewnie na początku jej wypowiedzi, jednak nadrobiła to końcówką. Teraz przynajmniej wiedziałem, że żaden inny mi jej nie zabierze. W sumie i tak bym na to nie pozwolił, dac sobie zabrać taką dziewczynę...? Tak czy inaczej, teraz byłem naprawdę szczęśliwy, jak nigdy. Poczułem, że trafiłem na kogoś odpowiedniego... Teraz musiałem tylko uważać żeby nie zmarnować tak ogromnej szansy...
Hej, hej, hej! Trochę zwolnij kochana, bo akcja pędzi za szybko! A poza tym uwag nie mam :)
OdpowiedzUsuń