Cass x Alice

Cass x Alice

czwartek, 27 sierpnia 2015

,, Pierwsi wrogowie" //Rozdział 10|Część2\\

Sprawa mojego brata nie dawała mi spokoju. Teraz rzadko byłam w domu, więc nie wiedziałam jak często się tak zachowywał... Może specjalnie coś przede mną krył? Nie chciał mi nic powiedzieć, odpowiadał tak krótko jak mógł... Musiał coś ukrywać, i to coś poważnego. Coś co nie dawało mu wcale spokoju... Coś, co musiało poważnie zryć jego psychikę... Nie miałam z kim się w tej chwili podzielić moimi podejrzeniami, więc zadzwoniłam do Castiela. On zawsze mnie rozumiał... Wyszłam przed dom by w razie czego uspokoić psa. Miałam dużego Doga Niemieckiego, był łagodny, ale nie za bardzo lubił obcych. Kastiel pojawił się dosyć szybko otworzyłam mu furtkę trzymając psiaka za obrożę. Od razu podejrzliwie go obwąchał... Jednak ten nie zwrócił większej uwagi na jego nos a na ciało, był psem ogromnym.
- Ale bydle!- zaśmiał się. Miło mi było znów widzieć jego uśmiech. Zaprosiłam go do środka, usiedliśmy na łóżku w moim pokoju.
- No to co cię gryzie skarbie?- zapytał czułym głosem. Nie zapomniałam, że jesteśmy razem. Nie mogłabym.
- Wiesz... Z Michelem, moim bratem, ostatnio nie dzieje się za dobrze... On... jest jakiś nieobecny, dziwny...- wyznałam patrząc na niego. Zależało mi na moim bracie, więc martwiłam się naprawdę mocno...
- Nie powiedział ci o niczym?- zapytał Rudzielec. Wyglądał na zdziwionego. Cóż, ja też byłam.
- Nie, milczy jak grób.- Do tej pory mówiliśmy sobie wszystko, a teraz nagle mu się odechciało...? Sprawa musiała być naprawdę poważna... Coś, co mogłoby spokojnie wywrócić nasze życie do góry nogami. Szczerze to nie do końca wiedziałam, czy chce znać prawdę... Skoro ona może być aż tak zabójcza jak myślę...
***********************************************************************
Perspektywa Michela
***********************************************************************
Miałem pokój tuż obok pokoju mojej siostry, więc słyszałem wszystko. Naprawdę aż tak się o mnie martwiła...? Bardzo żałowałem, że nie mogę jej wyznać prawdy... Ale wiedziałem, że tą ją zniszczy. Zniszczy jej nadzieje jakie we mnie pokłada, zniszcz jej punkt widzenia... Zespół Stresu Pourazowego jakiego nabawiłem się po śmierci rodziców był mocną przeszkodą, utrudniał mi życie. Nagłe napady agresji... Kiedy czułem, że musze coś roznieść, zniszczyć. Powstrzymywałem się tak bardzo, żeby nic jej nie pokazać... A moja praca tylko sprzyjała rozwojowi choroby. Musiałęm tam okazywać agresję... Miałem też koszmary nocne. W nich znowu widziałem ten cholerny wypadek, który starałem się wyrzucić jak najdalej z pamięci... Straciłem wiele emocji. Nie potrafiłem już się tak cieszyć jak dawniej... Nie potrafiłęm tak mocno kochać... Chciałem być sam. Nikogo nie mieć w około...  Nie chciałem niczym jeździć, unikałem czegokolwiek co ma koła i na nich się przemieszcza. za dużo wspomnień. Za to moje zmysły się wyostrzyły... Słyszałem, widziałem i czułem lepiej, więcej.  Do tego byłem naprawdę czujny... Jak nigdy... Do tego dochodzi bezsenność i duży lęk... Nie wiedziałem czemu akurat mi się tak musiało stać. Czemu do cholery los wybrał mnie... Czasami miałem również myśli samobójcze. Chciałem zakończyć wszystko co wiodłem... Ale się powstrzymywałem. Dla mojej siostrzyczki... TYlko dla niej póki co żyłem. Nie chciałem zawieść jej ani nikogo z mojego otoczenia. Póki co jednak nie musi o tym wiedzieć... wcale...

2 komentarze: